Szanowny Panie Prezydencie Andrzeju Dudo,

możemy to jeszcze odkręcić.

Nie spodziewam się, by poniższy list dotarł do Pana bezpośrednio. Bezprawnik jest już wprawdzie bardzo dużym serwisem, ale nadal nie na tyle, by przejmowała się nim głowa jeszcze większego państwa. Ale mam nadzieję, że mój apel – a przynajmniej jego solidaryzującą esencję – powielą po nas wielkie portale. Zawsze tak robią, oby i tym razem nie zawiedli. Wyjątkowo, choć okradają nas w ten sposób z drogocennych odsłon, nawet nie będę im miał tego za złe. Bo uświadomiłem sobie, że my, przedstawiciele wszystkich niezależnych mediów w tym kraju, mamy na sumieniu jeden grzech – nigdy nawet nie próbowaliśmy dodać Panu otuchy.

Prawnicy różnych pokoleń rozmawiają ze sobą. Raz czy dwa zdarzyło mi się słyszeć anegdoty – nie jestem w stanie zweryfikować ich prawdziwości – na temat Pana studenckich czasów, a następnie pierwszych lat spędzonych w Warszawie. I wie Pan co? Uwielbiam je. Wszyscy moi znajomi także, bo dzielimy bardzo podobne historie, które pokazują, że Pan jest tak zwyczajnie normalny. Normalny. Że nie jest Pan jednym z tych bogojczyźnianych fanatyków kierujących się wyłącznie zemstą w mniej lub bardziej słusznym celu, którzy z racji podeszłego wieku i braku potomków mają komfort życia tak, jakby miało nie być jutra.

Panie Prezydencie Andrzeju Dudo, to Pan jest tu prawem

Czego Panu nie wmówili, czego Panu przez ostatnie miesiące nie sugerowali, jak bardzo nie próbowali Pana upokorzyć, Konstytucja RP nie pozostawia najmniejszych złudzeń w tej kwestii – jest Pan najważniejszą osobą w tym państwie. W wyborach dostał Pan 5 179 092 wyrazy zaufania i wsparcia, blisko 26 razy tyle, co kilka miesięcy później Jarosław Kaczyński. Nie głosowali na Pana tylko wyborcy PiS-u, głosowali moi koledzy i koleżanki: antysystemowcy, liberałowie, konserwatyści, a nawet „lewacy”, którzy mieli dość gnuśnej Platformy Obywatelskiej i trochę znudził im się już niegwarantujący emocji oraz hollywoodzkiego polotu Bronisław Komorowski. Dziś wszyscy tego żałują, ale możemy to jeszcze odkręcić.

Nie winię ich, razem z Marcinem Mellerem byłem w gronie tych kilku naiwniaków, którzy wierzyli, że nowy Prezydent jest „do dogadania”. Że może nie wygrał kandydat, na którego głosowaliśmy, ale… a co, jeśli to nawet lepiej? Jeśli taki normalny konserwatysta w końcu trochę załagodzi wojnę polsko-polską? Nawet u części spośród wyborców rywala miał Pan czystą kartę. Teraz trochę się już na niej nabrudziło: prawo łaski dla nawet nieskazanych, powołania sędziowskie dla bezprawnie wybranych sędziów, Julia Przyłębska na czele Trybunału (doprawdy…). Ale nadal możemy to jeszcze odkręcić.

Jeżeli wydaje się Panu, że namawiam Pana do wymówienia posłuszeństwa partii, to ma Pan rację

Ja nie muszę Pana wtajemniczać w sytuację z KRS, sądami i Sądem Najwyższym. Ze wspomnianych wcześniej anegdot wiem, że wbrew doświadczeniom ostatnich miesięcy, jest Pan dobrym prawnikiem. Zresztą, Pana wtorkowe wystąpienie wskazuje na to, że Pan doskonale wie co tam się dzieje. Wie Pan, że jest źle. I jak bardzo jest źle. I że nawet pomimo ostatnich, niezbyt fortunnych miesięcy, trudno się będzie pod tym podpisać.

Proszę nie podpisywać. O nic więcej Pana nie proszę. To będzie wymagało wielkiej odwagi z Pana strony. Zarzuca Pan jednemu ze swoich poprzedników, że podpisał. Proszę być od niego większym człowiekiem i większym Prezydentem.

W tej chwili połowa Polaków uważa Pana za doskonałego Prezydenta, a druga połowa Pana nie tyle Pana nienawidzi, bo to by było nawet dość nobilitujące. Jest gorzej, druga połowa Pana nie szanuje. Osoba o odpowiednio wyrobionym smaku, a nie wątpię, że Pan taki posiada, nie chce być gwiazdą muzyki disco polo. Zapewne Zenkowi Martyniukowi nie doskwiera, że po raz czternasty z rzędu został okrzyknięty największą gwiazdą dożynek w Bochni, choć nigdy nie wystąpi w Metropolitan Opera.

Widzi Pan, ja nie twierdzę, że dożynki są w czymkolwiek gorsze od najwybitniejszych scen z całego świata. Ale mam wrażenie, że Pan doskonale czuje, że jednak są. Dziś jest Pan Salierim. Ale nadal możemy to jeszcze odkręcić, przy wsparciu rodaków i odrobiny odwagi zrobimy z Pana Mozarta.

Dziś szanse na to, że przejdzie Pan do historii, oceniam na 66%

Oto trzy scenariusze tego, jak może zostać zapamiętana Pańska prezydentura. Wariant pierwszy – neutralny. Pan przyklepuje PiS-owi te ustawy, ale ostatecznie za 2 albo 6 lat poparcie PiS-u spada do tego stopnia, że w uczciwych wyborach przegrywa wybory, a Borys Budka staje na głowie, by następnie ten cały bałagan ponaprawiać. O ile będzie to Borys Budka, a nie ktoś, kto na bazie przyklepanych przez Pana ustaw zdecyduje się zgotować nam tu jeszcze większy Meksyk. Za sto lat na pytanie o Andrzeja Dudę, uczniowie liceów przypominają sobie, że faktycznie taki był, po Kaczniewskim albo po Komorowskim, jakoś tak.

Wariant drugi – pesymistyczny. Dyktatury trwają 10, 20, 50 lat. Ale raczej nie jest to stan permanentny. I tak to już jest, że podręczniki historyczne na lata piszą potem ci, którzy te dyktatury obalali. Czy na pewno chciałby się Pan zapisać jako człowiek, który jedną z takich dyktatur zaakceptował, uwiarygodnił, uwierzytelnił, potwierdził, firmował i podpisał? To Pana wybór, choć w mojej ocenie jest to prosta droga na śmietnik historii, obok Urbanów, Kiszczaków i Jaruzelskich. Ale możemy to jeszcze odkręcić.

Wariant trzeci – odważny

Ostateczna decyzja należy oczywiście do Pana, ale przecież Pan doskonale wie, że tak trzeba. Nie tylko, że warto być przyzwoitym, ale i że tak należy postąpić, jeśli tylko poważnie traktujemy kraj, jego historię czy wreszcie urząd głowy państwa, nie stając się równocześnie zakładnikiem zaledwie partii. Partia – paskudne słowo, prawda? Czasy się zmieniają, ale od partii zawsze warto trzymać się z daleka.

Zwłaszcza, że to już nie są standardowe przepychanki przy korycie i za chwilę podaruje Pan fanatykom coś, na co czekali przez całe swoje polityczne życie. Absolutne jednowładztwo, by można było wreszcie zostać emerytowanym zbawcą narodu. A wyznań jest wiele, czy chciałby Pan zostać zbawiony pod przymusem państwa przez boga innej religii? Czy to aby nie zbliża nas do szariatu, którego tak bardzo staramy się od wielu miesięcy unikać?

Uprzedzam, że wariant trzeci jest karkołomny. Wymaga wielkiej odwagi, chyba nie mieliśmy jeszcze polityka takiego formatu, który by się na to zdobył. To zabawa dla poważnych graczy, o jakiej się scenarzystom Netfliksa nie śniło. Gdyby jednak się Panu udało… wszedłby Pan do kanonu polskiej polityki, kmicicowski „Manewr Dudy” byłby wspominany przez lata. To nie pyskówki z Millerem, którymi do dziś tak bardzo obnosi się Aleksander Kwaśniewski. Ani jakieś wetowanie dla picu, jak miał w zwyczaju czynić Bronisław Komorowski. Stawiając się w sprawie fundamentalnej, lecz z pełną słusznością, stałby się Pan pierwszym prawdziwym Prezydentem Polski i Polaków, a nie kolejnej ze zmieniających się jak w kalejdoskopie partii.

Ja nie mówię, że będzie łatwo. Może postawią Pana przed Trybunałem Stanu. Może nazwą zdrajcą, Niemcem, zaczną doszukiwać się niewygodnych faktów z przeszłości. Na pewno oberwie się rodzinie, może nawet dziadkom. Oni już tak mają, robią tak odkąd pamiętam. Na tyle często, że nawet nie wywiera to na ludziach większego wrażenia. Nie wiem co oni wymyślą i jak bardzo źle się to dla Pana skończy. Nie mogę obiecać w imieniu Platformy i Nowoczesnej, że poprą Pana na drugą kadencję, choć ich jawną niechęć nadal możemy jeszcze odkręcić. A naród dobrych przywódców docenia, Aleksander Kwaśniewski nie potrzebował w 2000 roku SLD do wyborczego zwycięstwa ani trochę.

Wiem natomiast, że w moim otoczeniu będzie Pan bohaterem

Miał Pan przedsmak tego przed kilkoma dniami, gdy nieśmiało, badawczo i asekuracyjnie wystawił Pan but poza wytyczoną linię. Teraz musi Pan użyć prawego sierpowego.

Wiem, bo dużo o tym rozmawiam w ostatnim czasie. Będzie Pan bohaterem dla zaprzyjaźnionych wyborców PiS-u, którzy (być może z racji wykształcenia prawniczego) już widzą, co też najlepszego narobili i że PiS nie jest ich odpowiedzią na poszukiwanie na mapie politycznej sensownej prawicy. I z całą pewnością będzie Pan bohaterem dla zaprzyjaźnionych wyborców innych formacji politycznych. Bo jest Pan naszą ostatnią nadzieją, ja też piszę przecież do Pana wyłącznie z desperacji. Po tym jak Trybunał Konstytucyjny został sprowadzony do rangi bytu czysto teoretycznego, ma go Pan trochę na sumieniu, jak na ironię w Panu nasza jedyna nadzieja. Możemy to jeszcze odkręcić.

A Pan chyba troszkę boi się być najważniejszą osobą w państwie

Proszę się nie bać. To Pan jest tutaj dla nich, a nie odwrotnie. Odważne czyny zostaną zapamiętane i docenione. Nie zostanie Pan ze swoją słusznością sam.

Była taka literacka postać, rozpromowana na jeszcze szerszą skalę przez kinematografię: Gollum. Bohaterowie Władcy Pierścieni przez trzy tomy zastanawiali się czemu w ogóle pozwalają jej istnieć, a ona ostatecznie odegrała kluczową rolę w całej historii.

Pan, Panie Prezydencie, nie jest hobbitem na dwustuletnim narkotycznym głodzie biżuteryjnym, tylko najpotężniejszą osobą w państwie, a do tego – zupełnie normalny człowiekiem. To rozróżnienie jest dla mnie kluczowe w tej dyskusji. My mamy tego świadomość i Pan również powinien mieć, ponieważ pomimo dotychczasowych różnic, poprzemy i docenimy Pana decyzję o zawetowaniu ustaw zmieniających polskie sądownictwo w prywatny folwark Zbigniewa Ziobro. Z nami za swoimi plecami, to nie Pan musi się bać Jarosława Kaczyńskiego, ale Jarosław Kaczyński Pana. Tak też może Pana zapamiętać historia, proszę o tym pamiętać. Duda, nowy lider światłej prawicy, opartej na wartościach, a nie zabobonach i podjudzanych lękach, który raz na zawsze uwolnił Polskę od Kaczyńskiego.

Możemy to jeszcze odkręcić

Tolkienowski Gollum wpadł do Góry Przeznaczenia i tam też wpadnie Adrian, którym złośliwie określana jest Pańska bierność wobec kolejnych, bezprawnych poczynań większości sejmowej. Ale nie musi tak być. Tego dnia może narodzić się Prezydent Andrzej Duda, który zostanie z nami na jeszcze 8 lat cenionej przez Polaków i dobrze wspominanej po czasie prezydentury. Prezydentury normalnej, która odparła ślepą zemstę i fanatyzm, czyniąc zadość słowom wybitnych prawników, Jana Pawła II czy wreszcie – Pana mentora – samego Lecha Kaczyńskiego, który – gdyby dziś był Prezydentem – nigdy nie pozwoliłby na doprowadzenie do podobnej sytuacji.

Panie Prezydencie, nie będzie lekko, my też się bardzo boimy i przeraza nas to, co widzimy w telewizji. Ale jesteśmy z Panem, proszę postąpić tak, jak trzeba.

Jan Paweł II o tym, dlaczego większość sejmowa nie ma prawa niszczyć polskiego sądownictwa