Czechy i Słowacja wprowadzają stan wyjątkowy – czy wprowadzi go też Polska? Wyborów na horyzoncie nie ma, więc kto wie…

Zagranica Zdrowie dołącz do dyskusji (114) 01.10.2020
Czechy i Słowacja wprowadzają stan wyjątkowy – czy wprowadzi go też Polska? Wyborów na horyzoncie nie ma, więc kto wie…

Maciej Bąk

Czechy i Słowacja wprowadzają stan wyjątkowy. Na Słowacji zaczął się dziś, w Czechach rozpocznie się w poniedziałek. Taka sytuacja u naszych południowych sąsiadów jest pochodną gwałtownego rozwoju pandemii koronawirusa. Czy w Polsce też powinno się wprowadzić któryś ze stanów nadzwyczajnych? No cóż, pamiętajmy że kilka miesięcy temu rząd zamknął nas w domach przy pomocy… rozporządzeń.

Czechy i Słowacja: stan wyjątkowy

Stan wyjątkowy w Czechach nie oznacza powrotu do lockdownu. Sklepy i zakłady usługowe mają działać normalnie (oczywiście przy obowiązkowym zasłonięciu ust i nosa). Ograniczenia obejmą jednak na przykład zgromadzenia – te w zamkniętych pomieszczeniach mają być limitowane do 10, a te na zewnątrz do 20 osób. Będą jednak wyjątki: wciąż działać będą mogły na przykład kina czy teatry. Zakaz działalności zostanie za to nałożony na… przedstawienia śpiewane. Powód? Występ chóru albo operetka to okazja do tego, by ewentualnie zakażony wokalista łatwo rozsiewał wirusa na innych. Tak, to nie żart. To nauka, w dodatku czeska.

Na Słowacji z kolei wracają obowiązkowe nakrycia twarzy na świeżym powietrzu na terenie całego kraju. Maseczki w szkole będą też musieli nosić uczniowie uczący się w starszych klasach. Limit liczby osób na zgromadzeniu został obniżony do 50 osób. Dotyczy to i wydarzeń sportowych, i imprez kulturalnych. Stan wyjątkowy na Słowacji ma potrwać co najmniej 45 dni.

Słowacja w ostatnim tygodniu odnotowuje pomiędzy 300 a 500 nowych przypadków zakażeń SARS-CoV-2. Dwukrotnie liczniejsze Czechy – między 2000 a 3000. W Polsce (kraju o czterokrotnie większej populacji niż Czechy) na razie mamy średnio 1500 zakażeń dziennie. Czy my też powinniśmy zastanowić się nad wprowadzeniem któregoś ze stanów nadzwyczajnych?

Czy Polska też powinna zastanowić się nad takim rozwiązaniem?

Wszyscy doskonale pamiętamy gorącą dyskusję, jaka przetoczyła się przez Polskę w związku z restrykcjami nałożonymi wiosną przez rząd. Obowiązywał stan epidemii, w trakcie którego politycy za pomocą rozporządzeń nakładali na nas kolejne ograniczenia. Ten stan nie pozwalał jednak na przełożenie wyborów (których przeprowadzenie w terminie było korzystne dla rządzących), w przeciwieństwie do stanu klęski żywiołowej. Ale rząd uparł się, że nie jest to konieczne i czas wiosennego lockdownu przetrwaliśmy bez wprowadzenia któregoś z konstytucyjnych stanów nadzwyczajnych.

Dlatego trudno mi się spodziewać, że tej jesieni, nawet przy sytuacji znacznie trudniejszej niż wiosną, premier łamiącym się głosem ogłosi któregoś dnia wprowadzenie stanu wyjątkowego czy klęski żywiołowej. No chyba że dla osiągnięcia efektu propagandowego, mającego wywołać u społeczeństwa poczucie że „sprawa jest poważna”.  Niestety od początku system nakładania na Polaków restrykcji jest kulawy. Po pierwsze – robi się to przy pomocy rozporządzeń, co utrudnia ich egzekwowanie (potwierdzają to kolejne wyroki sądów). Po drugie – niektóre obostrzenia od początku były niedorzeczne (takie jak zakaz wstępu do lasu).

Nie da się jednak ukryć, że jesień 2020 będzie trudniejsza niż wiosna. Wtedy zamknęliśmy kraj przy relatywnie niskiej liczbie przypadków. Dziś kraj musi choć częściowo pozostać otwarty, a chorych będzie znacznie więcej. Właściwie to cieszę się, że nie jestem w skórze rządzących Polską, bo staną oni przed wieloma trudnymi dylematami. Ale w końcu „najlepiej poradziliśmy sobie z pandemią na świecie”, więc chyba „nie ma się czego bać”?