To nie sklepy, a my marnujemy najwięcej żywności. Moglibyśmy za to pojechać na wakacje

Społeczeństwo Środowisko Zakupy dołącz do dyskusji (39) 21.01.2021
To nie sklepy, a my marnujemy najwięcej żywności. Moglibyśmy za to pojechać na wakacje

Justyna Bieniek

Marnowanie żywności w Polsce to nie problem sklepów tylko nas. Okazuje się, że 50 procent wyrzucanej żywności pochodzi z gospodarstw domowych. Rocznie na śmietnik wyrzucamy równowartość minimalnej pensji — ok. 2600 zł.

Marnowanie żywności w Polsce

Ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności miała rozwiązać wiele problemów. Zgodnie z założeniami stopniowo miała zobowiązać sklepy, których przychód ze sprzedawanej żywności stanowi co najmniej 50 procent przychodów ze sprzedaży wszystkich towarów, do oddawania niesprzedanych produktów organizacjom społecznym. Obowiązek dotyczył największych powierzchniowo sklepów (powyżej 400 m2), w tym roku (od września 2021 r.) obejmie także mniejsze sklepy — powyżej 250 m2.

Zgodnie z założeniami ustawy mają one cztery główne obowiązki:

  1. Podpisanie umowy z organizacją pozarządową dotyczącą przekazywania niesprzedanego jedzenia;
  2. prowadzenie kampanii informacyjno – edukacyjnych, we współpracy z organizacją pozarządową;
  3. Składanie rocznego sprawozdania o ilości marnowanej żywności, począwszy od sprawozdania za rok 2020;
  4. Zamieszczanie informacji o wysokości należnej opłaty za marnowanie żywności lub o wartości żywności przekazanej organizacjom pozarządowym, w sprawozdaniu finansowym oraz na swojej stronie internetowej.

Jak nietrudno zauważyć, obecnie jesteśmy na etapie wprowadzania ustawowych rozwiązań. Na ich efekty będziemy musieli poczekać jeszcze kilka miesięcy. Nawet ewentualne kary, uregulowane w ustawie, naliczane są dopiero od 2020 r. Pierwszą naliczoną opłatę sklepy będą musiały uiścić do 30 kwietnia 2021 r. Trudno więc w tym momencie dokonywać podsumowania i mówić o sukcesach lub porażkach wprowadzonych rozwiązań. Choć, co do tych pierwszych wiele osób ma raczej negatywne nastawienie. Nie da się ukryć, że marnowanie żywności to nie do końca problem sklepów, a raczej nas samych.

Jak zwykle potrzebna jest praca u podstaw

Dane dotyczące marnowanego jedzenia przez wiele lat nie były szczegółowo monitorowane. Dopiero w ubiegłym roku za sprawą finansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju powstał projekt: „Opracowanie systemu monitorowania marnowanej żywności i efektywnego programu racjonalizacji strat i ograniczania marnotrawstwa żywności” (PROM).

Wnioski płynące z analizy PROM, obejmującej dwa ostatnie miesiące 2020 roku pokazały, że marnowanie żywności w Polsce to przede wszystkim problem gospodarstw domowych. W domach marnuje się aż 60 proc. z 4 840 946 ton wyrzucanych każdego roku produktów. Tygodniowo polskie gospodarstwo domowe wyrzuca średnio prawie 4 kilogramy żywności. 2,2 kg stanowią produkty jadalne, a pozostała część to resztki, często niejadalne. Tygodniowa wartość wyrzucanych produktów to ok. 50 zł. Rocznie daje to 2,6 tys. zł, a więc tyle ile miesięczne wynagrodzenie w wysokości płacy minimalnej.

Co ciekawe, na ilość marnowanej żywności wpływ miała również pandemia. Pamiętacie sklepową apokalipsę w marcu ubiegłego roku? Z półek znikały lawinowo makarony, ryż, mąka —tak większość z tych produktów trafiła do kosza. Trend rzadszych, ale większych zakupów utrzymał się właściwie do teraz. I nie trudno się domyślić, że dotyczy to również ilości produktów trafiających do kosza. Oprócz makaronu i ryżu trafia tam także pieczywo, wędliny, owoce i ziemniaki oraz mleko.

Dość oczywiste będzie stwierdzenie, że na ilość marnowanego jedzenia największy wpływ mamy my sami. Rozwiązaniem, ważniejszym od zmian prawa, jest zmiana naszych przyzwyczajeń i przemyślane planowanie wyposażenia lodówki. Patrząc jednak na zawarte w analizie powody wyrzucania jedzenia trudno się z tym nie zgodzić. Zepsucie żywności, przeoczenie daty ważności do spożycia, przygotowanie zbyt dużej ilości jedzenia, zakup zbyt dużej ilości żywności czy nieprzemyślane zakupy są kwestią wyłącznie naszych wyborów i świadomości.

39 odpowiedzi na “To nie sklepy, a my marnujemy najwięcej żywności. Moglibyśmy za to pojechać na wakacje”

  1. Makarony itd. mają termin ważności rok i dłuższy, więc nawet jeśli ktoś kupił je w marcu, to po co miałby wyrzucać?

    • Brak miejsca do przechowywania, znudzenie i potrzeba nowości. Jak ktoś przesadził i jest pewny, że nie będzie potrzebował, aż tyle to się pozbywa. Ja bym oddał, ale ludzie są różni.

    • Bo do produkcji żywności niszczymy glebę, zużywamy zasoby. Za ok. 40 lat gleba będzie tak jałowa, że zacznie brakować jedzenia. A poza tym – wyrzucanie żywności kiedy są na świecie ludzie, którzy autentycznie głodują i umierają z głodu? Czy to nie wystarczający argument?

      • Jak będziemy mniej kupować, to myślisz, że spadnie produkcja? Czy po prostu będą strajki i skup interwencyjny?

      • No chyba nie do końca, bo ludzie uprawiają ziemię od tysięcy lat, a od setek znają sposoby, żeby ją użyźnić – najprostszy czyli trójpolówka znany był już w średniowieczu.

        • Poszukaj sobie informacji o stanie gleby w Indiach i tego, co do tego doprowadziło. A Indie mogą wykarmić większą część świata.

        • obecnie ludzie starają się również wpływać sztucznie na zwiększenie plonów oraz przedłużyć okres wegetacji. Istnieje również problem braku równowagi, ogromne pola uprawne jednego gatunku, brak różnorodności.

      • Jałowość gleby może wynikać tylko z ludzkiego lenistwa. Mam duży ogród wraz ze sporym warzywniakiem. Odkąd tutaj mieszkamy, nie oddałem nic organicznego firmom zbierającym odpady. Trawa koszona z mulczowaniem, gałęzie mielone na ściółkę, resztki do kompostownika (pojemność z 8m3). Co wiosnę kompost trafia do warzywniaka do skrzyń, czasami coś dostaną sąsiedzi.
        Marnowania żywności nie ma, zakupy robione z głową. Pies jako ostatnie ogniowo, jeśli nie jest coś z dużą ilością soli czy przypraw.
        Wkurzające jest to co inni tu napisali, od cholery przeróżnych plastikowych opakowań. Na przykład deserek danona jest tak mały, że waga opakowania stanowi niezły procent w całości. Teraz po usadzeniu ludzi w domach, wzrosła ilość zamawianego towaru ze sklepów internetowych. Ilość kartonów/wypełniaczy też jest tragiczna. Czyste kartony daję na kompost, resztę niestety trzeba zbierać do wywózki.

          • Można z wkluczeniami. Czyste, bez napisów, taśm, spinek etc..
            Z nadrukiem można użyć np jesienią pod planowane rabaty kwiatowe, rozłożyć, przykryć folią i czymś przycisnąć. Na wiosnę odkryć, wyrzucić – bez oprysków nie będzie chwastów. Przekopać, sadzić kwiatki czy co kto lubi. Byle nie pod warzywa.

          • Ponieważ to nic nie zmienia, czy dojesz przeterminowany jogurt czy go do kosza wywalisz. Od tego, że kupisz mniej pomidorów albo zrobisz sałatkę z pleśnią, dzieci w Afryce nie przestaną być głodne.

            IMHO to jest taki argument, z serii aby poczuć się lepiej? Może się trochę „zmotywować”? Coś w tym stylu, bo to nie jest tak że towar, którego nie zmarnujesz nagle zostanie wykorzystany przez tych, którzy nie mają do niego dostępu.

          • Jasne, że nie. Jedzenie z nasze Biedronki w cudowny sposób nie przeniesie się do Afryki. Ale sklepy planują dostawy na podstawie popytu, ponadto pozostaje kwestia naszych finansów, a nie oszukujmy się to jest kwestia kluczowa. W ostateczności wszystko robimy dla siebie, mniej kupujemy więcej oszczędzamy. Nawet dobroczynność wynika z naszej potrzeby myślenia o sobie lepiej.

          • No ok, tylko taki ciąg myślowy można ekstrapolować dalej – jeśli więcej kupujesz, dajesz zarobić producentom i sprzedawcom, ergo: wyrzucając jedzenie robisz dobrze, bo ktoś na Twojej nadmiarowości zyskuje wymiernie. Jest to oczywiście daleko posunięte przerysowanie, tak jak właśnie argumentacja „zjedz na siłę, bo na świecie ludzie głodują”.

  2. Komuisci też walczyli z problemami , które sami stworzyli ……Najpierw produkują tryliony butelek plastikowych , a póżniej szkalują ludzi że nie segregują plastiku, Najpierw wstrzykują do kilograma szynki litr wody , a póżniej się dziwią że po dwóch dniach szynka jest na śmietniku , bo pleśnieje .Kiedyś na wsi kiełbasa wisiała na drążku w komorze bo nie było lodówek i jakoś nie pleśniała .Jak czytam takie teksty o marnowaniu żywności to ogarnia mnie pusty śmiech .

    • Najpierw wstrzykują do kilograma szynki litr wody , a póżniej się dziwią
      że po dwóch dniach szynka jest na śmietniku , bo pleśnieje

      Akurat produkty naturalne szybciej się psują. Dlatego mięso trzeba wędzić, konserwować, albo… stosować „substancje wypełnające i stabilizujące” (zastępujące wędzenie/konserwowanie), żeby przetrwało ono dłużej.

        • Gdyby produkty naturalne się nie psuły to nie trzeba by było stosować metod, które zwiększają długość terminu spożycia (takich jak solenie czy szuszenie). Nie wiem co w tym trudnego do zrozumienia?

      • Mleko pasteryzowane się nie psuje przez rok , bo to nie mleko tylko biała woda pozbawiona wszelkich wartości ożywczych .

        • Nie wiem skąd bierzesz rewelacje, że „pasteryzowane mleko to biała woda pozbawiona wszelkich wartości odżywczych”.

          Pasteryzacja (ani sterylizacja UHT, nawiasem mówiąc) nie na wpływu na białko, tłuszcz, laktozę czy składniki mineralne zawarte w mleku. Można co nawyżej mówić o utracie części witamin (od 10% do 20%).

          • Cena skupu mleka z tego co teraz sprawdziłem, około 1,6zł/l.
            Mleko w kartonie po całym procesie skupu/dystrybucji często poniżej tej kwoty. Istne perpetuum mobile ;)

          • Czy ja wiem.
            Np. Spolmlek kupuje mleko po 161.24 zł za 100L, ależ to mleko ma mieć 4.38% tłuszczu. Gdzie Ty takie znajdziesz?
            W Biedrze 1L mleka 3.2% w kartonie to koszt 2.39 zł (bez promocji), czyli 2.28 zł netto. Na stu litrach samego kartonu zatem zarabiasz brutto niecałe 67 zł – cena produkcji kartonu – cena przetworzenia mleka – pensje – CIT z tego co zostaje.
            Ale jeszcze zostaje Ci ze 100L prawie 1.2 kg tłuszczu mlecznego – spokojnie +25 zł na surowcu. Plus możesz zawsze produkować śmietankę, twaróg (dostajesz serwatkę gratis), śmietanę (dostajesz maślankę gratis), najlepiej jak w ogóle coś smakowego to dodasz +50% do ceny bo czemu nie (przecież takie słodkie i dobre w smaku). Jeszcze ta ściema pod nazwą tłuszcze do smarowania (margaryna z symboliczną ilością tłuszczu mlecznego), która cenowo kosztuje tyle co margaryna x 1.5-2. Jeszcze sery…
            Tak że mleczarnie radzą sobie dobrze. Inaczej nie produkowałyby mleka ani przetworów mlecznych

          • Odnosiłem się do cen gazetkowych jak np w biedrze niedawno było po 1,49zł przy 12szt. Od bardzo dawna do domu nie kupujemy mleka w kartonach i ogólnie z roku na rok coraz mniej używamy, ja tylko do kawy.

      • Dziś nie ma potrzeby przechowywania mięsa w domu przez pół roku , kupujesz tyle ile ci potrzeba np. na tydzień . Tylko ta marketowa szynka z wodą nie przetrwa nawet trzech dni.

        • >Tylko ta marketowa szynka z wodą nie przetrwa nawet trzech dni.

          albo mięso, które śmierdzi już w chwili kupienia

        • Ja wolę kupować szynkę i salami w osobnym sklepie mięsnym, a nie w tym należącym bezpośrednio do marketu. Jeszcze mi się nie zdarzyło by mięso zaczęło pleśnieć w dwa dni.

  3. >Tygodniowo polskie gospodarstwo domowe wyrzuca średnio prawie 4 kilogramy żywności
    To więcej niż ja jem przez ten tydzień. Nie pomylił się ktoś?

      • Przecież w tekście stoi jak byk:

        Tygodniowo polskie gospodarstwo domowe wyrzuca średnio prawie 4
        kilogramy żywności. 2,2 kg stanowią produkty jadalne, a pozostała część
        to resztki, często niejadalne.

        4 kg – 2,2 kg = 1,8 kg to „resztki, czesto niejadalne”.

      • Nawet gdyby, to błąd rzędu 100% dyskwalifikuje wyliczenia.
        Nasza trzyosobowa rodzina WSZYSTKICH śmieci wyrzuca niewiele więcej, niż te 4kg tygodniowo – i są to faktycznie niejadalne resztki. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że inni wyrzucają np. 10x więcej od nas i to akurat żywności, zatem pozostaję na stanowisku, że te wyliczenia są zupełnie niewiarygodne.
        Pozdrawiam.

    • Anorektyk? Przeciętna porcja obiadowa to 300-400 gram, więc już masz średnio 2 kg w tydzień, do tego inne posiłki, przemnóż przez 3-4 osoby i może zostać tyle resztek.

      • 2 kg w tydzień zjadam, a nie wyrzucam. A resztki? Gotuję i nakładam tyle ile zjem, a nie 5 razy więcej. Zresztą wolę świeże niż takie, co leży tydzień w lodówce.

        „Inne posiłki” – tak, ale te posiłki są zjadane, a nie wyrzucane. Żeby wyrzucić 4 kg jedzenia, skoro zjadam np. 2 kg tygodniowo musiałbym gotować 6 kg tygodniowo czyli trzy razy więcej niż jem. A kości mi nie zostają bo nie jem mięsa.

        Właśnie zjadłem na śniadanie wielką miskę owsianki. Resztek – zero. A nie, nie wylizałem patelni więc resztek 2 gramy. Do 4 kg nadal sporo brakuje.

    • Na 4 kg składają się odpady, obierki i żywność niespożyta – piszę o tym w artykule. Do tego gospodarstwo domowe ma statystycznie więcej niż jedną osobę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *