Ekologia bez odwrotu, czyli pompa ciepła jako jedyna alternatywa
O ile jeszcze kilka lat temu można było wybrać jedno z różnych dofinansowywanych źródeł ciepła, dziś już za dużego wyboru nam nie pozostawiono. Obecnie na próżno szukać dotacji na kotły węglowe, nawet te nowoczesne, ani na piece gazowe w dotychczasowej formule wsparcia. Polityka klimatyczna jest jednoznaczna – odchodzimy od paliw kopalnych. Właściciele domów, którzy chcą dostosować swoje budynki do obowiązujących i nadchodzących wymogów, coraz częściej decydują się więc na pompę ciepła. Na to urządzenie można uzyskać dofinansowanie zarówno w programie "Czyste Powietrze", jak i w niektórych programach samorządowych. Warto wiedzieć, że nowa odsłona programu Czyste Powietrze wymaga teraz audytu energetycznego przed wymianą źródła ciepła – właśnie po to, by uniknąć "rachunków grozy".
Na papierze wszystko wygląda idealnie. Dostajemy wsparcie na wymianę źródła ciepła, instalację fotowoltaiczną, czasem również na szeroko rozumianą termomodernizację. Problem w tym, że system dofinansowań kończy się w momencie montażu urządzenia. Gdy pojawia się problem, zostajemy z nim sami.
Dwa lata i koniec ochrony – awaria pompy ciepła okiem konsumenta
Termomodernizacja domu to ogromne koszty, nawet po uwzględnieniu dofinansowania. Kompleksowa inwestycja w pompę ciepła, fotowoltaikę i ocieplenie budynku potrafi kosztować kilkadziesiąt, a czasem ponad sto tysięcy złotych. I choć część tej kwoty wraca w formie dotacji, to nadal mówimy o potężnym obciążeniu dla domowego budżetu. A to często dopiero początek wydatków.
Pompa ciepła – jak każde urządzenie – objęta jest rękojmią co do zasady przez dwa lata. Producenci czasem oferują dłuższą gwarancję, ale bywa, że obejmuje ona wyłącznie wybrane, najmniej awaryjne elementy, a w pozostałych przypadkach klient musi sam ponosić koszty. Gdy minie podstawowy okres ochrony, właściciel zostaje z kosztownym sprzętem, który w razie poważnej usterki może generować rachunki idące w tysiące złotych.
Ostatnia fala mrozów pokazała, że problem nie jest teoretyczny. Coraz więcej osób wskazuje, że awaria pompy ciepła to realny, w dodatku stosunkowo częsty scenariusz. W dodatku, jak to bywa ze złośliwością rzeczy martwych, ta awaria pojawia się zwykle w najgorszym możliwym momencie.
W domu oddech zamarza, a pomocy znikąd
W przypadku awarii scenariusze są zwykle dwa. Pierwszy to całkowite zaprzestanie działania urządzenia. W praktyce oznacza to widmo bardzo niskich temperatur w domu. Na naprawę często trzeba czekać od kilku do nawet kilkunastu dni, bo specjalistów jest niewielu, a w sezonie zimowym kalendarze serwisów pękają w szwach. Koszty napraw bywają wysokie, zwłaszcza gdy uszkodzeniu ulegnie kluczowy podzespół.
Jeszcze trudniejsza jest sytuacja, gdy urządzenie jest stosunkowo nowe i właściciel próbuje skorzystać z rękojmi. Wtedy często zaczyna się gra w przerzucanie odpowiedzialności – między sprzedawcą, instalatorem a producentem. Jedni twierdzą, że to błąd montażu, inni, że niewłaściwa eksploatacja, jeszcze inni, że parametry budynku nie zostały prawidłowo dobrane. Rzecznik praw konsumenta? Sąd? Owszem, to możliwe drogi, ale wymagają czasu. A w domu woda w czajniku zamarza.
Drugi scenariusz jest mniej spektakularny, ale równie dotkliwy. Okazuje się, że pompa, która w teorii miała bez problemu ogrzać 200 metrów kwadratowych, nie radzi sobie z utrzymaniem 18 stopni na połowie tej powierzchni. Rachunek za prąd rośnie, a w domu panuje chłód, mimo że ogrzewanie podłogowe działa bez przerwy. Czy to awaria pompy ciepła? Czasem tak, ale niekoniecznie. Często to kwestia złego doboru mocy, błędów projektowych lub niedostatecznej termomodernizacji. Z punktu widzenia prawa może to oznaczać niezgodność towaru z umową, ale dochodzenie roszczeń w praktyce bywa długotrwałe i kosztowne.
Rynek, który wymknął się spod kontroli
Oba opisane scenariusze w ostatnich tygodniach pojawiają się zaskakująco często. Czy to wina ekologii? Niekoniecznie. Bardziej prawdopodobne jest to, że po latach łagodnych zim odwykliśmy od prawdziwych mrozów i zbyt łatwo uwierzyliśmy firmom obiecującym "bezobsługowe ciepło za grosze".
Najwięcej problemów zgłaszają osoby, które zdecydowały się na niesprawdzone marki albo powierzyły termomodernizację firmom oferującym podejrzanie niskie ceny i złote góry w folderach reklamowych. Na rynek trafiło wiele urządzeń niskiej jakości, często sprowadzanych jako najtańsze rozwiązania, sprzedawanych jednak jako technologiczna rewolucja. Właśnie dlatego na liście ZUM pojawiły się urządzenia bez wymaganej etykiety EPREL, co dodatkowo podważa zaufanie do systemu certyfikacji.
Do tego dochodzi fakt, że pompa ciepła – jak każde skomplikowane urządzenie – jest awaryjna. Koszty napraw są wysokie, a specjalistów brakuje. O ile program "Czyste Powietrze" pomoże sfinansować zakup i montaż, o tyle koszty serwisu, naprawy czy wymiany po kilku latach użytkowania spadają już wyłącznie na właściciela.
Efekt? Wiele rodzin boryka się dziś z problemami finansowymi i niską temperaturą w domu. Najlepiej radzą sobie ci, którzy zdecydowali się na dywersyfikację źródeł ciepła i pozostawili sobie choćby kominek czy inne alternatywne rozwiązanie, pozwalające przetrwać siarczyste mrozy.
Czy ktoś poniesie za to odpowiedzialność?
Już jakiś czas temu zarówno UOKiK, jak i eksperci związani z programem «Czyste Powietrze» wskazywali na konieczność większej kontroli rynku pomp ciepła. UOKiK już w poprzednim sezonie zimowym prowadził działania mające na celu wykluczenie towarów złej jakości z rynku. Jak czytamy w ubiegłorocznym komunikacie:
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Inspekcja Handlowa i Krajowa Administracja Skarbowa w ramach wspólnego projektu sprawdziły 34 modele pomp ciepła wyprodukowane poza Unią Europejską. Kontrola na granicy dotyczyła 1241 sztuk urządzeń. (…) Dzięki wspólnemu projektowi UOKiK, IH i KAS zatrzymaliśmy na granicy 786 sztuk 32 modeli pomp ciepła niespełniających obowiązujących wymagań.
Kontrole są prowadzone, ale to kropla w morzu potrzeb. Ostatnie doświadczenia pokazują, że to nie była przesada. Ekologiczna transformacja nie może polegać na tym, że ryzyko techniczne i finansowe w całości przerzuca się na obywatela. Inaczej zamiast zielonej rewolucji będziemy mieli kolejne problemy z programem, który miał pomagać.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj