- Bezprawnik -
- Państwo -
- Hałaśliwy dorosły jest w porządku, cichy jedenastolatek już nie. O absurdach stref bez dzieci
Hałaśliwy dorosły jest w porządku, cichy jedenastolatek już nie. O absurdach stref bez dzieci
Zjawisko „stref wolnych od dzieci" najwyraźniej wyhamowało. Wciąż jednak niektórzy restauratorzy i hotelarze upatrują świetnego interesu w oferowaniu swoim gościom przestrzeni bez dzieci. Czy to zgodne z prawem? Niezbyt. Przepisy mogłyby jednak być bardziej jednoznaczne.
Restauracje i hotele bez dzieci: gdyby posiłek był towarem, nie byłoby problemu
Od kilku lat niczym bumerang powraca temat restauracji i hoteli tylko dla dorosłych, a w najlepszym wypadku prawie dorosłych. Założenie jest bardzo proste. Przedsiębiorcy nie wpuszczają rodzin z dziećmi po to, by zapewnić „odpowiedni komfort" pozostałym gościom. Tym samym pozycjonują się na klientelę, która szuka właśnie ciszy i spokoju. Podobną logiką kierują się organizatorzy wydarzeń w rodzaju dnia bez dzieci w aquaparku.
Na przeszkodzie stoi prawo. Nieuzasadniona odmowa sprzedaży towaru stanowi wykroczenie z art. 135 kodeksu wykroczeń. Z nieuzasadnioną odmową wykonania usługi sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Istnieje art. 138 tej samej ustawy, który wyraźnie tego zabrania.
Art. 138 kodeksu wykroczeń po wyroku Trybunału Konstytucyjnego
Problem w tym, że z przyczyn polityczno-ideologicznych został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodny z ustawą zasadniczą właśnie w interesującej nas części. W dzisiejszych realiach prawnego dualizmu o niczym to oczywiście nie przesądza.
Trybunał Konstytucyjny zapomniał w 2019 roku o dzieciach
Moglibyśmy w tym miejscu przejść do bezpośredniego stosowania kilku przepisów samej Konstytucji RP, która z jednej strony zakazuje dyskryminowania kogokolwiek w życiu gospodarczym, a z drugiej nakazuje władzom naszego państwa otaczać ochroną i opieką także rodzicielstwo. Dyskryminowanie dzieci i ich rodziców wydaje się czymś niedopuszczalnym.
Nie da się jednak ukryć, że mieszanie ustawy zasadniczej w drobne codzienne spory sprawia wrażenie przysłowiowego strzelania z armaty do wróbla. Na nasze nieszczęście posiłek w restauracji z jakiegoś powodu stanowi usługę zgodnie z Polską Klasyfikacją Wyrobów i Usług. Właśnie dlatego powinniśmy się skupić raczej na kwestii uzasadnienia odmowy obsługi rodzin z dziećmi. W końcu odmowa obsługi klienta co do zasady musi być uzasadniona.
Kiedy odmowa obsługi rodzin z dziećmi może być uzasadniona
W niektórych przypadkach może się to wydawać konieczne. Dotyczy to jednak bardzo szczególnych rodzajów działalności gospodarczej. Zamiast restauracji podstawiamy lokal oferujący gościom pokazy erotyczne albo klub, w którym oferowany jest wyłącznie alkohol, głośna muzyka oraz miejsce do tańca. Hotel zaś może należeć do tych, w których pokoje wynajmowane są na godziny w celu łatwym do domyślenia się.
Zakaz wstępu dla dzieci to nie konieczność, lecz wyrachowana decyzja biznesowa
Zdecydowana większość lokali odmawiających obsługi dzieci nie jest w stanie przedstawić takiego uzasadnienia. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że ich właściciele nawet nie próbują wykraczać poza „komfort innych gości".
Dlaczego akurat 16 lat? Argument o alkoholu nie przekonuje
Najczęściej możemy się spotkać z zakazem wstępu dla dzieci mających poniżej 16 lat. Dlaczego akurat tak? Trudno powiedzieć. Różnica pomiędzy szesnastolatkiem a jedenastolatkiem w praktyce jest stosunkowo niewielka. Że w danym miejscu może być sprzedawany alkohol? W pierwszym lepszym Lidlu, Żabce albo Biedronce też jest, a jakoś nikt z tego powodu nie robi dramatu. Dzieciom się go w końcu nie sprzedaje.
Nie mówimy o maluchach wciąż chodzących w pieluszkach albo małych dzieciach, które nadal trzeba karmić piersią. Tym samym nie ma się co oszukiwać: wcale nie chodzi o czyjkolwiek komfort, ale o pomysł na biznes.
Lokal sprzedaje potencjalnym gościom pewną wizję komfortu, która wcale nie musi być prawdziwa. Co w końcu, jeśli inni dorośli klienci zaczną się nagle na siebie wydzierać albo po prostu bardzo głośno rozmawiać przez telefon?
Potrzebujemy przepisów antydyskryminacyjnych w usługach
Załóżmy jednak, że mamy do czynienia z małymi dziećmi – kilkulatkami, które wymagają stałej uwagi rodziców i mogą się zachowywać w sposób potencjalnie kłopotliwy dla reszty klienteli. Co z tego? Równie dobrze istnieje szansa, że maluch będzie grzecznie siedzieć przy stole i nie będzie sprawiać żadnych wyzwań wychowawczych.
Samo ryzyko nie daje przedsiębiorcom pretekstu do jawnego dyskryminowania tej konkretnej klienteli. Wystarczy w miejsce dzieci podstawić wyborców tej partii, którą akurat lubimy. Chyba żaden inny przykład nie tłumaczy równie dobrze, dlaczego zakaz wstępu dla dzieci stanowi przejaw dyskryminacji i wykluczenia.
Niejasny status art. 138 k.w. a kryzys demograficzny
Niejasny status art. 138 sprawia, że nie dysponujemy przepisem jednoznacznie grożącym restauratorom i hotelarzom palcem. Równocześnie szalejący kryzys demograficzny podpowiada, że tolerowanie antyrodzinnych praktyk nie stanowi najlepszej polityki. Właśnie dlatego potrzebujemy jasnych przepisów antydyskryminacyjnych, którym daleko byłoby do którejś z ideologicznych skrajności, a które obejmowałyby codzienne sprawy zwykłych ludzi.










