10 największych absurdów „bo RODO”. Nadgorliwcy i amatorzy utrudniają życie ludziom wycierając sobie buzię RODO

Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (517) 26.06.2018
10 największych absurdów „bo RODO”. Nadgorliwcy i amatorzy utrudniają życie ludziom wycierając sobie buzię RODO

Udostępnij

Marek Krześnicki

„Bo RODO” – takie tłumaczenie słyszymy coraz częściej. Z reguły – zupełnie niepotrzebnie, bo niektórzy uznali, że wejście w życie RODO oznacza całkowity zakaz używania imienia czy nazwiska w codziennym życiu. Czy absurdy RODO mają jakikolwiek sens?

RODO jest już z nami jakiś czas. Kary za nieprzestrzeganie RODO wciąż pozostają – zgodnie z naszymi przewidywaniami – straszakiem, niż realną groźbą. Zmieniło się za to podejście ludzi do danych osobowych – niestety, nie zawsze w kierunku, który aprobowaliby twórcy Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych. Okazuje się, że w praktyce dla wielu RODO = zakaz posługiwania się danymi osobowymi. Co prowadzi do absurdów.

Absurdy RODO: 10 największych

1. Nie mogę Pani powiedzieć, czy Pani dziecko jest w naszym szpitalu

Kilka tygodni temu miał miejsce wypadek autokarowy z dziećmi jadącymi w góry na wakacje. Okazało się, że co najmniej niektórzy rodzice nie mogli uzyskać telefonicznie informacji, do którego szpitala trafiły ich pociechy. Pracownicy szpitali zasłaniali się, oczywiście, RODO. O ile miałoby to sens w przypadku zapytania się recepcjonistki w szpitalu o dane wszystkich pacjentów znajdujących się w placówce, o tyle udzielenie informacji, czy konkretny pacjent (którego dane rodzice przecież podali) jest nie tylko legalne, ale po prostu ludzkie.

2. Nie przyjmę danych do faktury, proszę przyjść między 10 a 14, jak będzie fakturzysta

Żeby klient otrzymał fakturę za zakupiony towar czy usługę, musi – co oczywiste – podać dane do faktury. Nazwy firmy, adres, nr NIP – nic tajnego, bo przecież są to informacje ujawnione w oficjalnym, publicznie dostępnym rejestrze CEIDG (no, w większości wypadków) czy Krajowym Rejestrze Sądowym. Ba, wydanie faktury na żądanie klienta jest obowiązkiem sprzedawcy. Jednak nie wszędzie ten obowiązek jest realizowany bezproblemowo.

3. Publicznie wyróżnienie ucznia, który dostał świadectwo z czerwonym paskiem, narusza RODO, co nie?

Maciej Kawecki, Dyrektor Departamentu Zarządzania Danymi i Koordynator prac nad reformą ochrony danych osobowych, pracujący w Ministerstwie Cyfryzacji ubolewa:

Ilu jeszcze dyrektorów szkół dzis zadzwoni z pytaniem, czy na uroczystościach szkolnych można posługiwać się nazwiskiem ucznia wręczając świadectwo z wyróżnieniem? MOŻNA! #RODO dotyczy danych w systemach lub zbiorach i nie ogranicza relacji międzyludzkich

Przypomnijmy, że szkoła ze swojej istoty (podobnie jak wiele innych urzędów) przetwarza dane osobowe (nauczycieli, rodziców, uczniów). Podobnie, przyznanie nagród w firmowych konkursach też nie musi odbywać się potajemnie „bo RODO”.

Mimo to, wielu nauczycieli już nie posługuje się imionami, tylko numerami z dziennika. Co zresztą potwierdzają kolejne absurdy RODO o podobnej proweniencji.

4. Było: Jan Kowalski, jest: Pracownik #12345

Fanpage Mordor na Domaniewskiej opublikował takie oto zdjęcie tabliczki z nazwiskami pracowników. Pardon: kiedyś z nazwiskami, teraz z numerami.

tabliczka z danymi pracowników - absurdy RODO

Wydaje się jednak, że zwłaszcza w Polsce nazywanie pracowników numerami zamiast nazwiskami czy imionami wydaje się być nie na miejscu. RODO zaś tego nie nakazuje – w końcu i tak w codziennej praktyce nie poprosisz o coś koleżanki #1721 (jak to odczytywać swoją drogą? Numer? Hashtag? Płotek?), tylko Monikę czy Paulinę.

5. Przerywamy transmisję z Sejmu, „bo RODO”

To, że RODO namieszało w głowach zwykłym obywatelom – można zrozumieć. Zbyt dużo było szumu o tym, jakie to RODO jest straszne, że nic dziwnego, że niektórzy się po prostu przestraszyli zmian i wolą dmuchać na zimne. Ale gdy takie rzeczy robią sejmowi prawnicy, nakazujący przerwanie transmisji z wysłuchania kandydatów na ławników do Sądu Najwyższego… A przecież dostęp do informacji o działaniach władzy publicznej – w tym w formie rejestracji obrazu i dźwięku posiedzeń organów pochodzących z wyboru – jest wprost zapisana w konstytucji (art. 61).

6. Niepełnosprawni nie dostaną zniżki na parkowanie, „bo RODO”

Ale to i tak blednie w obliczu kompromitacji, jaką okazało się realne wdrożenie RODO w Krakowie. Otóż, do tej pory, aby niepełnosprawni kierowcy otrzymali zniżkę na abonament parkingowy w strefach płatnego parkowania, musieli złożyć wniosek zawierający tzw. dane wrażliwe:

Aby ktoś chciał złożyć wniosek musi złożyć informację, dlaczego jest osobą niepełnosprawną, a w świetle nowych przepisów – RODO, my gromadzić takich materiałów nie możemy. Nie możemy przetwarzać i gromadzić informacji, dlaczego ktoś jest osobą niepełnosprawną.

Tłumaczy Onetowi Dariusz Nowak, rzecznik urzędu miasta. I teraz zgadnijcie, co zrobiły władze Krakowa:

  1. w pośpiechu zmieniły złe prawo,
  2. przestały przyjmować wnioski.

Oczywiście, odpowiedź nr 2 jest tą właściwą. Ręce opadają.

7. Obrad Rady Miejskiej nie zobaczysz online, bo urząd… nie zawarł umowy z YouTube

Na YouTubie każdy może, od ręki, przeprowadzić relację na żywo. Na przykład z parkowania pod marketem, rośnięcia kaktusa i każdej innej sytuacji. To jednak przerasta włodarzy miasta Wieluń. Na oficjalnej stronie miasta czytamy:

Uprzejmie informujemy że w związku z wejściem w życie Ogólnego Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (Dz. U. UE. L. z 2016 r. Nr 119) transmisja ONLINE z obrad Sesji Rady Miejskiej w Wieluniu została czasowo wstrzymana. Brak jest możliwości podpisania z serwisem YouTube, za pośrednictwem którego transmisja była realizowana, umowy powierzenia przetwarzania zgodnej z RODO. Jednocześnie informujemy, że analizujemy inne rozwiązania, które pozwolą wznowić transmisję.

Jeszcze raz odwołam się do artykułu 61 Konstytucji (wciąż obowiązującej i wiążącej tak obywateli, jak i władze publiczne). Tam, w ust. 2 czytamy:

Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.

Skoro każdy może wejść na posiedzenie rady miasta i nagrać jej posiedzenie, to tym bardziej może to zrobić sam urząd. Dane radnych nie są przecież tajne, ba – na stronie znajdziemy informacje o wszystkich radnych miasta.

8. Zamknął cmentarz, bo nagrobki zawierały imiona i nazwiska

Pewne są dwie rzeczy: śmierć i podatki. Jedno i drugie jest związane z przetwarzaniem danych osobowych: na PITach znajdziemy imiona, nazwiska, adresy, na nagrobkach z reguły imię, nazwisko i daty urodzenia oraz śmierci. Fakt ten przestraszył administratora jednego z cmentarzy, który zorientował się, że cześć kwater została wykupiona przez wciąż żyjących, którzy nawet postawili pomniki (bez daty śmierci oczywiście). Zamknął on więc cmentarz na trzy dni, które były potrzebne na zrozumienie, że… cmentarz w takiej formie może funkcjonować.

9. Dzień dobry, chcę skorzystać z prawa do bycia zapomnianym i żądam usunięcia swoich danych z bazy PESEL

Absurdy RODO najbardziej uwidaczniają się w sytuacjach, w których pewne prawa (jak „zgoda na przetwarzanie danych” czy „prawo do bycia zapomnianym”) są interpretowane w sposób, nazwijmy to, co najmniej kuriozalny. Przykładowo, co najmniej setka osób wystąpiła do Ministerstwa Cyfryzacji z żądaniem usunięcia danych z bazy PESEL. Uzasadniano to skorzystaniem z prawa do bycia zapomnianym. Wydaje się jednak, że wnioskodawcy naoglądali się filmów szpiegowskich – tych, w których bohaterowie zyskiwali „czystą kartotekę”. Wyjaśniamy jednak, że taki wniosek nie jest możliwy do spełnienia – baza PESEL ze zrozumiałych względów nie jest tym samym, co np. baza klientów sklepu internetowego.

10. RODO wymaga specjalnych szaf na dane osobowe!

Wiele osób próbuje podpiąć się pod szał związany z RODO i zarobić co nieco. Wymuszenia w związku z RODO są częste, a wielu nieuczciwych przedsiębiorców żeruje na niewiedzy ludzi, wciskając im np. drogie szkolenia czy audyty za grube tysiące złotych. Nic dziwnego, że „oszustwo na RODO” jest jednym z częstszych haseł wyszukiwanych na Bezprawniku.

Jednym z pomysłów na zarobek jest np. oferowanie „szaf RODO”, bo rzekomo unijne rozporządzenie wymaga specjalnych mebli do przechowywania danych osobowych. Tymczasem, w prawdziwym świecie (dokładnie w art. 32 RODO):

Uwzględniając stan wiedzy technicznej, koszt wdrażania oraz charakter, zakres, kontekst i cele przetwarzania oraz ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwie wystąpienia i wadze zagrożenia, administrator i podmiot przetwarzający wdrażają odpowiednie środki techniczne i organizacyjne, aby zapewnić stopień bezpieczeństwa odpowiadający temu ryzyku (…)

Najprawdopodobniej dotychczas używane szafy są wystarczająco odpowiednie – to zresztą pewnie te same meble, które teraz są oferowane jako „zgodne z RODO”. Na tej samej zasadzie, na jakiej zwykłe produkty nagle nie zawierają glutenu – choć nie zawierały go również przed modą na bezglutenową żywność.

Nie dajmy się zatem zwariować. RODO, choć ważne, ma obywatelom pomagać, a nie stawiać przed nimi przeszkody nie do pokonania. Jeśli tak się dzieje, to raczej to problem leżący po stronie administratora danych, który jest po prostu zbyt nadgorliwy i/lub nie posiada odpowiedniej wiedzy, a nie przepisów prawa.

517 odpowiedzi na “10 największych absurdów „bo RODO”. Nadgorliwcy i amatorzy utrudniają życie ludziom wycierając sobie buzię RODO”

    • I bardzo dobrze! Akurat w tym przypadku jest to całkowicie sensowne i uzasadnione, bo dotychczas czekając w kolejce do lekarzy słyszało się ciągle wywoływanie przez lekarzy/pielęgniarki kolejnych pacjentów po imieniu i nazwisku, a to w połączeniu z wizerunkiem danego pacjenta stanowi już dane osobowe. Nie każdy chce być w otoczeniu innych pacjentów rozpoznawany po nazwisku, lepiej był anonimowym numerkiem.

  1. w przypadku szpitala akurat szpital nie moze udzielic informacji na temat stanu zdrowia osoby nawet jesli posiadamy jej dane. Tak wiec RODO jak najbardziej slusznie jest zaslona w tej kwestii. Informacja ze osoba przebywa w szpitalu jest informacja na temat stanu zdrowia tej osoby. RODO ma zastosowanie

    • No nie wiem, jak ze zdania „tak, pani Iksińska przebywa w szpitalu” można wywnioskować jej stan zdrowia. Zwłaszcza w sytuacji, gdy dzwoni zrozpaczona matka dziecka. RODO jest dla ludzi.

      • Tu akurat RODO nic nie zmienia, bo ustawa o prawach pacjenta od dawna zabrania podawania informacji o pacjencie nieupoważnionym osobom. Pani na recepcji nie wie, czy dzwoni do niej zrozpaczony rodzić czy dziennikarz lokalnej gazety, który szuka sensacji. Inna sprawa, że w razie takich wypadkow rodzice powinni być natychmiast informowani o tym co się stalo przez organizatora wycieczki i np. przy śmierci dziecka niekoniecznie przez telefon.

        • Ustawa zabrania podawania danych O STANIE ZDROWIA PACJENTA i limituje DOSTĘP DO DOKUMENTACJI PACJENTA.
          Sam fakt bycia, lub nie, pacjentem nie mówi absolutnie nic. Nic, bo pacjentem można być z wypadku, z choroby albo z wyboru (np. okresowe badania).

          • ale do informacji o stanie zdrowia zalicza sie to czy osoba jest pacjentem czy nie jest. Jest to juz mamy informacje mowiaca „ta osoba jest niezdrowa” a to wystarczy. Jesli nie jest pacjentem to personel nie bedzie mial jej w wykazie.

          • Badania okresowe nie są „stanem zdrowia” a jak się ma full-opcje to się jest wciąganym na listę pacjentów (i wtedy to trwa >24h). Więc niekoniecznie.

          • To co badają na takim badaniu okresowym? Stan portfela? :D

          • Widzisz, ja trochę wyżej od Twojego Gimnazjum i wiem co badają bo trochę takich badań przeszedłem, za to Ty chyba nie masz zielonego pojęcia o nich patrząc na Twoją wypowiedź na poziomie gimbusa:”…Badania okresowe nie są „stanem zdrowia” …” wiec ponawiam pytanie do gimnazjalisty co jest badane jeśli nie stan zdrowia w trakcie badań okresowych? Potrafisz odpowiedzieć, czy zniżamy się do twojego gimnazjalnego poziomu i trzeba Ci najpierw wytłumaczyć co to lekarz, czym się zajmuje i co oznacza słowo stan oraz zdrowie człowieka?

          • Czyli nie mamy o czym rozmawiać.

            Ale w wolnym czasie sprawdź jak czuje się pacjent dr Schrodingera.

          • Sugerujesz, że poradnia psychiatryczna albo punkt badań pod kątem wirusa HIV mogą powiedzieć przez telefon nieznanej osobie, że ktoś jest u nich pacjentem, bo nie opisuje się szczegółowo udzielonych świadczeń?

            A wracając do RODO – definicja danych o zdrowiu:
            „dane dotyczące zdrowia” oznaczają dane osobowe o zdrowiu fizycznym lub
            psychicznym osoby fizycznej – W TYM O KORZYSTANIU Z USŁUG OPIEKI ZDROWOTNEJ – ujawniające informacje o stanie jej zdrowia

          • Ale nie dzwonisz do poradni ani gabinetu – tylko do szpitala. Odpowiedź JEST / NIE JEST nie jest złamaniem żadnych przepisów. No chyba że dzwonisz do szpitala psychiatrycznego – ale w takich się nie szuka – no chyba że ty szukasz…

  2. Odbierałem w sklepie prodikt zamówiony przez internet i pani nie mogła wyszukać mojego zamówienia po nazwisku ‚bo rodo’.

  3. no dobra, ale poradźcie, co w sytuacji gdy spotykamy się takim kuriozum, można zrobić? Nop. gdyby nie daj Boże moje dziecko trafiło do szpitala i spotkałbym się z taką niekompetencją to bym chyba kogoś *********** !

      • Według mnie policja lub inny podmiot publiczny powinien mieć możliwość sprawdzenia gdzie np. wylądowali moje dziecko i mnie o tym poinformować po sprawdzeniu moich danych osobowych. Nie wiem jak za ezpieczyc system przed reporterami podającymi się za policjantów ale od tego są fachowcy.

    • Jedyny problem z rozmową telefoniczną, to taki, że nie da się zweryfikować tożsamości drugiej osoby. Telefon można ukraść. Imię nazwisko i inne dane można znaleźć na facebooku. Poza tym są wycieki danych klientów z np. banków. Sensownym sposobem jest okazanie dowodu tożsamości, ale przez telefon tego nie zrobisz.

      Chyba, że świadomie wybierasz, że informacje o chorobach dzieci mają być dostępne publicznie dla każdego. Ale jest to kontrowersyjne pod wieloma względami.

  4. U mnie w kablówce toyi nie mogę zapłacić za rachunek sąsiadki bo nie mam uoowaznienia. Bo RODO. Kiedy płacę swój rachunek muszę pokazać dowód osobisty bo RODO. Nie mogę odebrac taty recept u lekarza bez uoowaznienia bo RODO. Polska to kraj skrajnych idiotów

    • Odbior recepty u lekarza uwarunkowany jest innymi przepisami. Rodo nie ma tu znaczenia. Przy odbiorze (gdy byles wczesniej upowazniony) powinienes otrzymac prosbe o wyrazenie zgody na przetwarzanie Twoich danych (rodo). Byly to bowiem dane przekazane przez osobe trzecia (ojca).

      • Dokładnie tak. Jeśli chcesz zapłacić za kogos musisz mieć upoważnienie. Takie praktyki to tylko u nas w ojczyźnie.

  5. A czy kartkę z życzeniami ,lub wiadomością mogę wysłać ,dlaczego listonosz przynosi rachunki itp w kopertach z imieniem i nazwiskiem ,ten który to wymyślił powinni dać statuetkę na największego głąb w uni

    • A czy listonosz udostępnia Twoje dane osobom trzecim? Zakładam, że listy trafiają do Twoich rąk albo do skrzynki.

      Nie mylmy RODO z brakiem prawa do posiadania danych osobowych.

  6. W nawiązaniu do punktu nr 7. Dwa tygodnie temu Przewodnicząca Rady Gminy, powołując się właśnie na argument „bo RODO”, zagroziła mi w rozmowie telefonicznej, że jeśli nie usunę własnego nagrania z sesji ze strony, to ona i/lub radni wytoczą mi proces. Nagranie jest wciąż dostępne. W skrzynce póki co pusto.

  7. ej ej ale to jest też wasza wina. Nawet Pana Panie Marku, który zamiast przytoczyć całą ustawę i „przetłumaczyć” na polski wszystko należycie także wziął udział w tej całej „straszako – nagonce”. Do tej pory jest ten artykuł i nie w pełni przytoczony i wyjaśniony problem związany z RODO. TO czemu się dziwić ludziom że się boją ?

  8. A 11 absurdem jest nadrzędność w Polsce prawa kościelnego, według którego – za zgodą miłościwie nam panujących – RODO nie obowiązuje w pełnej formie.

  9. Koleżanka chciała przełożyć wizytę u lekarza, więc zadzwoniła do przychodni, a tam okazuje się, że pani z recepcji nie może jej od ręki przełożyć, bo ma w systemie listę pacjentów, na której są jedynie pierwsze litery imienia. Bo RODO. Na szczęście jakoś udało jej się dokopać do informacji, która A to ona.

  10. Absurd nr 11. Klientka chcąc wziąść kredyt mówi, że nie pokaże dowodu osobistego, bo na nim jest imię i nazwisko. Ludzie zwariowali prze całe te „RODO”

    • – Chciałbym zrobić rezerwacją na nazwisko Kowalski.
      – Nie możemy zrobić rezerwacji na nazwisko, ponieważ RODO. Proszę podać hasło, rezerwacja będzie na hasło.
      – Dobrze, podaję hasło: Kowalski

      I tak się obchodzi system ;)

  11. Absurdy absurdami ale kto jest winien? Ci ludzie, którzy nie wiedzą jak się zachować bojąc się konsekwencji podczas gdy prawo zostawia spore pole do interpretacji?

    Nie jest sztuką wprowadzić nowe prawa. Jeśli jednak mają one tak szerokie zastosowanie to trzeba pamiętać o tym, że ludzie muszą rozumieć o co w nowym prawie chodzi i jaka jest interpretacja. Wg mnie to całe zamieszanie z RODO wynika przede wszystkim z faktu, że nikt ludzi nie wyedukował z tego co można a czego nie można. Można się z nich śmiać, że głupi, że robią problemy. Wg mnie jednak to są ludzie, którzy reagują przesadnie tylko dlatego, że obawiają się konsekwencji więc wolą zrobić za dużo niż o jedną rzecz za mało.

    • Masz rację, tym bardziej że część przepisów powstała jakby w oderwaniu od specyfiki rynkowej. Ktoś sobie wymyślił ogólne zasady i niech się przedsiębiorca martwi, jak je wprowadzić.

      Ostatnio prawnicy z zewnątrz, którzy wpadli „pomagać z RODO” do naszej firmy stwierdzili, że wizytowki zebrane na targach czy np. maile od potencjalnych kontrahentów to zbiory danych osobowych, więc proszą nas żebyśmy w miesiąc załatwili zgody od wszystkich tych osób. To jest totalna masakra, wyobraźcie sobie że po targach czy innych imprezach handlowiec przywozi ok. 300 leadów, a w skrzynce ma kilkanaście tysięcy e-maili i teraz powinien albo większość usunąć albo prosić o zgody i rejestrować sobie w jakimś pliku, kto się zgodził, a kto nie. Czy takim wielkim problem byłoby wprowadzić zapis, że w przypadku dobrowolnego powierzenia danych osobowych (np. poprzez wysłanie zaczepnego maila lub wręczenie wizytówki), ten kto powierza z definicji zgadza się na ich przetwarzanie? Niektórzy twierdzą, że niby to wynika z RODO, inni – że wprost przeciwnie. Finał jest taki, że ludzie siedzą godzinami nad jakimiś arkuszami danych, czytają maile sprzed kilku lat, analizują wizytówki i rozsyłają setki maili z prośbami o kliknięcie lub odpisanie z czymś tam w temacie, a robota leży.

        • Też tak argumentowałem. Tak jak ja „czuję” RODO, to w sytuacji kiedy jedna ze stron inicjuje kontakt (wręczając wizytówkę, wysyłając zaczepnego maila o ofercie pozycjonowania lub taniego druku offsetowego), to druga z automatu powinna nabierać praw, żeby odpowiedzieć, a otrzymane dane kontaktowe przetwarzać, np. w postaci niekasowania maila, przekazania ich do właściwego działu w firmie, itd. Dostałem odpowiedź, że na logikę to niby tak jest, ale co w sytuacji jeśli np. zgubię wizytówkę i dana osoba powie „hola, hola, a skąd Pan w ogóle masz mój adres?”. Ma być pisemne lub elektroniczne potwierdzenie woli i tyle. Rzekomo, bo nie wierzę żeby pomysłodawcy chcieli, aby przy każdym kontakcie strony sobie wciąż potwierdzały, że wiedzą i akceptują to, co się dzieje z ich danymi.

          Mówisz – zmieńcie prawników. Jasne, można. Przyjdą następni i też pokażą palcem jakiś zapis i powiedzą, że pani w sekretariacie powinna uzyskać zgodę autora maila na przeforwardowanie jego wiadomości do wlaściwego adresata, czy coś w tym stylu. Nie ma (jeśli dobrze kojarzę), żadnego organu, który by nadawał jakieś certyfikaty i czarne pasy prawnikom na oznakę kumatości RODO.

        • ok, a jak klient wycofa zgodę na piśmie u innego pracownika albo złoży sprzeciw? W jaki sposób udokumentujesz, że masz zgodę skoro klient ją wycofał?

      • W mojej branży był spory problem z odpowiedzią na pytanie… czy jeśli dzwoni do Ciebie klient z zapytaniem o ofertę, który wcześniej nie wyrażał zgody na kontakt telefoniczny w celach marketingowych, a Ty nie zdążysz odebrać telefonu to czy masz prawo do niego oddzwonić i tą ofertę mu przedstawić. Interpretacja zmieniała się 3 razy. A na koniec i tak padło magiczne: „Obecne prawo pozostawia wiele przestrzeni do interpretacji”.

        Ja się nie dziwię, że moje korpo się waha i zachodzi w głowę co można a czego nie można. W skali tej firmy 2% czy 4% globalnego obrotu to są naprawdę ogromne kary i nikt nie chce podejmować ryzyka. To, że pewnie część decyzji jest absurdalna to fakt. Jak masz jednak na szali kilkadziesiąt czy kilkaset milionów złotych potencjalnej kary to jednak wolisz by Ci zarzucano, że przesadzasz niż dostać karę bo czegoś nie dopełniłeś. Skoro jednak moje korpo, dysponujące ogromny budżetem, które stać na profesjonalne analizy prawne też ma problem z interpretacją pewnych zasad to jak się można dziwić małym jednostkom czy jednoosobowym działalnościom gospodarczym.

        W mojej ocenie RODO to jest albo bubel prawny albo proces wdrażania prawa był taki, że ‚my wprowadzamy prawo a Wy się martwcie”

        • Mi się wydaje, że to prawo będzie martwe. Teraz, póki jeszcze ludzie są podnieceni wizją jakichs wielkich kar, jest coś w rodzaju społecznego oczekiwania o milionach zabranych przedsiębiorcom za brak zamka w szafie czy zostawienie CV na wierzchu biurka. Tego raczej nie będzie (groziłoby chyba kompletnym paraliżem życia gospodarczego), więc z czasem ludzie zapomną – podobnie jak było wcześniej z regulaminami sklepów internetowych czy informacją o cookies.

  12. Mozna zazdrościć Grekom ich luzackiego podejscia do zycia. W d…. mają RODO i skupiają się na swojej wygodzie. Wróciłem w niedzielę z Aten. RODO tam nie mieszka ;)

  13. to w pkcie 1 to tak ewidentne naruszenie RODO, ze UODO z urzedu powinno wszczac sprawe i dowalic 20 mkn euro kary dla przykladu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *