Minister Gowin planuje oszczędzać na kształceniu przyszłych prawników. Czy prawo powinno oberwać na równi z kierunkami humanistycznymi?

Codzienne dołącz do dyskusji (47) 10.01.2019
Minister Gowin planuje oszczędzać na kształceniu przyszłych prawników. Czy prawo powinno oberwać na równi z kierunkami humanistycznymi?

Udostępnij

Aleksander Serwiński

Finansowanie studiów prawniczych prawdopodobnie będzie na najniższym z przewidzianych poziomów. W rozporządzeniu MNiSW wyróżniono sześć głównych (od 1 do 6) z punktami-połówkami pomiędzy. Jednym z założeń reformy Gowina jest uzależnienie stopnia finansowania danego kierunku studiów od jego kosztochłonności. W środowisku praw1niczym już pojawiają się głosy, że wpłynie to negatywnie na jakość kształcenia, a w części przypadków może doprowadzić do likwidacji kierunku.

Skierowany 26 listopada do konsultacji projekt rozporządzenia o wdzięcznej nazwie:

ROZPORZĄDZENIE MINISTRA NAUKI I SZKOLNICTWA WYŻSZEGO, z dnia 13 grudnia 2018 r.
w sprawie sposobu podziału środków finansowych na utrzymanie i rozwój potencjału dydaktycznego oraz potencjału badawczego znajdujących się w dyspozycji ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego i nauki oraz na zadania związane z utrzymaniem powietrznych statków szkolnych i specjalistycznych ośrodków szkoleniowych kadr powietrznych.

Zakłada podział studiów pod kątem kosztochłonności na sześć głównych kategorii. W najniższej, opisanej numerem jeden, znalazła się min. teologia, językoznawstwo, religioznawstwo, kulturoznawstwo i filozofia. Natomiast w kategorii 1,5 znalazły się kierunki takie jak politologia, administracja, nauki o komunikacji społecznej czy medioznawstwo. Co w obu przypadkach jest wyznacznikiem i definiuje „kosztochłonność” danego kierunku?

Na jakiej podstawie określono finansowanie studiów prawniczych?

Sposoby obliczania poszczególnych elementów składowych, od których zależy późniejsze finansowanie, są niezwykle skomplikowane. Rozporządzenie uzależnia finansowanie uczelni i poszczególnych kierunków od dziesiątek zmiennych, które razem ze wzorami zajmują kilkanaście stron.

Przykładowo jednym ze wskaźników, na podstawie których oblicza się dotacje dla uczelni, jest potencjał naukowy. Oblicza się go na podstawie średniej ważonej – wagą danego kierunku jest jego kategoria (A+, A, B+, B, C), gdzie najwyższy mnożnik otrzymają te z najlepszą kategorią. Przykładowo każdy kierunek zakwalifikowany na A+ będzie pomnożony razy 1,75, ten z B – już razy 1. Kierunki z kategorią C mają już mnożnik zero, dlatego ich wartość nie zwiększy licznika, za to będzie doliczona w mianowniku.

Reforma edukacji wyższej najwyraźniej musi opierać się o złożone i skomplikowane modele matematyczne. No dobrze, ale wciąż mówimy tutaj o jednym wskaźniku. Gdzie zatem pojawia się wspomniana już na wstępie kosztochłonność? Jest to jeden z parametrów dość pokaźnego wzoru:

Ustalenie tego wskaźnika na najniższym poziomie nie zwiększa sumy otrzymanej dotacji (jest mnożony razy liczbę studentów). Oczywiście to tylko jedna z bardzo wielu składowych, które widzimy na prezentowanym powyżej wzorze, niemniej dość istotna. Sam wskaźnik Si ukazany na powyższym obrazku, również jest tylko jedną ze składowych, na podstawie których oblicza się finansowanie danej uczelni – to tzw. Składnik Studencki.

To tylko konsultacje

Warto jednak zaznaczyć, że projekt jest wciąż w fazie konsultacji. Oznacza to, że wszystko, łącznie z zawiłą metodologią „wartościowania” kierunków, może jeszcze ulec zmianie. Od początku głośno mówi się o niechęci ministra Gowina do kierunków humanistycznych i tym, że ucierpią ich finanse. Cóż, zainteresowane kadry poszczególnych kierunków wciąż mają czas, by spróbować wpłynąć na kształt ostatecznej decyzji.