1. Home -
  2. Podatki -
  3. Polacy masowo skarżą sąsiadów do fiskusa. Powód nie zaskakuje

Polacy masowo skarżą sąsiadów do fiskusa. Powód nie zaskakuje

Jeszcze kilka lat temu donos kojarzył się z czymś wstydliwym — słowem z przeszłości, obciążonym historycznie i moralnie, a „donosiciel" był jedną z największych obelg. Dziś wraca w nowej, cyfrowej odsłonie. Bez podpisu, bez kontaktu, bez wychodzenia z domu. Wystarczy kilka kliknięć, by poinformować urząd skarbowy o „podejrzanej" działalności sąsiada, znajomego czy konkurenta.

Piotr Janus11.04.2026 8:28
Podatki

Widoczny wzrost liczby zgłoszeń do KAS

Skala zjawiska rośnie z roku na rok i nie są to wzrosty jedynie symboliczne. W 2025 roku do Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) trafiło około 84,4 tys. tzw. informacji sygnalnych, czyli donosów od obywateli. Stanowi to wzrost o blisko 6 proc. rok do roku i ponad 10 proc. względem 2023 roku. Jeszcze kilka lat temu liczby te były wyraźnie niższe, co pozwala domniemywać, że mamy do czynienia z trwałym trendem, a nie chwilową falą.

Można by uznać, że to przejaw rosnącej odpowiedzialności obywatelskiej — że Polacy coraz mniej tolerują szarą strefę, a coraz bardziej dbają o wspólne dobro. Że być może mają większe zaufanie do instytucji państwa. Problem w tym, że rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej prozaiczna.

Statystyki, które studzą entuzjazm

Ze statystyk wyłania się inny, mniej chwalebny element. Według informacji KAS tylko około 5–8 proc. zgłoszeń znajduje potwierdzenie w toku kontroli. W praktyce oznacza to, że zdecydowana większość donosów nie prowadzi do wykrycia nieprawidłowości. Co więcej, analizy wskazują, że nawet około 70 proc. zgłoszeń może mieć podłoże osobiste i wynikać z konfliktów sąsiedzkich, sporów rodzinnych czy rywalizacji biznesowej. Znacząca poprawa sytuacji majątkowej sąsiada (nowy dom, samochód) albo rodzinne nieporozumienia (podziały majątku, rozwody) często stają się motywacją do złożenia zawiadomienia.

Nie bez powodu twierdzi się, że donos do urzędu skarbowego to zazwyczaj nieprawdziwy anonim, a mimo to Polacy uwielbiają je pisać — jednocześnie głośno donoszeniem gardząc. Donos coraz rzadziej bywa więc narzędziem troski o państwo, a coraz częściej staje się narzędziem prywatnych rozliczeń. Taki motyw mówi dużo więcej o tym, co się stało z nami jako społeczeństwem, niż o systemie podatkowym.

Facebook jako kopalnia dowodów

Cyfryzacja odegrała tu kluczową rolę. Anonimowość i prostota procedury sprawiają, że granica między uzasadnionym zgłoszeniem a impulsywną reakcją zaczyna się zacierać. Nie trzeba daleko szukać — wystarczy przypomnieć historie, w których urząd skarbowy postanowił sprawdzić, skąd „szlachta nie pracuje" ma pieniądze na życie, a źródłem wiedzy fiskusa okazały się wakacyjne zdjęcia z Facebooka dostarczone przez „życzliwych".

Obciążenie systemu i stres kontrolowanych

Każde zgłoszenie uruchamia machinę administracyjną. Urzędnicy muszą je sprawdzić, przeanalizować, a nierzadko przeprowadzić kontrolę. Przy dziesiątkach tysięcy zgłoszeń rocznie oznacza to ogromne obciążenie systemu — zwłaszcza jeśli ponad 90 proc. spraw nie kończy się wykryciem naruszeń. W efekcie zasoby państwa są rozpraszane, a realne nadużycia mogą ginąć w natłoku fałszywych tropów.

Najbardziej odczuwają to ci, którzy stają się adresatami donosów. Nawet jeśli są niewinni, kontrola z urzędu skarbowego oznacza stres, niepewność i konieczność tłumaczenia się z własnej działalności. W przypadku małych firm może to oznaczać realne problemy — utratę czasu, klientów, a czasem reputacji. Trudno zatem mówić o całkowicie neutralnym zjawisku.

Walka z szarą strefą a prywatne porachunki

Można oczywiście argumentować, że państwo potrzebuje takich narzędzi, ponieważ bez informacji od obywateli trudniej walczyć z nadużyciami. I jest w tym sporo racji — nieprzypadkowo rząd od lat wypowiada wojnę szarej strefie, koordynując działania KAS, ZUS i PIP. Problem w tym, że narzędzie, które miało służyć interesowi publicznemu, coraz częściej bywa wykorzystywane do celów prywatnych. A zatrudnianie na czarno — jeden z częstszych tematów donosów — pozostaje realnym problemem, który wymaga raczej systemowych rozwiązań niż anonimowych zawiadomień motywowanych zawiścią.

Koszt społeczny — nieufność zamiast wspólnoty

Nie można też pominąć ważnego aspektu społecznego. Rosnąca liczba donosów to sygnał, że coś zmienia się w relacjach między ludźmi. Zaufanie, będące fundamentem każdej wspólnoty, ustępuje miejsca podejrzliwości. Zamiast rozmowy pojawia się zgłoszenie. Zamiast wyjaśnienia — procedura sprawdzająca. Być może wpływ na tę zmianę miało stopniowe obniżanie pejoratywnego znaczenia słowa „donos" i zastąpienie go słowem „sygnalista". Bycie sygnalistą brzmi zdecydowanie lepiej niż bycie donosicielem.

Warto się zastanowić, gdzie leży granica między odpowiedzialnością obywatelską a donosicielstwem. Czy zgłaszanie nieprawidłowości to zawsze przejaw postawy obywatelskiej? Czy może czasem jest po prostu wygodnym sposobem rozładowania frustracji i zawiści?

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi