1. Home -
  2. Zagranica -
  3. Donald Trump oczekuje, że Europa wypowie wojnę handlową Chinom. Dopiero wtedy rozważy kwestię rosyjską

Donald Trump oczekuje, że Europa wypowie wojnę handlową Chinom. Dopiero wtedy rozważy kwestię rosyjską

List Trumpa, rozesłany do przywódców NATO i – jak sam podkreśla – „do całego świata”, to podręcznikowy przykład dyplomacji w stylu „Art of the Deal”. Media oczywiście skupiły się na wątku rosyjskim – że Trump znów wstrzymuje się z sankcjami wobec Moskwy, że wymaga od Europy całkowitego odcięcia się od rosyjskiej ropy, że zrzuca odpowiedzialność za wojnę na Bidena i Zełenskiego. Tymczasem najciekawszy fragment tego listu dotyczy… Chin.

Trump wprost mówi, że jego warunkiem jest wprowadzenie przez NATO 50–100% ceł na Chiny – nie na stałe, ale „do czasu zakończenia wojny w Ukrainie”. To jest rewolucyjne. To już nie jest tylko kwestia moralnego sprzeciwu wobec Putina, ale próba zbudowania globalnej presji na Pekin, który – zdaniem Trumpa – trzyma Kreml w garści. Innymi słowy, Trump proponuje, by Europa założyła finansowy kaganiec Chinom, które dziś są kluczowym partnerem handlowym UE.

Nie sposób nie zauważyć, że dla wielu europejskich stolic to pomysł niemal równie groźny, jak wojna u bram

Berlin, Paryż czy Rzym doskonale wiedzą, jak bardzo ich przemysł uzależniony jest od tanich komponentów i rynku zbytu w Państwie Środka. Nawet Warszawa, choć retorycznie antychińska, chętnie korzysta z chińskich dostaw w ramach inicjatywy Pasa i Szlaku.

Trump idzie jeszcze dalej – sugeruje, że bez takiej wojny handlowej z Chinami nie ma sensu w ogóle rozmawiać o eskalacji sankcji wobec Rosji. „I am ready to go when you are. Just say when” – pisze, jakby stawiał warunek w negocjacjach biznesowych, a nie w sprawie globalnego konfliktu zbrojnego. To szantaż? Może. Ale to także realpolitik w najczystszej postaci. Trump rozumie, że cła na Chiny to narzędzie, które może wstrząsnąć równowagą sił na Kremlu bardziej niż kolejny pakiet sankcji na rosyjskie banki czy oligarchów.

Europejscy komentatorzy woleliby jednak o tym nie dyskutować

Łatwiej narzekać, że Trump znów „kłóci się z sojusznikami”, niż przyznać, że jego plan – choć brutalny – jest spójny i wymusza na NATO przyjęcie strategii globalnej, a nie lokalnej. Europa jest dziś w sytuacji, w której woli potępić Rosję w oświadczeniach, ale jednocześnie kupować jej surowce, i w której potrafi krytykować Chiny, ale nie odważy się podnieść im ceł o choćby 5%.

Trump rzuca wyzwanie: albo naprawdę walczycie o zakończenie wojny, albo bawicie się w moralizowanie na Twitterze, podczas gdy rosyjskie drony wciąż spadają na ukraińskie miasta. To niewygodna prawda, ale przecież z tego słynął przez całą swoją karierę – z mówienia rzeczy, których inni boją się powiedzieć na głos.

Czy Europa jest gotowa na wojnę handlową z Chinami? Odpowiedź jest prawie na pewno przecząca. Ale właśnie dlatego Trump ten list napisał. Żeby zyskać swojusznika w rywalizacji z Chinami lub obnażyć hipokryzję europejskich przywódców.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi