- Home -
- Biznes -
- Trump wymuszał, by przedsiębiorcy wynieśli się z Chin. Ci posłuchali i teraz są duszeni ogromnymi cłami
Trump wymuszał, by przedsiębiorcy wynieśli się z Chin. Ci posłuchali i teraz są duszeni ogromnymi cłami
Donald Trump w swojej pierwszej kadencji chętnie pouczał amerykańskich producentów, że muszą uniezależnić się od Chin. Po latach ostrych słów, pandemii i pierwszej rundy wojny handlowej faktycznie wiele firm przeniosło produkcję do krajów Azji Południowej i Południowo-Wschodniej – Wietnamu, Kambodży, Bangladeszu czy Indonezji.

Jednak, jak donosi CNN, dziś ci, którzy posłuchali jego rad, znaleźli się w sytuacji, której raczej nie przewidzieli, stali się ofiarami kolejnej fali taryf, tym razem wymierzonych również w ich nowe lokalizacje.
Od Chin do „nowych Chin”
Początkowo strategia dywersyfikacji wyglądała sensownie. Rosnące koszty pracy w Chinach, ryzyko polityczne i napięcia handlowe sprawiły, że wiele koncernów zaczęło szukać alternatywnych miejsc produkcji. Krajom takim jak Wietnam czy Kambodża sprzyjała bliskość geograficzna do Chin, dostęp do młodej siły roboczej, rozbudowująca się infrastruktura i stabilny wzrost gospodarczy.
W ciągu dekady region stał się centrum nisko- i średniozaawansowanej produkcji – od tekstyliów po elektronikę użytkową.
Ale tym czasie Chiny nie próżnowały. Gdy Trump w kwietniu tego roku groził nową rundą ceł, Xi Jinping wyruszył w podróż dyplomatyczną po Azji Południowo-Wschodniej, oferując partnerstwo handlowe i wizerunek obrońcy globalizacji.
Cios z drugiej strony
W sierpniu 2025 r. administracja Trumpa ogłosiła pakiet ceł, który uderzył nie tylko w Pekin, ale też w państwa, które miały być alternatywą dla chińskiej produkcji. Wysokość taryf w regionie jest jedną z najwyższych w historii. Laos i Mjanma (dawniej Birma) dostały 40% (więcej miała tylko Syria - 41%), a takie gospodarki jak Wietnam, Kambodża, Malezja czy Bangladesz dostały po 19-20%.
Publicznie przywódcy tych krajów ogłosili sukces, bo to mniej niż pierwotnie zapowiadane 30-40%. Ale nikt w deklarowany sukces nie wierzy.
Problematyczny przeładunek
Największą niepewność wprowadziły jednak tzw. cła na przeładunek - dodatkowe 40% na towary, które trafiają do USA przez kraj o niższych taryfach, choć powstały w państwie objętym wyższymi. W teorii chodzi o walkę z „przekładaniem etykietek” co sami dobrze znamy w kontekście np. gigantycznego wzrostu eksportu niemieckich samochodów do Kazachstanu, po nałożeniu sankcji na Rosję... Tu byłaby to sytuacja gdy np. chińska maszyna przyjeżdża do Wietnamu, gdzie dodaje się drobny komponent, a następnie wysyła do USA jako "Made in Vietnam". W praktyce definicja Trumpa jest znacznie szersza i każda azjatycka przesyłka może być traktowana jako podejrzana.
To oznacza dodatkową biurokrację, koszty i ryzyko dla firm, które przez lata inwestowały w fabryki poza Chinami właśnie po to, by uniknąć amerykańskich ceł.
Skoro przewaga kosztowa Wietnamu czy Bangladeszu topnieje, to warto wrócić do Chin, gdzie skala produkcji obniża koszty jednostkowe. Inni mogą rozważyć przenosiny bliżej USA, np. do Meksyku.
Konsument (także polski) też zapłaci
W całej układance łatwo zapomnieć, że koszty ceł przerzucane są na końcowego odbiorcę. Jeśli amerykańskie sieci odzieżowe i elektroniczne będą płacić 20-40% więcej za towary z Azji, to ceny w sklepach pójdą w górę
Cała sytuacja pokazuje, jak bardzo wojna handlowa USA-Chiny przerodziła się w grę o wpływy w całym regionie Indo-Pacyfiku. Trump chce zablokować Pekinowi „tylne drzwi” do amerykańskiego rynku, Pekin odpowiada zaś intensywną dyplomacją i inwestycjami.
Firmy, które jeszcze pięć lat temu świętowały otwarcie nowych zakładów w Sajgonie czy Phnom Penh, dziś muszą przeliczać, czy inwestycja w ogóle ma sens. Część z nich zapewne zostanie, bo nie wszystkie produkty można łatwo przenieść. Inne wrócą do Chin lub poszukają „bezpiecznych” lokalizacji w pobliżu USA czy Europy.
Ironia losu polega na tym, że wielu obecnych „poszkodowanych” dokładnie realizowało strategię, którą promował Trump - oderwać się od Chin. Teraz dostają rachunek, który wystawiła ta sama administracja. I wygląda na to, że będzie on wysoki.
zobacz więcej:
30.03.2026 16:41, Rafał Chabasiński
30.03.2026 16:02, Piotr Janus
30.03.2026 15:01, Rafał Chabasiński
30.03.2026 14:16, Marcin Szermański
30.03.2026 13:27, Rafał Chabasiński

Złoto od 5000 lat ratuje ludzi przed bankructwem. Dlaczego historycznie drożeje w czasach wojen, kryzysów i słabego dolara?
30.03.2026 13:26, Jerzy Wilczek
30.03.2026 13:09, Aleksandra Smusz
30.03.2026 12:16, Edyta Wara-Wąsowska
30.03.2026 11:47, Mateusz Krakowski
30.03.2026 10:45, Mateusz Krakowski
30.03.2026 9:59, Aleksandra Smusz
30.03.2026 9:04, Marcin Szermański
30.03.2026 8:14, Rafał Chabasiński

Wielki Piątek wolny od pracy. Petycja jest na biurku prezydenta, ale 3 kwietnia 2026 idziesz do pracy
30.03.2026 7:33, Mariusz Lewandowski

31 marca ZUS sprawdzi, kto dostanie trzynastkę. Oto trzy grupy osób, które mogą stracić prawo do 13. emerytury
30.03.2026 7:01, Mariusz Lewandowski
30.03.2026 6:29, Mariusz Lewandowski
30.03.2026 6:01, Mariusz Lewandowski
30.03.2026 5:27, Mariusz Lewandowski

Koniec papierowej wysyłki deklaracji. Do 15 kwietnia musisz złożyć PIT elektronicznie albo zapłacisz karę
30.03.2026 4:44, Mariusz Lewandowski
30.03.2026 4:16, Mariusz Lewandowski
29.03.2026 19:45, Mariusz Lewandowski
29.03.2026 19:03, Mariusz Lewandowski

Ewa Kopacz, Robert Biedroń i Dominik Tarczyński razem i pod rękę głosowali za śledzeniem was przez amerykańskie firmy
29.03.2026 18:04, Mariusz Lewandowski
29.03.2026 12:37, Materiał Partnera Bezprawnika
29.03.2026 12:19, Mateusz Krakowski

Seniorka miała zapłacić 93 zł za paczkę. Obca kobieta w kolejce powiedziała jedno zdanie i zaoszczędziła jej 28 zł
29.03.2026 11:37, Aleksandra Smusz
29.03.2026 10:15, Mateusz Krakowski























