Wiceminister sprawiedliwości wynajmuje trolli do atakowania polskich sędziów – w jakim kraju przyszło nam żyć?

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (177) 20.08.2019
Wiceminister sprawiedliwości wynajmuje trolli do atakowania polskich sędziów – w jakim kraju przyszło nam żyć?

Rafał Chabasiński

Kolejna afera. Tym razem wiceminister sprawiedliwości, Łukasz Piebiak, miał korzystać z usług profesjonalnych internetowych hejterów, by szkodzić między innymi szefowi Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Coś, co na zdrowy rozum wydaje się być czymś niebywałym, w rzeczywistości podzieli najpewniej los wszystkich poprzednich „skandali”. Na dobrą sprawę takie praktyki w ogóle nie powinny dziwić.

Wiceminister sprawiedliwości powinien pamiętać, że także płatny troll może zmienić strony

Onet.pl ujawnił niedawno, czym zajmuje się wiceminister sprawiedliwości w czasie wolnym od pracy. Przynajmniej taką warto mieć nadzieję – że praca wiceministra nie polegała na koordynowaniu pracy internetowych trolli mających szczuć przeciwników politycznych. Celem działań Łukasza Piebiaka w pierwszej kolejności był prof. Krystian Markiewicz. Jak się łatwo domyślić, szef Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitii nie miał zostać skompromitowany merytorycznie. Warto wspomnieć, że ta organizacja krytykowała wielokrotnie poczynania partii rządzącej w sprawie sądownictwa. Chociażby odnośnie nominacji sędziowskich.

Wiceminister sprawiedliwości uruchomił przeciwko niemu akcję dyskredytującą opierającą się przede wszystkim o jego życie prywatne. A to kochanka, a to aborcja – wygrzebane przez trolle i wysyłane do współpracowników oraz samego zainteresowanego. Krystian Markiewicz nie był jedyny. Ofiar akcji ministerialnych trolli mogło być około dwudziestu.

Niestety, dla wiceministra, wykonująca brudną robotę niejaka Emilia postanowiła zmienić stronę. Została informatorką Onetu a na cały proceder są teraz, jak się wydaje, mocne dowody. Nieważne czy zmieniła zdanie z powodu skruchy z powodu szkodzenie niewinnym ludziom, ze strachu przed konsekwencjami, czy po prostu dostała lepszą ofertę.

W jakim kraju przyszło nam żyć, czy może w jakich czasach? To nie pierwsza afera, która powinna wstrząsnąć sceną polityczną, i nic

Wielokrotnie powtarza się: „w normalnym kraju w takiej sytuacji…”. Najbardziej zdroworozsądkowym postulatem byłaby natychmiastowa dymisja Łukasza Piebiaka. Danie się przyłapać na działaniach może nie tyle jednoznacznie nielegalnych, co ewidentnie i na wskroś niemoralnych powinno być początkiem końca kariery. Jest zresztą spore prawdopodobieństwo, że na taki krok w końcu włodarze Prawa i Sprawiedliwości się zdecydują. W końcu poprzednia afera, ta z lotami marszałka Sejmu, skończyła się właśnie ukręceniem sprawie głowy właśnie poprzez dymisje. A także rytualne zapewnienia, że nic się przecie nie stało.

Na razie premier jedynie oczekuje od ministra Zbigniewa Ziobry wyjaśnień. Obdarzeni większą fantazją, albo politycy opozycji, będą domagać się dymisji albo Ziobry, albo nawet całego rządu. Szanse na taki obrót sprawy są akurat, jak się łatwo domyślić zerowe. Zresztą na całym świecie dymisje polityków przyłapani na robieniu rzeczy, których robić zdecydowanie nie powinni, są w dzisiejszych czasach coraz większą rzadkością. Być może powinniśmy więc mówić: „w normalnych czasach w takiej sytuacji…”?

Ciemny lud wszystko kupi – ordynarną propagandę sukcesu, wyssane z palca zarzuty, czy wieloryba w Wiśle

Czasy w jakich żyjemy, przynajmniej jeśli chodzi o scenę polityczną, do normalnych nie należą. Są za to bardzo ciekawe. Przede wszystkim, demokracja przedstawicielska – najpopularniejszy model sprawowania władzy w zachodnim świecie – weszła w ostatnich latach w etap „demokracji medialnej”. Coraz mniejsze znaczenie dla wszystkich zainteresowanych stron: zarówno dla polityków, jak i dla wyborców, ma aspekt merytoryczny polityki. Nie każdy ma czas się tym interesować, nie każdemu się w ogóle chce, nie każdy ma zresztą do tego kompetencje. O wiele ważniejsze staje się to, jak dane zjawisko wygląda i jakie budzi w odbiorcy emocje. Zwłaszcza przy silnie toksycznym środowisku polaryzacji sceny politycznej.

W ten sposób rośnie znaczenie kontroli nad przekazem medialnym. Problem w tym, że tradycyjne media, często silnie zaangażowane politycznie, wyborcy zaczęli w pewnym momencie traktować podejrzliwie. Nic dziwnego, że szczególnym zainteresowaniem polityków cieszą się te nowe. W szczególności: Internet. Ten ma wiele bardzo cennych zalet. Względna anonimowość – pozwalająca bezpiecznie publikować treści obraźliwe, albo wręcz zupełnie wyssane z palce. Prekursorem wciskania ludziom ewidentnych bzdur były, oczywiście, tabloidy. Nie powinno nikogo dziwić, że prędzej czy później politycy wpadli na to, że skoro obywatele są w stanie uwierzyć w wieloryba w Wiśle, to uwierzą również w to że, na przykład, ich polityczny konkurent to złodziej. Albo, że Rosjanie przeprowadzili udany zamach na polskiego prezydenta. Albo, że szczepionki wywołują autyzm. Jak to mawiał obecny prezes polskiej państwowej telewizji: „ciemny lud wszystko kupi.” Jako wybitny praktyk, wie co mówi. To w końcu jego telewizja tworzy słynne paski TVP.

Internetowe płatne trolle to jeszcze najemnicy, czy już pracownicy w służbie partii i państwa?

Zarówno fake news, jak i internetowy hejt, stały się w ostatniej dekadzie narzędziem pracy. Nie tylko zresztą dla polityków, czy autorów tabloidowych artykułów. Warto w tym momencie wspomnieć chociażby o rozmaitych tajnych służbach za pomocą internetowych trolli próbujących destabilizować sytuację u sąsiadów czy rywali. Siłą rzeczy, odkąd na trollingu i hejcie idzie po prostu zarabiać pieniądze, pojawili się chętni do świadczenia takich usług. Skoro można za pieniądze zostawiać fałszywe opinie pod profilem konkurencyjnej dla zleceniodawcy firmy, to dlaczego nie robić tego samego w polityce?

Nie da się ukryć, że wiceminister sprawiedliwości nie był pierwszy. Strajk nauczycieli dał nam między innymi „zapłakaną kuzynkę” i „nauczycielki w kinie”. Także premiera filmu braci Sekielskich, „Tylko nie mów nikomu”, spotkała się prawdopodobnie z szeroko zakrojonymi działaniami osłonowymi (tzw. ministranci ze Stocka). Akurat w obydwu przypadkach trudno doszukać się profesjonalizmu współpracownicy Łukasza Piebiaka. Masowe wrzucanie niemal identycznych komentarzy jest łatwe do odkrycia. Myliłby się zresztą ten, kto sądzi, że jedynie partia rządząca ucieka się tego typu praktyk. I tak na przykład internetowy profil „Sok z buraka” był wielokrotnie podejrzewany o bezpośrednie związki, zwłaszcza finansowe, z Platformą Obywatelską.

Wiceminister sprawiedliwości przekroczył kolejną granicę: państwo polskie do tej pory jeszcze nie okazało się po prostu złowrogie

Biorąc pod uwagę, że chyba każda siła polityczna w Polsce korzysta z tego typu metod, powinniśmy się chyba przyzwyczaić, prawda? Niekoniecznie. Oto na naszych oczach przekroczona została kolejna granica. Wiceminister sprawiedliwości ewidentnie działał jako funkcjonariusz partyjny – w interesie Prawa i Sprawiedliwości, oraz siłą rzeczy swoim własnym. Tyle tylko, że wciąż pozostawał wiceministrem. Sprawiedliwości. Będąca na jego usługach hejterka posiadała zadziwiająco dużo informacji na temat wskazanych ofiar. Nie oszukujmy się: wiedza o domniemanej kochance szefa Stowarzyszenia Sędziów Polskich niekoniecznie jest prosta do wygooglowania. Przypadkowy internetowy troll niekoniecznie będzie miał też dojść w TVP. Skądinąd telewizja państwowa w relacji Onetu co rusz się przewija. Wliczając w to inicjał osoby podpisanej jako „znany dziennikarz TVP”.

Cała sprawa nasuwa wiele pytań. Co, jeśli do całego procederu zaangażowano aparat nie partyjny, lecz państwowy? Jakby nie patrzeć, za logistyczne zaplecze kampanii wyborczej Marka Kuchcińskiego w końcu już płacili podatnicy. Nawet, jeśli były marszałek nie złamał prawa. Czy Zbigniew Ziobro mógł wiedzieć o poczynaniach swojego współpracownika? Czy samo ministerstwo sprawiedliwości miało coś w spólnego z całym procederem? Przecież wiceminister nie jest osobą przypadkową. Łukasz Piebiak bywał określany „prawą ręką Ziobry”. Czy zasłoną dymną, tak jak w poprzednich kryzysach wizerunkowych partii rządzącej, będzie kolejna ustawa „rozwiązująca problem”? Odpowiedzi na te pytania, czy raczej ich konsekwencje, są wręcz przerażające.

177 odpowiedzi na “Wiceminister sprawiedliwości wynajmuje trolli do atakowania polskich sędziów – w jakim kraju przyszło nam żyć?”

  1. Mam swoje lata, rozumiem, że niektóre rzeczy nie uchodzą, można coś zrobić w lepszym stylu, że liczy się przede wszystkim intencja, ale w całym tym medialnym rwetesie jak wybuchł wybuchł dziś bardzo zastanowiła mnie jedna rzecz – czy zostało złamane przykazanie – nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu? Czy ktoś może dać odpowiedź na to pytanie?
    Kolejne pytanie jakie ciśnie mi się do głowy – czy taka informacja o kochance – już przestaje być w Polsce kompromitująca, szczególnie jeśli chodzi o osoby na tak eksponowanych stanowiskach? Czy może być bardzo interesującą informacją na przykład dla obcych służb wywiadowczych? Czy to rzeczywiście w jakiś sposób nie ciąży jednak na pewnym poziomie piastowanych stanowisk, choćby wizerunkowo i nie kłóci się z etosem sędziego?
    Kolejna uwaga – zwykły wyborca zbędzie to wzruszeniem ramion. Walka buldogów pod dywanem – co najwyżej oceni to jako potyczkę sędziów którzy w Polsce są powszechnie kochani i znani z wyjątkowego zaangażowania i zrozumienia w sprawy szarego obywatela z politykami.
    Kolejna rzecz- czy ostatnie ujawnienie ostatnio podczas prawyborów na premiera UK prywatnych kłótni w których interweniowała brytyjska policja było ok? Czy przyłożenie Robertowi Biedroniowi przez Onet (tego nie jestem pewny) przed ostatnimi wyborami w oczywistej intencji sprawą karną sprzed lat to czyn chwalebny?

    • Nie, informacja o kochance nie jest kompromitująca, to jego prywatna sprawa. No, chyba że na codzień miałby usta pełne frazesów o „tradycyjnej katolickiej rodzinie”, a na boku ruchał dziewoje z miesięcznic smoleńskich – wtedy inna historia.

      I co ma do rzeczy jakieś durne przykazanie jednej z religii?

      • Nie jest to durne przykazanie. En Marek po prostu pyta czy były publikowane kłamstwa. Próbuje zmienić tor dyskusji pomijając główny zarzut.

      • To jest pewna wartość, uniwersalna wartość, taki drogowskaz, wartościowy by się nie zgubić. W żadnym wypadku nie jest ono durne, jak i nie jest przynależne jednej religii. Z grubsza znane jest nam z judaizmu, potem z chrześcijaństwa, a tak naprawdę polecam lekturę Mahabharaty, szczególnie jej rdzenia, części zwanej Bhagawadgitą, szczególnie rozdział 69, jest też znakomity fragment mówiący o „kłamstwie które udaje prawdę”.

        • Cóż dla mnie powoływanie się na religię, szczególnie tę, jako autorytet, z góry przekreśla argumentację ponieważ od początku jest nacechowana pompatycznością mającą na celu zakneblowanie dyskusji. Bo przecież nikt nie będzie łamał tabu i przeciwstawiał się „panu bogu” nie? Mogłeś po prostu zapytać, czy te materiały Onetu są pewne, a nie podrabiane, zamiast wyskakiwać z wysokiego C.

          Natomiast co do pytania czy materiały, które pozyskał Onet są wiarygodne, to powiem Ci, że są. Wystarczy zobaczyć, jaką sraczkę psychoprawica dostała jakiś tydzień-dwa temu w sieci (Twitter szczególnie), gdy się dowiedzieli, że ta cała Emi przehandlowała konto :D Jakby tego było mało, to zobacz na reakcje pro-pisowskich influencerów już po ujawnieniu tego wszystkiego – po histerycznych wręcz wrzutkach takich indywiduów jak Pereira czy KastaWatch widać, że się obsrali po same kolana.

      • Druga sprawa – wiedziałem, że gdzieś dzwoni, ale nie wiedziałem gdzie, tak to jest jak się czyta najpierw Onet, potem człowiek ma wrażenie, że jest on źródłem wszystkiego.
        W związku z czym zwracam honor, i przepraszam, to oczywiście nie Onet odpalił bombę przeciw Biedroniowi. Niemniej jednak warto zapoznać się ze zdaniem dziennikarza Onetu kto mógł stać za tą wiadomością, bo ktoś na pewno stał i miał w tym konkretny, polityczny cel, jak można się domyślać, wyborców Biedroniowi to raczej nie PiS chciał podebrać.

        • Nie czytałem Onetu, niemniej to nie Onet, Interia, Wirtualna Polska, czy dowolny inny portal o dużym zasięgu „odpala bombę”, a konkretny człowiek, grupa ludzi dostarczający, udostępniający określoną informację, albo plotkę, prawdziwą bądź fałszywą.

          Cel polityczny , może faktycznie i raczej tak ale uwzględnijmy że pan Biedroń to stosunkowo do reszty klasy politycznej mało skazona i wyeksploatowana twarz, tym samym mająca mniejszy tzw elektorat negatywny ( poza oczywiście wyborcami PIS dla których jest uosobieniem środowisk LGBT+ ), oczywiście że PIS nie chce podebrać wyborców p Biedroniowi, niemniej czy na pewno, czy skutkiem nie będzie wzmocnienie opozycji, a raczej osłabienie wyniku PISu w przeliczeniu na mandaty nie pozwalające na samodzielne rządy, a nawet gdyby założyć 231+ mandatów w Sejmie, to czy nie mniej posłów niż większość konstytucyjna?, może też przyciągnąć do siebie głosy niezdecydowanych mniej radykalnych wyborców, pamiętajmy że zaczęła się kampania wyborcza.

        • Skąd przeświadczenie, że nie chciał odebrać wyborców? Oczywiście, że chciał – każdy niegłosujący to plusik dla partii przeciwnej. Do tego Biedroń czy każda inna formacja, to kolejny piesek, który próbuje gryźć po kostkach, a losowo czasami może całkiem dobrze ugryźć. Lepiej takiego skompromitować z góry, łatwiej się z nim walczy wtedy.

      • Po trzecie – cała sprawa jest w złym stylu, to jest niewątpliwe, niemniej jednak narracja jaką ustawia Onet jest dla mnie całkowicie nieprzekonująca. Nie wiem czy sędzia miał kochankę, ale jak dla mnie, jeśli tak było, jest to raczej argument przemawiający przeciw niemu, fakt moralnie naganny, a jeśli nie jest on w oczach kogoś moralnie naganny, to tym bardziej nie ma sprawy.

        • W kwestii kochanki to sprawa przynajmniej dyskusyjna , bo owszem jeżeli przysięgał „miłość, wierność i uczciwość małżeńską” to wydźwięk jest moralnie negatywny, niemniej jeżeli takowej i podobnych przysięgi nie składał, lub przestała obowiązywać (np śmierć współmałżonka, ale też rozwód, albo był kawalerem) to dlaczego nie mógłby spotykać się z kimś równie wolnym ?

        • Ale w całej sprawie nie chodzi o tego sędziego z domniemaną kochanką. Clou tej sprawy jest fakt, że banda upośledzonych debili, na najwyższych szczeblach władzy, bawi się w rozsyłanie plotek i anonimów szkalujących niewygodnych ludzi.

          W tej sytuacji nawet jakby facet miał cały harem kochanek, to nie tak się takie sprawy załatwia. Żadnych spraw się tak nie załatwia, to jest poziom piaskownicy, całkowity upadek urzędu i państwa, które za nim stoi.

    • Kogo obchodzi jakieś 10 przykazań których nawet sami katolicy nie przestrzegają produkując masowo obrazki bozi które są przecież w tych 10 przykazaniach zakazane

  2. Mam jeszcze pytanie, bo nie daje mi to spokoju – czy jeśli Onet odpalił sam, lub z czyjąś pomocą brudną intencjonalnie bombę przeciw Biedroniowi to li tylko z racji tego, że zrobił to z otwartą przyłbicą (a w zasadzie nie, bo kto był informatorem?) i to na ileż bardziej masową skalę, czyni jego intencje czystymi czy nawet czystszymi? Ani trochę.
    Wyobraźmy sobie też taką sytuację, że Onet dowiaduje się iż kochankę ma dajmy na to, premier Tusk, czy na takim stanowisku zostałoby to uznane za rzecz normalną? Posiadanie kochanki nie jest karalne i nie jest przestępstwem, ale jak mówię sędzia który gra główną rolę to nie sprzedawca z Biedronki czy stoczniowy spawacz. Onet jest dla mnie pierwszym źródłem informacji, ale coś mi tu zupełnie nie gra.
    Oby dwie strony usiłują się wzajemnie zdyskredytować i zohydzić w oczach wyborcy, czytelnika, obywatela, ale co najwyżej wart Pac pałaca a pałac Paca.

    • Dokładnie – wszyscy plują na wszystkich, a potem krzyczą, że ci drudzy to hejterzy. Zachowują się jak moje dzieci jakiś czas temu (na szczęście już z tego wyrosły).

      • Onet rozdziera szaty, co niewątpliwie przekłada się na liczbę odsłon i popularność, opozycja temu wtóruje i wali w bęben, bo w to jej graj, ale tak naprawdę to nic dziwnego, polityczna norma.
        Dziennikarze Onetu znają sprawę Valerie Plame i medialnych działań dyskredytujących jej męża, jak świat długi i szeroki tacy są politycy i co jak co, ale amerykańscy spece on mokrej, brudnej politycznej roboty z nieba przedwczoraj nie spadli i dla wielu polityków to raczej wzór do naśladowania, nie przeciwnie.
        Ogólnie efekt tej sprawy będzie taki, że sędziów nikt poza tak zwaną „elitą” nie weźmie w obronę, polityków zwykli obywatele zbędą wzruszeniem ramion, a w sobotę będzie słońce i 29 stopni i wszyscy o tym zapomną.

          • Czyli jestem całkowicie niezrozumiany – spróbuję oddać co mam na myśli na jasnym przykładzie – czy jeśli dowiedziałbyś się od koleżanki żony, że żona Cię zdradza, czyni tę wiadomość nieprawdą? Czy jeśli obiad zostanie podany zamiast na wykwintnym talerzu w plastikowym pudełku, umniejszy to jego wartość?
            O to mi właśnie chodzi, stąd pierwsze pytanie jakie zadałem, czy informacje płynące, niewątpliwie w dyskusyjnym w najwyższym stopniu stylu są prawdą czy nieprawdą. Dla mnie to jest najważniejsze, nie otoczka w jakiej zostały przekazane.

          • Celem w jakim zostało to użyte, przynajmniej wedle mojej interpretacji, było zasygnalizowanie, że ludzie którzy kreują się na piewców i obrońców wartości, a moralność jest jedną z takich, mogą nie być, czy też nawet nie są tymi za których się podają. Ja naprawdę rozumiem, że to nie casting na Papieża, ale kochanka ( o ile sędzia ją miał – znów racam do punktu wyjścia – czy jest to prawda?) raczej do kanonu uznawanych wartości nie należy. Samo określenie „zdrada” ma negatywne konotacje, o ile ktoś nie jest nikczemnikiem, czyli człowiekiem bez zasad i wszystkiego totalnie nie relatywizuje.
            I od początku, wbrew medialnej histerii, czego dałem wyraz w pierwszym komentarzu, miałem wrażenie, że Onet stawia wóz przed koniem i mówi „wio!”, kompletnie na opak ustawia narrację i wszystko stawia na głowie.
            Co do polityków i ich „cyngli” to stosują środki adekwatne do możliwości jakie oferuje współczesny świat – kiedy robiły to dla nich gazety, później telewizja, teraz internet w swoich najprzeróżniejszych przejawieniach.

          • Spoko. To teraz – w odpowiedzi na co postanowiono to „zasygnalizować”? Czym ten sędzia podpadł PiSowi w tym czasie? Czemu się sprzeciwiał?

          • Muszę się wycofać z tej rozmowy, bo mam wrażenie że ktoś będzie mnie chciał wcisnąć w buty piewcy „dobrej zmiany”, co byłoby absolutnym nieporozumieniem.
            Wymiar sprawiedliwości cieszy się w Polsce fatalną opinią.
            Rządzący jak mniemam, mają taką samą opinię i ,według nich, dobre intencje. Czy cel uświęca środki? Moim zdaniem nie. „po owocach poznacie ich”
            Znikam na Onet ;-) i do pracy, miło było podyskutować z wyważonym rozmówcą, miłego dnia.

    • Człowieku, jesteś tak płodny i używasz tak gęsto erystycznych sztuczek: relatywizujesz, próbujesz zmienić tor dyskusji, robisz niby „neutralne” wrzutki n/t onetu, Tuska, że zaczynam się zastanawiać czy robisz to za darmo.

  3. tylko nie one niemiecka propaganda przeciwko Polsce i Polakom obrzydzający nas kraj niemieckie media najpierw kłamią a potem niby przeprasza lecz nigdy szczerze gówna i dno

  4. Może lekko off topic, ale zastanawia mnie zawzięta / czy może zażarta obrona przed publikacją list poparcia, co tam jest nie do końca fair, choć może i nawet zgodnie z prawem, w rozumieniu podobnie jak w przypadku p marszałka Kuchcińskiego i kilku innych osób że nie istniało prawo zakazujące, ale czy moralnie czyste i uczciwe ?

    • Odmowa wykonania wyroku sądu NIE JEST zgodna z prawem. Prawomocny wyrok sądu zobowiązał do publikacji list poparcia.
      Obecna władza to bolszewicy. Bolszewicy nie szanujący żadnego prawa.

      Czym się różni nie publikowanie list poparcia od np. nie wypełnienia wyroku sądu jak Twoja firma wygra sprawę z administracją o zapłatę za wykonane usługi na rzecz skarbu państwa ?
      Niczym.
      I tu i tu „dobra zmiana” olewa obowiązujące prawo.

      • Masz rację i nie do końca ją masz bo odmowa jest teoretyczna, bo na dzień przed terminem wkracza (chyba kolega partyjny) ale prezes UODO o wdraża tzw zabezpieczenie, do czasu zakończenia postępowania Urzędu, zakaz publikacji, bo to dane osobowe i RODO (prawo międzynarodowe) , za chwilę kolejna akcja z zaskarżeniem własnego prawa do TK , podkreślę prawa bedącego podstawą do wyroku NSA nakazującego publikację.

  5. Co, jeśli do całego procederu zaangażowano aparat nie partyjny, lecz państwowy?

    Nic.Jak zwykle „rozejdzie się po kościach”,bo „opozycja” jest tak żałosna,że nie może nawet wiarygodnie punktować rządowego złodziejstwa skoro każdy wie,że też jest bandą złodziei…

    Ponadto nie po to PiS ma TVP i farmy trolli by nie zagłuszyć tej sprawy też.

    Czy Zbigniew Ziobro mógł wiedzieć o poczynaniach swojego współpracownika? Czy samo ministerstwo sprawiedliwości miało coś w spólnego z całym procederem?

    Śmieszne pytanie retoryczne. Oczywiście,że zwolennicy PiS powiedzą,że insynuacje albo że to gadka zwolenników PO. Osobiście zwolennikiem obu partii nie jestem,a jeśli chodzi o „Ziobro czy Kaczyński nie wiedział” to powiem krótko: zapewne nie wiedzieli.Tak samo jak Hitler nie wiedział o holokauście… ;)

  6. Wszystko fajnie, ale z tego co się zorientowałem to rozpowszechniane informacje nie były nieprawdziwe, więc o jakich fejk niusach mówimy? Hejt to też nie był, bo hejtem nie jest publikowanie prawdziwych informacji (gdyby tak było to hejtem na Kuchcińskiego byłoby opublikowanie lisy jego lotów).
    Nie mówię, że pochwalam takie działania, ale ani to fejk ani hejt.

      • Obejrzałem tego dnia główne wydania wszystkich trzech liczących się serwisów informacyjnych w TV i w żadnym nie było powiedziane, że rozpowszechniane informacje były nieprawdziwe – nawet na TVN. Z artykułów w prasie internetowej też nic takiego nie wynika.

  7. Może redakcja pokusiłaby się na dziennikarskie śledztwo? Chętnie zobaczyłbym nagrania z ukrytej kamery jak wygląda taka farma, jakie mają warunki pracy, ile osób pracuje itp.
    Kiedyś przeciekły nagrania z fabryki trolli w Rosji (Petersburg) było pokazane biegną by się nie spóźnić do pracy, wchodzą do budynku a później była pokazana migawka jak siedzą przed kompami i piszą komentarze.

  8. Może radakcja pokusi się o jakieś dziennikarskie ś-ledctwo w tej sprawie i spróbuje zlokalizować tę farmę?
    Niech się ubiorą w strój roboczy wezmą drabiny, farby i podadzą się za pracowników technicznych budynku ministerstwa i spróbują zlokalizować.
    Kiedyś przeciekły nagrania z fabryki trolli w Rosji było pokazane jak biegną by się nie spóźnić do pracy, wchodzą do budynku a później była pokazana migawka z ukrytej kamery jak siedzą przed kompami i piszą komentarze. Pomieszczenia wyglądały na klimatyzowane. Normalnie jak biurowa praca, pewnie z przerwami na obiad.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *