Średnia składka OC to tylko nieco ponad 550 zł. Ale kierowcy i tak wolą ryzykować
W bieżącym roku stawki kar za brak ochrony ubezpieczeniowej zostały ponownie zwaloryzowane. Właściciele samochodów osobowych, którzy dopuszczą do przerwy w ubezpieczeniu, muszą liczyć się z opłatą karną wahającą się od 1,9 tys. zł do nawet 9,6 tys. zł, w zależności od długości okresu bez ochrony.
Zobacz też: To już pewne. Takie będą kary za brak OC w 2026 roku
Mimo tych sankcji, wielu kierowców nadal podejmuje ryzyko, traktując polisę jako zbędny podatek, a nie mechanizm ochrony majątku. Tomasz Tarkowski, członek zarządu PZU, zwraca uwagę, że świadomość finansowa kierowców wciąż jest na niskim poziomie. Ubezpieczenie OC chroni bowiem portfel sprawcy przed roszczeniami, które mogą obejmować nie tylko naprawę blacharską, ale także wieloletnie renty, koszty leczenia i rehabilitacji osób poszkodowanych w wypadku.
Warto zresztą podkreślić, że średnia kwota składki nie należy do wygórowanych - tym bardziej dziwi więc, czemu tak wielu kierowców rezygnuje z ciągłości OC. Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń za trzeci kwartał 2025 r. wynika, że średnia składka za obowiązkową polisę OC wynosiła w Polsce 553 zł. Jest to kwota relatywnie niewielka w zestawieniu z ryzykiem, jakie pokrywa ubezpieczyciel - zwłaszcza że wystarczy chwila nieuwagi, by spowodować straty wielokrotnie przewyższające wartość rocznej opłaty.
Doskonałym przykładem dysproporcji między kosztem ochrony a potencjalnym odszkodowaniem jest przypadek z portfela PZU, gdzie kierowca Opla Corsy, płacący zaledwie 463 zł składki, uszkodził luksusowe Lamborghini. Ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanemu ponad 660 tys. zł. Gdyby sprawca nie posiadał ważnej polisy, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny wypłaciłby te środki ofierze, a następnie wystąpił do sprawcy z regresem, żądając zwrotu całej sumy co do grosza.
Z autocasco jest jeszcze gorzej. Tylko niewielka grupa Polaków decyduje się na AC
O ile obowiązek posiadania OC jest wymuszony ustawą, o tyle dobrowolne ubezpieczenia komunikacyjne obnażają podejście Polaków do zarządzania ryzykiem własnym. Zaledwie co czwarty kierowca decyduje się na wykupienie polisy autocasco.
Statystyki szkodowości pokazują tymczasem, że to zwykły hazard; co roku mniej więcej co dziesiąty pojazd ulega zdarzeniu, którego skutki finansowe spadają bezpośrednio na właściciela. Analiza szkód zgłaszanych do PZU pokazuje, że najczęstsze przyczyny wypłat z AC to nie tylko kolizje w ruchu drogowym (18 proc.), ale przede wszystkim uszkodzenia powstałe w wyniku zderzenia z przedmiotami, takimi jak barierki czy słupki (28 proc.) oraz szkody parkingowe (19 proc.).
Istotnym elementem ochrony, często pomijanym w kalkulacjach kierowców, jest pakiet assistance. W 2025 r. ubezpieczyciele interweniowali na polskich drogach setki tysięcy razy, nie tylko w przypadku wypadków, ale przede wszystkim awarii.
Usługi te obejmują holowanie, organizację pojazdu zastępczego, a także pomoc w prozaicznych sytuacjach, takich jak rozładowanie akumulatora, przebita opona czy zatrzaśnięcie kluczyków wewnątrz auta.
Rezygnacja z tego typu ochrony w imię pozornych oszczędności często kończy się wysokimi kosztami lawety i naprawy na własną rękę w najmniej oczekiwanym momencie. Z tego względu lepiej jednak rozważyć AC - a już na pewno nie dopuszczać do sytuacji, w której ciągłość ubezpieczenia OC zostaje przerwana.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj