Koszyk Dudy miał pokazać, że wejście do strefy euro jest dla Polski nieopłacalne. Dziś pokazuje tylko wzrost cen w naszym kraju

Państwo Zakupy dołącz do dyskusji (155) 16.03.2021
Koszyk Dudy miał pokazać, że wejście do strefy euro jest dla Polski nieopłacalne. Dziś pokazuje tylko wzrost cen w naszym kraju

Rafał Chabasiński

W trakcie kampanii prezydenckiej w 2015 r. kandydat Andrzej Duda chciał udowodnić Polakom, że przyjęcie waluty euro to bardzo zły pomysł. Porównał więc ceny takich samych produktów w Polsce i na Słowacji. U naszych południowych sąsiadów rzeczywiście było drożej. Dziś jednak koszyk Dudy pokazuje jedynie wzrost cen podstawowych produktów nad Wisłą.

Pomysł z porównaniem zakupów w Polsce i na Słowacji był naprawdę sprytną kampanijną zagrywką sztabu Andrzeja Dudy

Wybory prezydenckie w 2015 r. wydają się dziś odległą przeszłością. Andrzej Duda wywalczył sobie urząd prezydenta RP pokonując Bronisława Komorowskiego. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości wraz ze swoim sztabem odwalili kawał dobrej roboty. Tamta kampania była wręcz brawurowa, wygrana Andrzeja Dudy stanowiła punkt zwrotny polskiej polityki i utorowała Zjednoczonej Prawicy drogę do sukcesu w wyborach parlamentarnych.

Jednym z pomysłów kandydata prawicy na przekonanie do swojej wizji państwa wyborców była tzw. „koszyk Dudy”. Chodziło o pokazanie wyborcom, że Polska nie powinna pod żadnym pozorem przyjmować waluty euro. Oznaczać to miało dla obywateli naszego państwa lawinowy wzrost cen. W tym celu nie wystarczyło jednak przestawić twarde dane dokumentujące doświadczenia państw naszego regionu, które zdecydowały się na zmianę waluty. Zwłaszcza, że te były przemawiały za przyjęciem euro.

Sztab Andrzeja Dudy zdecydował się na przeprowadzenie prostego eksperymentu. Sytuację tą przypomina portal Money.pl. Kandydat 27 marca zrobił zakupy określonych produktów w jednym ze sklepów sieci Biedronka w Polsce. Kupił litr oleju, dwa litry soku Rivia, 500g chleba krojonego, 30 jaj, 1 kg cukru, 1 l mleka, jajko niespodziankę, margarynę ramę i 400 g sera gouda. Zapłacił 37,02 zł. Następnego dnia do sklepu po słowackiej stronie granicy ruszyła przyszła premier Beata Szydło. Za te same produkty zapłaciła 13,29 euro – czyli około 54 ówczesnych polskich złotych.

Koszyk Dudy brzydko się zestarzał – gdyby nie promocja na jajka, to dzisiaj wyszłoby drożej niż na Słowacji

Trzeba przyznać, że koszyk Dudy mógł pobudzić wyobraźnię wyborców – nawet, jeśli niekoniecznie tak naprawdę udowadniał cokolwiek. Ekonomiści przebąkiwali, że w ten sposób trudno zmierzyć rzeczywistą zdolność nabywczą mieszkańców poszczególnych państw. Różnice w cenach i dochodach to w końcu coś normalnego.

Był to jednak przekaz prosty i zrozumiały dla przeciętnego Kowalskiego. Równocześnie pokazywał Andrzeja Dudę jako osobę energiczną, z inicjatywą i przynajmniej od czasu do czasu stąpającą twardo po ziemi jak każdy inny Polak. Cały eksperyment może jednak dzisiaj stanowić poważne obciążenie wizerunkowe dla Zjednoczonej Prawicy.

Money.pl postanowiło kupić w Biedronce koszyk Dudy dzisiaj. Te same produkty kosztują dzisiaj 48,81 zł, a więc o 32 proc. więcej. Gdyby nie promocja na jajka, dziennikarze zapłaciliby więcej, w 2015 r. Beata Szydło zapłaciła na Słowacji. Powód takiego stanu rzeczy jest dość prozaiczny – inflacja. Nominalnie nie jest w Polsce mimo wszystko zbyt wysoka, jednak przez te sześć lat uzbierało się aż o 10,03 proc. Wyliczenia Money.pl sugerują nieco wyższy wzrost cen, bo sięgający ok. 11,5 proc. Warto przy tym zauważyć, że inflacja w Polsce obecnie sięgnęła 3,5 proc. w lutym.

To znowu tylko suche dane. Na początku zeszłego roku inflacja w Polsce była wręcz rekordowa w skali całej Unii Europejskiej. Warto także pamiętać, że niedawno Polaków zastanawiał wzrost cen żywności w 2020 r. Bardzo odczuwalny przez polskie rodziny i budżety poszczególnych gospodarstw domowych. Wydaje się, że żywność drożeje nieco bardziej, niż inne kategorie produktów. Nie to jednak jedyny przykład uciążliwego wzrostu cen ostatnich miesięcy. Należałoby tutaj wskazać chociażby rosnące ceny prądu oraz opłat za wywóz śmieci, czy koniec taniej benzyny.

Tak naprawdę koszyk Dudy nigdy nie udowodnił, że po wprowadzeniu euro ceny na Słowacji zauważalnie wzrosły

Na epidemię koronawirusa nie sposób zrzucić kilku lat rosnących cen. Oczywiście, czynników jest wiele W przypadku żywności należałoby uwzględnić praktycznie coroczne susze, czy sytuację na światowych rynkach. Wzrost cen napojów słodzonych wynika wprost z wprowadzenia opłaty cukrowej – i jest efektem jak najbardziej zamierzonym przez rządzących. Za śmieci płacimy drożej, bo samorządom brakuje pieniędzy z powodu obniżenia stawki podatku dochodowego od osób fizycznych.

To, że koszyk Dudy wyraźnie podrożał od momentu przejęcia władzy przez Zjednoczonej Prawicy nie jest jakąś wyłączną winą rządzących. Nie sposób jednak nie zauważyć, że wiele decyzji podejmowanych na najwyższych szczeblach władzy miało bezpośrednie przełożenie za ceny produktów kupowanych w sklepach.

Co więcej, po latach okazało się, że antyunijna narracja prawicy była od początku oderwana od rzeczywistości. W zeszłym roku analizowaliśmy na łamach Bezprawnika to, czy Polska powinna wprowadzić euro. W przypadku innych państw naszego regionu wzrosty cen spowodowanych zmianą waluty były raczej znikome, paruprocentowe. Koszyk Dudy badano na przykładzie Słowacji – a tam wyniosły one raptem 0,1 proc. Na Litwie po przyjęciu euro ceny… spadły.

Warto podkreślić, że Polska wstępując do Unii Europejskiej zobowiązała się do przyjęcia wspólnej unijnej waluty. Traktat akcesyjny nie określa kiedy, jednak działań zmierzających w tym kierunku nie powinniśmy jako państwo odkładać na „świętego nigdy”. To nie tylko niepoważne podejście do tematu, ale także działanie niekoniecznie zgodne z interesem naszego państwa. Nie mylić z interesem klasy politycznej.