Nie myli się ten, kto nic nie robi. To prawda stara jak świat i standardowe pocieszenie kolegi na nasz fakap w pracy. Inna prawda mówi, że za błędy trzeba płacić. Właśnie na ten wypadek pracownicy ZUS zaczęli masowo wykupywać ubezpieczenia.

Wszystkie oddziały ZUS szykują się na istne oblężenie petentów, które wywołała obniżka wieku emerytalnego. Urzędy szykują się właśnie na wpływ ogromnej ilości wniosków o wydanie decyzji o przyznaniu świadczenia. Szacuje się, że tylko w ostatnim kwartale tego roku wpłynie ponad 300 tysięcy wniosków. To ponad 100 tysięcy więcej niż średnia z ostatnich czterech lat! Zbliżający się natłok obowiązków nie wpływa pozytywnie na morale w zakładzie.

Odpowiedzialność finansowa za błędne decyzje spędza sen z powiek pracowników

Bycie urzędnikiem w naszym kraju nie jest łatwo. Zewsząd krytyka, obelgi i zero zrozumienia. Najgorzej jest być chyba urzędnikiem ZUS, bo pozytywnie o tej instytucji piszemy chyba tylko tutaj, na łamach Bezprawnika (o ironio!). Co zatem może uczynić pracownik tej instytucji w obliczu nadchodzącej katastrofy? W takich warunkach przecież nietrudno o pomyłkę. Dodajmy do tego obowiązujące od kilku lat prawo o odpowiedzialności finansowej urzędników za błędne decyzje. Nie dziwi zatem, że urzędnicy wolą dmuchać na zimne i masowo zaczęli się ubezpieczać.

Art. 5. Przesłanki odpowiedzialności majątkowej funkcjonariusza publicznego
Funkcjonariusz publiczny ponosi odpowiedzialność majątkową w razie łącznego zaistnienia następujących przesłanek:
1) na mocy prawomocnego orzeczenia sądu lub na mocy ugody zostało wypłacone przez podmiot odpowiedzialny odszkodowanie za szkodę wyrządzoną przy wykonywaniu władzy publicznej z rażącym naruszeniem prawa;
2) rażące naruszenie prawa, o którym mowa w pkt 1, zostało spowodowane zawinionym działaniem lub zaniechaniem funkcjonariusza publicznego;
3) rażące naruszenie prawa, o którym mowa w pkt 1, zostało stwierdzone zgodnie z art. 6 pojęcie rażącego naruszenia prawa,

Ubezpieczenie od odpowiedzialności urzędniczej to świetny krok ZUS

Związki zawodowe, które zrzeszają pracowników tej instytucji, wynegocjowały bardzo atrakcyjne stawki ubezpieczenia. Za 20 złotych rocznie, ubezpieczyciel pokryje odszkodowanie do 30 tysięcy złotych. Składka w wysokości 70 zł rocznie pozwoli urzędnikowi spać spokojnie, dopóki nie przeskrobie do kwoty 150 tysięcy złotych. Do tej pory ponad 2 tysiące pracowników zdecydowało się na ten krok. Nie mogli zrobić nic lepszego.

W kontekście tej wiadomości słychać sporą dawkę szydery w kierunku ZUS. Zupełnie jakby mieli zakładać, że spodziewają się dużej ilości błędów przy pracy. Tymczasem to oznaka, że w ZUS pracują całkiem odpowiedzialni ludzie, którzy zamierzają stawić czoła natłokowi obowiązków. Szkoda, że nie mogą za bardzo liczyć na władze tej instytucji. To oni powinni zadbać o takie warunki pracy, aby pracownicy nie musieli się ubezpieczać gdzieś na boku, bo pracodawca zamierza zgotować im taki kocioł, że ryzyko pomyłek wzrasta do tak wysokiego poziomu.

„Trzeba było się ubezpieczać”

Mamy w społeczeństwie jakąś niezrozumiałą awersję do ubezpieczeń. Najczęściej patrzymy na to pod kątem obowiązkowych składek, których uiszczania najczęściej wymaga umowa. Z reguły nie są to wielkie kwoty, a niejednokrotnie pozwalają uniknąć katastrofy finansowej, jaką jest ewentualne odszkodowanie.

Zupełnie na marginesie należy dodać, że do tej pory żaden sąd w Polsce nie nakazał pracownikowi ZUS płacić odszkodowania. Zdaje się, że ustawa o odpowiedzialności finansowej urzędników zwyczajnie się nie przyjęła. To, albo mamy bezbłędnych urzędników.