„Outlet Lidla”, „Outlet Dino”, „Outlet Netto” – po sukcesie outletu Biedronki takie szyldy zaleją polskie ulice

Zakupy dołącz do dyskusji (29) 16.07.2018
„Outlet Lidla”, „Outlet Dino”, „Outlet Netto” – po sukcesie outletu Biedronki takie szyldy zaleją polskie ulice

Jerzy Wilczek

Biedronka to ma pomysły… Ma też niezłego nosa. Outlet Biedronki ledwo co wystartował a już, jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, stał się prawdziwym hitem. Powinniśmy się więc spodziewać kolejnych outletów innych sieci. Nawet jak się im nie będzie się to opłacać, to i tak będą je stawiać.

Jak pewnie już słyszeliście, Biedronka ruszyła z nowym formatem sklepów. Outlet Biedronki oferuje jednak nie produkty dotychczas kojarzone z siecią, a raczej sprzęt AGD, chemia, narzędzia czy artykuły technologiczne. Pierwszy outlet właśnie ruszył w Poznaniu. Jak sobie radzi? Według dziennikarzy – rewelacyjnie. Ponoć artykuły z półek znikały w niesamowitym tempie i po kilku godzinach niektóre rzeczy już zupełnie się wyprzedały. Skoro sklep działa raptem od kilku dni, trudno przesądzać, że będzie sukcesem. Ale wszystko na to wskazuje. Poza tym – Biedronka na naszym rynku raczej nie jest owadem, raczej kurą znoszącą złote jajka. Czego się nie tknie, to jest sukcesem.


Fot. Jeronimo Martins Polska

Outlet Biedronki. Przygotujmy się na kolejne

Skąd takie tłumy w ledwo co otwartym outlecie? Faktycznie, ceny rzeczywiście prezentowały się całkiem atrakcyjnie. Według gazetki, można było dostać mop obrotowy z wiadrem za 19,99 zł czy zestaw myszki i klawiatury komputerowej dla graczy za 24,99 zł. Ale czy w erze AliExpress i internetowych porównywarek takie okazje powinny robić wrażenie? Pewnie nie do końca – wystarczy poszperać trochę w sieci i okaże się, że wcale outlet Biedronki takim hitem cenowym nie jest.

Jednak Portugalczycy znaleźli po prostu jakiś sposób na Polaków. Podbili nasz rynek dyskontów, potrafili przekonać nas do zbierania naklejek na świeżaki i przede wszystkim przekonali nas, że Biedronka jest najtańsza pod słońcem.

Teraz Biedronka odkryła nowy format. Odkryła to może za duże słowo, ale trzeba przyznać, że taki dyskontowy outlet to na polskim rynku nowy koncept. Co teraz? Pewnie w siedzibach konkurencyjnych dyskontów trwają już gorączkowe narady – i pewnie kolejne sieci niebawem ruszą ze swoimi outletami. Czemu? Bo kopiowanie czyiś pomysłów to w tej branży podstawa.

Dyskonty kopiują szybciej niż myślą

Wystarczy przejść się po dowolnym dyskoncie, by zobaczyć, że półki uginają się pod „zainspirowanymi” produktami. Tak jest na przykład w Lidlu. To oczywiście nie jest specjalność polskich oddziałów sieci. Podobnie się bawi na przykład niemieckie Aldi.

Ale oczywiście dyskonty nie tylko „inspirują się” bardziej znanymi produktami. Również bardzo chętnie czepią inspirację od siebie nawzajem. Pamiętacie wojnę zarobkową z początku roku? Ledwie jedna sieć podniosła zarobki, druga natychmiast zrobiła to samo. Jak Biedronka wprowadziła Świeżaki, Lidl wprowadził… Lidlaki. Jak jedna sieć wprowadziła książkę kucharską, druga zrobiła tak samo. Przykłady można mnożyć i mnożyć…

Więc raczej pewne jest, że za chwilę powstaną kolejne dyskonto-outlety. Czy to się firmom opłaci? Pewnie za długo się nie będą zastanawiały. W tym biznesie konkurencja jest tak zacięta, że kopiowanie rywala jest ważniejsze niż biznesplany i często – niż zdrowy rozsądek. Przygotujmy się więc na outlety Lidla czy Dino. Nawet jak i tak wszystko będzie można taniej dostać na AliExpress.