Nie można tak po prostu wyjść z puszką na ulicę i zacząć zbierać pieniądze
Okres świąteczno-noworoczny wiąże się często z koniecznością udania się do sklepu po większe zakupy. Całkiem możliwe, że na miejscu już na nas czekają wolontariusze zbierający pieniądze na jakiś zbożny cel. Zazwyczaj stoją tuż w wejściu – w taki sposób, by ich ominięcie było trudne. Niektórzy dają pieniądze, inni odmawiają, jeszcze inni mijają kwestujących bez słowa. Co ciekawe: dość rzadko się zdarza, by kwestujący zbierali pieniądze już wewnątrz sklepu. Natarczywość wolontariuszy nie jest zjawiskiem częstym, ale nie można powiedzieć, że nie występuje w ogóle. Moim prywatnym "ulubieńcem" w tej kategorii są osoby wręczające święte obrazki niby jako prezent tylko po to, by po chwili zażądać za nie zapłaty.
Nie ma się co oszukiwać: różne osoby mają różne usposobienie i osobowość. Niektórzy po prostu nie lubią, gdy obce osoby zaczepiają ich w trakcie wykonywania codziennych czynności. Zdarzają się nawet przypadki wybierania kas samoobsługowych tylko dlatego, by nie musieć prowadzić konwersacji z żywym człowiekiem. Zbiórka pieniędzy nie zawsze jest dla takich osób dostatecznie dobrym powodem, by zaburzać ich rutynę. To już wystarczający powód, by właściciele sklepów nieco uważniej podchodzili do tego, komu pozwalają na prowadzenie zbiórki na terenie ich nieruchomości. Parking przed sklepem najczęściej do kogoś w końcu należy.
Tak naprawdę jest dużo ważniejszy powód, by traktować zbiórki przed wejściem do sklepu z większą ostrożnością niż troska o komfort klientów. O wiele ważniejszą sprawą, na którą powinni zwrócić uwagę także potencjalni darczyńcy, jest ustalenie, jaka dokładnie inicjatywa stoi za kwestującymi wolontariuszami.
Prowadzenie zbiórek publicznych to dużo poważniejsza sprawa, niż by się wydawało na pierwszy rzut oka. Uregulowaniem tego zagadnienia poświęcona jest cała ustawa. Jak się łatwo domyślić, chodzi o ustawę o prowadzeniu zbiórek publicznych. Nie jest to akt przesadnie długi czy skomplikowany. Określa, kto i na jakich warunkach może prowadzić taką zbiórkę: organizacje pozarządowe, kościoły i związki wyznaniowe, stowarzyszenia jednostek samorządu terytorialnego. W grę wchodzą także spółki kapitałowe, o ile nie działają w celu osiągnięcia zysku oraz przeznaczają całość dochodu na realizację celów statutowych oraz nie przeznaczają zysku do podziału między swoich udziałowców, akcjonariuszy i pracowników. Zbiórkę można zaś prowadzić jedynie na któryś z celów wskazanych w art. 4 ust. 1 o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie.
Zbiórki przed wejściem do sklepu wcale nie musi być legalna. Legalna zbiórka wcale nie musi być etyczna
Wszystkie te ograniczenia te są dość istotne. Zbiórka publiczna nie może służyć celom zarobkowym. Za każdym razem musi za nią stać jakaś osoba prawna. Istotny jest także wymóg określony w art. 5 ust. 1 ustawy o prowadzeniu zbiórek publicznych.
Zbiórka publiczna może zostać przeprowadzona po jej zgłoszeniu przez organizatora zbiórki i zamieszczeniu informacji o zgłoszeniu przez ministra właściwego do spraw administracji publicznej na ogólnopolskim elektronicznym portalu zbiórek publicznych, zwanym dalej "portalem zbiórek publicznych".
W praktyce wygląda to tak, że zbiórkę należy zarejestrować na rządowym portalu zbiorki.gov.pl. Znajdziemy na nim listę wszystkich takich inicjatyw, które działają zgodnie z prawem. Każdej z niej zostaje nadany numer. Możemy też dzięki portalowi poznać osobę organizatora, a także planowane miejsce, termin i sposób prowadzenia zbiórki. Pozwala nam to na błyskawiczną weryfikację tego, czy wolontariusz stojący pod sklepem z puszką rzeczywiście reprezentuje jakąś inicjatywę.
Z pewnością ktoś może się w tym momencie zastanawiać, czy to przypadkiem nie paranoja. Mogłoby się w końcu wydawać, że przypadki wątpliwego albo ewidentnie fałszywego kwestowania nie zdarzają się tak często. W rzeczywistości jednak możemy bez trudu znaleźć przypadki zarabiania na dobrym sercu innych.
Tuż przed świętami Onet pisał o fałszywej zbiórce charytatywnej uskutecznianej w kilku miejscowościach Dolnego Śląska. Wśród sprawców był 13-latek. W trakcie zeszłorocznej powodzi złapano wielu oszustów próbujących wyłudzać pieniądze poprzez fikcyjne zbiórki na powodzian. Przynajmniej jeden taki przypadek dotyczył kwestowania na żywo, poza portalami w rodzaju zrzutki.pl czy siepomaga.pl. Zdarzało się także podszywanie pod wolontariuszy CPK czy WOŚP.
Jeżeli chodzi o zbiórki przed wejściem do sklepu, od lat w Polsce możemy usłyszeć o kontrowersyjnych hostessach-aniołach, które to zbierają pieniądze w galeriach handlowych. Tak naprawdę zbiórka opiera się w dużej mierze na sprzedaży zestawów świątecznych, między innymi opłatków. Jak w 2022 r. raportował program Uwaga TVN "Ze sprawozdania finansowego fundacji z ubiegłorocznej akcji wynika, że na pomoc dla czworonogów przeznaczono, dotychczas zaledwie jedną czwartą uzbieranej kwoty". Z zeszłorocznych ustaleń TVP wynika z kolei, że mamy do czynienia z normalnym biznesem, w którym są plany sprzedażowe i premie. Ogłoszenia werbujące hostessy cały czas możemy znaleźć między na przykład w serwisie OLX. Co ciekawe: "zbiórka" miała zostać zarejestrowana i figuruje w rządowym serwisie.
Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Prawdę mówiąc, jeśli rzeczywiście chcemy komuś pomóc, to najlepszym rozwiązaniem wydaje się sprawdzenie na spokojnie interesującej nas inicjatywy i przelanie pieniędzy z domu.