Dzicy lokatorzy wymieniają zamki i okupują mieszkania. Prawo jest bezsilne

Gorące tematy Nieruchomości dołącz do dyskusji (124) 23.07.2018
Dzicy lokatorzy wymieniają zamki i okupują mieszkania. Prawo jest bezsilne

Udostępnij

Joanna Buchwałd-Musińska

Co zrobić kiedy dzicy lokatorzy wymieniają zamki i okupują mieszkania? Z problemem od lat mierzy się Lublin. I choć litera prawa jasno stanowi, że naruszenie miru domowego jest przestępstwem, policja jest właściwie bezsilna.

Epidemia dzikich lokatorów w Lublinie

Problem dotyczy mieszkań komunalnych, których – jak powszechnie wiadomo – brakuje w całym kraju. Okazuje się, że Lublin od lat toczy batalie o mieszkania z dzikimi lokatorami. Choć brzmi to absurdalnie, miasto nie radzi sobie z lokatorami, którzy bez pozwolenia zamieszkują w lokalach komunalnych. Jest to o tyle uciążliwe, że w Lublinie na mieszkanie od gminy czeka się średnio 7 lat, a możliwość otrzymania go wiąże się dodatkowo z surowymi wymogami finansowymi. Dzicy lokatorzy nie obawiają się jednak konsekwencji. Nic dziwnego, w praktyce są one właściwie znikome.

Dzicy lokatorzy wymieniają zamki i mieszkają jak u siebie

Scenariusz jest zwykle podobny: ekipa remontowa przygotowuje nieruchomość dla nowych lokatorów. Po zakończeniu prac, „zainteresowani” czekają aż robotnicy opuszczą mieszkanie. Następnie dzicy lokatorzy wymieniają zamki i bezprawnie zajmują lokal przeznaczony dla innej rodziny. W głowach wielu rodaków od lat pokutuje przekonanie, że komunalne – państwowe – jest niczyje, więc nikomu się krzywda nie dzieje. Innego zdania są jednak rodziny oczekujące na przydział lokalu od miasta.

Nie ma umowy, nie ma czynszu

Z przyczyn oczywistych brak podstaw prawnych, by dzikim lokatorom naliczać opłaty za zajmowanie nieruchomości. Miasto korzysta natomiast z możliwości naliczania odszkodowania za „bezumowne korzystanie z lokalu”. Wysokość odszkodowania równa się opłacie czynszowej. Odszkodowania wpływają jednak tylko z 20% bezprawnie zajętych lokali komunalnych. W samym Lublinie problem dotyczy około 250 mieszkań.

Dzicy lokatorzy wymieniają zamki w mieszkaniach komunalnych bez oporów, bo doskonale zdają sobie sprawę z tego, że w świetle prawa są lepiej chronieni niż prawni właściciele nieruchomości. W tej chwili problemu nie stanowią nawet media. Do podłączenia prądu nie zawsze jest konieczne posiadanie dokumentu potwierdzającego prawo do zamieszkiwania w danym lokalu. W dobie łączności bezprzewodowej lokatorzy mogą de facto funkcjonować bardzo komfortowo. Eksmisja dzikich lokatorów może być przeprowadzona tylko przez komornika, na mocy wyroku sądu. Sama procedura jest uciążliwa i kosztowna. Według internautów, najlepszym sposobem na niechcianych lokatorów jest regularne uprzykrzanie im życia. Trudno jednak, by po podobne środki miała sięgać gmina.

Niska szkodliwość społeczna czynu

Zgodnie z Art. 193 Kodeksu karnego:

„Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”

Zapis ten nie odstrasza jednak dzikich lokatorów. Mimo, że każde bezprawne zajęcie mieszkania komunalnego zgłaszane jest policji, problemu nie udaje się rozwiązać. Okazuje się bowiem, że większość zgłaszanych spraw jest umarzana, ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu. Co zatem zrobić z dzikimi lokatorami? Jedynym legalnym sposobem jest eksmisja. Paradoks polega jednak na tym, że aby eksmitować lokatorów z jednego lokalu, należy zapewnić im inny. Zatem eksmitując dzikiego lokatora z mieszkania komunalnego, gmina musi zapewnić mu co najmniej lokal tymczasowy. Na te, niestety, najczęściej nie ma pieniędzy, podobnie jak ja mieszkania socjalne i komunalne. Nie ma lokalu tymczasowego, nie ma eksmisji i koło się zamyka. Jest to konsekwencja konstrukcji polskiego prawa.

Prawo chroni lokatorów

Trudno oczekiwać, by cokolwiek miało się zmienić na lepsze, jeśli wg klasyfikacji polskiego prawa włamanie z zajęciem to niska szkodliwość społeczna czynu. Sytuację zarządców nieruchomości utrudnił również zakaz eksmisji do noclegowni i schronisk. Dzicy lokatorzy wymieniają zamki i zajmują na wiele lat mieszkania komunalne, bo w obecnym kształcie polskie prawo znacznie lepiej zabezpiecza interesy lokatorów. Istnieje również stanowisko, że gminom zwyczajnie nie opłaca się eksmitować uciążliwych lokatorów. Dopóki zmianom nie ulegnie obowiązujący porządek prawny, jedynym legalnym sposobem na odzyskanie nieruchomości będzie postępowanie sądowe i sporo cierpliwości.