Po Facebooku krąży fałszywe wezwanie dla kobiety, którą mają niby oskarżyć za zakup „tabletki po”. Nie karmcie trolla

Gorące tematy Społeczeństwo Zbrodnia i kara Zdrowie dołącz do dyskusji (162) 14.09.2018
Po Facebooku krąży fałszywe wezwanie dla kobiety, którą mają niby oskarżyć za zakup „tabletki po”. Nie karmcie trolla

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Facebooka obiega właśnie kolejna dramatyczna historia wyssana z palca o kobiecie, którą chcą zamknąć za zakup tabletki „po”. Dlaczego jest – jak wszystkie jej podobne – jednym, wielkim kłamstwem? Wyjaśniamy! 

Sytuacja ma się następująco: kobieta po czterdziestce, matka trójki dzieci kupuje tabletkę „dzień po”. Półtora roku później dostaje pismo do Komendy Rejonowej Policji w Warszawie „w sprawie zakupu środków wczesnoporonnych”. Wzywa się ją, co ważne, w charakterze świadka. Najwyraźniej lekarz, który wypisał receptę podejrzany jest o wypisywanie receptę środków spędzających płód.

Wszystko z pozoru wygląda oburzająco, prawda? Przyjrzyjmy się jednak samemu pisemku, które wrzucono na Facebooka, z naszymi, bezprawnikowymi nanosinami.

tabletka po zarzuty

Przyjrzyjmy się teraz zaznaczonym fragmentom tej radosnej twórczości.

Podstawowe: brak podstawy prawnej przy wezwaniu.

1: „W sprawie…” w wezwaniach policyjnych zazwyczaj znajduje się pod napisem „Wezwanie”.

2: Tak się pisało za komuny. Teraz nikt tak nie robi.

3: Dlaczego ta data jest tak wysoko?

4: Dlaczego pieczątka jest taka niewyraźna?

I nie „objaśnienie”, tylko „pouczenie”.

Jednak ktoś mógłby powiedzieć, że to pismo faktycznie napisał młodszy perspirant, który poprzedniego dnia spożył za dużo preparatu i w zasadzie sam nie wie, co tam robi. Ale nie. Pismo urzędowe musi spełniać pewne kryteria. Poza tym policjanci swoje wezwania często wypisują ręcznie. Ktoś powie „no, ale to może było od szablonu!”. Jakby było od szablonu, to by tam nie było tylu błędów merytorycznych.

Tabletka „po” – zarzuty

To nie koniec naszej historii. Autorka „fejka”, która zamieściła go w imieniu „koleżanki” (owej płodnej czterdziestolatki) nawiązała kolejny zwrot akcji, który pogrąża tę i tak już grubymi nićmi szytą intrygę:

Od czego by tu zacząć:

  • jeśli cię wezwali w charakterze świadka, to jesteś świadkiem do momentu postawienia zarzutów,
  • zarzuty stawia prokurator,
  • policja na pewno nie udzieliłaby takiej informacji,
  • ART. 152 KK NIE PRZEWIDUJE KARANIA MATKI W PRZYPADKU DOKONANIA ABORCJI

Ja wiem, że nasze państwo nie jest doskonałe. Mówię eufemistycznie. Ja wiem, że wielu wręcz chciałoby, żeby ten PiS wyciągał roniące kobiety z domów i stawiał im zarzuty spędzenia płodu, bo w ten sposób mogliby dowieść, że Kaczyński to ostateczny faszysta. Ale Kaczyński nie jest faszystą, a Prawo i Sprawiedliwość to nie są brunatne koszule. To po prostu bardzo zły rząd. Ale nie aż tak zły.

Jeśli już w tej historii chcieliby faktycznie coś zrobić, to mogliby, oczywiście, wezwać daną kobietę w charakterze świadka i świadka wyłącznie w celu ustalenia, kto te tabletki sprzedał (nie wolno tego robić). Oczywiście, jeśli mąż zamówiłby je dla żony i jej je podał, to też przychodzi do niego wezwanie (ale nie takie toporne) – albo w charakterze świadka (a potem, gdyby się przyznał, dostałby zarzuty), albo w charakterze podejrzanego.

Sprawdzajcie, kto i jak udostępnia takie „mądre” wezwania i kolportuje historie o kobietach, które uciska zły rząd. Wiem, że emocje biorą górę, a państwu się obecnie nie ufa (nie, żeby kiedykolwiek cieszyło się one przesadnym zaufaniem), ale nie dajcie się oszukiwać osobom liczącym na tanią sensację.