1. Home -
  2. Energetyka -
  3. Rząd obniżył ceny benzyny, ale o 3 milionach kierowców z LPG po prostu zapomniał

Rząd obniżył ceny benzyny, ale o 3 milionach kierowców z LPG po prostu zapomniał

Rząd chwali się cenami maksymalnymi na benzynę i olej napędowy. Opozycja próbuje się jakoś pod nie podpiąć. Tymczasem wygląda na to, że wszyscy zapomnieli o ważnym paliwie. Są powody ku takiej interwencji, tylko co z tego? Przepisy nie pozwalają na wprowadzenie cen maksymalnych gazu LPG.

Politycy się kłócą, a 3 miliony kierowców martwią się o koszt tankowania

Środki zaradcze, mające przeciwdziałać szybkiemu wzrostowi cen paliw, przynoszą rezultaty. Rząd chwali się zdjęciami pylonów stacji benzynowych. Maksymalne ceny paliw i obniżka podatków zadziałały — paliwo szybko staniało.

W międzyczasie Prawo i Sprawiedliwość próbuje przekonać Polaków, że tak naprawdę tańsze tankowanie zawdzięczają im, a nie Donaldowi Tuskowi. Równie dobrze moglibyśmy przypisać ten sukces redakcji Bezprawnika, która parokrotnie ostrzegała przed wojenną inflacją, kiedy PiS był wciąż zajęty wychwalaniem Donalda Trumpa pod niebiosa.

W tym samym czasie opinia publiczna zaczyna zadawać ważne pytanie: „Co z gazem?". Ceny maksymalne obejmują w końcu benzynę 95, benzynę 98 oraz olej napędowy. Tymczasem po polskich drogach porusza się około 3 milionów aut z instalacją gazową. Według niektórych statystyk to nawet 12,7 proc. wszystkich samochodów zarejestrowanych w naszym kraju.

Należy do tego dodać inne zastosowania gazu LPG. Jak pisaliśmy w analizie dotyczącej cen gazu w 2025 roku, ponad połowa Polaków stosuje ten surowiec w swoich domach — mowa o kuchenkach i ogrzewaniu na butle gazowe.

Minister energii zapewnia, że rząd pilnuje także cen gazu LPG

Analiza treści poniedziałkowego obwieszczenia ministra energii nie pozostawia żadnych wątpliwości. O gazie LPG nie ma w niej nawet słowa. Sam minister Miłosz Motyka zapewnia, że co prawda nie zdecydował się na wprowadzenie maksymalnej ceny gazu, ale cały czas trzyma rękę na pulsie.

Kryzys mamy przede wszystkim jeśli chodzi o ropę, paliwa i produkty naftowe, nie bezpośrednio LPG. Jeżeli sytuacja będzie się rozwijała w stronę negatywną także na rynku LPG, niewykluczone, że też będziemy podejmować działania.

Komentarz Motyki dla RMF FM jest tylko częściowo prawdziwy. Nasza część świata rzeczywiście nie jest uzależniona od surowca produkowanego w krajach Zatoki Perskiej. Trafia on przede wszystkim na rynki azjatyckie.

Polska importuje gaz LPG przede wszystkim ze Szwecji, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Kazachstanu i Niderlandów. Mamy także krajową produkcję pokrywającą 15–20 proc. zapotrzebowania. Skoro jednak jest tak dobrze, to dlaczego na stacjach benzynowych gaz drożeje?

Ceny gazu skroplonego będą prawdopodobnie rosły z każdym tygodniem trwania wojny w Iranie

Zacznijmy od tego, że jednak część polskiego gazu pochodzi z Kataru. Szacunki ekspertów sugerują ok. 11 proc. krajowego zapotrzebowania. Te braki trzeba jakoś uzupełnić, co kosztuje.

Wystarczy spojrzeć na wykres cen paliw w marcu 2026, by dostrzec, że atak USA i Izraela na Iran przyniósł zauważalny skok cen na stacjach benzynowych. Pod koniec lutego gaz kosztował ok. 2,78 zł za litr. Teraz za taką samą ilość płacimy średnio 3,74 zł. Trend jest więc niezaprzeczalny.

Problemy z dostawami gazu z Zatoki Perskiej do Azji windują ceny na całym świecie. Będą to robić jeszcze bardziej, bo im dłużej trwa wojna, tym państwa takie jak Indie, Pakistan, Bangladesz czy nawet Korea Południowa będą coraz bardziej zdesperowane.

Równocześnie inwestorzy obawiają się kolejnych zakłóceń w dostawach surowca. Sprzymierzeni z Iranem jemeńscy rebelianci z ruchu Huti mogą zacząć ostrzeliwać tankowce płynące przez Morze Czerwone, a więc jedyną alternatywną trasę dla Półwyspu Arabskiego. Nie bez powodu pojawiały się już głosy, że paliwo po 10 złotych to scenariusz, którego nie można wykluczyć.

Jedna ustawowa definicja uniemożliwia wprowadzenie cen maksymalnych gazu LPG

Wiemy już, że wojna w Iranie może potrwać długo i w dalszym ciągu destabilizować światową gospodarkę. Wprowadzenie cen maksymalnych gazu LPG byłoby więc całkiem racjonalnym ruchem uprzedzającym. Równocześnie część kierowców nie czułaby się dyskryminowana.

Pozostaje jednak ważne pytanie: czy minister energii w ogóle może zdecydować się na taki krok? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista.

Definicja paliw ciekłych nie obejmuje gazu LPG

Art. 34a specustawy o zasadach postępowania w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa paliwowego państwa pozwala wprowadzić cenę maksymalną paliw ciekłych. Stosowny przepis odsyła nas do definicji tychże znajdującej się w art. 2 ust. 1 pkt 4 ustawy o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw.

Problem tkwi w tym, że wspomniana definicja obejmuje wyłącznie benzyny silnikowe i olej napędowy. Gaz LPG jest paliwem w rozumieniu przywołanej ustawy, nie został jednak włączony do kluczowej kategorii paliw ciekłych.

Bubel prawny, który może kosztować miliony kierowców

Możliwe więc, że rządzący po prostu liczą, że ceny gazu LPG ustabilizują się same i nikt nie zauważy, że mamy do czynienia z bublem prawnym. Tymczasem, jak ostrzegaliśmy w tekście o możliwym kryzysie inflacyjnym 2026, dalszy wzrost cen surowców energetycznych może uderzyć w portfele Polaków znacznie mocniej, niż się tego spodziewamy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi