Nie warto obrażać prezesa banku (a już szczególnie, jeśli masz tam kredyt)

Finanse Gorące tematy Zbrodnia i kara 09.08.2017
Nie warto obrażać prezesa banku (a już szczególnie, jeśli masz tam kredyt)

Udostępnij

Kamil Wasilewski

O tym, że nie warto iść na wojnę z bankiem i jego prezesem przekonał się niedawno Pan Andrzej Stępkowski (zgadza się na podanie publicznie jego pełnych danych).  Cała historia zaczęła się od tego, iż Pan Andrzej podpisał z bankiem Credite Agricole we Wrocławiu umowę kredytu na łączną kwotę 300 tys. zł. Po jakimś czasie relacje pomiędzy Panem Andrzejem a bankiem uległy pogorszeniu. 

Kredytobiorca oskarżył bank o to, że ten działa na jego szkodę.  Swoją dezaprobatę wobec działań banku Credite Agricole, Pan Andrzej demonstrował przed siedzibą banku prowadząc w 2016 r. wielodniowe pikiety protestacyjne.

Niedozwolona akcja protestacyjna

Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że  do swojej akcji protestacyjnej Pan Andrzej używał plakatów, na których umieszczony był wizerunek prezesa banku i określenie „lichwiarz oraz lichwa”. Panu Prezesowi na tyle się to nie spodobało, że postanowił pozwać Pana Andrzeja w procesie cywilnym o ochronę swoich dóbr osobistych jak i samego banku. Jakby tego było mało również w procesie karnym toczy się przeciwko niezadowolonemu kredytobiorcy sprawa z oskarżenia prywatnego urażonego prezesa banku o przestępstwo zniesławienia, za co Panu Andrzejowi grozi kara grzywna, ograniczenia wolności lub więzienia do roku.

Sprawa w sądzie

W dniu dzisiejszym odbyła się rozprawa w procesie cywilnym, gdzie sąd dopuścił wnioski dowodowe pozwanego. „Zeznania moich bliskich, moich byłych pracowników i osób z banku pozwolą mi udowodnić, że zostałem doprowadzony do bankructwa nie tylko materialnego, ale do bankructwa życiowego, rodzinnego i osobistego” – uzasadniał swe wnioski pozwany Pan Andrzej.

W rozmowie z PAP Stępkowski powiedział, że w toczącym się procesie karnym o zniesławienie złożony został wniosek „o jego uwięzienie, czyli zamianę kary grzywny na pozbawienie wolności z powodu bankructwa”. Wszystkiemu natomiast zaprzeczył pełnomocnik banku. Dodał on, że to w procesie cywilnym na wniosek banku sąd wydał postanowienie wobec pozwanego o zabezpieczeniu powództwa, czyli zakazał upubliczniania przez Pana Andrzeja treści, które godzą w dobra osobiste banku i jego prezesa. Jak wynika z rozmowy z pełnomocnikiem banku, Pan Andrzej za nic ma sobie zakaz sądu i w dalszym ciągu wyraża swoje niezadowolenie z działalności banku.

Czy w sprawie Pana Andrzeja sprawdzi się stare porzekadło o tym, że „bankiem nie wygrasz”? Przekonamy się niebawem.