Od redakcji: Specjalnie dla Bezprawnika głos w sprawie licznych niepokojów wokół losu polskiego hazardu zgodził się zabrać Rafał Gładysz – pokerzysta, redaktor naczelny witryny PokerTexas (sprawdź też na Facebooku), aktywista walczący o rzetelne uregulowanie sytuacji prawnej jednej z najpopularniejszych gier karcianych.

Kilka dni temu w Sejmie miało miejsce pierwsze czytanie projektu nowej ustawy hazardowej. Dla osób postronnych była to jedna z wielu sejmowych debat, nudnych i nieciekawych, typowe „bla bla” z mównicy. Jednak dla ludzi związanych z branżą hazardową był to festiwal żenady, ignorancji i niewiedzy w wykonaniu przedstawicieli społeczeństwa, którzy mają stanowić o prawie w naszym kraju.

Aby wprowadzić w temat przypomnijmy trochę faktów z niedalekiej przeszłości. Jest końcówka roku 2009, krajem wstrząsa kolejna afera, nazwana przez media „aferą hazardową”. Zatacza ona szerokie kręgi, dotykając bezpośrednio polityków Platformy Obywatelskiej, będącej wówczas u władzy. Po wyjściu na jaw tajnych cmentarnych spotkań Mira, Zbycha i Rycha rząd postanawia zareagować i przygotowuje w ultra szybkim tempie ustawę hazardową, spisaną na kolanie przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów, Jacka Kapicę. Ten przygotowuje dwa projekty tejże ustawy – liberalny, dopuszczający działanie zagranicznych operatorów i regulujący funkcjonujący rynek na dość zdrowych zasadach oraz drugi, bardzo radykalny, który ostatecznie został wybrany i w trybie pilnym wprowadzony w życie z dniem 1 stycznia 2010 roku.

Projekt ten miał przede wszystkim uregulować funkcjonowanie w Polsce tzw. jednorękich bandytów, czyli automatów o niskich wygranych, rozsianych po całym kraju w każdym możliwym punkcie. Co z tego wyszło wiemy dzisiaj doskonale – automaty mają się doskonale, na miejsce jednego skonfiskowanego przez Służbę Celną (do niedawna kierowaną właśnie przez wspomnianego Jacka Kapicę) pojawia się natychmiast pięć innych, na dodatek ustawa nie została notyfikowana przez Komisję Europejską, co obecnie skutkuje tym, że wielu właścicieli jednorękich bandytów będzie się dopominało od budżetu państwa kolosalnych odszkodowań sięgających miliardów złotych. Trzeba również w tym miejscu powiedzieć sobie jasno, że bubel prawny wypuszczony przez Kapicę, jakim jest ta ustawa, miał już nie tyle luki, co wręcz ogromne dziury szerokości autostrady, z których do dzisiaj korzystają ci, przeciwko którym ustawa została wymierzona.

Trochę przypadkiem najbardziej w nowej ustawie dostał rykoszetem poker. Gra uznawana na całym świecie jako gra umiejętności została zepchnięta do głębokiego podziemia, bo nowe regulacje Kapicy postawiły ją w szeregu gier hazardowych na pierwszym miejscu wśród tych najbardziej represjonowanych. Delegalizacja gry online, nałożenie absurdalnego, najwyższego na świecie podatku od wygranych turniejowych na poziomie 25% (dodajmy tylko, że w innych krajach Unii Europejskiej podatku tego nie ma wcale lub osiąga on maksymalny poziom w wysokości 3-5%), wycofanie gier cashowych z kasyn naziemnych – to tylko podstawowe wady obowiązującej wciąż ustawy. Kilka lat ciężkiej walki środowiska pokerowego o doprowadzenie tej chorej sytuacji do normy spełzły na niczym. Jacek Kapica odrzucał skutecznie absolutnie wszystkie argumenty pokerzystów, a do zmian ostatecznie nie doszło.

PiS lub Gowin mieli uratować pokerzystów

Szansą dla pokerzystów miał być nowy rząd PiS. Z początku wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście coś się może zmienić dla nich na lepsze. Po pierwsze dlatego, że wszyscy doskonale widzieli, ile naobiecywał rząd PiS swoim wyborcom i z pewnością będzie szukał gdzieś kasy na realizację swoich obietnic (choćby program 500+, który kosztuje budżet państwa majątek). Drugim symptomem pozytywnej zmiany był projekt nowej ustawy hazardowej autorstwa wicepremiera Jarosława Gowina, który przewidywał nie tylko „uwolnienie” pokera, ale również zakładów bukmacherskich online. Niestety, szybko okazało się, że Gowin w tym temacie nie ma do powiedzenia kompletnie nic. Resort prowadzony przez Pawła Szałamachę szybko wystrzelił ze swoim projektem. Na środowisko pokerowe padł blady strach, bo restrykcje zaplanowane w tym projekcie są jeszcze gorsze, niż obowiązujące do tej pory.

Autorem nowego projektu został następca Kapicy na stanowisku podsekretarza stanu w MF – Wiesław Janczyk. Jego projekt jest nie tyle zły, co beznadziejny, fatalny, totalnie uwsteczniający branżę hazardową. Wprowadza szereg zakazów, a pokera w Polsce skazuje w zasadzie na niebyt. I dzieje się to wszystko w chwili, gdy od kilku lat polscy pokerzyści są jednymi z najlepszych graczy na świecie i osiągają w turniejach swoje największe sukcesy w historii!

Dla osób nieobeznanych z pokerem ma on wciąż twarz „Wielkiego Szu” oraz oszustów strzelających do swych rywali w westernach, gdy ich kanty wyszły przy stole na jaw. Obraz ten jest tak mocno wbity w świadomość społeczeństwa, że potrzeba z pewnością wielu lat, aby go skutecznie wymazać. I powoli tak się dzieje, ponieważ media zauważają największe zwycięstwa polskich zawodników. Polscy mistrzowie turniejów European Poker Tour, jednego z najbardziej prestiżowych cykli pokerowych na świecie, udzielają wywiadów w prasie, radiu i telewizji, obnażając przy okazji absurdy obecnego prawa. Dominik Pańka, Dima Urbanowicz czy Sebastian Malec nie mają nic wspólnego z ciemnymi spelunami, zadymionymi mordowniami, oszustwami, asami chowanymi w rękawach czy znaczonymi kartami. To młodzi ludzie, mający po 20-25 lat, którzy dzięki swoim wyjątkowym predyspozycjom, inteligencji, silnej psychice i ciężkiej nauce gry osiągnęli w bardzo młodym wieku status pokerowych milionerów. Za chwilę zostaną jednak przestępcami we własnym kraju, bo projekt Janczyka zepchnie ich na margines społeczeństwa.

Nie są oni jedynymi pokerzystami z sukcesami, ich lista jest długa. I co najważniejsze – coraz dłuższa. Wygrane po kilka tysięcy dolarów to dla wielu dzienna norma, kilkanaście tysięcy też nikogo już od dawna nie szokuje. Pokerowa społeczność jest już przyzwyczajona do raportów z takimi kwotami. Lekki szok powodują dopiero wygrane po kilkadziesiąt tysięcy dolarów czy euro, ale przecież wielu wygrywało już znacznie większe kwoty. Poniższy ranking jest tego najlepszym dowodem, a jest to tylko i wyłącznie lista obejmująca wygrane w turniejach, i to tylko tych rozgrywanych na żywo. Realnie wygrane kwoty są tu znacznie, znacznie większe.

14355589_1240526312666630_2104594839784807450_n

Okazuje się, że ustawę hazardową da się jeszcze bardziej uwstecznić

Wspomniany Wiesław Janczyk z trybuny sejmowej starał się argumentować taki, a nie inny wygląd swojego projektu ustawy. Czego mogliśmy się dowiedzieć? Otóż był to jedynie stek wyssanych z palca banałów, bzdur i kłamstw, którymi resort finansów wyciera sobie twarz, chcąc przeforsować swoją beznadziejną ustawę. Ochrona przed uzależnieniami, bezpieczeństwo graczy w sieci, blokowanie dostępu do gry nieletnim i tego typu argumenty – obali je każdy, kto ma choćby blade pojęcie o temacie e-hazardu.

Aby założyć konto na jakimkolwiek portalu oferującym grę na pieniądze w internecie trzeba być osoba pełnoletnią, przedstawić kopię swojego dokumentu tożsamości, podać numer karty kredytowej, nieczęsto również wylegitymować się np. rachunkami opłacanymi co miesiąc za mieszkanie, prąd czy telefon. Gdzie jest tu miejsce dla nieletnich? Nawet na zwykłego kasyna nie wejdzie się bez dowodu osobistego, bo nieletnich nie wpuszczają. Każdy operator online ma silnie rozwinięty program bezpiecznej i odpowiedzialnej gry, który należy zaakceptować, aby w ogóle zacząć swoją przygodę z pokerem czy zakładami bukmacherskimi. Uzależnienia?

Ustawa Kapicy z 2009 roku wprowadziła do życia Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych, do którego odprowadzano 3% z dochodów uzyskiwanych z opodatkowania Totalizatora Sportowego i wszystkich legalnie działających firm hazardowych. Efekt? Wszystkie kontrole Najwyższej Izby Kontroli, które były przeprowadzane w FRPH wykazywały jasno, że nie ma kogo leczyć, a instytucja ta przeżera zebrane środki na własną egzystencję. A mówimy tu o kwotach kilkudziesięciu milionów złotych zebranych rocznie! W latach 2010-2011 na koncie funduszu zebrano ponad 22 miliony złotych, z czego na leczenie uzależnień wydano… 89.000 złotych! Za to ponad 300.000 wydano na urzędników tam pracujących! Intencje były może słuszne, ale rzeczywistość pokazała, że zamiary te nie były poparte żadnymi faktami i rzetelnymi danymi. A teraz wracamy ponownie do tej samej bezpodstawnej dyskusji dzięki panu Janczykowi.

Jestem w 100% przekonany, że wypowiadający się niedawno w Sejmie posłowie i posłanki nigdy w życiu nie mieli nic do czynienia z jakąkolwiek formą hazardu. No, może kiedyś kupon w totku puścili, a w karty to zagrali pewnie co najwyżej w wojnę. Po prostu to widać jak na dłoni, że kompletnie nie wiedzieli, o czym mówią. Podobne bzdury usłyszeliśmy z trybuny, gdy padały pytania do autora ustawy. Średnio ogarnięty w temacie pokerzysta czy gracz zakładów bukmacherskich byłby w stanie w 10 minut zadać tyle niewygodnych pytań panu Janczykowi, że ten nie byłby w stanie ukryć faktu, że przygotował kolejnego prawnego bubla. A pytań takich jest cała lista, oto kilka przykładowych:

– dlaczego przy pracach przy projekcie ustawy nie był w ogóle brany pod uwagę postępowy, liberalny i mogący przynieść wiele korzyści dla budżetu projekt Jarosława Gowina?

– dlaczego nie wprowadzamy systemu licencji i nie legalizujemy operatorów online, którzy mogą działać i funkcjonować w wielu innych krajach Unii Europejskiej?

– dlaczego mówimy jednocześnie o ochronie graczy i walce z problemem uzależnienia od hazardu, jeśli w tym samym czasie planujemy zakupić 60.000 automatów do gry, tyle, że państwowych?

– dlaczego ponownie wrzucamy do jednego worka wszystkie gry powiązane z hazardem, co miało już miejsce w 2009 roku?

– dlaczego poker czy zakłady bukmacherskie są traktowane o wiele gorzej niż gra na ruletce, choćby pod względem opodatkowania tych gier (poker 25%, zakłady 12%, ruletka 0%)?

– dlaczego naziemny bukmacher działający legalnie w kraju może reklamować swoje usługi w prasie czy telewizji, a nie może robić tego naziemne kasyno, działające również na tych samych zasadach wolnej gospodarki?

I tak dalej, i tak dalej… Można się zastanawiać nad wieloma paragrafami nowej ustawy, bo jest ona po prostu bezsensowna. Przykład pierwszy z brzegu – mówi się o walce z uzależnieniami, bezpieczeństwie graczy i braku dostępu do hazardu dla nieletnich, ale jednocześnie wszystkich działających obecnie jednorękich bandytów zastępuje się w ustawie takimi samymi automatami, tyle tylko, że należącymi do państwowego monopolisty. Gdzie tu rozum, gdzie logika? Państwowy automat do gier mniej uzależnia? Czy kolejny przykład – dlaczego pozwala się funkcjonować legalnie zakładom bukmacherskim organizowanym przez np. STS czy Fortunę, ale jednocześnie delegalizuje się takie zakłady oferowane przez operatorów online? Czyżby działały one na innych zasadach? Śmiem wątpić. Absurd goni absurd.

Nowa ustawa nie będzie miała ani jednego beneficjenta

W tym wszystkim najgorsze jest to, że na nowej ustawie nie skorzysta kompletnie nikt. Ani gracze, ani budżet państwa. Zamiast sytuacji „win-win” mamy do czynienia z klarownym rozwiązaniem „lose-lose”. Przewidywane wpływy do budżetu z tytułu nowej ustawy wynoszą około 1,3 miliarda złotych rocznie, co jest kwota mniejszą, niż wpływy z ustawy Kapicy. Gdyby uwolniono rynek, zalegalizowano operatorów online, zdjęto podatek z pokerowych turniejów, pozwolono na cash games, dozwolono reklamowania się branży hazardowej, to wpływy do budżetu byłyby kilkukrotnie wyższe. Pokazały to doskonale przykłady Danii i Wielkiej Brytanii, gdzie wprowadzono bardzo liberalne przepisy dotyczące tej dziedziny gospodarki. Szara strefa została ograniczona do minimum, wpływy z tytułu podatków zmaksymalizowano, a żadnego zwiększenia uzależnień nigdzie nie zaobserwowano. Nam funduje się zamiast tego państwowy monopol Totalizatora Sportowego na wszystkie gałęzie hazardu, do czego nawet ta instytucja nie jest – i długo nie będzie – przygotowana.

Jedyną szansą dla pokerzystów czy graczy zakładów bukmacherskich jest więc teraz Komisja Europejska, która musi notyfikować ustawę Janczyka. Czy zgodzi się na państwowy monopol i zamknięcie rynku dla zagranicznych operatorów, legalnie działających w innych krajach Unii Europejskiej? Nie jest to wykluczone, choć Europejski Trybunał Sprawiedliwości już w 2003 roku w jednym ze swoim orzeczeń wskazał wyraźnie:

„Swobodne świadczenie usług obejmuje nie tylko swobodę usługodawcy w oferowaniu i wykonywaniu usług (…) lecz także swobodę przyjmowania usług lub korzystania, jako usługobiorca nieskrępowany ograniczeniami, z usług oferowanych przez usługodawcę mającego siedzibę w innym państwie członkowskim”.

Zgodnie z tym orzeczeniem monopol państwowy nie powinien mieć absolutnie racji bytu, ale wiadomo, że może się zdarzyć wszystko. Decyzja ma zostać podjęta do końca października. Jeśli projekt przejdzie tam, to pokerzyści mogą się w zasadzie pakować i wyjeżdżać z kraju.

A mają gdzie jechać! Tuż za naszą południową granicą kasyna i kluby pokerowe rosną jak grzyby po deszczu, głównie niedaleko Polski, aby przyciągać swoją bogatą ofertą naszych graczy. A oni oczywiście skrzętnie z tego korzystają, zostawiając Czechom przy okazji majątek, bo przecież trzeba tam dojechać, coś zjeść i pić, za coś grać, coś porobić poza pokerem. Cała ta kasa mogłaby zostać u nas, ale nasi jaśnie panujący wolą nas wyganiać za granicę. No to jeździmy – Czechy, Hiszpania, Malta, Wielka Brytania, Włochy, a nawet Stany Zjednoczone czy Makau. Wszędzie gdzie jest dobry poker, są nasi polscy gracze. I wszędzie osiągają sukcesy. To się nie zmieni, bo nasi gracze są zbyt dobrzy, żeby nagle zaczęli masowo przegrywać. Może gdy zrozumie to wreszcie nasza władza, to nadejdą dla nich lepsze czasy. Póki co mamy do czynienia z nieudolnym blefem w postaci projektu Janczyka.

Od redakcji: Specjalnie dla Bezprawnika głos w sprawie licznych niepokojów wokół losu polskiego hazardu zgodził się zabrać Rafał Gładysz – pokerzysta, redaktor naczelny witryny PokerTexas (sprawdź też na Facebooku), aktywista walczący o rzetelne uregulowanie sytuacji prawnej jednej z najpopularniejszych gier karcianych.