Od Aliexpress do Temu – jak chińskie platformy zakupowe opanowały Europę
Od wielu lat chińskie platformy zakupowe podbijają serca Polaków. Wszystko zaczęło się od Aliexpress, która jako pierwsza z chińskich platform zyskała w Polsce realną rozpoznawalność. Było tanio, było długo (przynajmniej w kontekście przesyłek), bywało różnie z jakością. Klienci jednak podeszli do tych ofert (i cen) z ciekawością, masowo zamawiając w Chinach.
Później pojawiły się kolejne marki – Shein i Temu. Krótki epizod miało również Shopee, które po nieudanej próbie wycofało się z rynku (trochę na własne życzenie; do dziś, słysząc irytującą linię melodyczną reklamy, odczuwam resztki tłumionej agresji).
Mechanizm był prosty: bardzo niskie ceny, ogromny wybór i cierpliwość klientów, którzy potrafili czekać kilka tygodni na przesyłkę. Z czasem pojawiły się magazyny europejskie, szybsze dostawy i coraz bardziej agresywna reklama. I właśnie tu Temu postawiło na strategię, którą trudno przeoczyć. Sukces tej platformy jest zresztą tak duży, że Temu stało się drugim co do wielkości marketplace'em w Polsce, depcząc po piętach Allegro – co wywołało wezwania polskich sprzedawców do bojkotu chińskich platform.
Temu – agresywna reklama i nabijanie klientów w butelkę
Temu jest dziś prawdopodobnie najbardziej widoczną z chińskich platform. Reklamy wyskakują dosłownie wszędzie, a aplikacja bombarduje użytkownika promocjami, kuponami, losowaniami i «ostatnimi szansami». Problem w tym, że wchodząc w aplikację, trzeba odklikać tyle promocji, że człowiek już na wstępie ma dosyć.
Oczywiście – ceny są niskie. Czasem wręcz podejrzanie niskie. Tyle że za tą atrakcyjną fasadą zwykle kryje się rozczarowanie. W mojej ocenie Temu przegrywa z konkurencją w trzech obszarach: terminowości, jakości i zgodności towaru z opisem. Zdarza się, że przesyłka wysyłana rzekomo z polskiego magazynu dociera po ponad miesiącu. Produkty bywają mikroskopijne, mimo że zdjęcia sugerują zupełnie inne proporcje. Czasem zestawy okazują się niekompletne (co wygląda na celowe działanie, bo pomimo prób «domówienia» brakujących elementów wciąż przychodzi tylko jedna część), a jakość wykonania pozostawia wiele do życzenia. Nie bez przyczyny UOKiK postawił spółce odpowiedzialnej za Temu w Polsce zarzuty naruszania praw konsumentów – m.in. za brak jasnych informacji o cenach i sprzedawcach.
Tak, platforma zwraca pieniądze. Ale trudno uznać to za sukces, skoro podstawowym problemem jest to, że towar w ogóle nie spełnia oczekiwań, a my po kilku tygodniach oczekiwania zostajemy z ręką w przysłowiowym nocniku.
Aliexpress – nie idealny, ale przewidywalny
Jeszcze niedawno krytykowałam Aliexpress za mocno przeciętną jakość (albo raczej tony chłamu dostępne na platformie) i politykę niewymagania zwrotu reklamowanego towaru, co realnie przyczynia się do generowania dodatkowych odpadów. Jednak zestawiając go z Temu, trudno nie zauważyć jednej przewagi: przewidywalności.
Przesyłki z Aliexpress zwykle docierają w deklarowanym czasie. Towar – nawet jeśli nie jest wysokiej jakości – przynajmniej przypomina ten ze zdjęcia (nawet jeżeli jest zepsuty, co się niestety zdarza). A to wbrew pozorom wcale nie jest standard. Znam osoby, które regularnie zamawiają na Aliexpress i są zadowolone, bo nauczyły się filtrować oferty, czytać opinie i wybierać sprawdzonych sprzedawców. W przypadku Temu takich historii słyszę zdecydowanie mniej, albo wręcz muszę stwierdzić, że dotąd takiej historii nie słyszałam.
Gdzie w tym wszystkim Shein?
Na tle tej konkurencji najlepiej wypada Shein. To platforma nastawiona głównie na modę i szeroko pojęte dodatki. Oczywiście – buble się zdarzają, a jakość materiałów często nie powala. Nie jest to segment premium i nikt rozsądny nie powinien tego oczekiwać. Ale to właśnie tam najłatwiej trafić na prawdziwe «perełki» – przynajmniej wizualnie. Produkty zazwyczaj odpowiadają zdjęciom, a opisy są bardziej precyzyjne niż u konkurencji. Warto jednak mieć świadomość, że badania wykazały wielokrotnie przekroczone normy toksycznych substancji w odzieży z chińskich platform – w tym kadmu, ołowiu i ftalanów, również w ubraniach dziecięcych.
Co ciekawe – Shein zwykle wymaga odesłania reklamowanego (lub zwracanego, na przykład ze względu na nieodpowiednie dopasowanie rozmiaru) towaru. I choć może to być uciążliwe, daje pewien sygnał: platforma traktuje swoje produkty jako realny towar, który ma jakąś wartość, a nie jednorazowy śmieć. To subtelna, ale istotna różnica w podejściu.
Czy to oznacza, że zachęcam do namiętnego kupowania na Shein? Zdecydowanie nie. Jednak jeśli patrzymy wyłącznie na doświadczenie klienta – szybkość, zgodność z opisem, przewidywalność – to właśnie ta platforma wypada w moim zestawieniu najlepiej. A Temu? Cóż. Marketingowo błyszczy. W praktyce – zdecydowanie za często rozczarowuje. Aliexpress z kolei jest pewnym standardem, który nie zachwyca, ale też nie wzbudza aż takiej irytacji.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj