Mleko to też morderstwo? Weganie zaczynają kampanię

Gorące tematy Zakupy dołącz do dyskusji (1241) 08.07.2018
Mleko to też morderstwo? Weganie zaczynają kampanię

Emilia Wyciślak

Czy picie mleka jest etyczne? Jak to z tymi krowami jest? Zabiera się im dzieci, doi aż do krwi, a my potem pijemy jogurt czy jemy ser i nie wiemy, jaki straszny proceder za tym stoi? To nie do końca tak wygląda.

Z pewnym frasunkiem obserwuję najnowszą kampanię stworzonej przez organizację od Vivy – Białe Kłamstwa. „Kupując nabiał, płacisz za okrucieństwo”. Na zdjęciu przedstawiony jest wychudzony cielaczek, który ledwie trzyma się na nogach. Podpis głosi „Mleko, które pijesz, przeznaczone było dla niego”.

Jestem zafrasowana, bowiem znam życie na wsi. Krowa zawsze była tu pewną świętością – prawie jak w hinduizmie (gdzie traktowana jest jako jedna z siedmiu matek człowieka) – i faktycznie jest eksploatowana na potęgę, ale nie w takim wymiarze, jaki przedstawiony został na obrazku.

Czy picie mleka jest etyczne?

Na wsi, żeby rolnik mógł się utrzymać, o krowę dbać musi. Każde zadraśnięcie, podwyższona temperatura, dziwne zachowanie jest natychmiast odnotowywane, a zwierzę przekazuje się w ręce weterynarza. Chociaż nie jest ona tak droga jak jeszcze trzydzieści lat temu, to nadal stanowi ogromną wartość. Gdyby jej zabrakło, to mleka nie ma. Tak, to prawda, że od czasu do czasu krowę trzeba zapłodnić, żeby laktacja została przedłużona (aczkolwiek kto kiedyś spróbował jakiegokolwiek nabiału od krowy, która dopiero urodziła, na pewno nie zapomni tego gorzkiego przeżycia). Ale cielak nie jest pozostawiony samemu sobie – to również kolejna sztuka bydła, do tego wartościowa dla rolnika. Karmi się go i pieści jeszcze bardziej, bo można go później sprzedać… albo zatrzymać.

Owszem, są rolnicy, którzy źle traktują krowy. Ale oni zwykle nie utrzymują się długo na rynku, bo jeśli ktoś pozwala swoim zwierzętom na umieranie. Nie o nich zresztą ten tekst.

Rzecz w tym, że krowa produkuje więcej mleka, niż tylko dla jednego cielaka. Według logiki z tego sloganu, krowi ród byłby skazany na wymarcie, bo nagle wydoiliśmy wszystko i niczego nie zostawiliśmy cielaczkom.

Ten biedny cielaczek, ta nieszczęsna wątroba

W przypadku cielaków, argumentacja zwykle sprowadza się do „ale zabiera się go od mamusi i on cierpi”. Otóż, wierzcie mi lub nie, cielak nie jest zabierany bezpośrednio po porodzie, dzieje się to nieco później – najpierw musi się bowiem napić tego cielnego mleka, nazywanego siarą (którego, jak już wspominałam, nie da się pić ani nic z niego zrobić). Następnie tego cielaka należy od krowy pilnie odłączyć i nie ma co sugerować się jego wyższymi uczuciami. Dlaczego? Bowiem młody cielaczek, odłączony zbyt późno od matki, ma podwyższony poziom stresu, a doliczmy jeszcze do tego jego odporność na poziomie jętki. Jeśli zwleka się z zabraniem cielaka, zwiększa się zwyczajnie szansa na to, że umrze. Proste.

Natomiast prawdą jest, że krowy w masowych zakładach muszą wyprodukować bardzo dużą ilość mleka – a to z kolei szkodzi ich wątrobom (krowa musi dać z siebie wydoić niemal litr tłuszczu, czyli trzydzieści litrów mleka 3%, natomiast przemiany tłuszczowe są szalenie szkodliwe). Po paru latach takie zwierzę trafia do ubojni, bo jego organizm zwyczajnie odmówił współpracy właśnie po długoletniej eksploatacji. I jeśli już robić kampanie, to właśnie o tym – bo czy picie mleka jest etyczne, ocenić musimy sami.

1 241 odpowiedzi na “Mleko to też morderstwo? Weganie zaczynają kampanię”

  1. Nie ma co zagłębiać się w ich tok rozumowania za bardzo, zawsze będzie absurdalny. Dlaczego? Bo z weganami problem jest taki, że chcą, by problemy, z którymi walczą, miały się dobrze i by ich styl życia był jedynym lekarstwem na nie. Przykładowo – problem pozyskiwania mleka oraz mięsa w humanitarny sposób można rozwiązać hodowlą tychże w laboratorium. Można też modyfikować genetycznie rośliny, by dostarczały również niezbędnych do życia składników, które normalnie otrzymuje się ze źródeł zwierzęcych (witamina B12, aminokwasy egzogenne etc.). Tymczasem weganie są zarówno przeciwko pierwszemu, jak i drugiemu rozwiązaniu. Mało tego, to wegańskie organizacje są odpowiedzialne za zniszczenie farm złotego ryżu. Jedynym słusznym rozwiązaniem jest przejście całego świata na weganizm – co jest niepraktyczne, niebezpieczne (dla zdrowia zainteresowanych) i niewykonalne. Cały świat nie przejdzie na weganizm, zatem ciągle będą powody do protestów. Oni o tym wiedzą i o to chyba chodzi. Musi być zawsze powód do awanturnictwa dla aktywistów. Nie zależy im na dobrobycie zwierząt.

    • „Weganie” ci straszni „oni”: myslą, uważają, niszczą, tamują postęp. Tak, dokladnie. Wiesz, że żadna grupa ludzi nie ma wspólnego umysłu i przekonań. Wiesz, prawda?

      • Nie. Odkryłaś przede mną Amerykę. Dziękuję. Będę ci dłużna do końca życia.

    • Tacy fanatycy istnieją owszem, ale w każdej grupie sie tacy znajda, czy to dotyczącej odżywiania, religii czy polityki… to nie oznacza że wszyscy tacy są. Jestem weganką i uważam ze np. hodowla miesa w laboratorium bez krzywdzenia zwierząt, to genialny pomysł i bardzo kibicuję jego rozwojowi. Sama na takie mięso bym sie nie skusiła, ale cieszy mnie myśl, ze Ci ktorzy z miesa rezygnować nie chcą mogliby dalej je jesc, ale etycznie i zdrowiej, (bo takie mieso nie byloby faszerowane hormonami itd.) Znam wielu wegan i wegetarian i kazdy ma do tego zdrowe podejście, takie jak ja…fanatycy to tylko malutki odsetek calego ruchu, ale wiadomo ze o takich jest najgłośniej, no bo jaki szmatławiec czy jaka telewizja mowiłaby o nudnych, rozsądnych weganach? gdy sensacyjna informacja o fanatyku, ktory pomazał sprayem sklep miesny i groził rzeźnikowi i inne takie historie budzą emocje i przyciągają uwagę? Pomyślmy zanim zaczniemy oceniać. I prosze nie pisac ze weganizm jest niezdrowy jezeli nie ma Pani o tym pojecia. Sama jestem weganką kilkanlat o czuje sie swietnie, a znam też ludzi ktorzy sa na weganizmie po kilkadziesiąt lat a nawet cale swoje zycie i cieszą sie perfekcyjnym zdrowiem i kondycją…znam też mase mięsożerców z rakami, cukrzycami, niedoborami itp. ale znowu- kto by mowil o zdrowych i świadomie odzywiajacych się weganach, jak mozna o dziecku ktore zmarło, bo rodzice fanatycy karmili je tylko pomidorami.

      • Cieszę się, że masz do kwestii alternatyw do przemysłu mięsnego zdrowe podejście. Widać, że zależy ci na zwierzętach, a nie na tym, by twoje było na wierzchu i to się chwali. Jednak w tekście jest mowa o weganach nie ogólnie, ale o tych zrzeszonych i lobbujących w określonej sprawie. To w tym rzecz. Organizacje i fundacje weganskie prezentują w imieniu członków takie poglądy, a nie inne. Weganie jako lobby walczące ponoć o dobro zwierząt wywierają presję na stosowanie konkretnych rozwiązań, które nie są realistyczne. Dlatego oczywistym jest, że prasa będzie pisać o zbiorowości, a nie o pojedynczych przypadkach kierujących się zdrowym rozsądkiem wegan. Gdyby organizacje i fundacje wegańskie promowały zbiorowo co innego (np. rozwój badań nad roślinami GMO, zamiast wycieczek na pola ryżowe z zamiarem ich niszczenia), to pisano by właśnie o tym „czymś innym”. Summa summarum – jakie postulaty, takie wiadomości w prasie. To samo tyczy się innych grup interesów, partii politycznych etc.

        Zgadzam się, nie należy pisać o tym, że weganizm jest zdrowy lub nie, jeżeli się nie ma o tym pojęcia. Ja mam takowe i dlatego piszę. Ja mówię, że weganizm nie jest taki różowy, jak się o tym mówi i każda szanująca się instytucja (jak choćby Brown University czy Harvard School of Public Health) zastrzega, że dieta wegańska jest bezpieczna TYLKO i wyłącznie pod warunkiem suplementacji oraz odpowiednich kombinacji aminokwasów. Przy czym skuteczna suplementacja wymaga czasami trochę naginania wegańskich zasad, bo suplementy mogą zawierać śladowe ilości substancji pochodzenia zwierzęcego (np. laktoza, żelatyna czy wit. B12 pochodzenia zwierzęcego). Ponadto weganizm sam w sobie nie zmniejsza ryzyka cukrzycy – wręcz przeciwnie, spożycie mięsa nie ma z nią nic wspólnego – mięso zawiera znikome ilości cukrów. Zaś cukrzyca typu II (nabyta) powiązana jest z nadmiernym spożyciem słodyczy – dużo słodyczy jest wegańskich. Oreo jest w 100% wegańskie. Sacharoza jest w 100% wegańska. Także widzisz, racja, nie można pochopnie się wypowiadać, nie znając faktów. Dieta wegańska może (nie musi) spowodować zwiększenie ilości spożywanego błonnika, a tym samym zmniejszyć ryzyko raka jelita grubego. Ale to tylko to – i to nie jest gwarantowane. Reszta nowotworów, no niestety – weganie nie są na nią zupełnie odporni z racji jeno diety swojej. Są jeszcze inne czynniki, a nowotwory to nie jest jednolita grupa schorzeń.

        • Jeśli chodzi o cukrzycę, to jest ona wynikiem nie jedzenia słodyczy, ale ogólnie niezdrowego stylu życia, otyłości i otłuszczenia organów wewnętrznych. Badania pokazują, że weganie mają najniższą średnią masę ciała. Warto też rozróżnić ekologów i wegan, ponieważ nie wszyscy weganie dbają o środowisko (choć osobiście nie zgadzam się z takim podejściem, bo w szerszej perspektywie szkodzi ono zwierzętom). Ciekawa byłaby też informacja, jaki procent mleka w Polsce pochodzi z hodowli przemysłowych i jaki procent krów w Polsce jest hodowanych na mleko. Pamietajmy też, że połowa urodzonych cielakow jest płci męskiej, a byki mleka nie dają…

          • Nie, nie warto rozróżniać, gdy organizacja mieni się i ekologiczną, i wegańską (np. PETA).
            Teraz palnęłaś wierutną głupotę, aż przykre. Otyłość jest skorelowana z cukrzycą typu II (typu I nie jest wywołana trybem życia), tak, ale jej sama w sobie nie powoduje. Korelcja to nie to samo, co przyczyna. Jest skorelowana, bo nadmierne spożycie cukrów przyczynia się do otyłości. Organizm wytwarza insulinę, by poradzić sobie z nadmiarem cukru we krwi (inaczej ta by się sfermentowała) i rozdysponować go po organiźmie – jako glikogen w mięśniach czy wątrobie oraz jako tłuszcz. Z czasem organizm potrzebuje większych i większych dawek insuliny, by sobie poradzić, niekiedy uodparnia się na jej działanie, a jak już trzustka nie wyrabia, zaczyna się cukrzyca. Nieleczona doprowadza do tego, że poziom glukozy we krwi nie jest zbijany, przez co powstaje tzw. stopa cukrzycowa, która jest właśnie wynikiem gnicia. Weganizm nie daje tu ŻADNEJ przewagi, a i mięso nie przyspiesza tu niczego. Niska średnia masa ciała (nawet jak to prawda – nie do końca, bo niższa to nie to samo, co niska) może być też wynikiem utraty masy mięśniowej (niedobór aminokwasów egzogennych), a procent tłuszczu może pozostać taki sam lub wyższy (tzw. skinny fat). Wiarygodnym wskaźnikiem jest procent tkanki tłuszczowej. A że sacharoza jest w 100% wegańska, nic nie stoi na przeszkodzie, by weganin był otyły niczym tucznik. Sam w sobie weganizm nie powoduje zdrowego poziomu tkanki tłuszczowej. Znowu pomyliłaś korelację z przyczyną.

          • Jeśli na poważnie chcesz wyleczyć się z cukrzycy to zrób poważny research na ten temat, jest tylu ludzi, którzy są świadectwem na to, że po przejściu na dietę roślinną a zwłaszcza na taką gdzie przeważa żywność nieprzetworzona a zwłaszcza surowa – np. Witarianizm czy dieta Daniela czy Dr Dąbrowskiej wyleczyło się z cukrzycy, że o czymś to świadczy i nie można temu zaprzeczyć. Wyniki mówią same za siebie.

            Branie kilku suplementów jest naprawdę niczym a kapsułki bez żelatyny już w latach 90tych można było dostać.. Nie wiem czy się orientujesz ale mięsożerna strona internetu już od kilku lat trąbi o tym, że mięsożercy też powinni suplementować praktycznie to samo co weganie bo mają niedobory.. a taka np. B12 pewnie nie wiesz, że jest wstrzykiwana w formie zastrzyków/suplementów zwierzętom przed pójściem na rzeź.. żeby ktoś później mógł powiedzieć jak to jego mięsko ma B12 a weganie to muszą B12 suplementować..

          • Nie deklarowałam chęci leczenia ludzi z cukrzycy, wtręty anglojęzyczne, gdy istnieje polski termin, źle świadczą o wtrącającym, „research” to nie spędzenie 2 godzin w Google’ach, tylko rzetelne badanie, wykluczające wpływ czynników zewnętrznych czy zajście zjawiska samoistnie, a dowód na zasadzie anegdoty (np. „a bo panie, moje dziecko dostało szczepionkie i ma altyzm, a teściowa jadła sok z kapusty i wyleczyła się z raka, efekty mówio same za siebie!”) jest bezwartościowy . Dobranoc.

          • Zabawne jest to jak na wszelkie sposoby uciekasz od niewygodnych dla ciebie informacji i wykręcasz kota ogonem.. to po prostu krzyczy „Ja tak o tym chce myśleć”.. ok to sobie myśl..
            Dobranoć o 17:30 .. no tak w twoim ciemnogrodzie pewnie już mrok.. Żegnam.

          • Hurtowo wklejane dezinformacje są nie tyle niewygodne, co zbędne. :)

          • I rozsądek zaczyna przemawiać :) – A to przecież „tajna broń” wegan – o samych milusińskich powiem tyle – „Modne Bzdury” A.Sokala. Może mi brak empatii, albo to wpływ kultury, ale śmierć zwierzęcia hodowlanego jest mi moralnie obojętna – nie wzbudza we mnie żadnych uczuć – za co SSG możesz mnie skrytykować. Za to z Twoją dedukcją i oceną lobbowania wegan – jak najbardziej się zgadzam. Ot czas na rewolucję, bo znaleźliśmy panaceum na wszystkie bolączki świata… Tylko że podobni już tacy byli – co realny komunizm wprowadzali – wszyscy równi, wszystko dla wszystkich itp. – I cóż, nie udało się…. a że ogrom ludzi (nie kur) przy tym zginęła i cierpiała, to już ma mniejsze znaczenie. Chyba jednak z moją empatią wszystko jest w porządku – bo gdy mam wybierać pomiędzy losem człowieka a losem zwierzęcia – wybiorę to pierwsze, w końcu o przedłużenie gatunku trzeba dbać.

          • Taa w google znajdziesz też opowiastki o ludziach żywiących się energią kosmiczną, płaskiej ziemi itp.

          • Największą zakałą tego gównianego świata, są tacy „naukowcy” jak ty ze swoimi mądrościami – jak to mówi dzisiejsza młodzież: Z dupy wyciągniętymi. Poza tym co cię tak dziwi dobranoc o 17:30?
            W samej kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych są cztery strefy czasowe – skąd wiesz w jakim miejscu przebywa i pisze SSG?
            A może po prostu pracuje w nocy i zamierzała przespać się przed kolejną zmianą?
            Nie wpadłeś na to doktorku z jasnogrodzkiej, szpagatowej inteligencji?

      • Ale wiesz, że nie powinnaś porównywać stanu zdrowia wegan do wszystkich nie-wegan (po Twojemu „mięsożerców)?

        Dlaczego? Otóż oznaczałoby to, że każdy człowiek na świecie dba o to, by mieć zdrową, zbilansowaną dietę, ale tak przecież nie jest. Z samej definicji weganin bardziej zadba o swoja dietę niż człowiek, który w tym względzie nie ma określonych preferencji.

        Powinnaś porównywać wegan do „mięsożerców”, którzy dbają o zbilansowanie swojej diety. I ewentualnie wtedy jakiś wniosek próbować wyciągnąć.

    • Ten artykuł jest o krowie, cielaku i o odbieraniu im przez ludzi ich mleka i przymusowym rozdzielaniu.. a Ty wyskakujesz z jakimś mięsem z próbówki i piszesz o wadach wegan..
      Jeśli pijesz mleko ten temat w 100% dotyczy Ciebie.. to że pewnie masz kaca moralnego to dobra oznaka a to że zmieniasz temat oznacza, że tchórzysz się z nim zmierzyć i dokonać etycznego wyboru.

        • Przecież on nie ma pojęcia o hodowli, zresztą idą jego tokiem rozumowania, weganie też są zwyrodnialcami bo jedząc rośliny skazują na głodowanie zwierzęta które się nimi żywią. Ci wredni weganie zamiast szybko pozbawić je życia, skazują je na powolną śmierć w męczarniach z głodu..

      • Kaca moralnego z powodu picia mleka… Rany boskie, co za młot.
        Ty pewnie po zabiciu kilku much, a już nie daj Boże karalucha biczujesz się przez trzy popołudnia, a po przerażającym morderstwie dokonanym na myszy domowej – dajesz na mszę i przez tydzień czytasz biblię w blasku świec, prawda?

      • „problem pozyskiwania MLEKA oraz mięsa w humanitarny sposób można rozwiązać np. hodowlą tychże w laboratorium”. Chyba miałeś lenia i czytać się nie chciało, ale palce same na klawiaturę się pchały.

        • Sorry, ale wygląda to w całej Twojej wypowiedzi jakbyś użył/a tego tylko jako anegdoty.. nie jako coś na co sama czekasz, co promujesz i co chciałabyś zrobić..
          po prostu kolejny argument użyty w formie narzędzia walki przeciw weganom..
          Zmiana tematu i wyślizgiwanie z tego, że to o Tobie jest tu też mowa.
          To że weganie nie chcieliby jeść mięsa czy mleka z probówki nie oznacza, że są temu przeciwni by ludzie, którzy normalnie jedzą mięso czy piją mleko by coś takiego robili – przecież właśnie o to chodzi-to zminimalizuje cierpienie zwierząt.
          Za kilkanaście/kilkadziesiąt lat problem przeludnienia ziemi stanie się realny i już nie będzie nawet dyskusji o wyborach.. po prostu będzie za mało ziemi na wolny czy przemysłowy chów zwierząt a zwłaszcza na uprawy roślinności, która jest potrzebna na pokarm dla tych zwierząt. Mięsa nie wystarczy dla wszystkich.. dlatego logicznym jest już teraz wdrażanie zmian.. mogą to być właśnie te mięsa czy mleka z laboratoriów.. minimalizowanie spożycia mięsa i mleka, przejście na roślinne dania i „nabiał”, bo uprawa roślin jest ok 7 razy bardziej wydajna niż cały proces hodowli zwierząt na mięso..
          a co do wegan – weganizm oznacza minimalizowanie cierpień zwierząt – w 2018 staje się to bardzo łatwe – nie ma co się wkurzać tylko dołączyć do jasnej strony mocy.

          • Wyrywkowo jeno patrząc (nauczona twoim poprzednim komentarzem), nie znalazłam w twej wypowiedzi nic na temat. Znowu. Gdyby była rzeczowa, to większe byłoby prawdopodobieństwo znalezienia czegoś merytorycznego niż nie, czysta matematyka. Umówmy się tak – przeczytam twoją wypowiedź, jak w pierwszej kolejności przeczytasz uważnie moją, do której się odnosisz i do niej właśnie się odniesiesz, a nie wkleisz jakieś gotowiec, okay? Jak nie będziesz nic miał do powiedzenia w temacie mojej wypowiedzi, nic nie szkodzi – nie masz obowiązku ze mną debatować. Tymczasem piszesz na darmo.

          • Są naukowe badania, że wegetarianizm likwiduje problem cukrzycy typu II, nowotwory złośliwe ogranicza w 15%, choroby niedokrwienne serca ogranicza. Ale Ty wolisz sobie udawać że jest po Twojemu, brak merytorycznosci podawania twardych faktów naukowych. Tak samo jak ktoś pisze o jakiejś Płaskiej Ziemii (temat zastępczy).

    • Hahahaahaha. A jakich aminokwasów egzogennych droga panno sie nie dostarcza na diecie weganskiej? Boze jaki rak i bzdury. A nt mitu b12 też radzę się doedukowac. B12 jest wstrzykiwane również do mięsa produkcji masowej – bo b12 występuje tylko w bakteriach gleby. Kiedyś nie prowadziliśmy tak sterylnrgo trybu życia i b12 mieliśmy z niemytych warzyw i owocow oraz z wody źródlanej itd. Teraz wszystko myjemy i to jest „problem”. Widać jesteś kolejna osoba jadąca na wiedzy z Internetu, memow i mitów :-) weganizm niebezpieczny dla zdrowia? Jezusie następny rak. Edukacja panno edukacja. Są weganie 3 pokolenia, nowotwory są wstrzymywane i leczone na diecie roślinnej – z drugiej strony masz największą przyczynę zgonów na ziemi – choroby serca mozlie3 do wywołania tylko przez prod zwierzęce. Miażdżyca cukrzyca zawał udar rak prostaty rak jelita grubego ;-) nie ma przypadku gdzie osoba po przejściu na whole foods jak kolwiek ucierpiała a tym bardziej zmarła. A szpitale raczej przypomnieć są pełne „mięsożerców”. :-)

      • Tak , zgadza się! Z książek, ale również z Internetu – tylko strona np. Harvard School of Public Health, a nie strona Zięby czy innych oszołomów. :) Wybacz, wierzę bardziej specjalistom światowej renomy, zajmujący się żywieniem ludzkości od lat, którzy przeprowadzali badania falsyfikowalne, z uwzględnieniem podwójnej próby i przy wykluczeniu zjawisk samoczynnych oraz efektu placebo. Na pewno nie uwierzę na słowo jakiemuś anonimowemu trollowi z neta, co myśli, że agresją kogokolwiek do czegokolwiek przekona. :D

    • Wiesz, że hodowle tkankowe w dzisiejszych czasach rozwijają weganie prawda? Wegańska firma Justforall obiecuje wprowadzić je do sprzedaży do końca roku :P Organizacje wegańskie nie mówią nic o złotym ryżu i GMO (jak sama nazwa wskazuje są to organizacje WEGAŃSKIE, w swoich działaniach odnoszą się do WEGANIZMU, a nie genetyki). A do tego te straszne wegańskie organizacje całymi sercami popierają hodowle tkankowe :P Już pomijam to, że te organizacje mają się nijak przy ocenie samej ideologi. A propos zdrowia – wszystkie wielkie badania epidemiologiczne (np. EPIC oxfordowski) czy wielkie organizacje dietetyczne i uniwersytety (np. ADA czy Harvard) mówią wprost – diety bezmięsne są zdrowe (a właściwie nawet zdrowsze) niż dieta tradycyjna.

      • Wstyd tak zmyślać. Harvard akurat podkreśla, że ta dieta może być okay, jeżeli zbilansowana i suplementowana. Mówią też wprost, że weganizm to nie dieta cud ani tym bardziej dieta dla każdego – wprost to zaleca spożycie rybiego mięsa. Wejdź chodź raz na ich stronę, zamiast paplać od rzeczy, co?
        Nieładnie tak głupio kłamać. I jak można wierzyć ci w jakimkolwiek aspekcie? Zaiste, nazwałeś się adekwatnie.

        • Dobra jesteś w waleniu deską po durnych łbach „naukowców” wszelkiej maści :))
          Bardzo dobrze – tego nawiedzonego dziadostwa napleniło się więcej niż chwastów na polach z kukurydzą.
          Tu chyba nawet niesławny Roundup by nie pomógł… :)

  2. Ile ludzi pije mleko od takiej krowy ze wsi? A ile ludzi kupuje takie ze sklepu z masowej hodowli przemyslowej? No i odpowiedz mamy gotową. Juz pomijajac to, że picie płynu laktacyjnego innego gatunku i to przez dorosłe osobniki, nie jest ani naturalne ani zdrowe…ale kto chce niech dalej wierzy w slogany typu pij mleko bedziesz wielki i łudzi się że koncernom wcale nie zależy tylko na naszej kasie i ze dbają o nasze zdrowie…gdy prawda jest taka ze mają je w głębokim powazaniu, wszyscy i doroslini dzieci mozemy poumierac byle by hajs sie zgadzał.

    • Mleko sklepowe, szczególnie popularne UHT nawet się nie umywa do tego prosto od krowy bez tych wszystkich dodatkowych procesów produkcyjnych.

    • Haha ale pierdoły. Człowiek jest jedynym ssakiem który w sporej części swojej populacji wykształcił zdolność trawienia laktozy. Gatunek od jakiego pochodzi ma mniejsze znaczenie.

      • Mleko krowie nie powinno być spożywane przez dorosłych ludzi. Poczytaj o kazeinie naukowcu, zanim nabazgrolisz kolejną bzdurę.

        • Taa powiedz to tysiącom lat ewolucji. To że nie posiadasz odpowiednich zmian genetycznych by pić mleko nie znaczy że wszyscy mają z tym problem. Zalatujesz podejściem w stylu mody na bezglutenizm, kolejny raz błyskasz wiedzą z portali plotkarskich.

          • Zmiany genetyczne :D :D :D Ojezu jaki rak. To nie ewolucja, każdy ssak wytwarza enzymy które pomagają nam trawić laktozę. W OKRESIE DORASTANIA (człowiek ok. 2-3 lat). Później to zanika. I serio chcesz powiedzieć, że ta twoja wspaniała ewolucja tak prężnie działa że 70% ludzi na ziemi ma nietolerancje laktozy? :D Słabo. W dodatku jest to płyn hormonalny. Pijesz HORMONY KROWY człowieku. Później się dziwić, że co 3 człowiek ma problem z tarczycą.

          • Chyba źle zaadresowałaś/łeś swoją odpowiedź :)
            To docent Małycha gryzmolił coś o jakichś zmianach genetycznych i ewolucji, która w jego przypadku oznacza co najwyżej przemianę mózgu w zwiędnięty kalafior…

          • Wkleiłbym ci linka do artykułu z Scientific American, ale bezprawnik nie chce przepuścić tego. Jeśli masz problem z edukacji i ewolucją cóż czeka cię powrót do szkoły. Ogólnie rzecz ujmując zapisy kopalne świetnie pokazują jak na terenach dzisiejszej Europy i Azji Mniejszej ludzie uzyskiwali zdolność do trawienia laktozy w późniejszym wieku. Zapisy kopalne zawierające dzbany z resztkami sera pokazują jak odchodziliśmy od bezlaktozowych serów wysoko przetworzonych do serów niskoprzetworzonych. Nawet na Wiki znajdziesz % tolerancji laktozy w poszczególnych populacjach. Zwyczajnie w grupach które udomowiły bydło przewagę miały osoby z mutacją genu dzięki której przez całe życie produkowali oni laktazę, wiązało się to z dostępem do większej ilości pożywienia i tym samym zwiększało ich szanse na przeżycie i rozmnożenie się. Zamiast przez lata hodować krowę na mięso, mogli z niej korzystać cały czas. Niestety Zarówno Pan jak i Callahliście się wyjątkowym brakiem podstaw w edukacji, o genetyce na n a przypadku trawienia laktozy uczy się już chyba w 5 czy 6 klasie szkoły podstawowej.

          • Mam do ciebie prośbę człowieku: Przestań pieprzyć, bo mi kwiaty więdną od tych twoich kopalnych mądrości wyssanych z Wikipedii i kopalnych dzbanów z serem. O.K?

    • Bredzisz. Masowa hodowla przemysłowa nie różni się niczym oprócz masowości. Mleko to jest mleko. Oczywiście w sklepie nie dostaniesz 100% mleka, ani nawet 10% (10% nawet jakby było napisane to raczej jest 10% tłuszczu).

      Ale nieważne. Ssaki piją mleko. Nie muszą mleka swojego gatunku. Oczywiście mleko matki jest najlepsze dla dziecka ale nic nie stoi na przeszkodzie aby piło inne. Od innego ssaka tego samego gatunku lub innego gatunku – albo nawet sztuczne mleko (w każdym przypadku będą problemy żołądkowe, trudności z przyswajaniem itd.) ale to nie ma znaczenia – jeśli nie jest uczulone na laktoze to będzie OK.

      I najważniejsze – mleko jest potrzebne bo zawiera tyle związków że mało co je zastąpi. Mleko to różne minerały, bakterie, wapń potrzebna do budowy kości etc.

      A 100% mleko prosto od krowy, jeszcze ciepłe … rzecz której się nie zapomni do końca życia. Mlask.

      • Nie zgodzę się tylko odnośnie Afryki, bo poza Europą to właśnie w Afryce też rozwinęły się zmiany generyczne pozwalające na trawienie laktozy w późniejszym wieku. W Azji czy Ameryce tak większość nie trawi Laktozy.

        • Ekspertem nie jestem, ale przy jakiejś okazji ogarniałem temat i niby tylko mała część trawi – reszta kiedyś posiadała ten komfort (jak pół afryki była zielona) ale potem to ewoluowało i obecnie jest jakiś mały procent. No ale może jest inaczej.

          • Pewnie zależy od regionu zobacz że dla sporej części Afryki krowa to podstawa bogactwa. Wszystkie plemiona Zuluskie i te z nimi powiązane na Południu, a na północy rejony Egiptu itp.

  3. Kolejny artykul osoby nie rozumiejącej, że współczesne ruchy walczące o prawa zwierząt skupiają się na tym, co wyrządza największą krzywdę, i zwierzętom i ludziom. Co to takiego? Uczciwy, polski rolnik, traktujący swoje zwierzeta hodowlane jak członka rodziny ? Nie wierze, że można być tak naiwnym i nie wiedzieć jak wygląda proces pozyskiwania mięsa, mleka czy jaj. I to w czasach, kiedy można ten proceder całkowicie wyeliminować, z pożytkiem dla nas wszystkich. Ale nie, mięsko takie smaczne, mleczko takie dobre. A potem z własnym pieskiem na spacer, bo przecież wszyscy jesteśmy miłośnikami zwierząt. Tzn. niektórych.

    • Hej weganko – dlaczego mordujesz muchy, tępisz myszy, szczury czy choćby karaluchy?
      Zeżreć się ich nie da, chociaż w Chinach, Vietnamie czy Republice Togo uważa się je za przysmak… O psach celowo nie wspominam, bo sam jestem ich miłośnikiem.
      Chodzi mi o twoją argumentację.
      Dlaczego uważasz że mucha jest gorsza od konia?
      Bo siedzi na gównie i można ją zatłuc kapciem w mgnieniu oka, a ona wtedy nie jęczy, nie krzyczy i nie wytrzeszcza oczu?

      • Kiedyś zadałam znajomej wegance podobne pytanie, gdy wypominała mi rzekomą hipokryzję (wywaliła boksera na dwór w -17°C, na co dostała OPR i obruszyła się, że po co bronię piesków, jak przymykam oko na cierpienie mądrzejszych świnek). W końcu śmierć dla szczura po strychninie jest BARDZO dużym cierpieniem, trwającym kilka godzin – poleciłam jej bardzo plastyczny opis na Wikipedii. Obraziła się. :D

        • Fascynują mnie ludzie, którzy poświęcają czas na pociśnięcie ludziom,którzy próbują ograniczyć cierpienie. Aż tak was to boli?
          A co do pytania, to nie wyobrażam sobie zabić myszy czy szczurów, i nie uważam, że poza krańcowymi przypadkami (zaraza) jest do czegoś potrzebne. Muchy, komary, kleszcze, po pierwsze nie mają aż tak rozwiniętego układu nerwowego i świadomości. Po drugie, zagrażają nam bezpośrednio, roznosząc choroby. Nie sądziłam, że dalej trzeba takie rzeczy tłumaczyć. Spytajcie jeszcze czy zjadłabym kurczaka w czasie klęski głodu. Czekam :D

          • A skąd wiesz że mucha nie ma świadomości? Pytałaś ją? Przeprowadzałaś badania? Jak na razie nauka co chwilę rzuca że kolejne coraz prostsze zwierzęta jednak mają świadomość.

          • Czyli warto bronić jedynie te organizmy, które są podobne do nas? Im mniej podobne, tym mniej warte obrony?
            A wiesz, że rośliny też nie chcą być zjadane? Przez kogokolwiek.

          • Ograniczenie cierpienia – wywalenie psa na dwór w mróz wynoszący 17 stopni poniżej zera. Masz 100% rację. Przyznaję się, nie doceniłam tej osoby i jak śmiałam w ogóle zareagować na jej przytyki, nie mówiąc o interwencji w sprawie psa? W końcu zamarznięty by nie cierpiał.

          • Dla mnie możesz zjeść własne cycki, o ile je masz.
            Będzie to autokanibalizm.
            Do dzieła zatem…

          • Przecież odpowiedź jest kilka postów wyżej? czy uważa Pani ze idealistyczny komunizm jest zły? A wie Pani jak wyglądał w rzeczywistości? I może być Pani, nie wiem jaką idealistką – za Pani wizerunek odpowiadają aktywiści wege – co demolują sklepy, oskarżają rzeźników o morderstwo, tworzą jakieś opowiastki, jak zwierzaki ze sobą rozmawiają – i robią inne idiotyzmy. Z kim się Pani trzyma – z tymi jest Pani utożsamiana… Podczas klęski głodu dałbym, Pani zjeść tego kurczaka – i wpatrywałbym się Pani głęboko w oczy – w ciszy( chociaż pewnie większą . I wege nie wywodzi się wcale z jakiejś przenikliwej moralności czy ścisłego rozsądku- wywodzi się z czystego konformizmu, nudy i rutyny. I błędnego przekonania – że zwierzęta – to podmioty, które mogą zaakceptować daną normę moralną i jednocześnie być świadome jej złamania – a niestety takimi nie są. I nie przysługują im z racji tego prawa – choćby prawo do życia (np. niech Pani powie tygrysowi – że moralnie złe byłoby zjedzenie dziecka- posłucha? Prawo do życia jest uprawnieniem nakładającym na niego również obowiązek niezabijania innego posiadacza tego prawa). Żadne badanie naukowe nie potwierdziły, aby zwierzęta miały taką cechę. Wege – „Modne bzdury” A.Sokala

    • Ty myślisz że chore gnębione krówki będą dawały mleko nadające się do spożycia? Tak samo ze zwierzakami futerkowymi choru zaniedbany zwierzam = futro słabej jakości nienadające się do sprzedaży.

    • Kolejny artykul osoby nie rozumiejącej, że współczesne ruchy walczące o
      prawa zwierząt skupiają się na tym, co wyrządza największą krzywdę, i
      zwierzętom i ludziom

      Prawda – szkoda tylko,że właśnie to robią,zamiast temu przeciwdziałać.

      >Uczciwy, polski rolnik, traktujący swoje zwierzeta hodowlane jak członka
      rodziny ? Nie wierze, że można być tak naiwnym i nie wiedzieć jak
      wygląda proces pozyskiwania mięsa, mleka czy jaj

      To sobie nie wierz,ale to prawda.Źle traktując zwierzęta nie dostanie się ani dobrego mięsa,ani dobrego mleka ani dobrych jaj.Oczywiście na fermach hodowlanych zdarza się złe traktowanie zwierząt – ale produkt jest w rezultacie gorszej jakości.

  4. Odezwę się, jako że wychowany jestem na farmie mlecznej.
    1 – żaden normalny rolnik nie będzie źle traktował swoich krów, bo zwyczajnie nie dadzą mu mleka.
    2 – dobra mleczna krowa żyje dość długo, bo skoro jest dobra i mleczna, to nie ma powodów by ją zmieniać.
    Z tym należy walczyć -3. – wątroby krów padają przez karmienie gównianymi mączkami kostnymi – krowa to zwierzę typowo roślinożerne i karmienie jej mięsem to jakiś kretynizm.
    3 – cielaczek nie ma żadnych wyższych uczuć poza napełnieniem brzucha i przebywaniem blisko stada. Karmiący i dbający o nie człowiek jest dla cielaka częścią stada.
    4 – mleczne krowy na farmie mają zdecydowanie lepsze życie niż jakakolwiek w stanie dzikim
    5 – w stanie dzikim krowa po 3 tygodniach od ostatniego ocielenia ponownie ma ruję i zachodzi w kolejną ciażę. Nikt nie powie mi że jest to dla jej organizmu mniejsze obciążenie niż produkcja mleka ( w hodowli mlecznej 1 cielę na około 2 lata)

  5. „”Następnie
    tego cielaka należy od krowy pilnie odłączyć i nie ma co sugerować się
    jego wyższymi uczuciami. Dlaczego? Bowiem młody cielaczek, odłączony
    zbyt późno od matki, ma podwyższony poziom stresu”” -> A SKĄD TEN
    STRES się bierze co??? Ludzie, którzy
    chcą pić mleko przeznaczone dla cielaka są sprawcami tego STRESU i
    ROZPACZY, że ktoś wbrew naturze zabiera dziecko od matki..nie mówiąc już
    o tym, że ojca nigdy też nie zobaczy..
    a wszystko to bo ktoś jest po prostu egoistą, który by zaspokoić swoje kubki smakowe krzywdzi te zwierzęce rodziny.
    Na to wszystko mleko zwierząt nie służy zdrowiu ludzi bo nie jesteśmy cielakami.

    • Część idioto księżycowy – dałeś głos po raz drugi, gratuluję!
      Powiem ci w wielkim sekrecie że bąki puszczane przez moją Goldenkę mają więcej treści i sensu…

      • Może skończ już z tym szczekaniem z tego fejkowego konta placku.
        Atakujesz jak mały piesek podgryzający nogawki, by zwrócić na siebie uwagę..
        Nie masz nic ciekawego do powiedzenia to zamilcz.

        • Zaatakuję cię idioto księżycowy, jak do mnie podejdziesz i nie spodoba mi się twoja gęba oraz słowa, którymi się do mnie zwrócisz.
          Do powiedzenia mam wiele, ale nawiedzony beton którym jesteś, chociaż uważasz się za „naukowca” nigdy tego nie zrozumie O.K?
          Zwisa mi kalafiorem czy zwracasz na mnie uwagę czy nie, ale mam prawo napisać to, na co mam ochotę – zwłaszcza do takiego ciołka jak ty, a ty masz prawo się bronić i wypisywać nadal swoje pseudo intelektualne pierdy. Miłej zabawy.

  6. Ale dysonans poznawczy… Autorka staje na głowie, żeby udowodnić, że serki i kawka z mleczkiem są etyczne

  7. Oho widzę że „odwieczna” dyskusja w sprawie tego, że ktoś nie je mięsa została rozpoczęta. Pakiet startowy „heheszki z wegan” już wyczerpany, „zabierasz jedzenia mojemu jedzeniu”, „a muche to zabijesz, wstydz się, czemu mucha jest gorsza od np. krowy”, „a jakby cie dzikie zwierze zaatakowało to pewnie dasz mu sie zezrec, bo jak to tak sie obronić skorzo zwierzątko ucierpi” :>
    Brakuje jeszcze „hehe a dzisiaj na sniadanie zjadlem jajecznice z boczkiem, ale było dobreeeeee, szach mat weganie” albo „przecież te zwierzątka i tak trzeba by zabić więc co za róznica” :>

    Sam artykuł jest bzdurny, „widziałem że krówkę na farmie się traktuje spoko, więc o co to całe halo, może w mleczarni jest inaczej, w sumie nie wiem”, to tak jakby wrzucić pierwszy lepszy film gdzie w jakiejś hodowli czy ubojni maltretuje się zwierzęta dla zabawy, a potem napisać że tak jest wszędzie, tak wejdźmy w drugą skrajność dla zasady.
    Ogólnie ciesze się że temat wegetarianizmu czy weganizmu jest ciągle na topie, w sensie że sa ludzie którzy podchodzą do tego w sposób merytoryczny, ze edukują ludzi,że pozwalaja tworzyć grupy w którym ludzie wymieniają się doswiadczeniami, przepisami itd. Ze w sklepach jest coraz więcej rzeczy bezsmięsnych czy vegan-friendly dla chcących sie tak odżywiać. Że ludzie z pobudek może i czasami niezbyt dobrych zaczynają sie zastanawiać co jedza, co może poprawić ich dietę i jak robić to zdrowiej, lepiej, czy chociażby bardziej świadomie. Grupy vegan-aktywistów malujacych po ubojniach itd. to dalej tylko jakiś promil, ale tak jak pisze „normalna-veganka” media to podchwytują bo to głośny temat, zawsze się znajdzie grupka „oesu kaszanke mi chcom zabrac, przebrzydli weganie, a wiece że słowo vegan to sie wzieło od osoby która nie potrafi polowac hehehehe jak śmiszno”. :D

    • Świadomość w stosowanej diecie – to jest bardzo istotne. I tak jak napisałeś – fajnie, że coraz łatwiej jest ją mieć, a z półki ze sklepu możesz brać te produkty, które chcesz.

      Ale podkreślanie na każdym kroku, że wegańska dieta jest lepsza, jest już trochę nie fair. Po pierwsze – nie każdy może ją stosować, bo nie każdemu ona służy (vide choroby autoimmunologiczne). Po drugie – znacznie trudniej zbilansować taką dietę (ale osoba, która wybiera weganizm świadomie ma na to większe szanse, w końcu dokonała pierwszego kroku – wybrała dietę). Po trzecie – i tak musisz suplementować B12.

      Zarzucasz wyjście „pakietu startowego” jednej stronie, ale druga przecież robi dokładnie to samo – „jesz mięso, a później wychodzisz z psem na spacer, hipokryto!”; „ten biedny cielak, który umrze z głodu bo wypijasz mu jego mleko nigdy nie pozna swojego tatusia!”; „ja będę zdrowa a ty umrzesz przez to mięso na raka!”. Wychodzi na to, że to nie mięso stwarza takie dziwne stany umysłowe.

      I oczywiście, że są nagłaśniane tylko skrajne przypadki, bo tylko takie informacje się „sprzedają”. Wyobrażasz sobie newsa „weganin poszedł do restauracji, zjadł danie i wyszedł”? Nikt w to nie kliknie. Co z tego, że 99,99% wegan nie różnic się w swoim zachowaniu od nie-wegan.

      A sam artykuł jak artykuł – chyba nie ma co bronić.

      • Ale wegańska dieta jest często-gęsto lepsza, raz że musisz trochę temat liznąć bo jednak różni się od takiej typowej polskiej diety a’la schabowy w niedziele, bigosy, golonka i kurczaki, więc samo to wymusza już na Tobie rozeznanie co jeść, w jakich ilościach, itd. Masa ludzi zje ten kotlet i wydaje im się że on już ma magicznie wszystkie potrzebne witaminki, albo nawet nie zdaje sobie sprawy że to faktycznie jest kawałek wycięty z krowy. Ile jest tych chorób przez które nie można przejść na diete wegańską/wegetarianizm? Minus te osoby o których kiedyś czytałem że żarli ziemniaki i słodycze bo to wegańskie, a potem okazalo się że nie dokońca to takie zdrowe :>
        No chyba ktoś ma alergie na wiele warzyw, owoców, roslin straczkowych – no to wtedy faktycznie, jest wtopa.

        No i sorry, ale ten „pakiet startowy” drugiej strony nie jest aż tak abstrakcyjny, jakos ciężko sobie wyobrazić kogoś kto szczyci się tym że kocha zwierzątka, ma tego kochanego pieska i w ogóle puszek-okruszek jest najkochańszy, a potem żre golone, a na zime pogina w futrze z norek. No nie wiem, ja tutaj widzą pewną sprzeczność :>
        Jak mówię że jestem tolerancyjny, że ludzie sa ok, sa równi ale… tutaj jakakolwiek grupa społeczna/rasa/kultura jest podrzędna no chyba nie mamy już doczynienia z kims tolerancyjnym, prawda?

        • To co napisałeś wskazuje jedynie na „lepszość” diety wegańskiej względem braku diety, nic więcej. Dlatego to co napisałem na początku wcześniejszego komentarza – świadomość tego co się je jest istotna.

          Jak mówię że jestem tolerancyjny, że ludzie sa ok, sa równi ale… tutaj jakakolwiek grupa społeczna/rasa/kultura jest podrzędna no chyba nie mamy już doczynienia z kims tolerancyjnym, prawda?

          Trochę zamieszałeś i nie wiem o co pytasz :P
          Kto jest podrzędny komu?

          • Sama zmiana przyzwyczajeń sprawia że się tematem interesujesz, dlatego uważam że jest lepsza od większości diet mięsnych, bo najcześciej ludzie się wtedy w ogóle nie interesują tym co jedzą, albo w jakims małym stopniu, dlatego też pisze że często tacy ludzie myślą że zjadając tego kotleta już od razu zakładają że jedza wszystko co potrzebne, bo ten kotlet ma magicznie wszystkie potrzebne wartości odzywcze.
            Nie ma czegoś takiego jak brak diety, jak jesz wszystko czy byle co to tez jest dieta :-)

            Co do drugiego akapitu chodzi mi o hasło: „jesz mięso, a później wychodzisz z psem na spacer, hipokryto!”
            Napisane w taki sposób brzmi faktycznie trochę głupio, ale wydaje mi się że piszącej to chodziło o obraz takiego miłosnika zwierząt, że pieski, kotki i w ogóle wszystkie zwierzątka sa super, a potem wdupiam je na kolacje.
            Taka hipokryzja wielu ludzi, własnie w stylu „nie jestem rasistą, ale…” jak dodajesz to ale to już nim jesteś, tak samo jak hiprokryzją smierdzi stwierdzenie że kocham wszystkie zwierzęta, ale w zimę nosze futro bo norki to szuje :>

          • No nie, zmiana przyzwyczajeń magicznie nie sprawi, że zaczniesz sobie dietę bilansować. Znam kilku „wegan”, których główny posiłek stanowi bagietka z oliwą i pomidorek.

            Nie ma czegoś takiego jak brak diety, jak jesz wszystko czy byle co to tez jest dieta :-)

            Czepianie dla czepiania. Wiadomo, że w kontekście naszej rozmowy poprzez sformułowanie „brak diety” rozumiemy „brak zainteresowania tym co się je pod kątem zawartości składników odżywczych”, jednak „brak diety” jet krótszy.

            Reasumując – każda próba zastosowania jakiejkolwiek zbilansowanej diety jest lepsza niż brak diety (rozumiany jako to, co napisałem wyżej). Dotyczy to również wegan. Ale mogę napisać tak, jak robisz to Ty:

            „Weganie zjedzo 2 pomidory i myślo, że to takie zdrowe, ,że już wszystkie witaminki zapewnione”.

          • No spoko, tylko to raczej dowód na to że masz śmiesznych znajomych, którzy mimo wszystko jedza zapewne zdrowiej niż taki typowy Polak którego ja się starałem wczesniej przedstawić.
            Mimo wszystko uważam, że ktoś przechodzący na diete wegetariańską czy wegańska, nawet jak sobie jej idealnie nie zbilansuje, będzie zdrowszy niż ktoś jedzący mięso w duzych ilościach, kto także tej diety sobie dobrze nie zbilansuje. Samo promowanie tej diety może sprawić że ktoś kto się tym w ogóle nie interesował, może spojrzeć na świat jedzenia w inny sposób, czy zastanowić się nad tym że ok, jem mięso, lubie je i w ogóle, ale skoro bez niego da się tez żyć, to je sobie ograniczę i zobacze co będzie dalej.

            Jeszcze tak podsumowując temat diet to temat rzeka, kiedyś czytałem że nie ma czegoś takiego jak zdrowia dieta, że jesz tylko to i to, a tego już w ogóle nie. Ze wszystko zależy od ilości, że możesz jeść super-zdrowo same whole foods, świeże warzywa, owoce a i tak dopadnie cie rak, że możesz żreć byle co i dożyjesz później starości (chociaż to już mniej prawdopodobne ;-)) że jeden dietetyk Ci powie tak, a drugi zaś inaczej. Zresztą chyba do dzisiaj nikt nie jest pewny na 100% czy jajka od kury są ok, czy jednak nie. Ale fajnie że ten temat jest poruszany i bardziej rozwijany niż „hehe veganie jedzo trawe”, „hehe żresz własnie papier ze zmielonymi koścmi w tej parówce” :>

          • To nie tyle dowodzi „śmiesznych znajomych”, co stanowi kontrargument na Twoje uogólnienie.

            Uważasz, że jedna niezbilansowana dieta jest lepsza niż inna niezbilansowana dieta, bo… tak?
            Ale pewnie można uargumentować większe szanse na lepiej zbilansowaną dietę u wegan niż u tych, co nie patrzą co jedzą. Ale to już napisałem też na samym początku, więc nie wiem czemu o tym dyskutujemy ;)

            Raczej na pewno nie ma uniwersalnej zdrowej diety. Czyli takiej, która każdemu „zrobi robotę”. Dodatkowo – to nie jest żadne panaceum na raka, którego różne postacie mogą mieć różne przyczyny. Dietą bardziej zmniejszasz lub zwiększasz szanse na wystąpienie czegoś. Coś jak z papierosami – jeśli palisz, masz większe szanse na raka płuc, ale jeśli nigdy nie zapaliłeś, to również możesz na niego zachorować.

          • W sumie to też mi się wydaje że zatoczyliśmy koło :>

            Wiem o tym, chodziło też o to że nie ma czegoś takiego jak w 100% zdrowe i niezdrowe jedzenie, ale juz w to nie wnikam bo nie pamiętam dokładnie szczegółów i nie będę siać zamętu, zresztą jak wyżej ktoś nie potrafi rozróżnić konia od muchy to pewnie przeczytanie czegoś takiego zawróci mu w głowie :>

          • Tobie już dawno zawróciło, dlatego plączesz się w zeznaniach jak złodziej z supermarketu, panie odróżniający konia od muchy.

          • Dokładnie. Zwłaszcza w odniesieniu do raka z powodu palenia lub niepalenia papierochów…

          • Niestety, to tak zupełnie inaczej wygląda. Interesować to może się interesują, całkiem możliwe. Ale gdzie z tym idą? Niestety nie na rzetelne strony, tylko te będące kółeczkiem wzajemnej adoracji dla wegan i (rzadziej) wegetarian. Strony i grupy dla wegan propagują mity żywieniowe – czasem śmieszne, czasem niebezpieczne. Tutaj już padły kompletne bzdury, mające świadczyć o wyższości wegańskiej diety – a tymczasem ośmieszające głoszących je. Społeczność wegańska (czyli nie tylko organizacje, ale spontanicznie tworzone grupy wsparcia, np. na Facebooku czy Tumblrze, skupiające się wokół blogów i vlogów) też nie przyjmuje nieraz do wiadomości, że ich dieta w ogóle wymaga bilansowania oraz suplementacji, a także odpowiedniej kompozycji, by zwiększyć wchłanialność białek – wolą upierać się, że 100% tego, co jedzą, jest przyswajalne. To w sumie nie dziwi – bo często bywa, że ci ludzie chcą wierzyć, iż tak naprawdę człowiek został stworzony do bycia weganinem, a konieczność bilansowania czy rekompensowania braku produktów odzwierzęcych godziłaby w to przekonanie.

      • Akurat pakiet startowy wegan się o tyle broni, że jest logiczny. Spróbuj ocenić, patrząc z boku typowy dla mięsożernego Polaka miks światopoglądowy: kocham zwierzęta, mam kota, psy, jeżdżę na koniu, itd., jednocześnie nie wyobrażam sobie dnia bez zjadania zwierząt i w pełni akceptuję, że hoduje się je tysiącami w strasznych warunkach, by później zabić, zmielić i wrzucić mi na talerz, choć jednocześnie uważam, że np. Chińczycy to barbarzyńcy, bo jedzą zwierzęta, których my nie ruszamy (psy, koty, węże, robale). Weganin mówi: nie ruszam mięsa, bo to złe. Mięsożerca mówi: ruszam mięso krów i świń, czasem ryb, ale np. konia już nie, bo koniki są takie fajne i nie mógłbym im tego zrobić. Kotleta z kangura bym zjadł, bo ciekawe jak smakuje (choć kangury są spoko), ale z psa husky już nie, bo psy husky są spoko. Ja nie chcęe tego oceniać w kategoriach moralnych – jeden uważa, że mu wolno, inny że jemu nie – ale wydaje mi się mocno niekonsekwentne traktowanie zwierząt wybiórczo, ten podział na „jadalne” i „niejadalne” wskazuje na pewne wahanie.

        • A dla mnie się kupy nie trzyma. Piesek, którego mam (chociaż nie mam) w domu ma się do krowy nijak.

          Człowieka stawiam ponad wszystkimi zwierzętami. Dlaczego? Głównie dlatego, że nim jestem. Czy gdybym miał wybór i mógł zdecydować kto z tej dwójki ma przeżyć: mój ukochany piesio czy jakiś bezdomny człowiek, którego nie znam, i wybrałbym piesia, to czyni ze mnie złego człowieka?
          No nie wiem.
          Biorąc sobie pieska do siebie i czyniąc z niego niejako członka rodziny, rzeczywisty wybór odbywa się pomiędzy członkiem rodziny a nieznajomym, co całkowicie zmienia postać rzeczy.
          Wybór pomiędzy obcym psem a obcym człowiekiem byłby raczej inny.

          Gdybym żył w Chinach, to pewnie jadłbym psy. Gdybym żył na Tajlandii, to pewnie jadłbym owady garściami. Ale tak nie jest, żyję w Polsce, jem krowy, świnie i kurczaki. Czy wiem co jem? Jasne, wychowałem się na wsi. Czy mam z tym problem? Najmniejszego.

          Teraz oceń argumenty „o tatusiu cielaczka” i „jak to skisnę na raka przez to mięcho, które zjadam”. Powodzenia.

          • Dodam jeszcze jedną rzecz, odnośnie niejedzenia zwierząt domowych – na dobrą sprawę to zwierząt rzeźnych mamy wystarczająco dużo i nie potrzeba do tego dodawać kolejnych gatunków tylko dlatego, że ktoś inny będzie wytykał palcem domniemaną hipokryzję.

          • Ale ubaw – rzekłbym że po pachy – tutaj jest więcej tych dwunogich dziwolągów przeżuwających trawę i owies, ale koza i tak jest z nich wszystkich najlepsza – bowiem jest to doskonała i zadziwiająca maszyneria, jedyna w swoim rodzaju, która zeżre gazetę, starego buta, a nawet kierunkowskaz od motocykla i to wszystko przerobi na pyszne mleko :)))
            Uwielbiam kozie mleko, a ty? :))

          • Paradoksalnie to ja za mlekiem żadnym nie przepadam, ale już kozie sery – pycha! A ostatnio naprawdę pyszny się pojawił w sklepie obok! Lecę, zanim ktoś tam wpuści małe koźlęta i mnie prześcigną w wyścigu o jedzenie. ;)

          • Krowie mnie wzdyma – to przez ciężko strawną kazeinę, ale kozie jest boskie,a serki – szczególnie wędzone na zimno… mmm… cudowności :)
            Moja siostra robi wyborne i kiedyś zastanawiałem się w którym jest kawałek mojego odgryzionego Harleya :)
            Cieszę się,że jesteś normalna. Pozdrawiam.

          • O tak, uwielbiam wędzone na zimno serki – ich aromat z niczym równać się nie może. Halloumi jeszcze jest całkiem smaczne, a zwłaszcza z grilla! :) Tylko to to chyba mieszanka koziego z owczym.

            Nie we wszystkim się zgodzimy, jak mniemam (również jeżeli chodzi o preferencje żywieniowe), ale jedno jest pewne – jeżeli ktoś deklaruje, że jakaś skrajność ma same zalety i tęczą dzięki temu będziesz się defekować (gdy wszystko ma jakieś wady, a zwłaszcza rozwiązania skrajne), to łatwo dojrzeć, że coś jest tutaj ostro nie tak.

          • Zwłaszcza jak poczyta się historię;) Nic więcej dodać i nic więcej ująć – przywrócili mi Państwo wiarę w ludzkość;)

          • To że ty masz problem nie znaczy że wszyscy maja problem. Kolejny pępek świata.

          • Oczywiście, że nie potrzeba. Chodzi tylko o stosunek do tematu. Wegetarianin/weganin nie tyka mięsa i już. Mięsożerca tyka mięso wybranych gatunków, inne uznając za zbyt fajne, by je zabijać. Nie chodzi o hipokryzję, tylko konsekwencję w uznawaniu, że coś jest „rzeźne” lub „nierzeźne”.

          • No to masz konsekwencję w uznawaniu, że coś jest rzeźne lub nie. Masz konkretne gatunki hodowane na mięso od wieków – te jesz – ale nie popierasz dodawania kolejnych, bo jest ich aż nadto i dla samej satysfakcji w debacie nie ma sensu rozszerzać cierpienia zwierząt, gdyż trąci to sadyzmem.

          • No ale gdzie ta konsekwencja? Powołujesz się na tradycję (tak rozumiem Twój wpis), ale o ile sie orientuję ona nie ma jakiegoś logicznego uzasadnienia (prędzej praktyczne – rzeźne są te gatunki, które nie są w stanie zagrozić rzeźnikowi na przykład), a kulturowego wcale (kiedyś jedzenie gołębi było git, dzisiaj nie jest, kiedyś jedzono koninę, dzisiaj rzadko).

          • Gatunki zwierząt rzeźnych zostały przez człowieka wyhodowane i wyselekcjonowane tak, by dawały więcej mleka czy mięsa. Te gatunki w naturze nie występują. To nie tradycja, tylko konsekwencja sztucznego doboru. Zatem nie jesz więcej, niż to absolutnie konieczne i nie jesz czegoś tylko po to, by coś komuś udowodnić. Jeżeli to rozumiesz, to się cieszę – więc w sumie konsekwencję widzisz. To, czy PODOBA ci się ten wybór – to zupełnie inna sprawa. Ale tak samo, jak konsekwentne jest trwanie w np. ograniczaniu ilości spożywanych chipsów czy alkoholu, tak samo można ograniczać ilość zjadanych gatunków zwierząt i podobnie, jak krytykujesz pijaka, możesz i krytykować postawę, która zakłada jedzenie wszystkiego, co się rusza. Kwestia umiaru. :)

          • „Sztucznego doboru”. Cieszę się, że to Ty to napisałeś.

          • Ale co w tym dziwnego? Oczywiście, że był to sztuczny dobór cech, tak samo, jak w wyniku takiego doboru powstały brzoskwinie, kapusta, sałata, pszenica czy inne znane nam zboża i wiele, wiele innych roślin spożywczych, które same z siebie w naturze prawa bytu nie miały. Słowa „sztuczne” używam w znaczeniu obiektywnym – czyli chodzi o antropogeniczne pochodzenie – a nie pejoratywnym.

          • W porządku, niemniej jednak wydaje mi się, że jesteś gotów przyznać, że sam fakt takiego podziału (czy raczej: źródło decyzji) jest sztuczne. W tym sensie, że ingerowanie w jakiś gatunek, jego „przemysłowa hodowla” i arbitralne stwierdzenie, że ten właśnie gatunek będziemy na maksa eksploatować jest decyzją sztuczną. Wiesz, ktoś sobie po prostu zrywa coś z drzewa i je. Ktoś inny sobie hoduje zwierzątko, sztucznie je pasie, krzyżuje z inym gatunkiem, zabija, itd. ten drugi model jest etycznie dość mocno wątpliwy.

          • Właśnie że nie jestem. :) Tak jak napisane było i wcześniej – sztuczne znaczy li i jedynie antropogeniczne, a tym bardziej nie „etycznie wątpliwe”. Czy Internet jest etycznie wątpliwy sam z siebie, z racji swej antropogeniczności? Nie sądzę.
            Tak samo ze sposobem żywienia. Jest wręcz przeciwnie – etycznie wątpliwym jest jedzenie wszystkiego, co popadnie, tylko po to, by komuś coś udowodnić. Na etyczną wątpliwość takich praktyk wskazuje marnotrastwo pracy i pieniędzy włożonych w realizację takiej osobliwej ambicji oraz marnotrastwo samego jedzenia (nie wszystko, co upolujesz lub zerwiesz, nadaje się w większej części do jedzenia, więc niezjedzone i niewykorzystane elementy należy wyrzucić). Dodatkowo etycznie wątpliwym jest rozszerzanie cierpienia, gdy jest racjonalna i kompromisowa opcja spożywania mniejszej ilości gatunków istot żywych.

          • Hm, to się chyba zgadzamy co do meritum – rozszerzanie cierpienia na kolejne gatunki jest moralnie wątpliwe. I teraz pytanie brzmi, który gatunek jest jeszcze „dopuszczalny”, a który już nie. Dla mnie dobre jest to, co naturalne – warzywa, owoce, zboża. Skoro można się tym najeść, to moralnie wątpliwe wydaje mi się „hodowanie” mięsa wraz z całą dodatkową obróbką, jaką trzeba zastosować wobec zwierzęcego trupa/truchła, aby nadawało się do spożycia.

          • Czemu piesek się nijak ma do krowy? Też zwierzę przecież, też można z niego „pozyskać” mięso. I nie mówimy o sytuacji ekstremalnej, typu bezludna wyspa, kataklizm, katastrofa nuklearna. Mówimy o codzienności: jedzenie świnek jest ok, gdzie jedzenie piesków jest nie ok. Co o tym decyduje?

            Powiem Ci, jak ja to widzę. To nie jest próba obrażenia Ciebie. Wielu ludzi w PL uważa, że jest lepszym gatunkiem, a co za tym idzie, ma prawo decydować o życiu lub śmierci gatunków gorszych. W związku z tym, większość nie ma problemu z zaakceptowaniem faktu, że np. szynkę „pozyskuje się” ze świni – ponieważ to zwierzę śmierdzi i jest mało słodkie, zabawne, whatever. Gorzej, gdyby chodziło o przesłodkiego kotka, pieska, papużkę. Pamiętam, że kiedyś w „Ugotowanych” TVN często powtarzany był motyw, gdzie gospodarz serwował mięsko z jakiegoś słodkiego zwierzątka (sarna, królik, itd.) i goście płakali czy wzdrygali się od jedzenia, podczas gdy oczywiście ryby, wieprzowina, wołowina były ok. Etycznie to dość nietypowa konstrukcja…

            Nie rozumiem wątku o krajach. Sugerujesz, że to kwestia kultury? Coś w rodzaju „Polakowi konina nie przystoi, Włochowi już tak”?

            Argumentów podanych na końcu nie oceniam. W żadnym z wypadków nie czuję się na siłach by oceniać ich naukową wartość. Jestem wege ze względów wyłącznie etycznych, nie tłumaczę innych.

          • Wszystko o co pytasz, już napisałem:
            – ludzie są lepszym gatunkiem zwierząt od innych zwierząt; przynajmniej z naszej perspektywy, bo do niego należymy; nie oznacza to braku szacunku do pozostałych gatunków, jednak umożliwia ich wykorzystanie;
            – piesek ma się nijak do krowy z tego względu co napisałem – jest to mój piesek, czyli członek rodziny, a nie krowa, której nie znam;
            – tak, kwestia tego, że nie jemy psów jest kwestią kulturową; ale nie w rodzaju „nie przystoi”, a bardziej „nie je się tego u nas”.

          • W jakim sensie się kupy nie trzyma i piesek ma się do krowy nijak? To i to jest zwierzęciem. Według mnie właśnie taki podział: to zjem, tamto będę wykorzystywał, a tamto będzie czymś w rodzaju machającej ogonem ozdoby, jest pewną niekonsekwencją.

            Podajesz ekstremalny przykład, wskazując że pies może być bliższy niż inny człowiek, że to „członek rodziny” niemalże. Ekstremalne przykłady są słabe ze względu na swój charakter, ale nawet tu widać te rozmazanie granic: pies niemal jak brat, gdzie np. kurczak to tylko kawał mięsa do zjedzenia bez żalu. To trochę tak, jakby być kanibalem i zjeść wujka bez wyrzutów sumienia, ale zostawić przy życiu ciotkę, bo sympatyczna i fajnie piecze.

            Wątek geograficzno-kulturowy, który poruszyłeś, jest arcyciekawy. Również wskazuje na pewną wyższość filozofii wegańskiej lub ułomność tej mięsnej. Co to za etyka, która mówi, że wolno zjeść psa w Chinach, ale w Polsce już nie? Czy gdybyś pojechał ze swoim psem – członkiem rodziny – na wycieczkę do Azji, to etyczne byłoby dać go przerobić na kotlety? A gdyby Azjata przyjechał do PL i sobie przyrządził gulasz z owczarka niemieckiego, to byłoby ok, bo jest Azjatą, czy źle, bo w Polsce?

            Argumenty, które mam oceniać, nie są moje, ale ok, spróbuję. Z mojego punktu widzenia, natura jest dość dobrze wyregulowanym systemem. Człowiek jest w stanie obyć się bez mięsa i przemysłowej hodowli zwierząt na skóry/futra/mięso. Przemysłowa „produkcja” mięsa przynosi katastrofalne skutki dla środowiska. Nie jestem w stanie zweryfikować, jak bardzo cierpi młody cielak, czy jak bardzo zdrowy/niezdrowy jest plaster kiełbasy, ale logika podpowiada, że im większa ingerencja w „naturę”, tym gorzej. Mięso, ze swej natury, potrzebuje dość długiej obróbki, żeby dłużej zachowywać zdatność do spożycia i wydaje mi się, że lepiej się od niego powstrzymywać, niż chłonąć je razem ze wszystkimi „E” i innymi chemicznymi syfami. Czy są one rakotwórcze i w jakich dawkach – nie wiem. Co do przeżyć zwierząt, spotkałem się z teorią, że ich strach, cierpienie, itd. przekłada się na „jakość” mięsa, tj. że hormony produkowane w takich sytuacjach są później pochłaniane przez jedzącego. Z tego powodu (gdyby to była prawda) zdecydowanie łatwiej być sangwinikiem, jedząc mięcho, zdecydowanie łatwiej też złapać jakąś chorobę układu pokarmowego, zajadając mięso zwierząt tuczonych przemysłowo, karmionych antybiotykami, itd.

          • Widzę, że za drugim razem bardziej się rozpisałeś. Dobra.

            Ciekawe, że tej niekonsekwencji nie widzisz w odniesieniu do tych organizmów, których sam nie poważasz. Dlaczego ich nie poważasz? Bo są coraz mniej podobne do Ciebie, więc ciężej Ci je humanizować. Ale czy to oznacza, że są gorsze? Zdaniem Platona każdy żywy organizm duszę. Podejście buddystów jest raczej dosyć znane do zwierząt, jednak i oni w większości spożywają mięso.

            Nie, to nie jest ekstremalny przykład. To świetnie pasujący przykład. Mój pies jest mój, więc ma specjalne względy. Dodatkowo – obraz psa w naszej kulturze jest rysowany jako „przyjaciela człowieka”. Gdyby zamiast obraz psa byłby kreowany jako smaczny obiad, a moja babcia zamiast kurnika miała odpowiednik na psy i brała takiego na rosół, to inaczej byśmy to postrzegali.
            Przykład cioci i wujka w świetle kanibalizmu jest za to chybiony. Ale to pewnie wynika z tego, że niewiele o kanibalizmie wiesz. Wiesz, że kanibale nie jedzą siebie wzajemnie, a jedynie swoich wrogów? A obecnie to i tak bardziej jedzą jego serce niż inne części.
            Czyli właściwie jak ja z psem i krową, gdzie pies to „swój”, a krowa to „nie-swój”.

            Ale nawiążę jeszcze do Twojego chybionego argumentu z ciocią i wujkiem. Wygląda na to, że w tym przypadku ciocia jest psem, a wujek krową. Jem wujka, bo jestem głodny. Wystarczająco najadam się wujkiem, by nie jeść cioci, którą mogę wykorzystać do innych celów (pieczenie i poprawa humoru).

            W którym miejscu jest owa wyższość „filozofii wegańskiej” nad „mięsną” w obszarze kultury? Gdzie się objawia, bo nie widzę? Jesz jakieś rzeczy, prawda? Czy smakują Ci wszystkie? Załóżmy, że nie jesteś pasjonatem nowych smaków, lubisz to, co wiesz jak smakuje. Więc kiedy dostajesz do wyboru „swojskie wegańskie jadło” i „dziwne wegańskie coś”, to co wybierzesz do jedzenia?

            Dałem Tobie te argumenty do oceny, ponieważ ja je przedstawiłem jako „głupie”, a Ty mi odpisałeś, że „się o tyle broni, że jest logiczny”.
            Ale widzę, że z dwóch wybrałeś sobie ten jeden, wygodniejszy. A sposób Twojej obrony – najłatwiejszy do obalenia, szczególnie w omawianym kontekście. Zadam Ci 3 pytania:
            1. Czy „te wszystkie ‚E’ i inne chemiczne syfy” są koniecznością w mięsie?
            2. Czy „tych chemicznych syfów” nie używa się w uprawie roślin?
            3. Czy jeżeli mięso staje się gorsze z powodu stresu zwierząt, to przedsiębiorcy celem maksymalizacji zysków nie powinni zapewnić im jak najmniej stresujących warunków?

          • Których organizmów nie poważam?
            Co do przykładu z psem – hm, wskazujesz na kryterium „swojskości” i kulturowe. Pierwsze ma chyba niewielkie zastosowanie – nie nazywasz biedronek czy kotów, które żyją niedaleko Twojego domu, co wcale nie powoduje, że uznałbyś ich jedzenie za ok, prawda? Drugie kryterium (obyczaju, kultury) jest chyba bliższe prawdy (ktoś je kurczaka, bo on jadł, jego rodzice jedli, dziadkowie, itd.), ale jest ono raczej nielogiczne, czy nieetyczne. Ot, ktoś kiedyś wymyślił, że te gatunki się będzie zjadać, a tych nie wypada. Nie ma tu żadnej logicznej zasady (chyba) i to miałem na myśli pisząc, że system wegański jest bardziej racjonalny.
            W kwestii wyboru potraw: ja akurat lubię poznawać nowe smaki. Kiedy zostałem wege, było to dla mnie rodzajem objawienia – nie wiedziałem, że z kilku zwyczajnych i mniej popularnych roślin można stworzyć tyle fantastycznych rzeczy. Moi mięsożerni znajomi zawsze chcą spróbować tych rzeczy i zawsze proszą o przepis. Niestety, w Polsce tradycja kulinarna jest bardzo uboga – tych kultowych potraw jest niewiele, 90% opiera się na mięsie, wielu ludzi mówi, że nie potrafiłoby przejść na wege, bo nie wiedziałoby co sobie ugotować zamiast schabowego. Więc argument „znajomości” odrzucam, zresztą jak spojrzeć po miejskich lokalach, królują te, które wprowadziły do polskiego jadłospisu nowe smaki – pizzę, kebaby, tortille, falafele, itd. Czyli polski żołądek nie jest taki zamknięty na nowości.

            Co do pytań:

            ad1. O ile wiem, część jest – nie w samym mięsie, ale w wędlinach. Proces obróbki powoduje, że mięso się rozpływa, żeby miało względnie stałą konsystencję i nie wyparowało, potrzebne są dodatki chemiczne. Stąd dopiski typu „100g produktu pochodzi ze 140g mięsa”.

            ad2. Nie wydaje mi się, żeby ktoś używał tych samych substancji. Po co w pomidorach jakiś chemiczny wzmacniacz aromatu wędzonki?

            ad3. Zanim odpowiem, prośba o porównanie cen mięsa i wędlin oraz podrobów. Jest rzeczą niemożliwą, żeby parówki z indyka kosztowały mniej niż kawał mięsa z indyka o tej samej wadze, a jednak tak się dzieje. Celem przedsiębiorcy nie jest wysoka jakość produktu. Gdyby tak było, wędliny, kiełbasy, itd. miałyby bardzo krótkie, kilkudniowe terminy przydatności, a kilogram szynki kosztowałby ze 3 razy więcej. Celem przedsiębiorcy jest zysk, więc daje stosunkowo niewiele mięsa, zapycha resztę jakimiś resztkami i chemią i w ten sposób zyskuje świetną, akceptowalną cenę produktu. Możemy sobie teoretyzować o tym, jak ważna jest jakość, ale prawda jest taka, że nie znajdziesz masowego odbiorcy na parówki za 50 zł/kg dajmy na to, a jak mają kosztować, tyle ile kosztują, to muszą być po prostu słabej jakości. Nie wierzysz chyba, że firmy, żyjące z kontraktów mięsnych dla Biedronki czy Lidla, mające dostarczać dziesiątki ton mięsa dziennie, doglądają każdej kurki i świnki, czytają im bajki na dobranoc oraz puszczają Roxette dla relaksu?

    • Zabrakło jeszcze legendarnego pytania o skórzane buty/paski oraz porównań zwierząt do roślin (nie jesz indyków, ale zabijasz pomidory, hipokryto!). Klasyka gatunku w postaci stwierdzenia, że zwierzę żyje tylko po to, żeby człowiek mógł je sobie zabić i zjeść, już gdzieś w komentarzach padła.

      Co do drugiej części komentarza – nie wiem, skąd się to bierze, ale jest ostatnio jakaś moda na wskazywanie, jacy to weganie są nietolerancyjni, faszystowscy, itd. Ludzie widzą, że w knajpie pojawia się wegańskie ciasto albo cafe latte z sojowym mlekiem i już wpadają w histerię – ojezu, wegany nam wolność odbierajo! Jako stary wegetarianin nigdy nie mogłem zrozumieć, czemu tylu ludzi próbuje mi się wpieprzać w talerz, przy moim zerowym zainteresowaniu ich dietą. Czyżby jakiś nieprzepracowany kompleks winy?

      Moim zdaniem – jeśli dla kogoś jest to akceptowalne etycznie – niech je, na co ma tylko ochotę – mleko, jajka, mięso. Jak dla mnie, może nawet polować i tarzać się we flakach zabitych zwierząt. Warto jednak nazywać rzeczy po imieniu – tych dóbr się nie „pozyskuje” (kiełbasy nie wiszą na drzewach, golonki się nie zrywa z krzaka), tylko zabija się inne gatunki by napełnić sobie brzuch. To, co nazywa się dla zmyłki wędlinką, kiełbaską, itd. to jakieś zmielone części jelit, serc, żołądków i innych organów zwierząt. Wiekszość smakoszy mięsa nie dałaby rady spokojnie obejrzeć procesu „pozyskiwania”, stąd te werbalne próby wyparcia, przybierające najczęściej groteskową formę (sympatyczne milusie nazwy na produkty z uboju, uśmiechnięte krówki i świnki w logo firm mięsnych). Dochodzi przez to do jakichś nieporozumień, dzieciaki uważają że kochają zwierzątka bo np. karmią chomika, jednocześnie codziennie wsuwając spore ilości czegoś, co było krową, świnią, rybą, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Są jednak tacy, którzy świadomość pochodzenia mają i wyraźnie ich to podnieca (im bardziej „trupie” tym lepsze – Pan da steka, byle był krwisty) i takich nie ma sensu przekonywać. Niemcy też „pozyskiwali” abażury, poduszki czy inną galanterię skórzaną, prowadząc obozy zagłady, co jest doskonałą analogią funkcjonowania typowej farmy hodowlanej. Ktoś te rękawiczki ze skóry trupa nosił, zapewne również uważając, że nie ma w tym niczego złego, no bo po co taki Żyd ma żyć, jeśli można z niego zrobić ciekawe akcesoria dla przedstawicieli rasy panów?

  8. Budda mówił o nieodbieraniu mleka krowom. Samo mleko stało się popularne około 5 tysięcy lat temu w erze Dwapara, za czasów Kriszny. Z innych rzeczy o których czytałem w różnych wschodnich źródłach jest między innymi takie, że „nadmiar mleka jest bardzo szkodliwy” (nadmiar, nie samo mleko) i by rozcieńczać je (także twaróg), pół na pół z wodą. Sam mam dostęp do niepasteryzowanego mleka, nie mleko jest nieczyste czy złe, ale ewentualnie sposób pozyskiwania, TYLKO I WYŁĄCZNIE, czyni ten pokarm nieczystym. Mleko pasteryzowane „uchate” jest niewłaściwym pokarmem w myśl powiedzenia „jak coś co nie jest żywe, może przydać życia żyjącemu”. Piszę to z punktu widzenia wegetarianina o stażu 24 ponad połowy mojego życia. Wszystkim spiętym i nawiedzonym (bez urazy) weganom proponuję wyluzowanie i przypominam, że produkty odzwierzęce są używane choćby do produkcji serów (podpuszczkowych) a w procesie pozyskiwania cukry stosowana jest mączka kostna. O oczyszczaniu go do czystej postaci nawet nie mówię, bo to powinien wiedzieć każdy wegetarianin / weganin.

  9. Niezły bullshit i mieszanie porządków. Bardzo zły tekst. Po co pisać o niewielkich gospodarstwach w których „pieści się każdą krówkę” skoro stanowią one niewielki procent rynku? A argument o tym, że życie zwierzęcia jest wartością, bo inaczej zwierzę nie przynosi korzyści, jest nie tylko obrzydliwy, ale i fałszywy – hodowle przemysłowe pokazują nie raz, że da się tak zrobić, żeby zwierzę żyło i dawało korzyści, ale kosztem nieustannego cierpienia.

  10. Cytuję „Następnie tego cielaka należy od krowy pilnie odłączyć i nie ma co sugerować się jego wyższymi uczuciami. Dlaczego? Bowiem młody cielaczek, odłączony zbyt późno od matki, ma podwyższony poziom stresu, a doliczmy jeszcze do tego jego odporność na poziomie jętki. Jeśli zwleka się z zabraniem cielaka, zwiększa się zwyczajnie szansa na to, że umrze.” – nie rozumiem, nie widzę przyczyny dlaczego umrze? Bo się będzie stresować?

    • Zacytuję akcję ratowania łosia który zaplątał się w ogrodzeniu – „zdechł w wyniku stresu”

  11. Czyz to nie piekne? Zyjemy w czasach kiedy coraz wiecej ludzi sie zastanawia co i jak jesc a wiekszym problemem jest otylosc niz glod.

    A to wszystko dzieki temu, ze nasi przodkowie zmienili diete porzucajac roslinozerstwo co dalo im ewolucyjne fory a w konsekwencji doprowadzilo do powiekszenia procesorka.

      • Jesli bieda dalej bedzie sie kurczyc to wedlug ostroznych szacunkow do 2050 nie bedzie na ziemi juz glodu i skrajnego niedozywienia. Bardziej realistycznie, ze wzgledu na tempo zmian jakie obserwujemy, smierc glodowa do 2030 bedzie juz raczej nieczesto spotykana.

        • Obyś miał rację, ale według mnie są to niestety mrzonki i dysonans pomiędzy bogatymi a biednymi raczej się pogłębi. Jak to mówią: Pożyjemy – zobaczymy…

          • Od 1990 liczba glodujacych i ekstremalnie biednych zmniejszyla sie o polowe.

            Nierownosci spoleczne sa wynikiem postepu cywilizacyjnego. Nierownosci nie ma tylko wtedy kiedy wszyscy maja nic ;)

            Najwiecej rosnie najbiedniejszym i bogatym. Za to od mniej wiecej lat 80-tych dynamika wzrostu u klasy sredniej zdecydowanie zmalala.

  12. Po pierwsze autor pisze o traktowaniu krów i cieląt oraz praktykach na wsi w małych rolnictwach co nie pokrywa się z hodowlami z których mleko kupuje się w sklepach . Tam zwierzęta traktowane są jak przedmioty . Krowy są brutalnie zapładnianie , aby dawać mleko a ich cielaki wypijają tylko siarę przez kilka dni , po czym kierowane są na ubój (cielęcina) lub do dalszej hodowli . Dziwne że inne zwierzęta dają sobie radę bez ingerencji człowieka a tu „musi on odłączać ciele od matki dla jego dobra”. To prawda że obecnie krowy produkują ogromne ilości mleka , ponad potrzeby jednego cielaka , ale to właśnie przez ingerencję człowieka w jego naturę . Najdziwniejsze jest to że ludziom nie wystarcza argument , że to mleko dla cielaka tak jak mleko suki jest dla szczeniąt a tego jakoś nie pijemy . Wszystkie ssaki na świecie karmione są mlekiem przez kilka miesięcy lub lat na początku swojego życia po czym tolerancja laktozy stopniowo zanika , gdyż już nie jest ona potrzebna . Ludzie są jedynie przyzwyczajeni do mleka krowiego przez co większość je toleruje , ale i tak ma to zły wplyw na nasz organizm , gdyż mleko to jest pełne hormonów i innych składników przeznaczonych dla cieląt , innego gatunku niż ludzie .

  13. nie jestem weganka ani wegetarianka ale uważam ze maja duzo racji a po przeczytaniu tego artykułu, stwierdzam ze autor poznał jednego rolnika który krówkę ma dla siebie i o nia dba, czyli fakty bez faktów

  14. Skoro mleko to też morderstwo i zabijanie zwierząt to morderstwo to może pora na to,by być konsekwentnym wg. wegan w tych morderstwach i otworzyć sezon łowiecki na wegan i resztę anarcho-komuszych oszołomów ? :P W końcu te okazy homo erectus będą jakimś wyzwaniem dla myśliwych przy pozyskiwaniu zwierzyny ;)

    A tak już bez złośliwości i „głupich” komentarzy – weganie tak jak inni czerwoni są okropni, chcą nawet rządzić tym co ktoś inny ma na talerzu !

    Dlaczego społeczeństwo daje się terroryzować garstce motywowanych ideologią szaleńców ? Akurat jeśli chodzi o mięso to jestem chyba raczej padlinożercą (o ile można tak nazwać jadanie mięsa przetworzonego) a mięsa w jego naturalnej formie nie lubię,ale jest wolność, człowiek jest wszystkożercą,na zwierzęta poluje od wieków i człowiek jest do tego też przystosowany więc niech się odwalą ci ideolodzy, bo ktoś naprawdę ich odda kanibalom z dżungli na kotlety.

    • „skoro mleko to też morderstwo i zabijanie zwierząt to morderstwo …” A czym innym jest zabijanie jak nie morderstwem ?!?! Nie ma różnicy czy zabija się człowieka czy inne zwierze i TAK ludzie to też zwierzęta o

      • Ćpałeś coś, czy za dużo kwaśnego mleka się ożłopałeś?
        Włam się do mojego domu i zagroź utratą życia mojemu synowi, to ci „wytłumaczę” w czym tkwi różnica. Tyle że ta wiedza do niczego ci się już nie przyda…

    • Dobrze waść prawisz :)
      Idąc dalej – niech idioci od „etyki mlekopijców” zrobią nagonkę na zwierzęta, które ganiają za innymi zwierzętami w celu ich pożarcia…

  15. Porównywanie krowy ze wsi, która karmi rodzinę i o którą faktycznie rolnik musi dbać do krów wysysanych przemysłowo to obrzydliwa manipulacja.

  16. Gołym okiem widać, że autorka nie ma pojęcia skąd pochodzi mleko na sklepowych półkach i w jaki sposób jest wytarzane. W artykule zamiast powoływać się na konkretne źródła przytacza dowody anegdotycznie na poziomie „znam życie na wsi więc wiem”. Po pierwsze – każda reklama w jakimś stopniu eksponuje pewien problem, ma zwrócić uwagę odbiorcy na określony produkt lub ideę. Niektóre reklamy obliczone są na powodowanie kontrowersji właśnie w celu rozpoczęcia dyskusji na dany temat. Odnoszę wrażenie, że reklama wywołała w autorce podświadome poczucie winy i z tego powodu zdecydowała się napisać w/w artykuł, opierając się na iluzji szczęśliwych, pasących się na polach krówek od swojskich rolników, którym na niczym nie zależy bardziej niż na dobrobycie ich krów. Problem polega na tym, że to właśnie – o ironio – w reklamach produktów mlecznych tworzy się tego rodzaju propagandę, a większość produktów mlecznych, które można kupić na półce w sklepach wcale nie pochodzi od rolników, a z hodowli przemysłowej, o której autorka wspomina dopiero na samym końcu tekstu, w zasadzie na marginesie. Krowy trzymane są w zamknięciu, na pojedynczych stanowiskach, a proces hodowli poddany jest pełnej automatyzacji. Wszystko po to, aby zwiększyć ilość produkowanego mleka. Autorka twierdzi, że „krowa produkuje więcej mleka, niż tylko dla jednego cielaka” – może warto zastanowić się dlaczego? Nie dlatego, że jest na tyle dobrotliwym zwierzątkiem, że chce się podzielić swoim mlekiem z ludźmi, a dlatego że to ludzie opracowali procesy, powodujące zwiększanie przez krowy produkcji mleka poprzez różnego rodzaju zabiegi. Po odebraniu jej pierwszego dziecka, krowa dojona jest 2-3 razy dziennie przez około 10 miesięcy. W międzyczasie, za pomocą powszechnej obecnie sztucznej inseminacji, dokonuje się ponownie sztucznej inseminacji (zachęcam do obejrzenia jak ten proceder wygląda), aby wywołać kolejną ciążę i cykl laktacji. W Polsce, w 2011 roku, z jednej krowy uzyskano średnio 4600 litrów mleka. Tak intensywna produkcja prowadzi do infekcji wymion, na które w Polsce cierpi 20-50% populacji krów, co zmusza hodowców do aplikowania zwierzętom antybiotyków. Poza tym nienaturalnie duże rozmiary wymion są przyczyną problemów z chodzeniem; krowy często nie są w stanie ustać, załamując się pod ich ciężarem. Również konstrukcja boksów przyczynia się do powstawanie wielu problemów – betonowe podłoże powoduje schorzenia racic, a w następstwie kulawiznę. Pomimo zmniejszającej się populacji krów mlecznych ilość produkowanego mleka rośnie. Dzieje się tak dlatego, że krowy karmione są wysokoenergetycznymi koncentratami pokarmowymi. W szczytowych okresach laktacji wydatkują one więcej energii niż są w stanie wytworzyć i niejednokrotnie zbliżają się już do granicy biologicznej. Co do cięląt, są one produktem ubocznym produkcji mleka (bez urodzenia cielaka krowa nie będzie dawała mleka). Część cieląt podzieli los swoich matek (o ile są to samice), ale większość z nich jest przeznaczona na ubój. Przemysł mleczarski powoduje ogromne cierpienie u tych zwierząt i bzdurą jest pisanie ” Według logiki z tego sloganu, krowi ród byłby skazany na wymarcie, bo nagle wydoiliśmy wszystko i niczego nie zostawiliśmy cielaczkom” – po pierwsze wiele gatunków zwierząt człowiek utrzymuje i hoduje, mimo iż nie czerpie z nich żadnych korzyści, po drugie jak napisałam część cieląt oczywiście przeżyje i podzieli los matek w przyszłości, lecz większość z nich przeznaczona jest na ubój. Człowiek w chowie przemysłowym nie pozostawia przy życiu cieląt z powodu empatii, ale z powodów czysto ekonomicznych i faktu, że te zwierzęta są mu potrzebne do dalszej produkcji. Naprawdę dziwi mnie, że można napisać tak tendencyjny tekst, bez przeczytania podstawowych informacji na dany temat, ponieważ za tym produktem w kartoniku, który położony jest na półce w sklepie stoją żywe, odczuwające ból i cierpiące istoty.

  17. Można nie podzielać poglądów wegan, można być nawet z tego dumnym ale na Boga, nie można wysmażyć posta o weganizmie bez absolutnie żadnego pojęcia czym on jest. Nie słyszała Pani o Google i możliwości sprawdzania w nim różnych definicji?

  18. Mlekopijcom życzę długiego zdrowia i uważnej lektury: „Uczeni z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego udokumentowali nowy mechanizm powstawania guzów nowotworowych wywoływanych przez spożywanie czerwonego mięsa i produktów mlecznych. Odkrycia dokonał zespół profesora Ajita Varki, który bada kwas N-glikoliloneuraminowy (Neu5Gc).

    Już przed trzema laty naukowcy spostrzegli, że w guzach nowotworowych stężenie Neu5Gc jest wyższe, niż w zdrowych tkankach. Wywnioskowali zatem, że kwas ten, który nie jest produkowany przez ludzki organizm, przynosi jakieś korzyści guzom. W 2003 roku zauważono również, że w odpowiedzi na przedostanie się spożywanego z mięsem i mlekiem Neu5Gc do tkanek ludzkiego ciała, organizm produkuje przeciwciała. W efekcie może do doprowadzić do chronicznego stanu zapalnego, a nie od dzisiaj wiadomo, że to z kolei może stymulować rozwój nowotworu.”

  19. Każdy Was po części ma rację. Każdy z Was jest inny i ma inne preferencje żywieniowe. Każdy ma prawo myśleć inaczej i ma prawo mieć własne zdanie. Boli mnie to co piszą niektórzy o weganach… nie będę się zagłębiać bo nie ma to sensu. Proponuję zapoznać się z paroma publikacjami dr John McDougall-a, prof. T. Colin Campbell-a itp. Może choć trochę – niektórzy z Was – spróbują zrozumieć o co chodzi w zdrowym odżywianiu bez względu na to jak się nazywacie – veganie, wegetarianie, mięsożercy, mlekopijcy … Jesteśmy ludźmi – po prostu. Dobrego dnia dla wszystkich :)

  20. Nikt przy zdrowych zmysłach nie myśli tak, jak zaprezentowałeś, że myślą jakieś mityczne „wy”, ale jeżeli pomogło ci się to poczuć lepiej ze sobą, to gratuluję, masz rację, jesteś lepszy od innych wszystkożerców, mięsożerca z prawdziwego zdarzenia, itp.
    Argument iż jeśli sam nie potrafisz czegoś zrobić, to nie każ komuś tego za siebie zrobić, bo inaczej to jesteś hipokrytą, do mnie za to nijak nie przemawia i pozostanę przy nabywaniu umiejętności mi przydatnych, a nie archaicznych. Jak trzeba będzie opróżnić szambo, też nie będę myśleć o tym jak, tylko zlecę to komuś innemu, to samo z budową domu, ściganiem przestępców, leczeniem geriatrycznym, chowaniem zmarłych czy sekcją zwłok i innymi czynnościami, które są konieczne, a nieprzyjemne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *