PiS chce zmienić kodeks wyborczy tuż przed wyborami, ale opozycja przegapiła moment, w którym powinna zareagować

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (319) 19.07.2019
PiS chce zmienić kodeks wyborczy tuż przed wyborami, ale opozycja przegapiła moment, w którym powinna zareagować

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Rządzące Prawo i Sprawiedliwość w dziedzinie legislacji słynie z dwóch rzeczy. Jest to pisanie ustaw na kolanie, oraz błyskawiczne wchodzenie ich w życie. Taka mieszanka może prowadzić do nieoczekiwanych, czy wręcz wielce niepożądanych skutków. Zmiany w kodeksie wyborczym praktycznie tuż przed wyborami parlamentarnymi mogą na przykład, zdaniem opozycji, spowodować zakwestionowanie ich ważności.

Z jednej izby Sądu Najwyższego zrobiły się dwie, ale kodeks wyborczy jeszcze tej zmiany nie uwzględnia

Poselski projekt ustawy zmieniającej kodeks wyborczy, datowany na 16 lipca, nie przewiduje zbyt daleko idących modyfikacji przepisów. Proponowane zmiany w kodeksie wyborczym wydają się wręcz kosmetyczne. Ot, zmiana raptem dwóch paragrafów dwóch różnych artykułów ustawy. Na dobrą sprawę nie byłoby większego problemu z przekopiowaniem całości proponowanych zmian. W praktyce jednak lepiej chyba będzie pokrótce wyjaśnić, co posłom Prawa i Sprawiedliwości chodzi po głowie.

Art. 244 kodeksu wyborczego przewiduje, że sprawy o ważności wyborów parlamentarnych rozstrzyga Sąd Najwyższy, w składzie całej Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych. Do tego należy dodać także kwestię rozstrzygania o ważności wyboru posła i senatora w razie wniesienia protestu wyborczego. Identyczną regulację dla wyborów prezydenckich stanowi art. 324 ustawy.

Warto zauważyć, że reforma Sądu Najwyższego już wcześniej zdążyła rozbić Izbę Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych na dwie części. Interesująca nas w tym wypadku część, sprawy publiczne, przypadła nowej izbie, Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Zgodnie z art. 26 ustawy o Sądzie Najwyższym, który wyznacza zakres kompetencji tejże. Tyle tylko, że w przepisach odrębnych, na przykład w kodeksie wyborczym, nie dokonano żadnych bezpośrednich zmian. Jedynie ustawa o Sądzie Najwyższym w w swoim art. 128 zobowiązuje do samodzielnego dokonania takiego rozbicia przy interpretacji poszczególnych przepisów, zgodnie z podziałem kompetencji dokonanym przez tą ustawę.

Zmiany w kodeksie wyborczym, na pierwszy rzut oka, wyglądają na czysto techniczne – i prawdopodobnie faktycznie takimi są

Po co właściwie rządzący szykują zmiany w kodeksie wyborczym? Co do zasady, przepisy ustawy nowszej mają prymat nad ustawą starszą. W przypadku kodeksu wyborczego, wykładnia jest o tyle prostsza, że Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych już nie istnieje. W związku z tym, nawet przy maksimum złej woli nie dałoby się podważać uprawnienia ustawowego Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych do rozstrzygania w sprawach wyborczych.

Wydaje się przy tym, że uzasadnienie do ustawy zmieniającej kodeks wyborczy przedstawione przez pomysłodawców nie jest pozbawione błędów. Posłowie twierdzą na przykład, że obowiązujący w tej chwili przepis nie przesądza dokładnie, w jakim składzie Sąd Najwyższy powinien podejmować decyzję. Zarówno art. 244, jak i 324 zawierają sformułowanie „w pełnym składzie”, odnoszący się do starej, rozdzielonej izby. Niemniej, uzasadnienie ma pełną słuszność, że właściwy skład orzekający powinien zostać wskazany bezpośrednio w kodeksie wyborczym, bez konieczności zaglądania do drugiej ustawy. Ot, wniesienie troszeczkę porządku do stanu prawnego – co jest w pomysłem w zasadzie godnym pochwały.

Opozycja zastanawia się, czy zmiany w kodeksie wyborczym nie zakwestionują ważności wyborów, ale przegapiła właściwy moment

Skąd w takim razie kontrowersje? TVN 24 informuje, że – zdaniem przedstawicieli opozycji – zmiany w kodeksie wyborczym mogą prowadzić wręcz zakwestionować ważność nadchodzących wyborów parlamentarnych. Tomasz Szymański z Platformy Obywatelskiej, w trakcie przeprowadzania pierwszego czytania ustawy, zauważył potencjalny problem. Otóż teoretycznie Trybunał Sprawiedliwości UE może zakwestionować legalność działania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Pytanie co do tego, czy jest ona elementem składowym europejskiego sądownictwa w maju wniosło siedmiu sędziów Sądu Najwyższego. Wątpliwości opozycji dotyczą także sposobu powołania osób mających pełnić w nowej izbie funkcje sędziów. Kolejnym argumentem, tym razem podnoszonym przez Polskie Stronnictwo Ludowe, jest przeprowadzanie takich zmian dosłownie tuż przed wyborami parlamentarnymi. Pewną przesłanką przemawiającą za ewentualnymi niecnymi intencjami rządzących może być także krótkie, choć standardowe, vacatio legis. Wynosi ono w tym wypadku 14 dni.

Konsekwencje wyroku kwestionującego sposób powołania i obsadzenia nowej izby powodują pewne obawy o legalność decyzji przez nią podjętych. Co w przypadku wyborów? Tyle tylko, że opozycja właściwie podniosła tę sprawę w złym momencie. Ustawa o Sądzie Najwyższym obowiązuje już od dłuższego czasu, pomijając aż nazbyt częste jej nowelizowanie. Zmiany w kodeksie wyborczym tak naprawdę stanowią ujednolicenie przepisów obydwu ustaw.

Rządzący swoim specyficznym podejściem do legislacji sami sprowadzają raz za razem na siebie, i na nas wszystkich, kłopoty oraz nieporozumienia

Nie ulega wątpliwości, że przeniesienie rozstrzygnięć wyborczych do nowo utworzonej izby Sądu Najwyższego nie było przypadkowe. Rządzący argumentują, że ta ma zajmować się wszelkimi sprawami publicznymi, mającymi przecież szczególne znaczenie dla państwa jako takiego. Te niekoniecznie przystają do prawa pracy i ubezpieczeń społecznych. Takie rozwiązanie, przynajmniej na papierze, faktycznie wnosi więcej porządku i umożliwia lepszą specjalizację poszczególnych izb Sądu Najwyższego.

Przeciwnicy PiS są jednak przekonani, że chodzi o to, by rozstrzygnięć w takich sprawach dokonywali sędziowie przychylni obecnej partii rządzącej. Nie ulega wątpliwości, że Prawo i Sprawiedliwość zapracowało sobie na taką opinię, swoimi reformami sądownictwa – zarówno Sądu Najwyższego, jak i wcześniej Trybunału Konstytucyjnego. Popełnione w trakcie kolejnych iteracji ustawy o Sądzie Najwyższym błędy, niestety, nawarstwiają się. Organy Unii Europejskiej, w tym TSUE, wielokrotnie już kwestionują poczynania naszego rządu. Niedawno zresztą rząd przegrał przed Trybunałem w sprawie wygaszania mandatów sędziów Sądu Najwyższego.  Właśnie takie lekceważenie zarówno konieczności tworzenia prawa we właściwy sposób, jak i o dostatecznie dopracowanej treści, sprowadza na Polskę raz za razem kłopoty.

Czy jednak aby na pewno te konkretne zmiany w kodeksie wyborczym powinny stanowić element walki politycznej w Polsce? Na pewno nie same w sobie. Procedowana ustawa rzeczywiście wygląda na dwie zmiany czysto porządkowe.