- Bezprawnik -
- Zagranica -
- Donald Trump zajął stanowisko w sprawie rosyjskich dronów nad Polską
Donald Trump zajął stanowisko w sprawie rosyjskich dronów nad Polską
Rosyjskie drony wlatują w polską przestrzeń powietrzną, a NATO wreszcie strzela. I to po raz pierwszy od początku wojny naUkrainie. W normalnych okolicznościach byłby to przełom: twardy sygnał, że Sojusz nie pozwoli sobie na bezkarne prowokacje.
Ale nie, świat znowu patrzy na Donalda Trumpa, który zamiast przywódczego komunikatu wrzuca na Truth Social pytanie retoryczne: „What’s with Russia violating Poland’s airspace with drones? Here we go!”. CNN nieprzypadkowo zauważyło, że ton prezydenta był raczej zblazowany niż alarmistyczny.
Czyli mamy sytuację, w której polskie i holenderskie myśliwce strącają rosyjskie maszyny, Francuzi i Brytyjczycy dzwonią z deklaracjami wsparcia, a amerykański przywódca zachowuje się jak komentator sportowy przed meczem. „Here we go” – tylko że to nie Fabrizio Romano ogłaszający Krzysztofa Piątka w Trabzonsporze, ale realna eskalacja wojny na granicy NATO.
Polska prosi, Trump kiwa głową
Prezydent Karol Nawrocki natychmiast rozmawia z Trumpem. Warszawa chce przyspieszenia dostaw F-35, powrotu amerykańskich baterii Patriot na granicę i jasnych deklaracji o sankcjach wobec Moskwy. W zamian dostaje kolejne „będziemy z wami”. Owszem, Trump mówi, że „Polska zawsze może liczyć na USA” i że „żołnierze zostaną w Polsce”. Ale czy ktokolwiek jeszcze wierzy w jego obietnice składane z taką lekkością?
Bo jeśli spojrzeć na fakty – jak przypomina CNN – Trump do tej pory nie zrobił praktycznie nic, by realnie podnieść koszt rosyjskiej agresji. Poza drobnym ciosem w Indie, które handlują z Moskwą, sankcji jak nie było, tak nie ma. Europa przygotowała gotowy pakiet, Polska domaga się twardej reakcji, a Waszyngton ogranicza się do dyskusji o taryfach wobec Chin i Indii.
NATO wreszcie odpala broń
Nie ma co ukrywać – decyzja o zestrzeleniu dronów to ważny moment. Po miesiącach powtarzania, że NATO „będzie reagować”, wreszcie słowa przeszły w czyny, ale i stopień agresji był bezprecedensowy. Problem w tym, że wizerunkowo całą inicjatywę przykrył Trump swoim lakonicznym wpisem. To groteskowa sytuacja: Sojusz wykonuje najpoważniejszy ruch od 2022 roku, a opinia publiczna bardziej analizuje memiczny ton prezydenta USA niż fakt, że polscy, holenderscy czy włoscy piloci musieli dziś w nocy realnie bronić granicy.
Gra na czas czy świadome lawirowanie?
Trump twierdzi, że chce zakończyć wojnę, bo „tylko on potrafi”. Tyle że od spotkania z Putinem na Alasce minęło prawie miesiąc i nic się nie zmieniło – poza tym, że Kreml jest coraz bardziej bezczelny. Jeśli prezydent Stanów Zjednoczonych reaguje na takie prowokacje półuśmiechem, to trudno się dziwić, że w Warszawie rośnie poczucie, że zostaliśmy na linii frontu sami.
Polska potrzebuje twardych gwarancji, a nie twitterowych bon motów. Patriot w Rzeszowie obsługiwany przez Niemców i obietnice, że F-35 „może przyjdą szybciej”, to za mało, gdy rosyjskie drony już wlatują w nasze niebo.
zobacz więcej:
