1. Home -
  2. Prywatność i bezpieczeństwo -
  3. Zaczyna się. iPhone pyta pierwsze osoby o dowód osobisty. Alternatywą okrojona wersja systemu

Zaczyna się. iPhone pyta pierwsze osoby o dowód osobisty. Alternatywą okrojona wersja systemu

iPhone zapyta o dowód. Apple zaczyna weryfikować wiek użytkowników w Wielkiej Brytanii, a dorosłym, którzy nie pokażą dokumentu, ograniczy dostęp do treści.

Przez lata korzystanie z własnego telefonu nie wymagało legitymowania się przed nikim. Kupowało się urządzenie, konfigurowało konto i reszta zależała wyłącznie od użytkownika. Ten model właśnie zaczyna się kruszyć. Apple ogłosił, że po najbliższej aktualizacji systemu iOS w Wielkiej Brytanii część posiadaczy iPhone'ów i iPadów zostanie poproszona o potwierdzenie, że ukończyli 18 lat. Kto tego nie zrobi, otrzyma okrojoną wersję systemu z włączonymi filtrami treści. Formalnie telefon nadal należy do właściciela. Praktycznie to producent decyduje, ile wolno na nim robić.

Karta płatnicza albo skan dokumentu jako przepustka do pełni funkcji

Mechanizm weryfikacji ma opierać się na kilku ścieżkach. Użytkownik może potwierdzić wiek za pomocą karty płatniczej, skanu dokumentu tożsamości albo danych, które Apple już posiada — historii konta, stażu użytkowania czy zapisanych metod płatności. Brzmi znajomo, bo podobne rozwiązania od dawna funkcjonują w serwisach hazardowych i na platformach z treściami dla dorosłych. Różnica polega na tym, że tym razem weryfikacja nie dotyczy konkretnej strony internetowej, lecz systemu operacyjnego całego urządzenia.

Kto odmówi procedury lub po prostu ją zignoruje, trafi do cyfrowej kategorii „nieokreślony wiekowo", co w praktyce oznacza traktowanie jak osobę niepełnoletnią. System automatycznie włączy filtry blokujące dostęp do części usług i treści. Warto zwrócić uwagę, że nie chodzi tu o pornografię ani o ciemne zakamarki internetu. Ograniczenia mogą dotyczyć znacznie szerszego spektrum funkcji, bo granica między „treściami dla dorosłych" a zwykłym korzystaniem z urządzenia bywa niezwykle płynna.

Ofcom chwali, organizacje prywatności alarmują

Brytyjski regulator telekomunikacyjny Ofcom przyjął decyzję Apple z entuzjazmem, określając ją jako zwycięstwo dzieci i rodzin. Z perspektywy regulatora to idealna sytuacja — duża firma technologiczna sama wdraża mechanizmy kontrolne, które wpisują się w kierunek wyznaczany przez ochronę nieletnich w sieci. Politycznie hasło „bezpieczeństwo dzieci" sprzedaje się znakomicie i żaden podmiot nie chce być kojarzony z ignorowaniem problemu.

Z drugiej strony medalu stoją organizacje zajmujące się prawem do prywatności. Ich obawy wcale nie wynikają z chęci ukrywania czegokolwiek. Chodzi o znacznie poważniejszą kwestię: każde kolejne rozwiązanie tego typu normalizuje świat, w którym anonimowość przestaje być domyślnym stanem rzeczy, a zaczyna wyglądać jak przywilej wymagający uzasadnienia. Jeśli raz zaakceptujemy, że urządzenie osobiste może żądać od właściciela dowodu tożsamości w zamian za dostęp do legalnych treści, wyznaczenie granicy dla kolejnych tego typu wymogów stanie się praktycznie niemożliwe.

Weryfikacja schodzi z poziomu platform na poziom systemów operacyjnych

Do tej pory debata o kontroli wieku w internecie toczyła się głównie wokół konkretnych serwisów. W Wielkiej Brytanii od lat próbowano wdrożyć obowiązkową weryfikację wieku przez mObywatela — a raczej jej brytyjski odpowiednik — na stronach z pornografią. Także w Unii Europejskiej przygotowywana jest aplikacja do weryfikacji wieku, która ma objąć media społecznościowe i inne platformy. W Polsce rząd pracuje nad ustawą o ochronie małoletnich przed treściami szkodliwymi. To wszystko dotyczyło jednak warstwy aplikacji i serwisów.

Decyzja Apple przenosi tę logikę o poziom niżej — do systemu operacyjnego i samego urządzenia. To jakościowa zmiana. Gdy konkretna strona internetowa prosi o potwierdzenie wieku, użytkownik może wybrać inną stronę. Gdy prosi o to producent telefonu na poziomie systemu, alternatywy w zasadzie nie ma. Albo okazujesz dokument, albo korzystasz z okrojonej wersji urządzenia, za które zapłaciłeś pełną cenę.

Korporacyjna ostrożność czy wyznaczanie nowego standardu?

Apple zapewne traktuje tę decyzję jako biznesowy pragmatyzm. Brytyjskie regulacje zmierzają w jednoznacznym kierunku, a korporacja z Cupertino woli wyprzedzić wymogi prawne, niż potem w pośpiechu się do nich dostosowywać. Problem polega na tym, że Apple ze swoją pozycją rynkową nie tyle dostosowuje się do standardu, co go tworzy. Gdy największa firma technologiczna świata wbudowuje kontrolę tożsamości w system operacyjny, reszta branży dostaje gotowy wzorzec do skopiowania.

Warto przy tym pamiętać, że firma z Cupertino nie jest monolitem etycznym w kwestiach prywatności. Mit Apple jako strażnika danych osobowych upadł mit prywatności o urządzeniach Apple dość spektakularnie w momencie, gdy okazało się, że Siri nagrywała rozmowy użytkowników i przekazywała je dalej. Ugoda za 95 milionów dolarów to nie był gest dobrej woli, lecz przyznanie się — choć nie wprost — że deklaracje o „prywatności jako wartości domyślnej" nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości.

Co to oznacza w kontekście europejskim i polskim?

Wielka Brytania bywa swoistym laboratorium regulacji cyfrowych, a rozwiązania tam testowane z czasem trafiają do legislacji unijnej. Projekt europejskiej tożsamości cyfrowej jest już na zaawansowanym etapie prac i zakłada stworzenie uniwersalnego narzędzia do potwierdzania tożsamości w sieci. Nietrudno sobie wyobrazić, że połączenie takiego narzędzia z wymogami weryfikacji wieku na poziomie urządzeń stworzy infrastrukturę, w której każde wejście do internetu będzie wymagało okazania cyfrowego dowodu osobistego.

Z perspektywy prawnej kluczowe pozostaje pytanie o proporcjonalność środków. RODO jasno mówi o zasadzie minimalizacji danych — przetwarzanie informacji osobowych powinno być ograniczone do tego, co niezbędne. Czy skanowanie dokumentu tożsamości w celu odblokowania pełnych funkcji telefonu mieści się w tej zasadzie? To pytanie, na które europejscy regulatorzy będą musieli odpowiedzieć wcześniej niż później.

Bezpieczeństwo dzieci czy przyzwyczajanie dorosłych do kontroli?

Nikt rozsądny nie kwestionuje potrzeby ochrony najmłodszych użytkowników internetu. Statystyki dotyczące kontaktu dzieci z nieodpowiednimi treściami są alarmujące, a dotychczasowe mechanizmy oparte na deklaracji „mam 18 lat" okazały się fikcją. Ale odpowiedź na realne zagrożenie nie może polegać na budowaniu systemu, w którym każdy dorosły domyślnie traktowany jest jak potencjalne dziecko, dopóki nie udowodni, że nim nie jest.

Bo jeśli dziś chodzi o „pewne usługi", jutro może chodzić o kolejne kategorie aplikacji, treści albo funkcji. Dziś trzeba pokazać kartę płatniczą. Jutro być może skan twarzy. Pojutrze numer ubezpieczenia społecznego. Każdy kolejny krok będzie łatwiejszy do zaakceptowania, bo przecież poprzedni już zaakceptowaliśmy. I właśnie na tym polega mechanizm normalizacji — nie na jednorazowym skoku, lecz na serii drobnych przesunięć, z których każde z osobna wydaje się uzasadnione.

Stawką nie jest już tylko kwestia tego, czy Apple dobrze robi, czy źle. Stawką jest kierunek, w którym zmierza cała branża technologiczna. A ten kierunek prowadzi ku światu, w którym korzystanie z własnego urządzenia w pełni funkcji będzie przywilejem, nie standardem. I to jest coś, nad czym warto się poważnie zastanowić, zanim kolejna aktualizacja systemu poprosi o skan dowodu osobistego.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi