Tanie samochody z Chin są jeszcze tańsze
Od mniej więcej 2-3 lat samochody z Chin stają się coraz to popularniejsze na naszych drogach. Klienci cenią je sobie za bardzo dobrą relację jakości do ceny, ale przecież te same modele są w Chinach - po przeliczeniu chińskich juanów na polskie złotówki - jeszcze tańsze.
Wczoraj czytałem ciekawy artykuł na auto.dziennik.pl, w którym opisywano nowy chiński samochód marki Geely EX2. Ten elektryczny miejski pojazd robi prawdziwą furorę w rodzimym kraju, gdzie przez aż 7 miesięcy z rzędu sprzedawał się w nakładzie przeszło 40 000 egzemplarzy miesięcznie. W sumie fabrykę opuściło już 530 000 sztuk modelu Geely EX2.
Nic dziwnego - samochód jest nowoczesny, oferuje stosunkowo daleki zasięg, szybkie ładowanie, sporą przestrzeń dla kierowcy i pasażerów, a jego ceny zaczynają się od 68 800 juanów, a więc w przeliczeniu od około 35 100 złotych. 35 tysięcy za nowy samochód, nawet jeśli jest on stosunkowo nieduży, bo należący do segmentu B, to naprawdę fantastyczna cena w 2026 roku. I niestety nierealna.
Możemy zapomnieć o takich cenach
Szkopuł w tym, że samochód ten - gdy tylko trafi do naszego kraju - nie będzie kosztował ok. 35 000 złotych, lecz znacznie więcej. Eksperci zastanawiają się, czy polska cena Geely EX2 będzie "zbliżona lub nawet niższa" do modelu BYD Dolphin Surf, który będzie jego głównym konkurentem. Elektryczny BYD kosztuje w Polsce niecałe 83 000 złotych, a więc Geely może spokojnie "dobić" do ok. 70 000-75 000 złotych, a i tak się sprzeda, bo jego cena będzie nadal konkurencyjna.
Z jednej strony konkurencyjna, z drugiej strony dwukrotnie wyższa niż w macierzystych Chinach. Cło i koszty transportu robią jednak swoje, ale nie tylko one. Poza tym Geely EX2 to tylko przykład jeden z wielu, ale dotyczy to wszystkich chińskich producentów samochodów. I nie tylko ich.
Tak samo jest z elektroniką
Przykład? Popularny chiński smartfon średniej klasy w oficjalnym sklepie w Chinach kosztuje 1999 juanów, czyli około 1150 złotych. W Polsce ten sam model pojawia się w sklepach za ok. 1899-2099 zł. I wszyscy są zadowoleni. Podobnie jest z drobną elektroniką, odkurzaczami automatycznymi, słuchawkami czy nawet zwykłymi kablami USB. W zasadzie ze wszystkim.
Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby europejscy sprzedawcy po prostu "doklejali" gigantyczną marżę. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej złożona. Podstawową różnicą są obciążenia fiskalne. W Chinach podatek VAT na elektronikę wynosi zwykle 13%, podczas gdy w Polsce standardowa stawka to 23%. Już sama ta różnica automatycznie podnosi cenę o około 10 procent.
Do tego dochodzi cło importowe. W zależności od kategorii produktu wynosi ono od kilku do kilkunastu procent. Dla konsumenta oznacza to, że towar wyprodukowany w Chinach, zanim trafi na półkę w Warszawie czy Krakowie, jest już znacznie droższy niż w sklepie w Pekinie.
Odnoszę jednak wrażenie, że w Polsce droższe są nie tylko chińskie, ale i również zachodnie produkty, przynajmniej biorąc pod uwagę siłę nabywczą pieniądza. Słynna niemiecka chemia jest w samych Niemczech zwykle lepszej jakości niż u nas, jakby trafiały tu produkty drugiego sortu. Niestety w Polsce bywa i drożej, i gorzej.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj