Mentalny parawaning. Wspólnota mieszkaniowa odgrodziła rodziców od publicznego przedszkola

Nieruchomości Rodzina dołącz do dyskusji (36) 09.05.2018
Mentalny parawaning. Wspólnota mieszkaniowa odgrodziła rodziców od publicznego przedszkola

Krystian Matejko

Problem odgradzania się osiedli staje się coraz bardziej poważnym problemem w naszym kraju. Jest to taki „parawaning” znany z naszych polskich plaż, lecz o znacznie większej skali. Mentalnie to chyba to samo. Tym razem, w Radomiu, wspólnota mieszkaniowa postawiła zamontować szlabany na wjeździe i wyjeździe z osiedla … skutecznie odgradzając rodziców z dziećmi od publicznego przedszkola.

W radomskiej wspólnocie mieszkaniowej osiedla Sadków podjęto niedawno decyzję o postawieniu dwóch szlabanów na wjeździe i wyjeździe z osiedla. Osiedle nie jest duże – kilka starszych już bloków, a nieopodal jednostka wojskowa oraz radomskie lotnisko. Sama decyzja nie byłaby, aż tak zaskakująca, gdyby nie fakt, że w środku tego osiedla znajduje się Publiczne Przedszkole nr 7 w Radomiu. Powstał też prawny pat. Z jednej strony mamy wspólnotę mieszkaniową, która może sobie grodzić (parawanić) osiedle. Z drugiej strony należy zapewnić dostęp wszystkim innym obywatelom, którzy chcieliby skorzystać z usługi publicznej, jakim jest oddanie swoich dzieci do publicznego przedszkola.

Szlaban i grodzenie

Główną przesłanką podjęcia decyzji przez wspólnotę osiedla Sadków o instalacji szlabanów był fakt parkowania samochodów przez pracowników okolicznej jednostki wojskowej na ich osiedlu. Części mieszkańców wspólnoty przeszkadzało, że pod ich blokami stoją zaparkowane (nie ich) samochody. Dlatego powstał wniosek, został on przegłosowany i uchwała została przyjęta. Wszystko zgodnie z regulaminem, prawem i jego duchem. Szlabany zostały powołane do życia.

Tchnienie parawaningu ziściło się w pierwszy poniedziałek po długim majowym weekendzie. Masa rodziców postanowiła przywieść swoje pociechy do przedszkola (oczywiście wszyscy w okolicach godziny 8 rano) i spotkało się wspólnie przed zamkniętym szlabanem. To się właśnie nazywa budowanie wspólnoty!

Niemniej jednak, sytuacja z brakiem dojazdu do przedszkola zrobiła się tak chaotyczna, że musiała interweniować policja oraz Żandarmeria Wojskowa (tak, wojsko i policja) i kierować ruchem, aby rozładować zaistniały korek oraz zapanować nad ogólnym chaosem.

Problemy rodziców

Zaistniała sytuacja jest jednak poważna. Nieopodal szlabanów, po drugiej stronie ulicy jest zatoka autobusowa, a obok niej mały parking. W sytuacji brak wjazdu na teren wspólnoty mieszkaniowej rodzice są zmuszeni parkować swoje auta ponad 200 metrów dalej od przedszkola. W przypadku jednego dziecka, problem może i nie jest, aż tak poważny, jednak część rodziców posiada więcej niż jedno dziecko i często przyjeżdża z dodatkowym rocznym dzieckiem, które musi ze sobą wziąć także do przedszkola, aby odprowadzić to starsze. Spacer prawie ćwierć kilometra z jednym dzieckiem prowadzonym za rękę i drugim w nosidełku, przeprawiając się przez jezdnię, nie jest zadaniem łatwym. W szczególności, gdy nastanie zima.

Z drugiej strony, pracownicy okolicznej jednostki wojskowej, zaczęli korzystać z niewielkiego parkingu (poza strefą parawaningową) i najzwyczajniej w świecie brakuje już na nim miejsca. Na szczęście, jeszcze dalej stoi pusty parking radomskiego lotniska. A co w przypadku, gdy zacznie się tam ruch lotniczy i parking się zapełni … ( ͡° ͜ʖ ͡°) ?

Problemy przedszkola

Sama dyrektor przedszkola widzi wady i niedoskonałości nowego rozwiązania. Przedszkole dostało cztery piloty do szlabanów. Trzy z nich od razu zostały oddane dostawcom, którzy codziennie muszą pojawić się w przedszkolu. Pozostały pilot służy do otwierania szlabanu, aby wpuścić przyjeżdżających rodziców z dziećmi. Problem z ostatnim pilotem polega na tym, że nie ma on zasięgu, aby z budynku przedszkola otworzyć szlaban. Dlatego też jeden z pracowników przedszkola musi fizycznie podejść do szlabanu, aby go otworzyć. Jednocześnie dyrekcja nie może sobie pozwolić na utworzenie nowego etatu pt. „goniec szlabanowy” lub delegować pracownika przedszkola do codziennego joggingu, co nie leży w jego obowiązkach.

Drugą sprawą jest samo bezpieczeństwo setki maluchów. W przypadku jakiegokolwiek incydentu dojazd służb jest już utrudniony.

Problem prawny

Ponad 20 lat temu, miasto Radom, przejęło dawne wojskowe przedszkole. Obecnie Publicznej Przedszkole nr 7 w Radomiu. Wtedy też miasto zapłaciło także za dostęp do drogi.

Same szlabany oddzielają przedszkole od drogi gminnej, a wewnętrzna droga leży na terenie wspólnoty, na której ustanowiona jest służebność. Niestety, w interpretacji wspólnoty mieszkaniowej, służebność przysługuje tylko właścicielowi, czyli prezydentowi miasta Radomia.

Zarządca osiedla Sadków, Mirosław Czerski, w taki sposób opisuje sytuację:

Zgodnie z zapisem w księdze wieczystej przedszkole, a także klub oficerski i orkiestra wojskowa mają zapewnioną służebność przejazdu i przechodu dla każdoczesnego właściciela. Każdy właściciel może więc wchodzić i wychodzić bez ograniczeń. Użytkownik takiego prawa nie ma.

Według tej interpretacji pojawiło się rozróżnienie na właściciela i użytkownika obiektu użyteczności publicznej. Właścicielem jest prezydent miasta i jego przedstawicielka – dyrektorka przedszkola, którzy mogą wchodzić i wychodzić bez ograniczeń i korzystać ze służebności drogi na terenie wspólnoty. A użytkownik, w zamyśle rodzic z dzieckiem już takiej możliwości nie ma.

Dodatkowo, według zarządcy, wspólnota nie ogranicza wjazdu (to po co w ogóle szlabany?), a jedynie ogranicza parkowanie. Chodzi o to, że zapis w księdze wieczystej nie obejmuje prawa do parkowania. Służebność – przejazd – tak, parkowanie – nie. Właściwie, to zgodnie z tym tokiem rozumowania, to teoretycznie rodzice powinni wysadzać dzieci z poruszających się jeszcze samochodów.

Niemniej jednak, sam zarządca uważa, że można by wprowadzić możliwość zatrzymywania się do 10 minut, aby spokojnie można było odprowadzić dziecko do przedszkola, chociaż szlabany zostały już zainstalowane.

Samo miasto Radom, w osobie wiceprezydenta Konrada Frysztaka też nie zostało obojętne i próbuje drogą negocjacji rozwiązać ten pat.

Mentalny parawaning

Problem w całej tej historii polega na tym, że na terenie „prywatnym” istnieje obiekt użyteczności publicznej. Niestety, część osób mieszkających we wspólnocie mieszkaniowej wylało dziecko z kąpielą. Chcieli, aby pracownicy okolicznej jednostki wojskowej nie parkowali im swoich samochodów pod blokiem, a nikt nie pomyślał, o rodzicach i dzieciach publicznego przedszkola.

Chęć odgrodzenia się od innych obywateli jest jakimś dziwnym novum w naszej przestrzeni publicznej. Czy może jest to chęć poczucia bezpieczeństwa, tzw. sprawstwa i pokazania, kto jest „panem na włościach”, czy może wynika to ze strachu? Tak jak na plażach masa rodaków odgradza się od innych słynnym parawanem, tak swój parawan nie tylko stawiamy na plaży, ale używamy go w codziennym życiu grodząc nasze osiedla?

36 odpowiedzi na “Mentalny parawaning. Wspólnota mieszkaniowa odgrodziła rodziców od publicznego przedszkola”

  1. Całkiem niedawno mieszkałem na osiedlu z podobnym „problemem” i moje osiedle również postanowiło się odgrodzić i temat znam niejako z dwóch stron płotu.
    Osiedle gdzie mieszkałem (późne lata 90) borykało się naturalnie ze zbyt małą liczbą miejsc parkingowych. Nie było by to aż tak wielkim problemem, gdyby nie fakt, że kilkanaście razy większym osiedlu, które wyrosło obok (u nas bloki z płyty, tam – apartamentowce;)) było tych miejsc (w przeliczeniu na liczbę mieszkań) jeszcze mniej.
    Mieszkańcy nowego osiedla ratowali się parkowaniem pod „naszymi” blokami, zarówno na zewnątrz jak i w środku osiedla.
    W środku mojego osiedla powstało też przedszkole. ktoś po prostu wynajął stojący przez lata pusty budynek pod działalność, która najpierw miała być klubem fitness a ostatecznie okazało się przedszkolem.
    I zaprawdę powiadam Wam – ktoś, kto nie parkował niedaleko przedszkola, nie wie co to znaczy mieszkać w jego pobliżu.
    Wprawdzie nigdy się nie zastanawiałem, że odprowadzić dwójkę dzieci do przedszkola niosąc trzecie na ręku a czwarte jeszcze w łonie jest ciężko, ale zastanawiałem się wielokrotnie, ile spóźnię się do pracy, bo ktoś (TYLKO NA MINUTKĘ!!!) zastawił wyjazd z parkingu (wolnych miejsc nie było) aby odstawić swoje pociechy do przedszkola. Naturalnie minutka często przeistaczała się w 5 lub 10, bo pani madka miała akurat czas aby załatwić coś z przedszkolanką. Straż miejska ? nie ma sensu wzywać, w 5 minut nie przyjedzie. A 5 minut rano to jak 2 – 3 godziny w biurze,kto tak nigdy nie miał, niech pierwszy rzuci pilotem do szlabanu.
    Zresztą, jeśli założenie szlabanu i zamknięcie wjazdu spowodowało taką apokalipsę, to mogę sobie tylko wyobrazić, co działo się codziennie wewnątrz osiedla.
    Piszecie, że ciężko sobie wyobrazić, że ktoś per pedes zasuwa do przedszkola. Nieco ciężej jest jednak zrozumieć frustrację ludzi, którzy mieszkając na osiedlu gdzie są miejsca parkingowe codziennie muszą ich szukać kilometr dalej, bo wewnątrz ich osiedla parkują pracownicy jednostki lub odwiedzający przedszkole rodzice. Naturalnie niezmotoryzowani zaraz zakrzykną – CHODZI NA ZDROWIE, LENIE, ale zapewniam Was, po tygodniu czy miesiącu takiej sytuacji zmienilibyście zdanie.

    Zresztą, osiedle nie ogrodziło się całkowicie – takim rozwiązaniem byłby płot z zamykanymi wejściami. A to dobitnie wskazuje nie na problem z ludźmi a z samochodami.

    A skoro już tak się rozpisałem, to jeszcze słowo o tendencji grodzenia wszystkiego – to też niestety ma swoją przyczynę, a jest nią całkowity brak poszanowania do tego co „nie moje”. Na moje osiedle ludzie regularnie podrzucali śmieci, załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne (a wielu z nich było drobnymi pijaczkami, którzy mieszkali w sąsiednich domach a na osiedle przychodzili na piwo pod chmurką), parkowali rozjeżdżając trawniki. Teraz jest płot i zrobiło się spokojniej – choć już tam nie mieszkam, to dawni sąsiedzi mówią, że mocno się ucywilizowało + mieszkańcy zaczeli jakby bardziej dbać.
    Na potwierdzenie tezy opiszę na koniec moją aktualną sąsiadkę – każdy z nas ma pod domem pasek trawnika (należący do drogi publicznej). Po tym trawniku często chadzam z psem. Pies jest pierwsza klasa, ale czasami ma potrzebę załatwić numer dwa, naturalnie na trawie (zawsze chodzę z workiem i sprzątam). Sąsiadka, gdy tylko przechodzimy pod jej oknem wychyla się z nikomu nic nie ujmując mordą, i tłumaczy mi dość dobitnie, żebym oddalił się w kierunku swojej trawy (trawa nie jest ani moja ani jej, ale to szczegół). Sama natomiast wypuszcza swojego psa, aby biegał wolno, co ten czyni i zapewniam – nie sprząta sam po sobie a wali kloce takie jakby był drwalem z Bieszczadów. I gdzie tu poszanowanie mojej własności ? Gdybym mógł, to bym się ogrodził :)

    • „Mentalny parawaning” sugeruje, że autor dowoził dziecko do przedszkola i patrzy tylko z tej strony. U nas na osiedlu szlabany zainstalowano ponieważ:
      a) bezpieczeństwo – prędkość rodziców na obszarze zamieszkania dochodziła do 50 km/h (wystarczyło zmierzyć czas pokonania długości boiska) i przynajmniej dwa potrącenia. O zgrozo dzieciaków odwożonych „pod drzwi” przez innych rodziców.
      b) możliwość wyjazdu z osiedla
      c) wiecznie rozjeżdżone trawniki, zwłaszcza jak się odbywały jakieś zajęcia popołudniowe w szkole i przedszkolu po południu (dzień ziemi – rodzice sprzątają z dziećmi teren dookoła przedszkola, a około 30 samochodów stoi na trawnikach
      d) konieczność remontu drogi przez spółdzielnie, aby zapewnić miejsca postojowe (burmistrz dzielnicy wymusił), niestety brak środków na zrobienie drogi wytrzymującej codziennie rano około 400 dodatkowych pojazdów (przedszkole i szkoła).

      W efekcie spółdzielnia zamontowała szlabany w tym jeden z ochroniarzem (wpuszcza samochody z dziećmi które nie mogą się poruszać, np. złamana noga, a chodzą do szkoły). Dzieci niepełnosprawne mają możliwość wjazdu bez problemu na „pilota”. Jak widzi rodzica z małym dzieckiem w nosidełku i drugiego berbecia odwożonego do szkoły to też wpuści, ale tylko po kilka samochodów na raz.

      Dwa lata rodzice pyskowali, potem część dzieciaków skończyła szkołę lub przedszkole, przyszły nowe (dla nich normą był szlaban) i się sytuacja uspokoiła.

      I zgodził bym się ze stwierdzeniem o parawaningu gdyby zainstalowano płot i zrobiono eksterytorialny chodnik do drzwi przedszkola. Przy szlabanie można iść na piechotę. Dziecko będzie mniej okrągłe :)

      • Nie wiem co jest „u nas na osiedlu”.
        W opisywanej sytuacji, wspólnota nie miała prawa zamykać drogi, której służebność została określona w księdze wieczystej.

        • Jeżeli wypuszcza dostawców i pracowników (z czego ci pracownicy muszą mieć miejsca postojowe zapewnione przez przedszkole), to nie zamknęła. Opisuję to na podstawie analogicznej sytuacji wygranej w sądzie. Nigdzie nie jest zapisane, że rodzice mają mieć dostęp samochodem, skoro można dojść. Gdyby ogrodzono drogę i dostęp nawet na piechotę nie byłby możliwy wtedy miałbyś rację.

          • W KW jest roszczenie o „drodze koniecznej” a nie o „dostępie koniecznym”.
            Równie dobrze można byłoby powiedzieć, że dostęp jest np. za pomocą kolejki linowej, którą przedszkole może wybudować nad działką wspólnoty.

          • Od kiedy dowiezienie dziecka pod samą bramę przedszkola jest koniecznością?

            Kolejka linowa nie zapewnia przechodu i przejazdu.

  2. Mnie zastanawia jak to jest że kiedyś zdecydowana większość chodziła do przedszkola czy szkoły na piechotę i było dobrze, a teraz to niektórzy jakby mogli to by prosto do sali wjechali samochodem. Następne pokolenia to chyba sprzed telewizora do toalety będą podjeżdżać bo za daleko.

  3. Gdyby służby porządkowe wykonywały swoją pracę, nie byłoby potrzeby ogrodzeń w miastach. Na wsiach jest inaczej, ogrodzenia chronią głównie przed dzikimi zwierzętami.

  4. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ciekawe jak wyglądałby ten tekst gdyby autor zamiast dowozić swojego bachorka do tego przedszkola mieszkał na wspomnianym osiedlu. Nie trudno wyobrazić sobie ból tyłka z powodu braku możliwości zaparkowania przed swoim blokiem.
    Niech Pan nauczy siebie i własne latorośle spojrzenia z dalszej perspektywy niż czubek własnego nosa, Panie Krystianie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *