Mieszkasz za miastem i chcesz zrezygnować z samochodu? No to czeka cię horror – sprawdzono ile masz do najbliższego przystanku

Moto dołącz do dyskusji (31) 09.02.2018
Mieszkasz za miastem i chcesz zrezygnować z samochodu? No to czeka cię horror – sprawdzono ile masz do najbliższego przystanku

Udostępnij

Mateusz Madejski

Zrezygnuj z samochodu, przesiądź się na komunikację miejską – powtarzają jak mantrę politycy, zwłaszcza ci lokalnego szczebla. Być może jest to wygodne, jeśli mieszka się w centrum. A jeżeli zamieszkuje się gminy, położone na przedmieściach metropolii? To rezygnacja z auta może oznaczać horror. Odległości od przystanków są tak duże, że połowa mieszkańców aglomeracji właściwie nie ma jak dojechać do miasta. 

Sprawie przyjrzał się Krajowy Instytut Polityki Przestrzennej i Mieszkalnictwa, który w swoim raporcie postanowił sprawdzić, jaki dystans dzieli mieszkańców gmin podmiejskich miast wojewódzkich do najbliższego przystanku, z którego można się dostać do dużego miasta. Mówiąc eufemistycznie, wyniki zbyt optymistyczne nie są.

Odległości od przystanków – Opole i Zielona Góra na szarym końcu

Instytut uznał, że „akceptowalne” jest, gdy przystanek autobusowy czy tramwajowy w gminie zewnętrznej aglomeracji (takiej jak na przykład podwarszawski Pruszków) znajduje się na dystansie do 640 metrów od miejsca zamieszkania. Dla przystanków kolejowych ten dystans jest nieco większy i wynosi 960 metrów. I co się okazało? Tylko niewiele ponad połowa mieszkańców takich gmin mieszka w akceptowalnej odległości od najbliższego przystanku. Przeciętnie natomiast takiego mieszkańca dzielą od przystanku aż dwa kilometry.

Sytuacja jest w miarę dobra w stolicy. Tam nieco ponad 60 procent mieszkańców przedmieść żyje w akceptowalnym dystansie od najbliższego przystanku. Podobnie jest w aglomeracji górnośląskiej oraz w Poznaniu. Wyniki badania nie spodobają się natomiast we Wrocławiu. Okazuje się, że jedynie 36 procent mieszkańców przedmieść dolnośląskiej stolicy ma w pobliżu domu przystanek. W Zielonej Górze natomiast tylko co piąta osoba mieszka w akceptowalnej odległości od przystanku. W Opolu z kolei mieszkaniec przemieść musi się przygotować zwykle na trzykilometrowy spacer do pociągu czy autobusu.

Inny bilet w mieście, inny na przedmieściach

Są pewnie i tacy, którzy pomimo dużych odległości od przystanków, i tak będą chcieli zrezygnować z dojazdów autem. Są ku temu argumenty – samochody są drogie, stoją w korkach i trudno je zaparkować w centrach miast. Jednak szybko okaże się, że odległości od przystanków to wcale nie jest jedyny problem. Autorzy raportu wskazują, że gminy współpracują ze sobą tak niechętnie, że zwykle, aby dojechać z gminy do pobliskiego miasta, trzeba kupić dwa różne bilety. Być może opłacenie pojedynczego przejazdu nie jest aż takim problemem, ale gdy się chce pokonywać regularnie taką trasę, to trzeba już kupować dwa bilety miesięcznie, a nie jeden, jak podpowiadałaby logika.

Na szczęście są pozytywne przykłady. – Chociażby Wrocław – wskazują eksperci Instytutu. Tam bilet aglomeracyjny obejmuje nie tylko komunikację miejską, ale też pociągi Regio, Przewozy Regionalne i Koleje Dolnośląskie.

Jednak wychodzi na to, że choć politycy lokalni tak chętnie mówią o zaletach komunikacji zbiorowej, to nie potrafią sprawić, aby ludzie mieli naprawdę motywacje, by porzucać samochody. Przypomina to trochę sytuację na szczeblu centralnym. Tam z kolei władze mocno promują auta elektryczne, ale w taki sposób, że nikt nie chce nimi jeździć.