1. Home -
  2. prawo-karne -
  3. Nie, nawet znana pisarka nie może bezkarnie rzucać jajkami w Kaczyńskiego

Nie, nawet znana pisarka nie może bezkarnie rzucać jajkami w Kaczyńskiego

Klementyna Suchanow - autorka biografii Gombrowicza - została aresztowana po tym, jak obrzuciła jajkami rządowe samochody. To niegroźny happening czy jednak wykroczenie, za które powinna odpowiadać? Czy można rzucać jajkami w polityków?

Internet obiegły zdjęcia skutej kobiety przytrzymywanej na chodniku przez policjantów. Podobno - takie liczne głosy można spotkać w internecie - to wyraz postępującej faszyzacji kraju.

Czy aby na pewno? Zacznijmy od relacji samej zainteresowanej, czyli pani Klementyny:

Rozwiń

A tutaj macie film z samego zatrzymania dzielnych protestujących:

Rozwiń

Czy można rzucać jajkami w polityków?

Właściwie, to powinniśmy pani Klementynie być wdzięczni, że nie spełniła swoich sennych marzeń:

i nie zafundowała nam kryzysu konstytucyjnego, jaki niewątpliwie by zapanował po krwawym zamachu na liderów obozu rządzącego.

Nie da się ukryć, że obrzucanie jajkami polityków to jeden z popularniejszych, nie tylko w Polsce, happeningów politycznych. Swego czasu poprzedni prezydent Polski Bronisław Komorowski stał się ofiarą takiego „ataku” podczas wizyty na Ukrainie.

Jajko to zresztą wdzięczny „narzędzie zbrodni”, bo odpowiednio użyte nie czyni wielkiej szkody ofierze. Co innego np. porządne buty - a takie właśnie swego czasu leciały lotem parabolicznym w stronę George'a W. Busha (bezskutecznie, były prezydent USA skutecznie się uchylił).

W większości krajów tego rodzaju zachowanie to co najwyżej wykroczenie. Podobnie wygląda to w Polsce, bo rzut jajkiem w rządowe BMW trudno uznać za zamach na życie lub zdrowie, ale z pewnością zakłóca porządek publiczny. Jest to zatem wykroczenie w rozumieniu art. 51 §1 kodeksu wykroczeń:

Nawet bycie pisarką tego nie usprawiedliwia. Albo inaczej: biorąc udział w proteście polegającym na tego rodzaju działaniach należy się liczyć z konsekwencjami. Np. takimi, że obecne na miejscu służby (jak Policja) zainteresują się protestującymi w ten sposób, a nawet - gdy ci są agresywni - dojdzie do skucia ich kajdankami. Od tego jest Policja, bo - wbrew niedawnemu twierdzenia ministra Błaszczaka - funkcjonariusze mają prawo, a nawet obowiązek, oceniać legalność podejmowanych przez obywateli czynności (nie tylko naruszających przepisy kodeksu drogowego).

Protestując w obronie podstawowych wartości demokratycznego państwa prawnego - np. przestrzegania konstytucji czy niezawisłości sądów - warto pamiętać, że kodeks wykroczeń to też element tego prawnego porządku.

Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi