Znieważenie głowy obcego państwa. Czy w Polsce można publicznie lżyć Władimira Putina?

Państwo Zagranica Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (21) 03.12.2018
Znieważenie głowy obcego państwa. Czy w Polsce można publicznie lżyć Władimira Putina?

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Nie powinno szczególnie dziwić, że polskie prawo chroni prezydenta naszego kraju nie tylko przed fizycznym atakiem, ale również znieważeniem. Jak się jednak ma, w świetle obowiązujących przepisów, sprawa głów innych państw? Okazuje się, że publiczne znieważenie głowy obcego państwa może na sprawcę sprowadzić poważne konsekwencje karne. 

Państwo chroni się przed skutkami ewentualnych incydentów dyplomatycznych za pomocą prawa karnego

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: w ogólnopolskiej stacji informacyjnej, w trakcie programu publicystycznego, w tle pojawiają się wizerunki prezydenta Rosji wplecione w nazistowską symbolikę. Jego głowa zastępuje czaszkę w symbolu trupiej głowy, z boku znajduje się napis „Stop Russia”, w którym litery „s” zapisane są w taki sposób, jaki robiono to w pewnych formacjach III Rzeszy Niemieckiej. Nie powinno to wcale dziwić, biorąc pod uwagę wydarzenia na Morzu Azowskim oraz całość stosunków polsko-rosyjskich przynajmniej od Katastrofy Smoleńskiej. Pytanie jednak, czy taka forma wyrażania dezaprobaty dla działań innego państwa, zwłaszcza jego głowy, jest w ogóle w Polsce legalne?

Okazuje się, że nie jest. W Kodeksie Karnym jest artykuł 136. Jego paragraf pierwszy dotyczy przypadków czynnej napaści na głowę obcego państwa, ambasadora lub osobę, która uzyskała podobną ochronę na podstawie innych ustaw, umów międzynarodowych, lub uznanego zwyczaju międzynarodowego. Czyn taki zagrożony jest karą od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Zgodnie z paragrafem drugim, napaść na konsula obcego państwa, lub pracownika zagranicznego przedstawicielstwa dyplomatycznego również podlega karze, do trzech lat w więzieniu. Przyjęcie przez takiego ustawodawcę jak najbardziej jest sensowne. Można sobie tylko wyobrazić skandal dyplomatyczny, jaki wybuchłby po, na przykład, pobiciu prezydenta obcego państwa przybywającego do Polski z kurtuazyjną wizytą. Penalizacja takich zachowań wyraźnie wskazuje na to, że Rzeczpospolita Polska nie życzy sobie tego typu zachowań. To jednak nie koniec przepisów artykułu 136.

Za publiczne znieważenie głowy obcego państwa można nawet trafić do więzienia

Paragraf trzeci również przewiduje karę więzienia do lat trzech za publiczne znieważenie głowy obcego państwa. Konstrukcja tego przepisu przewiduje trzy przesłanki, które muszą być spełnione, byśmy mieli do czynienia z przestępstwem. Musi, oczywiście, dojść do zniewagi. To pojęcie nie doczekało się definicji legalnej, jednak najłatwiej przyjąć, że chodzi o obraźliwe, lekceważące zachowanie w stosunku do drugiej osoby. Zniewagę można przekazać ustnie, można jej dokonać także na piśmie, w formie rysunku, czy nawet gestem. Szczególnie istotne jest jednak rozpatrywanie danego przypadku w sposób obiektywny. To, czy faktycznie doszło do zniewagi nie powinno uwzględniać wyłącznie tego, czy dana osoba poczuła się urażona, czy nie. Równie ważne, a może nawet istotniejszy, jest szerszy kontekst sprawy – chociażby to, jak społeczeństwo ocenia podobne sprawy.

Druga przesłanka odpowiedzialności to publiczny charakter znieważenia. Nie wystarczy skierować obelżywych gestów w zaciszu domowym, albo w zwykłej rozmowie ze znajomym, by można było mówić o „publicznym znieważeniu”. Zniewaga musi być dokonana w przestrzeni publicznej, w taki sposób, że może ona dotrzeć do dużej ilości ludzi. Trzecią przesłanką jest sam znieważony podmiot. Musi nim być głowa innego państwa.

Warto zauważyć, że ustawa przy tym nie rozróżnia jednych głów państw od drugich. Nie musi być stać ona na czele państwa, z którym Rzeczpospolita Polska utrzymuje poprawne stosunki. Nie musi być to osoba, z której polityką zgadzają się obecne polskie władze, czy popularna wśród naszych obywateli. Zgodnie z tak rozumianym przepisem, polskie prawo chroni przed zniewagą nie tylko Władimira Putina czy Donalda Trumpa, ale też każdą osobę będącą głową obcego państwa. Warto przy tym zauważyć, że jest to przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego. To oznacza, że nie ma większego znaczenia, czy osoba znieważona w ogóle życzy sobie ścigania sprawcy.

Kodeks Karny przewiduje karanie także osób, które publicznie znieważają ambasadorów, konsulów czy innych pracowników placówek dyplomatycznych obcych państw

To nie koniec. Odesłanie do artykułu pierwszego zawarte w artykule trzecim oznacza, że należy uważać w jaki sposób dokonuje się publicznej krytyki nie tylko Władimira Putina, ale również chociażby obecnej ambasador USA. Także osoby wskazane w artykule drugim, dzięki artykułowi czwartemu, mogą liczyć na taką samą ochronę prawną. W ich przypadku sprawca dopuszczający się na ich szkodę publicznej zniewagi podlega karze do roku więzienia. Po raz kolejny: publiczne znieważenie głowy obcego państwa jako czyn zagrożony w świetle prawa karą ma dość jasny cel. Chodzi z pewnością o przeciwdziałanie ewentualnym napięciom, czy wręcz kryzysom, dyplomatycznym wywołanym przez różnego rodzaju nieprzemyślane wybryki obywateli Rzeczypospolitej. Można jednak zadać pytanie, o dotychczasową praktykę, jeżeli chodzi o stosowanie tych przepisów w praktyce.

Najgłośniejszym procesem o znieważenie głowy obcego państwa była najprawdopodobniej sprawa Jerzego Urbana. Redaktor antyklerykalnego tygodnika „NIE” został prawomocnie ukarany grzywną 20 tysięcy złotych za znieważenie papieża Jana Pawła II. Chodziło o obraźliwe sformułowania w satyrycznym artykule przed ostatnią papieską pielgrzymką do ojczyzny. Padły w nim takie określenia względem osoby Jana Pawła II, jak „sędziwy bożek”, „gasnący starzec”, czy „Breżniew Watykanu”. Sprawę swego czasu opisywała Gazeta Wyborcza. Ugryzienie sprawy pod kątem znieważenia przedmiotu kultu religijnego, a więc art. 196 Kodeksu Karnego, z przyczyn oczywistych nie wchodziło w grę. Sposób jednak się znalazł. Prowadzący sprawę prokurator najwyraźniej słusznie doszedł do wniosku, że głowa Kościoła Katolickiego jest przecież także głową państwa Watykan.

Czy w tym przypadku ograniczenie wolności słowa jest w ogóle potrzebne?

Właśnie tego rodzaju wybiórczość w stosowaniu przepisów art. 136 Kodeksu Karnego jest najlepszym powodem, dla którego przepis ten powinien zniknąć z naszego systemu prawnego. Trudno nie zauważyć, że przestępstwo znieważenia głowy obcego państwa nie jest zbyt często powodem zainteresowania organów ścigania. No chyba, że akurat w grę wchodzi sprawa ideologiczna, lub wręcz polityczna. Choć opisana przeze mnie na początku niniejszego artykułu sytuacja faktycznie się zdarzyła, nie wydaje mi się, żeby ktoś chciał stawiać komuś zarzuty z powodu publicznego znieważania prezydenta Federacji Rosyjskiej. I to pomijając nawet cały kontekst polityczny. A może powinna? Być może dzięki takiej sprawie, najlepiej głośnej i medialnej, ustawodawcy zastanowiliby się poważnie nad tym, czy istnienie takiego ograniczenia wolności słowa w Kodeksie Karnym, przewidującego nawet karę więzienia, aby na pewno jest celowe.