Czy czeka nas kara za korzystanie z otwartej mimo restrykcji siłowni? Konsekwencje grożą głównie właścicielowi. Ale czy tylko jemu?

Prawo dołącz do dyskusji (32) 02.02.2021
Czy czeka nas kara za korzystanie z otwartej mimo restrykcji siłowni? Konsekwencje grożą głównie właścicielowi. Ale czy tylko jemu?

Maciej Bąk

Wraz z początkiem lutego, pomimo rządowych restrykcji, otworzyły się w całej Polsce setki siłowni. Zbuntowana branża fitness nie chce czekać na odgórne decyzje, bo – jak mówią jej przedstawiciele – pomoc państwa jest dalece niewystarczająca. Rodzi się jednak pytanie: czy czeka nas kara za pójście na siłownię? Jak to ostatnio w polskim prawie bywa, odpowiedź znów zmierza w niebezpiecznym kierunku „to zależy”.

Kara za pójście na siłownię – czy może nas spotkać?

Siłownie otwarte od 1 lutego przyjmują gości w reżimie sanitarnym ustalonym jeszcze przed niemal całkowitym zamknięciem kraju, nazywanym „narodową kwarantanną”. Jest więc limit jednej osoby na każde 12 metrów kwadratowych danego klubu fitness, konieczna dezynfekcja rąk przy wejściu, jest też obowiązek zakrywania ust i nosa z wyłączeniem czasu aktywności fizycznej. To wszystko jednak zasady, które według rządowych rozporządzeń w tej chwili i tak nie mają prawa obowiązywać (a dokładniej: obowiązują tylko sportowców zawodowych, do których nie należą osoby spontanicznie zapisane do związku przeciągania liny).

Właściciele otwartych siłowni biorą więc na siebie ryzyko związane z prowadzeniem działalności pomimo zakazu. Muszą więc liczyć się z wizytą policji i kontrolerów Sanepidu. A to może się skończyć karą administracyjną w wysokości do 30 tysięcy złotych. Służby sanitarne mogą też w niektórych przypadkach wydać decyzję o natychmiastowym zamknięciu lokalu, z rygorem natychmiastowej wykonalności. W skrajnych przypadkach o sprawie zawiadamiana jest prokuratura. Jak pewnie już wszyscy wiecie, październikowy wyrok WSA w sprawie kary administracyjnej pokazuje, że przedsiębiorca jest w stanie uniknąć kary za złamanie zakazu. Bo jest on ujęty nie w ustawie (jak wskazuje Konstytucja RP), a jedynie w rozporządzeniu. Natomiast co dzieje się w takiej sytuacji z klientem?

Kara za pójście na siłownię – sprzeczność przepisów

Na pewno klient takiego lokalu nie ponosi solidarnej odpowiedzialności z jego właścicielem za działanie pomimo obostrzeń. Tu sprawa jest jasna. Natomiast teoretycznie gość takiej siłowni może zostać ukarany grzywną za łamanie obostrzeń epidemicznych. Od listopada obowiązuje bowiem przepis artykułu 116, paragraf 1a Kodeksu wykroczeń. Mówi on, że „kto nie przestrzega zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków określonych w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, podlega karze grzywny albo karze nagany”. Treść tego przepisu daje policjantowi możliwość nałożenia mandatu na klienta korzystającego z usług na przykład otwartej siłowni. Ale…

…wiele zależy tu od tego czy dana osoba faktycznie łamie obostrzenia. Jeśli bowiem interweniujący policjanci zobaczą ludzi zachowujących od siebie dystans, a – w przypadku bliższych interakcji – noszących maseczki, nie będą mieli podstaw do nałożenia kary. Nie można bowiem nałożyć mandatu za bycie klientem przedsiębiorcy działającego pomimo zakazu. Bo, jak pisaliśmy wyżej, to on bierze na siebie odpowiedzialność za prowadzoną przez siebie działalność. I to jego będzie dotyczyć ewentualna kara na podstawie notatki policji. Zresztą widać to po dotychczasowej praktyce – na przykład po policyjnych interwencjach w otwartych restauracjach klienci byli jedynie legitymowani, a karę nakładano tylko na właściciela.

Kara za pójście na siłownię – możliwe skutki uboczne

Warto natomiast pamiętać o problemie, który może się pojawić jeśli rozpoczną się masowe kontrole siłowni. Może się bowiem okazać, że te obiekty zostaną ze skutkiem natychmiastowym zamknięte. A to oznacza, że na przykład świeżo rozpoczęte (i opłacone, często za niemałe pieniądze) członkostwo straci rację bytu. Zatem ryzykujemy zapisując się na siłownię pod tym kątem, że w każdej chwili może ona po prostu zamknąć swoje drzwi. No i oczywiście pozostaje jeszcze zwykły osobisty komfort. Wizyta policji i Sanepidu podczas treningu nie będzie zapewne należeć do rzeczy przyjemnych.

Jak widzicie, sytuacja prawna związana z korzystaniem z otwartych pomimo zakazu siłowni jest zakręcona. Wszystko przez legislacyjny grzech pierworodny popełniony przez rząd. Obostrzenia są bowiem nakładane na podstawie rozporządzeń, które z konstytucyjnej natury rzeczy nie mają prawa ograniczać działalności gospodarczej. Dlatego niezależnie od, z całą pewnością słusznych, argumentów o ochronie Polaków przed koronawirusem, prawo zostawia ogromną furtkę do prowadzenia działalności niezależnie od tego, co powiedzą rządzący.

32 odpowiedzi na “Czy czeka nas kara za korzystanie z otwartej mimo restrykcji siłowni? Konsekwencje grożą głównie właścicielowi. Ale czy tylko jemu?”

  1. Otworzyły się raczej te małe osiedlowe siłownie, gdzie klient płaci za godzinę gotówką, a nie sieciówki, które nie mogą sobie pozwolić na kłopoty wizerunkowe, a jednocześnie mają z czego żyć, bo wspomoże je zagraniczna centrala.

    • Można sprawdzić co jest otwarte na stronie Polskiej Federacji Fitness. Tam pewnie są większe podmioty, które opłacają składkę, która idzie na promocję akcji i pomoc prawników. Czy oprócz tego otworzą się małe osiedlowe siłownie? Pewnie tak, bo te mają największy problem żeby przetrwać lockdown.

        • W sumie na tej samej zasadzie działają zapewne lokale na Podhalu. Patrząc na mapę wolnego biznesu, wydaje się, że góralskie Veto miało zerowy odzew. A tymczasem sporo lokali się otworzyło, tylko nie szukają dodatkowego rozgłosu. Raz że klientów i tak jest na pęczki, a dwa – może w obawie przed konsekwencjami prawnymi, bo taka mapa to tylko ułatwienie dla urzędników.

  2. Przede wszystkim nie można zakazać prowadzenia działalności gospodarczej bez stanu wyjątkowego. Nie zmienią tego płacze covidian. EOT.

    • Jeżeli już brniemy tylko w Konstytucję i prawo i abstrahujemy się od sytuacji panującej poza Konstytucją, to wg obecnej Konstytucji zakazywać działalności gospodarczej nie wolno pod żadnym pozorem, można jedynie ją ograniczać ustawą proporcjonalnie i minimalnie możliwie (art. 22 i art. 31 ust. 3 Konstytucji).

      Pytanie może jedynie powstać (na razie teoretyczne, bo nie ma stanu wyjątkowego), czy jeżeli podczas stanu nadzwyczajnego ograniczenia gospodarcze, na które przyzwala Konstytucja, obiektywnie nie wystarczają do skutecznego przeciwdziałania epidemii, co do którego państwo ma obowiązek wynikający z art. 68 ust. 4 Konstytucji i rząd wykaże, że wyczerpał wszelkie możliwe środki, które były w jego dyspozycji oraz istnieje uzasadnione podejrzenie, że dalsze prowadzenie działalności gospodarczej znacząco utrudni wykonywanie tego (i prawdopodobnie innych obowiązków) rządu oraz że jej zakazanie będzie stanowiło niezbędny środek do wykonania tego obowiązku, to czy można w tym przypadku zakazać działalności gospodarczej, powołując się na obowiązek z art. 68 ust. 4 Konstytucji. To w idealnym świecie. I tu będzie musialo się ustosunkować TK i proszę nie wrzeszczeć: „Oczywiście, że tak, mamy jedynie prawo prowadzić działalność gospodarczą, ale rząd musi to robić” albo „Wolność gospodarcza ponad wszystko”, bo to kwestia prawnie niezdecydowana.

      Oczywiście o rozporządzeniu milczę, bo to jest akurat rażące bezprawie.

      W praktyce podejrzewam, że 2021 r. będzie widział jeszcze sporo na tej płaszczyźnie naruszenia prawa i to nie tylko w Polsce, co jednak niekoniecznie będzie z perspektywy czasu oznaczało, że ono było nawet złe, jeśli zestawić efekty niewprowadzenia ograniczenia. A walka z epidemią to najpierw problem nauki, a później dopiero prawa, bo prawem epidemii nie rozwiążesz, ale nauką już tak. Byle tylko to się nie działo w sposób tak rażący i jednocześnie żeby była dobra komunikacja o powodach takich a nie innych obostrzeń.

      • Legalizm to coś, czego covidianie nie rozumieją. Daruj sobie swoje wypociny, bo byłeś wielokrotnie wyjaśniany. Na razie walka z epidemią to dziesiątki tysięcy dodatkowych zgonów z powodu likwidacji opieki zdrowotnej. Oto efekty. Pandemii nie zwalczono, więc skończ pierdolić.

        • Na razie walka z epidemią to dziesiątki tysięcy dodatkowych zgonów z powodu likwidacji opieki zdrowotnej.

          Ciekaw jestem ilości ofiar, która byłaby, gdyby nie przejmowano się COVIDem.

          Pandemii nie zwalczono, więc skończ pierdolić.

          Przypomnę, że hiszpanka krążyła po świecie w latach 1918-20, a zatem dwa lata i takich osób jak Ty nie brakowało w tamtych czasach. (Że trzeba leczyć każdego a nie tylko osoby chore na hiszpankę). Jak również wściekłych przedsiębiorców np. w Nowym Jorku, którym nakazywano zamykać swoje biznesy.
          Nie należy się spodziewać (jak się zresztą przekonaliśmy), że samym DDM i lockdownami można chorobę wytrzebić, ale powstrzymywać jej rozprzestrzenianie jak najbardziej dało się.
          (Jak zaczniesz mówić o „nieskuteczności obostrzeń”, postaw na inną szalę ich brak i pewnie zobaczymy krzywą wykładniczą albo przynajmniej paraboliczną. Kiedy to można być pewnym, że leczenia chorób innych niż COVID nie będzie).

  3. Domagam się większej ilości Lapończyków na zdjęciach ilustracyjnych. Więcej inkluzywności. Nie bądźcie takimi ksenofobami niezdolnymi wyjść mentalnie poza perspektywę społeczeństwa amerykańskiego.

  4. I znowu czarny w zdjęciu tytułowym piszącym o, przecież nie zagranicznych tylko polskich, siłowniach i klubach fitness…
    Ale żenada ;p

  5. Na szczęście psy pilnuja teraz żoliborskiego konusa i biją kobiety, nie mają czasu lepić mandatów po siłowniach

  6. System prawa w Polsce wg. obecnej władzy w hierarchii ważności (na początek nieznane dotychczas akty obowiązującego prawa): obostrzenie, restrykcja, okres odpowiedzialności, apel, konferencja prasowa. Obowiązujące/znane już wczesniej akty prawne w hierarchii ważności: rozporządzenie, interpretacja ustawy, ustawa, konstytucja (ale tylko w skrajnym przypadku jak poprzednie zawiodą).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *