ecommerce Prawo Zakupy

Kończy się Dziki Zachód dla polskich influencerów. UOKiK czeka na nasze rady, nim wyda im wytyczne, jak mają oznaczać reklamy

Kończy się Dziki Zachód dla polskich influencerów. UOKiK czeka na nasze rady, nim wyda im wytyczne, jak mają oznaczać reklamy
Kończy się Dziki Zachód dla polskich influencerów. UOKiK czeka na nasze rady, nim wyda im wytyczne, jak mają oznaczać reklamy
 

Opinia innych użytkowników ma kolosalne znaczenie przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Skłoniło to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów do opracowania wytycznych, które wymuszą uczciwość na influencerach. Zanim je wprowadzi, chce poznać różne zdania na ten temat. Czeka na nie na swoim instagramowym profilu. Co wolno influencerowi?

Co wolno influencerowi?

W zeszłym roku, według Influencer Marketing Benchmark Raport, wydatki na marketing influencerów w porównaniu do 2020 roku wzrosły o 40 procent. Większość marek planuje zwiększyć budżety na ten cel. Influencerzy rządzą sprzedażą w sieci. Ci najlepsi dyktują markom warunki współpracy. Lub idą o krok dalej. Tworzą własne marki i sprzedają produkty pod swoim logo.

O ile media tradycyjne i internetowe muszą oznaczać reklamy i materiały sponsorowane, to w świecie influencerów panuje tu wolna amerykanka. Znana pani czy pan zachwala w mediach społecznościowych produkt czy usługę, nie informując, że zmotywowała ich do tego nie jakość towaru, ale kontrakt z producentem. A ponieważ dla wielu z nas opinia innych o produkcie, który chcemy kupić ma ogromne znaczenie przy podjęciu decyzji o zakupie, powinniśmy wiedzieć kiedy mamy do czynienia z opłaconą reklamą. A kiedy z rzetelną i obiektywną informacją użytkownika.

Za pieniądze czy za darmo?

„Intensywnie rozwijający się rynek mediów społecznościowych musi wyróżniać się transparentnymi zasadami. Chodzi o wyznaczenie granicy między przekazem płatnym a niezależną opinią.  Zdefiniowanie przypadków autopromocji. Ustalenie zasad oznaczania barterów. To tylko, niektóre przykłady wytycznych tworzonych obecnie w Urzędzie. Nasze dotychczasowe przemyślenia i propozycje chcemy uzupełnić o głos użytkowników sieci. Zarówno samych konsumentów. Jak i pojedynczych influencerów. Dlatego od dziś zachęcam do wyrażenia swojej opinii na profilu UOKiK na Instagramie. Każdy głos jest ważny i będzie miał wpływ na wypracowywane zasady. Zachęcamy do dyskusji nad tym jak oznaczać paczkę PR, markę własną czy linki afiliacyjne” mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Klient musi wiedzieć

Urząd chce, by nowe regulacje uczyniły e-commerce bezpieczniejszym. Ich zadaniem ma być też ochrona przed  scamem. Scam to budowanie zaufania, po to, by wykorzystać je do wyłudzenia pieniędzy bądź innej rzeczy. UOKiK przypomina, że prawo do rzetelnej informacji jest podstawowym prawem użytkownika w sieci. Powinni o tym pamiętać reklamodawcy, agencje marketingowe i  każdy influencer.

Tym ostatnim UOKiK przygląda się już od jakiegoś czasu. Bada umowy zawarte między nimi, a reklamodawcami  i oznaczenia  publikowanych treści. Nie wszyscy chcą współdziałać. Dlatego  Prezes UOKiK prowadzi 7 postępowań, które dotyczą ukarania influencerów za brak współpracy z Urzędem. Jak informuje UOKiK najnowsze prowadzi wobec: Pawła Malinowskiego z Gdyni, Marcina Malczyńskiego z Wrocławia oraz Weroniki Bielik z Warszawy.

„Widzimy znaczącą poprawę oznakowania treści reklamowych w sieci od czasu wszczęcia postępowań wyjaśniających w zakresie kryptoreklamy i scamu. To zasługa nie tylko naszych działań, ale także presji wywołanej przypadkami nagłaśnianymi przez rynek. Apelujemy do influencerów, którzy nadal źle oznaczają swoje przekazy, o zmianę  niejasnych  oznaczeń typu: #współpraca, #ad czy #promo na poprawne i zrozumiałe dla ich społeczności. Zachęcamy, aby influencerzy zawsze weryfikowali oferty współpracy i odmawiali reklamowania podejrzanych produktów czy usług” apeluje prezes Chróstny.

UOKiK dysponuje potężnymi narzędziami nacisku. Dlatego często sama groźba skorzystania z nich dyscyplinuje nawet takich potentatów, jak banki czy sieci handlowe. Za brak współpracy Prezes UOKiK może nałożyć karę 50 mln euro. Natomiast za  wprowadzanie konsumentów w błąd, kara może wynieść do 10 proc. rocznego obrotu.