1. Home -
  2. Moto -
  3. Kupił Audi A6 w autoryzowanym salonie za 127 tys. zł. Okazało się wrakiem z Niemiec

Kupił Audi A6 w autoryzowanym salonie za 127 tys. zł. Okazało się wrakiem z Niemiec

Historia pana Piotra pokazuje, że nawet zakup samochodu w renomowanym salonie nie zawsze gwarantuje bezpieczeństwo. Mężczyzna kupił roczne Audi A6 za 127 tys. złotych, które miało być w pełni sprawdzone i bezwypadkowe. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna — samochód miał w Niemczech orzeczoną szkodę całkowitą, a koszt naprawy wyceniono na niemal 60 tys. euro.

Marcin Szermański19.03.2026 10:47
Moto

Certyfikat „Audi Select+" nie uchronił przed zakupem powypadkowego auta

Jak informuje serwis Interia Motoryzacja, do zakupu doszło pod koniec 2017 roku w salonie Audi Porsche Poznań Franowo. Samochód oferowano jako egzemplarz całkowicie bezwypadkowy z certyfikatem „Audi Select+". Nic więc dziwnego, że oferta wydawała się atrakcyjna — był to w końcu niemal nowy samochód klasy premium w rozsądnej cenie.

Początkowo nic nie wskazywało na problemy. Dopiero po pewnym czasie zaczęły pojawiać się usterki — z pozoru drobne, jak źle zamocowany zderzak, który został naprawiony częściowo na gwarancji, czy problemy ze światłami samochodu.

Z biegiem czasu usterek przybywało, a właściciel zaczął podejrzewać, że historia jego Audi A6 w wersji kombi (Avant) może być zupełnie inna, niż deklarował autoryzowany sprzedający. Był to klasyczny przypadek, w którym wada ukryta samochodu ujawnia się dopiero po dłuższym czasie użytkowania. Rok po zakupie rzeczoznawca już podczas wstępnych oględzin stwierdził, że pojazd brał udział w poważnej kolizji.

Ostateczne potwierdzenie przyszło później. Dokumenty wykazały, że samochód miał w Niemczech orzeczoną szkodę całkowitą. Koszt naprawy wyceniono na niemal 60 tys. euro, co w praktyce oznaczało, że egzemplarz pana Piotra był w Niemczech wrakiem.

Tym razem Niemiec nie płakał, jak sprzedawał

Z ustaleń właściciela wynika, że samochód trafił do Polski jako uszkodzony, został naprawiony i zarejestrowany. Problem w tym, że podczas rejestracji doszło do poważnych nieprawidłowości — m.in. nie dołączono wymaganego badania technicznego, a urzędnik nie zauważył informacji o powypadkowej historii pojazdu. Warto wiedzieć, że jeśli ktoś kupił uszkodzony samochód, to problemy z rejestracją mogą być tylko początkiem kłopotów.

Jak to możliwe? Nie wiem, ale dzięki temu Audi zostało potraktowane jak bezwypadkowe i mogło trafić do dalszej sprzedaży. Samochód znalazł się w salonie jako rozliczenie od poprzedniego właściciela, który importował go z Niemiec i naprawił we własnym zakresie. Następnie oddał go — jak przynajmniej wynika z prywatnego śledztwa pana Piotra — do salonu w ramach rozliczenia za nowe Audi Q5, które miało być zakupione dla żony importera.

Weryfikacja ASO oparta na oświadczeniu zamiast na faktach

Prawdziwym skandalem — oprócz błędów urzędniczych w wydziale komunikacji — jest weryfikacja stanu technicznego pechowego Audi. Opierała się ona głównie na oświadczeniu, że wszystko jest w porządku, co samo w sobie jest co najmniej niepoważne ze strony ASO. A przecież samochód został objęty programem Audi Select+, który — jak możemy przeczytać na witrynie internetowej producenta — gwarantuje:

  • spokój — każdy samochód zakupiony w programie objęty jest minimum 2-letnią ochroną gwarancyjną. W niektórych przypadkach gwarancja producenta może być zdecydowanie dłuższa niż 2 lata, a w innych ochrona jest realizowana z wykorzystaniem ubezpieczenia kosztów napraw,
  • bezpieczeństwo — we wszystkich pojazdach przeprowadzany jest przegląd przedsprzedażny obejmujący aż 117 punktów kontrolnych, a każdy samochód objęty jest 2-letnią ochroną Assistance,
  • komfort — pochodzenie i przebieg aut są sprawdzone i potwierdzone przez specjalistów, a pojazdy w ramach programu objęte są dwuletnim serwisem olejowym.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w 2019 r. Porsche Inter Auto zaproponowało panu Piotrowi kompromis w postaci odkupienia pojazdu, lecz pod warunkiem zachowania tajemnicy oraz uznania roszczeń za „bezzasadne". Oburzony właściciel Audi odrzucił propozycję i postanowił iść do sądu. W tego typu sprawach kluczowa jest rękojmia na samochód używany, która nakłada na sprzedawcę odpowiedzialność za wady niezależnie od tego, czy o nich wiedział.

Sprawa utknęła w sądzie, a Audi A6 na parkingu

Właściciel zgłosił sprawę do prokuratury, jednak postępowania zostały umorzone. Prokurator nie dopatrzył się zaniedbań ani ze strony urzędników, ani ze strony salonu. Spór trafił więc na drogę cywilną i trwa do dziś.

W międzyczasie udało się unieważnić rejestrację pojazdu, co zwolniło właściciela z obowiązku opłacania ubezpieczenia OC. Warto w tym kontekście pamiętać, że co do zasady nawet niesprawny samochód musi mieć OC, jeżeli pozostaje zarejestrowany — unieważnienie rejestracji było więc dla pana Piotra jedynym sposobem na uwolnienie się od tego obowiązku. Ma to jednak swoją cenę — samochód nie może poruszać się po drogach publicznych i od lat stoi zaparkowany, praktycznie bezużyteczny. Luksusowe Audi, kosztujące w listopadzie 2017 roku 127 tys. złotych, zamiast cieszyć właściciela, jest źródłem frustracji, straconych nerwów i pieniędzy.

Salon samochodowy to nie gwarancja uczciwej transakcji

Jego właściciel nie może nim jeździć. Co z jego utraconymi pieniędzmi i nadszarpniętym przez stres zdrowiem? Sytuacja wygląda na patową. Powyższy przykład jasno dowodzi, że nie powinniśmy bezgranicznie ufać nawet dużemu i autoryzowanemu dealerowi samochodowemu.

Na różnych forach internetowych możemy natknąć się na podobne historie, może nie takiego formatu, ale nawet dotykające fabrycznie nowych samochodów. Czasami podczas ich transportu z fabryki do salonu może dojść do różnych zdarzeń, wskutek czego dochodzi np. do porysowania nowego lakieru. ASO na miejscu lakieruje dany element, ale sprzedawca nie informuje o „przygodzie" danego egzemplarza podczas podróży do salonu. Tego typu praktyki — choć na mniejszą skalę — wpisują się w ten sam schemat co oszustwa z przebiegami, o których można przeczytać w artykule o tym, co grozi za cofnięcie licznika w samochodzie. Strach kupować dziś nowy samochód w salonie bez miernika lakieru.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi