Magia polskiego prawa: można przesiedzieć 10 lat w zamknięciu, mimo że sąd już na samym początku nie uznał winy i umorzył postępowanie

Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (22) 13.02.2019
Magia polskiego prawa: można przesiedzieć 10 lat w zamknięciu, mimo że sąd już na samym początku nie uznał winy i umorzył postępowanie

Udostępnij

Paweł Mering

Pewien mężczyzna, który ukradł rower, spędził 10 lat w zamknięciu. Przepisy za to przestępstwo przewidują maksymalnie 5 lat pozbawienia wolności. Co ciekawe, mężczyzna został uniewinniony. Wyszedł na wolność tylko dzięki reakcji Rzecznika Praw Obywatelskich. Jak to możliwe? Niepoczytalność a uniewinnienie.

Niepoczytalność a uniewinnienie

Pewien mężczyzna ponad 10 lat temu dokonał kradzieży roweru. Postępowanie przygotowawcze wykazało, że jest on faktycznym sprawcą kradzieży. Finał procesu okazał się jednak wyjątkowo niekorzystny dla mężczyzny, tym bardziej że nie została stwierdzona jego wina.

Jak to możliwe, że sąd uznał, iż oskarżony faktycznie ukradł rower, a także umieścił go w zamknięciu, nie uznając zarazem jego winy i umarzając postępowanie? Zastosowanie ma w tym wypadku instytucja niepoczytalności, której zastosowanie uznano za zasadne już w postępowaniu przygotowawczym. Zgodnie z art. 31 Kodeksu karnego par. 1:

Nie popełnia przestępstwa, kto, z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych, nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem.

Zwrot „nie popełnia przestępstwa” wyłącza bezprawność czynu, przez co oskarżonemu nie można przypisać winy. W prawie karnym wina jest niejako możliwością postawienia zarzutu, czego w wypadku czynu, który przestępstwem nie jest, nie da się uczynić. W takim wypadku, mimo że stwierdza się niewinność, to zamiast uniewinnienia postępowanie kończy się umorzeniem.

Określenie, że mężczyzna jest niepoczytalny, a zarazem niewinny, nie oznacza wcale, że wyjdzie on na wolność, nawet jeżeli postępowanie zostanie umorzone. Nie zostanie zastosowana wobec niego żadna kara, ale środek zapobiegawczy.

Zgodnie z art. 93a środkami zabezpieczającymi są

  • elektroniczna kontrola miejsca pobytu
  • terapia
  • terapia uzależnień
  • pobyt w zakładzie psychiatrycznym

Jako że istniało zagrożenie, że mężczyzna, ze względu na problemy psychiczne, ponownie dokona kradzieży, sąd skierował go na bezterminowy pobyt w zakładzie psychiatrycznym. Pobyt docelowo trwać miał tak długo, jak będą istniały przesłanki, na podstawie których taki środek zapobiegawczy orzeczono.

W dużym skrócie, jeżeli mężczyzna zostanie „wyleczony” na tyle, że nie będzie obawy o to, iż będzie kradł, to zostanie wypuszczony na wolność.

Interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich

O ile stosowanie środków zabezpieczających w wypadku osób niebezpiecznych jest całkowicie zrozumiałe, to stosowanie tej możliwości może poskutkować wystąpieniem wielu kontrowersji. Orzeczenie takiego środka bezterminowo może w praktyce oznaczać, że „sprawca” spędzi w zakładzie zamkniętym dużo więcej lat, niż mógłby otrzymać jako karę, będąc sprawcą poczytalnym. Jeżeli będzie to słuszne, to kontrowersji nie ma. Gorzej, jak po latach okaże się, iż zastosowanie tego środka było nieadekwatne, albo — co gorsza — w ogóle niedopuszczalne.

Tak też było w tym wypadku. W grudniu 2018 roku Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do Sądu Najwyższego kasację w sprawie owego mężczyzny. Miesiąc później, bo w styczniu 2019 roku sąd umorzył postępowanie wykonawcze wobec mężczyzny, dzięki czemu zwolniono go z zakładu.

W tej sprawie, oprócz sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, wystąpił szereg błędów proceduralnych. Przesłuchano psychiatrów, którzy wydali opinię o niepoczytalności, nawet nie badając mężczyzny. Oparli się oni na zebranych materiałach w postępowaniu przygotowawczym.

RPO zarzucił sądowi naruszenie prawa, wyrażające się w

  • orzeczeniu środka zabezpieczającego po wysłuchaniu biegłego psychologa, który swej opinii nie poprzedził badaniem stanu podejrzanego;
  • braku dostatecznego uzasadnienia, dlaczego czyn cechuje się znaczną społeczną szkodliwością oraz całkowitym braku uzasadnienia, dlaczego zastosowanie tego środka nie wykracza poza zasadę proporcjonalności.

Sąd podzielił wątpliwości rzecznika, co poskutkowało wypuszczeniem mężczyzny na wolność.

Szczęśliwe zakończenie?

Opisana w tym wpisie sprawa wcale nie pokazuje, że instytucja stosowania środków zabezpieczających jest zła. Problemem jest fakt, że nierzadko zdarza się, iż procedury nie są ściśle przestrzegane. Może to spowodować naruszenie prawa do rzetelnego procesu, ale nie tylko.

Samo stosowanie środków zabezpieczających jest niezbędne, bo pozwala na legalną izolację osób niebezpiecznych, które ze względu na stan zdrowia, mogą stanowić zagrożenie.