1. Home -
  2. Państwo -
  3. Do gór trzeba mieć szacunek. Do innych obywateli również, a za akcje ratunkowe w Tatrach powinieneś płacić ty albo ubezpieczyciel

Do gór trzeba mieć szacunek. Do innych obywateli również, a za akcje ratunkowe w Tatrach powinieneś płacić ty albo ubezpieczyciel

Co jakiś czas w mediach pojawiają się relacje przedstawiające turystów poruszających się w sposób niewłaściwy po górskich szlakach. Niestety nierzadko nieodpowiednie zachowanie lub wyposażenie kończy się akcją ratowników górskich, a działania GOPR i TOPR są tylko pozornie darmowe.

Kto płaci za akcje ratunkowe w górach?

W Polsce akcje ratunkowe w górach są finansowane ze środków publicznych. Oznacza to, że koszty działań GOPR/TOPR pokrywane są z budżetu państwa, czyli - w praktyce - z podatków wszystkich obywateli. Nawet tych, którzy nigdy nie byli w górach.

To bardzo ważna informacja. Gdy ktoś mówi, że "ratownictwo górskie jest darmowe", warto dodać: darmowe dla poszkodowanego, ale nie darmowe w ogóle. Każdy lot śmigłowca, każda godzina pracy ratowników, każde użycie specjalistycznego sprzętu ma swoją cenę.

W skrajnych przypadkach koszt jednej akcji ratunkowej może sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych, a na poszkodowanych rzucają się solidarnie wszyscy Polacy.

Ubezpieczenie - niewielki koszt, duża odpowiedzialność

Istnieje jednak rozwiązanie, które pozwoliłoby przenieść ciężar finansowy z ogółu społeczeństwa na osobę podejmującą ryzyko. Chodzi o ubezpieczenie turystyczne obejmujące koszty ratownictwa górskiego.

Taka polisa kosztuje zwykle tylko kilka złotych na dobę. W zamian towarzystwo ubezpieczeniowe pokrywa koszty akcji ratunkowej, transportu medycznego czy hospitalizacji. Niestety nierzadko akcję ratunkową trzeba podejmować przez ignorancję i nieodpowiedzialność turystów. Jestem raczej przeciwnikiem wszelkiej maści zakazów i nakazów, ale akurat w tym przypadku byłbym za rozwiązaniem znanym na Słowacji. A przynajmniej w tych najbardziej rażących przypadkach, kiedy to do wypadku doszło nie przez zwykły pech czy zdarzenie losowe, a ludzką głupotę.

Sam dość często chodzę po górach, ale zwykle są to raczej niewysokie szczyty Beskidu Śląskiego i Beskidu Małego o wysokości zwykle do ~1200 metrów. Niestety nawet i tu można spotkać turystów w szpilkach czy (zimą) w samych slipach i butach. Na przestrzeni lat dochodziło to sporej liczby wypadków czy zaginięć i to nawet na pozornie łatwych szlakach. Wychodzenie w góry - nawet tak stosunkowo niskie - w nocy, przy słabej widoczności i przy kiepskich warunkach pogodowych czasami kończy się akcją GOPR, za którą płacimy my wszyscy.

Na Słowacji to nie do pomyślenia

Dla porównania w słowackich Tatrach obowiązuje zasada, że turysta korzystający z pomocy HZS (odpowiednika naszego TOPR-u) ponosi koszty akcji ratowniczej, o ile nie ma wykupionego ubezpieczenia. Na koszty składają się m.in. zarówno poszukiwania, jak i ratownictwo właściwe, tj. transport helikopterem i inne. W razie braku odpowiedniej polisy rachunek może być bardzo wysoki i w dodatku liczony w euro...

W przeliczeniu na złotówki koszt takiej "wycieczki" może dochodzić w skrajnych przypadkach nawet do około 100 000 złotych. W Polsce polisa turystyczna nie jest obowiązkowa, na Słowacji również, ale to tam możesz - w razie nieszczęścia - zaciągnąć się na niezły kredyt. Przed wyjazdem w słowackie góry zdecydowanie warto zadbać o stosowne ubezpieczenie.

Ciekawe, czy przepisy rodem ze Słowacji miałyby kiedykolwiek szansę przyjąć się i u nas.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi