Nie przepadam za systemem kaucyjnym, ale większość jego niedomagań jestem w stanie jakoś przeboleć
Od października 2025 r. w Polsce obowiązuje system kaucyjny na butelki plastikowe o pojemności do 3 litrów, puszki metalowe do 1 litra oraz teoretycznie wielorazowe butelki szklane do 1,5 litra. Do niedawna był to system bezobjawowy z punktu widzenia konsumentów. Po prostu w ofercie sklepów nie było jeszcze pierwszych serii produktów, które były gotowe na włączenie do systemu kaucyjnego. Prawdę mówiąc, był nawet moment, że zapomniałem na śmierć o jego istnieniu. Teraz jednak się to zmieniło, bo wreszcie zetknąłem się z kaucją na butelki podczas zakupów.
Tak się składa, że robiąc zakupy w Auchan, czasem kupuję owocowe smoothie własnej marki sieci. Kosztuje ono 2,69 zł za plastikową butelkę o pojemności 0,25 litra. Warto dodać, że kupuję zazwyczaj zapas kilkunastu sztuk. Produkty te jak najbardziej są objęte systemem kaucyjnym. Do każdej sztuki sklep dolicza więc 50 gr. Oczywiście te pieniądze będę sobie mógł odzyskać, jeśli oddam puste buteleczki z powrotem do jakiegoś sklepu zobowiązanego do prowadzenia odbioru. Nie musi to być nawet ten konkretny Auchan, czy w ogóle sklep tej konkretnej sieci.
Nie jest żadną tajemnicą, że za systemem kaucyjnym nie przepadałem, odkąd tylko ogłoszono pierwsze plany jego wprowadzenia. Wielokrotnie krytykowałem ten pomysł na łamach Bezprawnika pod praktycznie każdym względem. Ktoś mógłby więc stwierdzić, że jestem uprzedzony. Może mieć całkiem sporo racji. Nie będę się więc czepiał tego, że wydałem dodatkowe 18,6 proc. na samą kaucję. Daruję sobie narzekanie na konieczność pofatygowania się z powrotem do sklepu zamiast dotychczasowego odbioru plastiku i szkła bezpośrednio z gospodarstw domowych.
Zdaję sobie sprawę z tego, że systemu kaucyjnego już się nie zlikwiduje po tych wszystkich wydatkach poniesionych przez przedsiębiorców na jego wprowadzenie. Przyjmuję nawet do wiadomości argument, że przecież dokładnie o to chodzi: by uczynić generowanie plastikowych śmieci możliwie upierdliwym, by "zachęcić" konsumenta do rozejrzenia się za alternatywami. Wiele to nie pomoże, na smoothie w saszetkach się nie przestawię. Rzecz jednak w tym, że wciąż pozostaje mi jeden powód do narzekań na sposób wprowadzenia ogólnopolskiej kaucji na butelki, który właściwie z samym systemem nie ma wiele wspólnego. Mam na myśli sposób prezentacji ceny.
Sklepy powinny doliczać kaucję na butelki do ceny produktu już na sklepowej półce
Od samego początku rozważań nad systemem kaucyjnym obawiałem się, że sklepy nie będą skore do uwzględniania kaucji w cenie produktu widocznej na półce. Jeżeli nie pamiętamy o jej istnieniu, to przypomnimy sobie o niej dopiero przy kasie, gdzie zostanie nam doliczona. Okazuje się, że moje czarnowidztwo akurat tym razem się sprawdziło.
Auchan nie dolicza z góry kaucji na butelki do cen produktów. Możemy się o tym przekonać nawet bez wizycie w sklepie sieci, bo w jego internetowym odpowiedniku również brakuje stosownej informacji. Wspomniane przeze mnie smoothie figuruje w nim z podstawową ceną 2,69 zł i tyle.
Jak to wygląda w innych popularnych sieciach? Lild stara się informować o doliczanej kaucji na butelki. Przy czym stosuje model "Podstawowa cena wielkimi cyframi plus kaucja zapisana drobnymi". Biedronka co prawda nie uwzględnia kaucji w cenie produktu, ale przynajmniej stara się informować klientów o jej doliczaniu za pomocą specjalnych kartek z informacjami rozwieszonych we właściwych częściach swoich sklepów.
Dlaczego to właściwie taki problem? Od strony czysto ludzkiej, mógłbym wskazać niechęć do bycia zaskakiwanym dodatkowymi opłatami przy płaceniu za zakupy. Nie ma przy tym znaczenia, czy niespodzianką jest tutaj kaucja na butelki, czy niezapowiedziana z wyprzedzeniem opłata serwisowa w restauracji. Jakoś nie wyobrażamy sobie, by sklepy pomijały przy informowaniu o cenie podatku VAT czy akcyzy. W ten sposób przechodzimy płynnie do aspektu prawnego problemu. Tak się bowiem składa, że w Polsce obowiązuje ustawa o informowaniu o cenach towarów i usług oraz rozporządzenie wykonawcze do niej. Kilka konkretnych przepisów ustawy podpowiadałoby włączanie kaucji na butelki do ceny produktu. Mam na myśli przede wszystkim art. 3 ust. 1 pkt 3) zawierający definicję legalną ceny:
1. Użyte w ustawie określenia oznaczają:
1) cena - wartość wyrażoną w jednostkach pieniężnych, którą kupujący jest obowiązany zapłacić przedsiębiorcy za towar lub usługę;
[...]
Powtórzę: "...którą kupujący jest obowiązany zapłacić przedsiębiorcy za towar lub usługę". Nie ma przy tym znaczenia, że te nieszczęsne 50 gr możemy odzyskać, jeśli przyniesiemy butelkę z powrotem do sklepu. Kaucję bezsprzecznie płacimy przedsiębiorcy razem z resztą zapłaty za towar. Inaczej go nie kupimy. Kolejnym przepisem wartym uwagi jest art. 4 ust. 1:
W miejscu sprzedaży detalicznej i świadczenia usług uwidacznia się cenę oraz cenę jednostkową towaru lub usługi w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości oraz umożliwiający porównanie cen.
Sklepy muszą uwidocznić cenę zgodnie z podaną wyżej definicją. Do tego w taki sposób, by był on jednoznaczny i niebudzący wątpliwości. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że konieczność doliczania sobie w pamięci kaucji zwrotnej na butelki nie spełnia żadnego z tych dwóch kryteriów.
Jak więc powinien wyglądać wzorcowy model informowania o doliczaniu kaucji do ceny? Trzymajmy się przykładu smoothie z Auchan. Najlepiej byłoby cenę sformułować w ten sposób: "3,19 zł, w tym 0,50 zł kaucji zwrotnej na butelkę". Dokładnie tyle trzeba w końcu zapłacić przy kasie, a to jest jedyna informacja, która tak naprawdę interesuje kupującego.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj