Zakaz handlu w niedzielę, czyli idiotyczny pomysł, który ucieszy związki zawodowe. Tylko związki, pracowników już nie

Gorące tematy Zakupy 30.03.2017
Zakaz handlu w niedzielę, czyli idiotyczny pomysł, który ucieszy związki zawodowe. Tylko związki, pracowników już nie

Udostępnij

Maja Werner

Jechałam ostatnio tramwajem przysłuchując się rozmowie dwóch ekspedientek. Nie świętowały tego, że wreszcie będą miały wolne niedziele. W grobowej atmosferze zastanawiały się nad tym, która z nich pójdzie do odstrzału. 

Jeśli nawet gdzieś pojawił się entuzjazm na wieść o tym, że handel w niedziele w sklepach stacjonarnych zostanie zakazany, to bardzo szybko został on przytłumiony przez brutalną rzeczywistość. Szybko okazało się, że nie żyjemy na Utopii lub w Arkadii, tylko w Polsce, a sześciodniowy tydzień pracy to mniejsze zapotrzebowanie na pracowników. Będą zwolnienia, o czym ostrzegałam już na Bezprawniku jakiś czas temu. Szczęśliwie ktoś tam poszedł (choć trochę) po rozum do głowy i odpuszczą sklepom internetowym.

A jeszcze innym razem napisałam taki oto tekst, z dość kontrowersyjną tezą: Związki zawodowe – współczesna mafia, działająca w majestacie prawa? Bardzo spodobał się on m.in. Zbigniewowi Bońkowi, najwyraźniej prezes PZPN ma podobne doświadczenia w tym zakresie.

I podtrzymuję swoje stanowisko – związki działają wyłącznie we własnym interesie, nie potrafią patrzeć w szerszej perspektywie, na dodatek czasem odwołują się do radykalnych metod szantażu. Nieprzesadnie buduje to autorytet tych instytucji. Ustawodawca powinien bardzo solidnie zastanowić się nad pozycją związków zawodowych w prawie.

Zakaz handlu w niedzielę 2017 – głupiej się nie da

Ale w przypadku niedzielnego zakazu handlu osobiście nie wiem już w czyim interesie działają związki, bo na pewno nie pracowników. Zresztą, sami pracownicy coraz częściej zaczynają o tym mówić.

Handel w niedzielę jest dobry. Zobaczcie jak zatłoczone są galerie handlowe w dużych miastach, kiedy ludzie pracy, bo pracujący przez cały tydzień, wreszcie mają czas wydać pieniądze. Handel w niedzielę to także dodatkowe miejsca pracy dla sprzedawców. Mało kto z nich pracuje przez 7 dni bez przerwy, siedmiodniowy tydzień pracy to po prostu nowe etaty lub umowy prawnocywilne.

Dużo osób, najczęściej takie, których w ogóle nie dotyczy ten problem (bo nie stracą pracy, tylko są na przykład lewicowymi aktywistkami, których praca to narzekanie, a tego w niedziele nikt nie zabrania) głośno krzyczy o tym, że na zachodzie Europy w niedzielę się nie pracuje. To prawda, ale to żaden argument. Jeśli kiedyś chcemy żyć tak zamożnie jak bogaci Francuzi, to na pewno zamykanie handlu na jeden dzień w tygodniu w zatarciu różnić nam nie pomoże. Jeśli chcemy mieć duży socjal, to najpierw ktoś musi na niego zarobić.

A jeszcze tytułem ciekawostki, komentarz naszego czytelnika, Pawła, w jednej z licznych dyskusji na naszym portalu:

To mi trochę przypomina pewnego mojego znajomego. Ma sklep, który regularnie otwiera w niedziele. Otwiera i marudzi, że musi w niedzielę pracować. Liczy, że PiS zakaże handlu w niedzielę. Pytam go, to po cholerę otwierasz? Przecież to twój sklep. A on na to, że w niedzielę ma większy obrót niż przez resztę tygodnia.

Reasumując. Zakaz handlu w niedzielę uderzy we właścicieli sklepów, uderzy w pracowników sklepów, uderzy w naszą gospodarkę i uderzy w Polaków, którzy po pracy chcieliby wreszcie udać się na zakupy. A tymczasem ustawodawca z zadowolonymi z siebie związkami zawodowymi prze, by na siłę uszczęśliwiać ludzi, którzy bardzo tak rozumianego „szczęścia” nie potrzebują.