Białoruś kupiła norweską ropę i teraz ma problem, bo Rosjanie ograniczają jej za karę dostawy

Zagranica dołącz do dyskusji (68) 25.01.2020
Białoruś kupiła norweską ropę i teraz ma problem, bo Rosjanie ograniczają jej za karę dostawy

Rafał Chabasiński

Kreml od dłuższego czasu stara się wchłonąć Białoruś. Uzależnienie od rosyjskich surowców i rosyjskich pieniędzy stanowi doskonały środek nacisku na Mińsk. W takich warunkach nasz wschodni sąsiad stara się jakoś sobie radzić. Niedawno Białoruś kupiła norweską ropę – co od razu spotkało się z reakcją ze strony Rosji.

Rosja postanowiła ukarać Białoruś za „potwarz” w postaci zakupu ropy od innego dostawcy

Wystarczył jeden niewinny zakup, by Rosja zaplanowała zmniejszenie dostaw ropy dla – podobno – bratniego narodu. Niestety, Białoruś kupiła norweską ropę a Kreml ani myśli tolerować takich zachowań. Nie chodzi nawet o sam fakt istnienia konkurencyjnego źródła surowca, lecz o kolejną nieśmiałą próbę uniezależnienia się w jakiś sposób od Moskwy.

Jak podaje Gazeta Wyborcza, w grę wchodzi ograniczenie dostaw ropy naftowej na Białoruś w lutym. Z zaplanowanych 750 tys. ton Rosjanie zamierzają teraz dostarczyć 500 tys. ton surowca. Trzeba przyznać, że nawet nie próbują ukrywać w jakichś sposób powodów swojej decyzji.

Rosyjska agencja TASS przekazała słowa osoby zaznajomionej z takimi planami: „W związku z rozpoczęciem dostaw na Białoruś ropy naftowej z państw trzecich, zwłaszcza z Norwegii, dostawy rosyjskiej ropy naftowej zostały skorygowane„. Później okazało się, że ropa która miała trafić na Białoruś została już przekierowana na inne kierunki eksportu.

Rosjanie nawet nie ukrywają swoich pobudek, tymczasem Białorusinom kupowanie ropy od Moskwy przestało się opłacać

Faktycznie, Białoruś kupiła norweską ropę – w postaci tankowca z 80 tys. ton surowca na pokładzie. Do tej pory to państwo korzystało wyłącznie z rosyjskich dostaw. Sytuacja zmieniła się w zeszłym roku, gdy Moskwa i Mińsk nie mogły się dogadać co do cen rosyjskiej ropy. Powodem są nie tylko kwestie czysto finansowe, ale również polityczne.

Rosjanie nie stosowali wobec eksportu na Białoruś ceł wywozowych, jednak w zamian tamtejsze rafinerie płaciły Rosjanom swoistą „premię kompensacyjną”. Na skutek zmian w rosyjskim prawie podatkowym, ceny tamtejszej ropy zaczęły rosnąć. Białorusini w takim wypadku nie chcieli już ponosić tych dodatkowych kosztów. Rosyjska ropa stałaby się zdaniem tamtejszych władz droższa od surowca uzyskiwanego na światowych rynkach. Warto także pamiętać, że wcześniej białoruskie rafinerie zarabiały na eksporcie przetworzonego rosyjskiego surowca.

Brak porozumienia oznaczał dla Białorusi przykręcenie kurka z ropą przez Moskwę. Przypadkiem zupełnym, negocjacje zbiegły się z rosyjskimi naciskami na pogłębienie integracji w ramach państwa związkowego pomiędzy tymi państwami. Integracji, która w praktyce może oznaczać dążenie do wchłonięcia Białorusi przez Rosję.

Białoruś kupiła norweską ropę, bo tak naprawdę nie ma innego wyjścia – jeśli chce przetrwać musi dywersyfikować źródło dostaw surowców

Aleksander Łukaszenka zareagował w sposób tak naprawdę podobny do działań naszych władz – choć oczywiście dywersyfikacja źródeł ropy i gazu Polsce przyszło dużo łatwiej. Prezydent polecił swoim ministrom ograniczenie dostaw z Rosji do 30-40% oraz poszukiwanie surowca u alternatywnych dostawców. Dlatego właśnie Białoruś kupiła norweską ropę. Tankowiec wyładował surowiec w litewskim porcie w Kłajpedzie, skąd trafił koleją do rafinerii w Połocku.

Warto także wspomnieć, że zdaniem Łukaszenki Rosja odmówiła Białorusi przetransportowania swoimi rurociągami ropy naftowej, którą to państwo kupiło w Kazachstanie. Nie sposób również nie wspomnieć w tym kontekście o kolejnym sposobie na ratowanie białoruskiej gospodarki wobec postawy Rosji. Mowa w tym przypadku o chińskich kredytach umożliwiających Mińskowi zachować płynność finansową.

Cała historia białoruskich starań o utrzymanie jakiejkolwiek niezależności od Rosji mogłaby stanowić świetną nauczkę dla innych państw. Nie tylko dla tych zrzeszonych w tzw. „Unii Euroazjatyckiej”. Te zresztą z pewnością pamiętają doskonale z czasów sowieckich jak przyjaźń z Rosją wygląda w praktyce.

Nauczka mogłaby dotyczyć przede wszystkim dla tych zachodnich, które z jakiegoś powodu wciąż próbują traktować rosyjskie władze jako normalnych partnerów, takich jak oni sami. Albo dla osób wierzących w zapewnienia Niemiec, że gazociąg Nord Stream 2 ma podłoże przede wszystkim gospodarcze. Dla Rosji gospodarka stanowi jedynie jedno z wielu narzędzi uprawiania wielkiej polityki.