Kontrolerzy biletów w autobusach i tramwajach być może powinni być jak policjanci

Państwo Praca dołącz do dyskusji (76) 15.01.2022
Kontrolerzy biletów w autobusach i tramwajach być może powinni być jak policjanci

Rafał Chabasiński

Status funkcjonariusza publicznego daje jego posiadaczom jedną podstawową korzyść. Za naruszenie nietykalności bądź czynną napaść na takowego grozi surowsza odpowiedzialność karna. Do tego przestępstwa te są ścigane z oskarżenia publicznego. O uzyskanie takiego statusu od lat bezskutecznie starają się kontrolerzy biletów. Być może jednak powinni go uzyskać?

Status funkcjonariusza publicznego uwalnia od konieczności użerania się z uciążliwą instytucją oskarżenia prywatnego

Zawód kontrolera biletów w komunikacji miejskiej nie należy ani do łatwych, ani tym bardziej specjalnie popularnych w społeczeństwie. Popularni „kanarzy” egzekwują obowiązek zapłaty za przejazd autobusem czy tramwajem. Nic więc dziwnego, że nie darzą ich sympatią osoby podróżujące na gapę. Każdego dnia mogą spotkać się nie tylko z wulgarnością, czy agresją, ale także z przemocą fizyczną ze strony kontrolowanych.

Od lat przedstawiciele tego zawodu starają się uzyskać status funkcjonariusza publicznego. Najważniejszą korzyścią dla kontrolerów byłaby zupełna zmiana podejścia ze strony wymiaru sprawiedliwości do przestępstw popełnionych na ich szkodę w związku z wykonywaniem przez nich pracy.

Naruszenie nietykalności funkcjonariusza publicznego jest karane dużo surowiej, niż w przypadku innych pokrzywdzonych. Zgodnie z art. 222 kodeksu karnego, sprawca dopuszczający się takiego przestępstwa może trafić do więzienia nawet na 3 lata. Tymczasem „zwykłe” naruszenie nietykalności cielesnej, zgodnie z art. 217 kodeksu karnego, jest zagrożone co najwyżej karą ograniczenia wolności.

Co jednak szczególnie ważne: naruszenie nietykalności cielesnej jest przestępstwem ściganym z oskarżenia publicznego. Wedle obecnego stanu prawnego kontrolerzy biletów są zdani na łaskę instytucji oskarżenia prywatnego. To oznacza konieczność samodzielnego zbierania dowodów przestępstwa. Prokurator może się włączyć do takiego postępowania, albo wszcząć postępowanie w takiej sprawie z urzędu. Problem w tym, że oskarżenie prywatne rzadko kiedy zdaje tak naprawdę rezultat.

Warto także wspomnieć, że szczególnie drastyczne przejawy ataku na funkcjonariuszy publicznych można zakwalifikować jako przestępstwo czynnej napaści. Zgodnie z art. 223 kodeksu karnego, sprawcy grozi w takim przypadku nawet 10 lat pozbawienia wolności. Jeśli zaatakowany funkcjonariusz doznał ciężkiego uszczerbku na zdrowiu zagrożenie karą rośnie do 12 lat w więzieniu.

Sposób traktowania kontrolerów biletów przez instytucje państwa jest nie do pozazdroszczenia

Zabiegi kontrolerów biletów do tej pory były nieskuteczne. Sąd Najwyższy już w 2013 r. przesądził, że „kanarzy” nie są funkcjonariuszami publicznymi. Skład orzekający uznał, że kontrolerzy biletów świadczą usługi na rzecz spółek przewodu transportu osobowego. Tym samym ani nie są pracownikami państwa, ani nie świadczą żadnych usług bezpośrednio na jego rzecz. Co ciekawe: pomimo takiego rozstrzygnięcia, od czasu do czasu podobne sprawy przewijają się w orzecznictwie polskich sądów administracyjnych. Rozstrzygnięcie jest jednak zawsze takie samo.

Oczywiście, w obowiązującym stanie prawnym trudno byłoby spodziewać się jakiegokolwiek innego rezultatu. Wszystko przez założenie, że miejskie przedsiębiorstwa transportowe to normalne, komercyjne spółki. Nie ma przy tym znaczenia, że należące do samorządów i wykonujące szczególnie istotne zadania na rzecz lokalnych społeczności. Podobnie jak to, że podlegli samorządom strażnicy miejscy jak najbardziej są funkcjonariuszami publicznymi w rozumieniu prawa. Swego rodzaju fikcja nakazująca traktować miejskich przewoźników „jak zwykłe firmy” wydaje się ważniejsza.

Także władze centralne nie kwapią się zbytnio do poprawy statusu kontrolerów. Ministerstwo sprawiedliwości jeszcze w zeszłym roku stwierdziło, że w ich przypadku ochrona prawna jest jak najbardziej wystarczająca. Jakby tego było mało, kontrolerzy nie mogą liczyć nawet na zaliczenie ich pracy jako pracy w szczególnych warunkach, czy o szczególnym charakterze. Nie mogą więc skorzystać z żadnej możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę. Nie należy im się także żaden dodatek za pracę w warunkach szkodliwych.

Pytanie brzmi: czy takie rozwiązania są słuszne? Jak już wspomniano, co do kwestii statusu funkcjonariusza publicznego można mieć istotne wątpliwości. W przypadku szczególnych warunków pracy kontrolerów rzeczywiście zachodzą kwestie warte rozważenia. „Kanarzy” w końcu pracują niezależnie od warunków atmosferycznych poza autobusami, do których jakoś muszą się dostać. Co więcej, narażenie na agresywne zachowania kontrolowanych wydaje się podobne jak w przypadku przywoływanych już strażników miejskich. Być może więc rzeczywiście warto byłoby jakoś poprawić ich status prawny.