Ale W realnym obrocie to jednak nie jest tylko narzędzie do optymalizacji podatkowej - to podmiot, który musi przechodzić przez banki, notariuszy, kontrahentów, procedury compliance (weryfikacja, kto jest kim, kto reprezentuje, jaki jest status). A w tych procesach liczą się dokumenty z rejestru.
Problem polega na tym, że rejestr fundacji rodzinnych jest prowadzony przez jeden sąd - Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim - i dotychczas zdalny dostęp do danych był ograniczony
Innymi słowy: nie da się tego normalnie sprawdzić przez internet, jak w KRS czy i CEIDG, co dla rynku lub choćby zwykłych ciekawskich jest zwyczajnie niewygodne.
W tym kontekście konsultowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt zmian w rozporządzeniu dotyczącym rejestru fundacji rodzinnych wygląda jak długo oczekiwane „odblokowanie podstaw”. Zgodnie z kierunkiem nowelizacji ma być możliwe pobieranie elektronicznie informacji i zaświadczeń odpowiadających aktualnemu odpisowi z rejestru - samodzielnie, bez biegania po papier. Rzeczniczka MŚP Agnieszka Majewska ocenia to pozytywnie, bo skraca obieg informacji i ułatwia życie w typowych, codziennych sprawach biznesowych.
Dodatkowo planowane jest udostępnienie wyszukiwarki fundacji rodzinnych na stronie internetowej sądu w Piotrkowie Trybunalskim. To może brzmieć banalnie, ale wyszukiwarka w praktyce robi różnicę: pozwala szybko ustalić, czy dany podmiot w ogóle istnieje w tej formie, a to bywa pierwszym krokiem w due diligence (weryfikacji przed transakcją), zanim ktokolwiek zacznie przerzucać się mailami z prośbami o „podsyłanie papierów”.
Tyle że w tym projekcie jest też klasyczny polski „haczyk na modernizację”: dokumenty mają „odpowiadać treści odpisu”, ale - jak zwraca uwagę Rzeczniczka MŚP - w praktyce przedsiębiorcy oczekują dalej idących ułatwień.
Jeśli bank, leasingodawca albo duży kontrahent ma procedurę, która wymaga odpisu „wprost”, a nie „informacji odpowiadającej odpisowi”, to przedsiębiorca i tak może wpaść w tryb administracyjny - z czasem oczekiwania, niepewnością i kosztami transakcyjnymi. A to właśnie w takich drobiazgach zamienia się „cyfryzacja” w prawdziwy hamulec obrotu.
Stąd najważniejszy postulat, który wraca jak bumerang: włączenie rejestru fundacji rodzinnych do Krajowego Rejestru Sądowego oraz pełna samoobsługa pobierania odpisów, bez konieczności składania formalnych wniosków.
To byłaby zmiana jakościowa, bo KRS ma już infrastrukturę, standard dostępu i przyzwyczajenia użytkowników rynku
Dla przedsiębiorców to oznacza mniej tarcia w transakcjach, szybciej załatwiane formalności, mniej sytuacji, w których ktoś „musi poczekać, bo dokument jeszcze nie doszedł”.
Ten wątek ma jeszcze drugie dno. Cyfryzacja nie jest tylko wygodą, ale też sposobem na ograniczenie „wąskich gardeł” państwa. Jeśli rośnie liczba fundacji rodzinnych, rośnie też liczba sytuacji, w których ktoś musi szybko sprawdzić wpisy, reprezentację czy zmiany w organach. W modelu „jeden sąd - jedna ścieżka” nawet najlepsze intencje kończą się kolejkami i frustracją. W modelu zintegrowanym z KRS rynek działa szybciej, a państwo nie musi co chwilę tłumaczyć, że „system nie pozwala”.
Jest jednak i ryzyko, o którym w Polsce lubimy rozmawiać dopiero wtedy, gdy już jest po fakcie: większa dostępność danych to również większa ekspozycja. Fundacje rodzinne są dla wielu rodzin narzędziem porządkowania majątku i prywatności. Jeśli rejestr stanie się łatwo przeszukiwalny, pojawi się presja, by precyzyjnie określić, co i w jakim zakresie ma być publiczne oraz jak chronić dane, które nie powinny krążyć po sieci jak „darmowa wiedza dla wszystkich”. To temat, którego nie załatwia się jedną wyszukiwarką, tu potrzebne są jasne granice i konsekwencja legislacyjna. Może także opinia UODO.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj