W praktyce oznacza ono połączenie największej platformy streamingowej świata z jedną z najsilniejszych fabryk treści premium – właścicielem marek takich jak Harry Potter, Gra o tron czy HBO. Dla widzów to zapowiedź kolejnej rewolucji. Dla rynku kapitałowego – klasyczne starcie krótkoterminowych emocji z długoterminową kalkulacją.
Warner Bros: szybki zysk dla akcjonariuszy
Z punktu widzenia inwestorów Warner Bros Discovery to sytuacja niemal modelowa. Cena 26 dolarów za akcję oznacza solidną premię względem notowań sprzed ogłoszenia transakcji, a rynek niemal natychmiast zacznie dyskontować finalizację przejęcia. W praktyce oznacza to, że kurs WBD będzie zmierzał w okolice ceny ofertowej, pozostawiając niewielką przestrzeń na dalszą spekulację.
Ten ruch zamyka też trudny rozdział dla Warnera jako samodzielnej spółki. Wysokie zadłużenie, spadające przychody z tradycyjnych kanałów kablowych, presja konkurencji i kosztowna wojna streamingowa sprawiły, że spółka znalazła się pod ścianą. Dla jej akcjonariuszy ta transakcja to de facto „miękkie lądowanie” po kilku latach słabszej koniunktury. W długim terminie WBD jako byt giełdowy przestaje mieć znaczenie, ale tutaj liczy się już wyłącznie domknięcie transakcji.
Netflix: krótkoterminowe ryzyko, długoterminowa dominacja
Znacznie ciekawsza jest sytuacja Netflixa. Rynek w takich przypadkach reaguje zwykle ambiwalentnie. Z jednej strony mamy spektakularne wzmocnienie katalogu, potężną bazę IP, dostęp do kinowej dystrybucji oraz zapowiadane oszczędności rzędu 2–3 mld dolarów rocznie. Z drugiej – gigantyczną skalę operacji, wysokie koszty integracji i realne ryzyko regulacyjne.
W krótkim terminie kurs Netflixa może znaleźć się pod presją. Inwestorzy nie lubią niepewności, a ta jest tu wyjątkowo duża. Po pierwsze – regulatorzy. Połączenie największej platformy streamingowej świata z jedną z największych wytwórni filmowych to wręcz podręcznikowy przykład koncentracji, którą UE i USA będą analizować pod lupą.
Po drugie – ryzyko organizacyjne. Integracja Netflixa, cyfrowej platformy zorientowanej na dane, z klasycznym studyjnym kolosem o zupełnie innej kulturze produkcji i relacjach ze związkami zawodowymi, może być bolesna.
Jednocześnie w długim terminie ta transakcja dramatycznie wzmacnia pozycję Netflixa. Połączenie własnych globalnych hitów z biblioteką HBO i Warnera to niemal gwarancja dalszego spadku rezygnacji z subskrypcji i potężny argument za dalszymi podwyżkami cen. A to właśnie nie liczba użytkowników, lecz marża operacyjna i średni przychód na abonenta będą kluczowe dla wyceny Netflixa w kolejnych latach.
Konsumenci zapłacą więcej, akcjonariusze się ucieszą
Choć przedstawiciele Netflixa mówią dziś ostrożnie o przyszłości HBO jako osobnej marki, scenariusz jest dość czytelny. Utrzymywanie dwóch równoległych platform nie ma ekonomicznego sensu. W praktyce możemy spodziewać się stopniowego wchłaniania HBO do jednego, droższego pakietu Netflixa. Dla klientów oznacza to wyższe ceny i mniejszą konkurencję. Dla inwestorów – większą przewidywalność przychodów.
Nie bez powodu związki zawodowe i organizacje branżowe biją na alarm. Konsolidacja zawsze oznacza redukcję kosztów – a więc mniej projektów, mniej zleceń, mniej miejsc pracy. Z perspektywy giełdy to jednak klasyczna poprawa efektywności kosztowej.
Rynek po tej fuzji nie będzie już taki sam
To przejęcie to nie tylko transakcja finansowa, ale symboliczny moment dla całej branży. Klasyczne Hollywood coraz wyraźniej przegrywa z globalnymi platformami technologicznymi. Za kilka lat realnych graczy premium może zostać trzech: Netflix, Disney i Amazon. Reszta będzie albo niszą, albo podwykonawcą.
Dla giełdy to jasny sygnał: era rozdrobnienia streamingu dobiega końca. Zaczyna się era gigantów. Ale to dobrze, bo internauci mają już dość płacenia za 10 platform równocześnie.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj