Wpadka mBanku z Gemiusem jest naprawdę poważna. Ja rozumiem ich tłumaczenia, że te dane przesyłały się przypadkiem i anonimowo, że w sumie nic strasznego się z tego powodu nie stało, ale to zdarzenie z gatunku wypalającego przełyk Żywca Zdrój. 

I nic to, że Żywiec Zdrój był tak naprawdę krystalicznie czysty. Że ja doskonale o tym wiem i tamten facet sam sobie zawinił wypijając jakąś żrącą substancję. Od czasu tamtej historii omijam w sklepie spożywczym butelki z Żywcem Zdrój mając na twarzy takie ostentacyjne „a fe”. Generalnie z obrzydzeniem omijam w ten sposób w sklepie wszystko, co ma w nazwie słowo „Żywiec”, choć powody są tutaj różne, nie tylko dezinformacja.

Oburzające naruszenie prywatności. Gemius kopiował na swoje serwery stan konta klientów mBanku. Twój też

Afera gemiusowa nie zatrzęsła Polską

No i z mBankiem jest chyba nawet jeszcze gorzej, ponieważ nie za bardzo ma na kogo zrzucić winę. To jest fakt – strona internetowa banku przesyłała informacje na temat stanu naszego konta na serwery systemu internetowych statystyk. Gdyby tylko taki temat był bardziej medialny i podchwycił go ktoś większy, niż kilka stron zajmujących się bezpieczeństwem w sieci…

Ale nawet w gronie tej cząstki osób, do których dotarła informacja, bardzo szybko pojawiły się głosy „no to przebrała się miarka, właśnie rozpocząłem procedurę zamykania konta”. Logiczne rozwiązanie – pomyślałem. Rzeczywiście pod wpadce tego typu należałoby coś takiego zrobić, choćby czysto symbolicznie w akcie rozczarowania bezmyślnością instytucji.

Nie udało mi się jednak unieść honorem, ani zostać „królową dramatu”. Konto w mBanku (dopiero niedawno ktoś się dopatrzył i z Izzy przemianował mi na drugie eKonto) miałem chyba jeszcze w gimnazjum, obecnie mam tam kilka różnych kont i pomimo spektakularnej wpadki… nie jestem w stanie pożegnać się z tym ekosystemem. Przez lata miałem ogromny problem z wytrzymaniem 24 miesięcy umowy u jednego operatora, tak szybko zaczynał mnie irytować. Mój bank nie denerwował mnie nigdy.

Nie odejdę z mBanku z powodu Gemiusa, choć pewnie powinienem

Trzeba ufać, ale sprawdzać co u konkurencji. Przez lata obok mBanku miałem też konta m.in. w BGŻ, Aliorze, Volkswagen Bank czy PKO Inteligo i pomimo najszczerszych chęci jakoś nie umiałem się przekonać do ich systemów internetowych, większość pozamykałem. Problem miałem tylko z PKO, które na infolinii odsyłało mnie do placówki, z placówki na infolinię, ale ostatecznie odpuściłem temat – i bardzo dobrze, bo dzięki temu mogłem szybko zalogować się do odnowionego ePUAP.

Żadne z nich nie miało jednak startu do tego mojego mBanku, z którego korzystam często, z przyjemnością. Nie kosztuje mnie to wiele, wbrew pozorom używane konta i karty nie są drogie. Ale jest szybko, wygodnie, w miarę nowocześnie i prawie zawsze działa. Wpadkę z Gemiusem będę im wypominał jeszcze przez kilka lat, bo jestem sobie w stanie wyobrazić, że przez takie historie upadają duże instytucje, ale jeśli jednak nie upadną, to na razie nie planuję odchodzić – jest mi tam zbyt dobrze.

Boję się tylko trochę tego, że zapeszę. Kiedy w grudniu wystawiłem przepiękną laurkę Poczcie Polskiej na Bezprawniku, od stycznia rozpoczął się jeden z największych koszmarów mojego zawodowego życia. Jeśli nawet jakimś cudem dojdzie do mnie adresowana korespondencja, to już trzeci miesiąc z rzędu dostajemy do biura prenumeratę miesięcznika Odkrywca adresowaną do jegomościa, który mieszka kilkanaście bloków stąd.

W grudniu wystawiłem największą w internecie laurkę Poczcie Polskiej, w styczniu trafiłem do urzędu przy Al. Solidarności