Nauczyciel akademicki prosi nas, żebyśmy wyjaśnili, jak rzetelnie przeprowadzić zdalny egzamin na studiach. Jako student odpowiadam – nie da się

Codzienne Technologie dołącz do dyskusji (165) 10.06.2020
Nauczyciel akademicki prosi nas, żebyśmy wyjaśnili, jak rzetelnie przeprowadzić zdalny egzamin na studiach. Jako student odpowiadam – nie da się

Paweł Mering

Zdalny egzamin na studiach? Jeszcze parę lat temu takie postępowanie byłoby oczywiście niemożliwe i uznane za nieracjonalne. Pandemia spowodowała jednak, że weryfikowanie efektów uczenia się należy przeprowadzać zdalnie. Czy da się to zrobić jakkolwiek uczciwie i bez krzywdzenia studentów? Jestem przekonany, że nie.

Zdalny egzamin na studiach

Na redakcyjną skrzynkę e-mail wpłynęła wiadomość od pragnącego zachować anonimowość nauczyciela akademickiego, zatrudnionego w jednej z warszawskich szkół wyższych. Zwraca on uwagę na szereg problemów, które spaja jeden nadrzędny – zdalne egzaminy na studiach podczas sesji on-line.

Autor wiadomości nie rozumie, czemu uczelniane władze naciskają na konieczność przeprowadzenia egzaminów na odległość, z jednoczesnym brakiem odpowiedniego zaplecza technicznego. W wielu uczelniach w kraju forsuje się wykorzystywanie narzędzia Microsoft Teams, mimo że na rynku dostępne są lepsze narzędzia, wykorzystywane korporacyjnie. Nasz czytelnik sformułował pięć pytań, które – niewątpliwie bardzo często – zadają sobie nauczyciele akademiccy.

  • Jakie są formalne wymagania, aby egzamin końcowy z przedmiotu można było przeprowadzić w formie zdalnej?
  • Czy obowiązujące w naszym kraju prawo określa takie zasady, czy też każdy uniwersytet tworzy je na własny użytek? Jakie są jego ramy?
  • W jaki sposób zweryfikować tożsamość osoby przystępującej do egzaminu? Czy osoba przeprowadzająca egzamin musi mieć 100% pewność, że student osobiście przystępuje do egzaminu?
  • Czego prowadzący może wymagać od studentów w zakresie weryfikacji tożsamości/minimalizacji prawdopodobieństwa oszustwa? Jak mają się te kwestie do problemu ochrony danych osobowych?
  • Czy można podważyć wyniki takiego egzaminu?

Mi, jako studentowi, od razu narzuca się odpowiedź.

Jedna odpowiedź na wszystkie pytania

Zadane pytania są niewątpliwie problematyczne, ale i bardzo istotne dla samej sensowności studiowania. Niestety, jedyna odpowiedź – i zarazem niezwykle uniwersalna – która przychodzi mi na myśl, to stwierdzenie, że najrozsądniej rzecz biorąc, to cały semestr powinien zostać anulowany.

Uznając jednak, że trzeba było z dnia na dzień przejść do trybu zdalnego, zarówno w kontekście prowadzenia zajęć, jak i przeprowadzania egzaminów, wkraczamy w sferę swoistej jazdy bez trzymanki, w której wiele kwestii trzeba po prostu przewartościować, a czasem nawet i „przymknąć oko”.

Wielu problemów nie da się bowiem rozwiązać bez reakcji zupełnie nieadekwatnych, nierozsądnych, a czasem nawet i bezprawnych. Również sama organizacja nauczania zdalnego ujęta została w sposób bardzo generalny, pozostawiając dookreślanie procedur samym uczelniom, realizując niejako zasadę ich autonomiczności.

Kiedy trzeba przeprowadzić egzamin zdalnie?

Co do wymogów formalnych, to muszę ze smutkiem stwierdzić, że zamrożenie uczelni wyższych – jeżeli idzie o prawo – zostało przeprowadzone w sposób generalny, nie precyzując wielu – nawet bazowych – kwestii. Jako przykład mogę podać choćby odebranie kompetencji przyznawania zapomóg komisjom stypendialnym i przekazanie jej rektorom – wyłączając zarazem stosowanie k.p.a., nie regulując zarazem szczegółów takiego – odmiennego – postępowania.

Odpowiadając na pierwsze pytanie, wydaje się, że podstawą prowadzenia zajęć i zaliczeń są obowiązujące rozporządzenia ws. odmrażania uczelni, które wydane zostały przez właściwych ministrów, następnie – wewnętrzne regulacje uczelniane. Uczelnie w zasadzie muszą realizować swoją działalność zdalnie – do końca września, a tradycyjnie prowadzić można tylko te zajęcia, których przeprowadzić w inny sposób się nie da, bądź te, które dotyczą ostatnich lat studiów.

Pewne kwestie reguluje art. 76a ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, jednakże nie rozwiewa on żadnych wątpliwości.

1. Uczelnia może zorganizować weryfikację osiągniętych efektów uczenia się określonych w programie studiów, w szczególności przeprowadzać zaliczenia i egzaminy kończące określone zajęcia oraz egzaminy dyplomowe, poza siedzibą uczelni lub poza jej filią z wykorzystaniem technologii informatycznych zapewniających kontrolę ich przebiegu i rejestrację.
2. Zasady weryfikacji osiągniętych efektów uczenia się w sposób, o którym mowa w ust. 1, uczelnia udostępnia w Biuletynie Informacji Publicznej na swojej stronie podmiotowej.

Co ważne, uchwalona przez Sejm zmiana w przepisach – nie funkcjonująca jeszcze w systemie prawnym – zakłada usunięcie obowiązku rejestracji egzaminu.

Wydaje się również, że samo podejrzenie nieuczciwości studentów nie powoduje, że zajęć – egzaminu – nie da się przeprowadzić zdalnie. Zasadą, wynikającą z rozporządzeń, jest nauka (i egzaminowanie) w trybie zdalnym, co zresztą samo w sobie powoduje szereg problemów.

Autor wiadomości słusznie zauważa, że nie ma pewności co do tego, czy student faktycznie nim jest, a także, czy nie ściąga. Nie można również zakładać, iż każdy student posiada dostęp do internetu, sprawną kamerę internetową, czy mikrofon

Jak rozwiązać problemy?

Oczywiście zmuszenie studenta do udostępniania swojego pulpitu, czy tez instalowania oprogramowania rejestrującego czynności podejmowane na urządzeniu, to o wiele za dużo. Takie działanie w sposób istotny narusza prywatność – i nawet w obliczu konieczności rzetelnego przeprowadzenia egzaminu – nie jest w żaden sposób możliwe do uargumentowania.

W tej jeździe bez trzymanki, o której wspomniałem wcześniej, uczestniczą zarówno nauczyciele akademiccy, jak i studenci, którzy również znaleźli się w sytuacji niestandardowej. Badając doniesienia z różnych uczelni można uznać, że nie wszędzie realizowano programy studiów, a i nie wszyscy wykładowcy wywiązywali się ze swoich obowiązków.

Trudno kogokolwiek winić – jest to sytuacja ekstraordynaryjna, więc jedynym „rozsądnym” wyjściem jest unieważnienie semestru, co generalnie rzecz biorąc nie ma racji bytu – wszak są przecież kierunki studiów, na których zmiana formy prowadzenia zajęć na zdalną nie przyniosła żadnych ujemnych konsekwencji.

Skoro już kontynuujemy nauczanie w trybie zdalnym, to – jako student – apeluję do nauczycieli akademickich o egzaminowanie zgodnie z prawem, w trybie zdalnym i to w taki sposób, by jednak wierzyć w uczciwość studentów zarówno co do tożsamości, jak i co do samodzielności wykonywania zadań egzaminacyjnych. Dobrą praktyką jest zdywersyfikowanie formy egzaminu, na przykład poprzez wybór pomiędzy testem, a odpowiedzią ustną, bądź też poprzestanie jedynie przy ustnej formie egzaminu – jest ona chyba „najuczciwsza”, ale i czasochłonna.

Na rynku dostępnych jest wiele narzędzi do zdalnego egzaminowania, choćby darmowa platforma Moodle – należy ją jednak najpierw wdrożyć – i to już wynika z dobrej woli samej uczelni. Jeżeli istnieją szkoły wyższe, które nie potrafią sobie poradzić z organizacją zajęć w sposób zdalny, to z pewnością nie powinni na tym cierpieć studenci.

165 odpowiedzi na “Nauczyciel akademicki prosi nas, żebyśmy wyjaśnili, jak rzetelnie przeprowadzić zdalny egzamin na studiach. Jako student odpowiadam – nie da się”

  1. Trzeba pamiętać, że większość uczelni w Polsce rozlicza zaliczone przedmioty jak punkty ECTS. Na dziś nie ma żadnej podstawy prawnej by zrównać zaliczanie zdalne ze stacjonarnymi. Studia na odległość w Polsce są od wielu lat. Po prostu taki dyplom będzie „gorszy” na rynku pracy jeśli student nie potwierdzi efektów uczenia się/kształcenie „normalnie” albo zmieni się prawo. Za kilka lat zapomni się o tym jak o maturze i amnestii od Giertycha. A studenci z gorszym dyplomem. Z perspektywy wykładowcy/egzaminatora nie trzeba więc szukać dodatkowych narzędzi.

  2. Anulować semestr? Może jednak anulować bezprawnika?
    Problem nie leży w technologii tylko w umiejętności jej wykorzystania przez niedouczoną kadrę. To po pierwsze. Po drugie może w końcu skończyć z nauką na pamięć? Bo jaki ma to sens? W dobie XXI wieku ważniejszą umiejętności jest wyszukiwanie wiadomości niż posiadanie ich w głowie. Należy odwrócić problem i zapytać kiedy w końcu uczelnie podniosą jakość kadry i kształcenia oraz wyjdą ze średniowiecza do epoki informacji.

    • Staram się uczyć właśnie wyszukiwania i weryfikowania informacji, to jedna z najważniejszych umiejętności. Niestety ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu jest z tym różnie wśród studentów, bądź to bądź nieco młodszych ode mnie.

    • Jest to sytuacja zaskakująca dla wszystkich i zupełnie wywracająca tradycyjne myślenie o nauczaniu na poziomie szkolnictwa wyższego. Bez zmiany fundamentalnego myślenia – choćby o procesie egzaminowania – nie da się dzisiaj funkcjonować. Dlatego twierdzę, że przy „tradycyjnym” i „zdroworozsądkowym” podejściu, bez odpowiedniego zaplecza technicznego, nie da się bez pewnych ustępstw organizować zaliczeń, czy egzaminów. Trzeba po prostu przymknąć oko.

      A co do samego niedostosowania kadry, to – jak wspomniałem – tak już czasami jest i najważniejsze, by student na tym nie cierpiał.

    • Uczenie głównie wyszukiwania informacji to jest najbardziej szkodliwy mit edukacyjny, z którym, jak widać, jeszcze długo trzeba będzie zwalczać. Bez „wiedzy w głowie” człowiek nie będzie wiedział, czego szukać i – co gorsza – nie będzie w stanie dokonać krytycznej analizy źródła, które znalazł. Żeby to zrobić konieczna jest baza, bez której analiza informacji będzie sprowadzać się tylko do ich przyjęcia bez możliwości praktycznego zrozumienia (do tego zwykle konieczna jest podstawa teoretyczna i kontekst) ani środków do weryfikacji.

      Z dobierania źródeł można zrobić kurs a nie kilkunastoletni cykl edukacji.

      • To tak właśnie jest jak się nadinterpretacje. oczywiste jest, że pewne fundamenty muszą istnieć. Natomiast problemem jest to, że nauczycielom akademickim często nie chce się weryfikować fundamentów i pracy na fundamentach tylko wygodniej im weryfikować czy student zna książkę na pamięć.
        Ile więcej pokazuje o wiedzy egzamin składający się z jednego ogólnego zagadnienia, pozwalający na dobór źródeł przez studenta niż suche kolokwium z pytaniami z książki.
        Oczywiście dokonałem pewnego uogólnienia bo są zagadnienia (garstka) które wymagają aby wiedza była w głowie (obliczenia matematyczne dla przykładu) jednak jest to promil tego czego student ma się nauczyć. Logiczne myślenie, analiza informacji, pewien rodzaj kreatywności, umiejętność rozwiązywania problemów i dobór narzędzi. To są istotne umiejętności których się nie uczy bo najczęściej kadra to oderwani od rzeczywistości „wielcy naukowcy”. Nie raz później widziałem takiego doktora który w zwykłej codziennej pracy nie potrafił zastosować swojej „książkowej” wiedzy.

        • Rzecz w tym, że logiczne myślenie, analiza informacji, kreatywność i rozwiązywanie problemów to tylko forma, sposób działania nad pewnym materiałem, którym jest twarda wiedza, którą mamy w pamięci i w razie czego uzupełniamy ją odpowiednimi źródłami (o ile wiemy czego szukać). Jak ktoś nie zna się dokładnie na danej materii, to siłą rzeczy nie będzie w stanie się po niej kreatywnie poruszać.

          Poza tym pozostaje kwestia erudycji. Pewnych faktów (z różnych dziedzin) po prostu nie wypada nie wiedzieć. Powszechne przekonanie, że nie powinno się uczyć w szkole o datach wydarzeń historycznych albo o jakichś zjawiskach przyrodniczych to słabe obniżanie standardów (i zawężanie horyzontów ludzi).

          A co do formy części kadry akademickiej, to pełna zgoda. :)

  3. Na mojej uczelni większość wykładowców zaczęła robić kolokwia i egzaminy z czasem na ich napisanie tak krótkim, że niemożliwe jest czasami nawet przeczytanie wszystkich pytań. Nie mówiąc o złożonych odpowiedziach na pytania otwarte. Wykładowca potrafi również w czasie rozpoczęcia zaliczenia powiedzieć, że do jego realizacji potrzebny jest konkretny program, który założył, że wszyscy mają. Jednak studenci nie zostali poinformowani i samo pobieranie tego programu przez osoby dysponujące słabym łączem jest dłuższe od czasu kolokwium. Nagrywanie czynności wykonywanych na komputerze też się zdąża, nagranie mamy wysłać natychmiast.

    Ten semstr wiąże się z ogromną liczbą niezapowiedzianych wcześniej zadań. Zdecydowanie więcej ich jest niż zapowiadał na początku semestru wykładowca. Siedzimy od rana do nocy przed komputerem, nie ma żadnych harmonogramów, a o kolokwium czasami jesteśmy informowani tego samego dnia, którego ma się odbyć. Zwołanie zajęć, które będą miały się odbyć za godzinę z obowiązkową obecnością jest normą. Nikogo nie obchodzi, że w normalnym harmonogramie zajęć były 2 dni wolne i niektórzy też pracują na studiach stacjonarnych. Nawet wycieczka do sklepu czasami może się wiązać z nie zdążeniem na zajęcia, bo zostaliśmy za późno o nich poinformowani.

    Ale i tak wielu wykładowców w ogóle nie robi zajęć wysyła materiały, z których mamy wykonać ogromną liczbę zadań. Wszyscy chcą być chronieni, że zrobili swoje, a tak na prawdę wszystko muszą zrobić studenci, a czas nie jest z gumy.

  4. Trochę takie żałosne to pytanie od tego anonimowego wykładowcy.

    Oczywiście, że wiadomo jak przeprowadzić taki zdalny egzamin.

    Pytania koniecznie muszą być problemowe i wymagające myślenia, a nie pamięciowe, wymagające zakucia regułek i zrobienia copy/paste czy czytania zza monitora. Zawsze tak powinno być nawet poza koronawirusem.
    To po prostu wykładowca jest kiepski i nie potrafi postawić takich zagadnień w obszarze swojego przedmiotu, których nie tylko, że student nigdzie nie znajdzie. Ich po prostu nigdzie nie ma, ani postawionych, a tym bardziej rozwiązanych.

    No dobrze, dobrze, podpowiem już, w rzeczy samej bardzo ogólnie: najprościej może to być porównanie jakichś elementów, kierunków zmian, cech charakterystycznych, procesów, czy to jakościowo czy to ilościowo; może to być rozwiązanie/wskazanie ścieżki rozwiązania dla jakiegoś zagadnienia, postawienie jakiego problemu do niestandardowej analizy. Mnóstwo jest takich rzeczy w każdym przedmiocie.

    No ale do czegoś takiego to trzeba umieć swój przedmiot, który się wykłada.
    No i jaki byłby to postrach na studentów! :) :) :)

    Problem to jest w przypadku laboratoriów, pracowni i tym podobnych zajęć. Te w dużej części da się zastąpić pokazem ale może jakieś kluczowe można by spróbować zrealizować później.

  5. Wszystko zależy od specyfiki uczelni, uczenie na pamięć ale ze zrozumieniem przyswajanego materiału jest konieczne np. w zawodach medycznych. Kreatywność to fantastyczna rzecz, ale żeby być kreatywnym lekarzem trzeba posiadać twardą wiedzę z zazębiających się pokrewnych specjalizacji i nauk medycznych podstawowych. A odpowiadając wątpliwości wykładowcy – egzaminowanie ustne w formie wideorozmowy wyklucza nieuczciwość. Wymaga sporego wysiłku od egzaminatora, ale nieuchronność osobistej konfrontacji doskonale motywuje studenta do pracy.

  6. Które narzędzia są lepsze od MS Teams i w jakich korporacjach są używane? Pracuję w jednej z największych korporacji IT na świecie, używamy właśnie MS Teams i nie zauważyłem, żeby było słabe, oprócz tego, że jest od Microsoftu (bo wiadomo, microshit, hehe, to gunwo)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *