Suwerenne państwo robi suwerenne rzeczy
Żołnierz Wojska Polskiego kupił sobie nowiutkiego „chińczyka". Ładny, tani, dobrze wyposażony. Problem w tym, że do jednostki wojskowej tym autem już nie wjechał. Podobnie skończył cywil z Teslą, który chciał odwiedzić 1. Warszawską Brygadę Pancerną. „Masz Teslę to nie wjedziesz. Za to wjedziesz BMW czy innym Volkswagenem" – usłyszał.
I wiecie co? Brawo.
Tak, wiem, że brzmi to dziwnie w ustach kogoś, kto zwykle krytykuje nadgorliwość urzędniczą i biurokratyczne absurdy. Ale tu nie chodzi o absurd. Tu chodzi o elementarną logikę bezpieczeństwa państwa, którą poważne kraje stosują od dawna, a my wreszcie zaczęliśmy nadrabiać zaległości.
Smartfon na kółkach
Współczesny samochód to nie jest już kawałek blachy z silnikiem. To komputer z setkami czujników, kamerami dookoła, mikrofonami i stałym połączeniem z internetem. Jak to ujęli eksperci Fundacji Mozilla: „to najgorsza kategoria produktów pod kątem prywatności".
W przypadku chińskich aut dochodzi do tego art. 7 chińskiej Ustawy o wywiadzie narodowym, który zobowiązuje tamtejsze firmy do przekazywania rządowi w Pekinie wszelkich danych – także tych zbieranych za granicą. Paulina Uznańska z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z CyberDefence24 nie owijała w bawełnę: chińskie przedsiębiorstwa mogą być zmuszone do dzielenia się danymi z aparatem państwowo-partyjnym zarówno na drodze prawnej, jak i pozaprawnej.
Czy to znaczy, że każdy BYD czy MG jest jeżdżącym szpiegiem? Niekoniecznie. Ale czy chcemy ryzykować, że kamery w aucie zaparkowanym obok hangaru z F-35 przesyłają obraz prosto do serwerów w Szanghaju? Raczej nie.
A co z Teslą?
Tesla to osobna sprawa i tu można się spierać. Elon Musk to obywatel amerykański, a USA to nasz - przynajmniej do niedawna - sojusznik. Z drugiej strony – Musk ostatnio zachowuje się jak człowiek, który chciałby być jednocześnie przyjacielem Trumpa, doradcą Pentagonu i partnerem biznesowym Chin. Jego auta zbierają terabajty danych i wysyłają je do centrali. Nawet jeśli ta centrala jest w Teksasie, a nie w Pekinie, to wojsko ma prawo powiedzieć: „nie, dziękuję".
Zresztą nie jesteśmy pierwsi. Chiny same zakazały wjazdu Tesli w pobliże wrażliwych obiektów. Kilka krajów europejskich rozważa podobne kroki. My po prostu dołączyliśmy do grona państw, które traktują bezpieczeństwo informacyjne poważnie.
Myślenie imperialne, czyli normalne
Przez lata przyzwyczailiśmy się do myślenia w kategoriach małego, peryferyjnego kraju, który musi się dostosowywać i nie może sobie pozwolić na „zachcianki". Tymczasem każde poważne państwo – od USA przez Francję po Izrael – stosuje podobne ograniczenia bez mrugnięcia okiem. Nikt w Pentagonie nie zastanawia się, czy przypadkiem nie urazi Huawei zakazem używania ich sprzętu. Po prostu wprowadza zakaz i tyle.
Polska jest krajem frontowym NATO, z największą armią lądową w Europie (lub drugą, zależnie od metodologii). Mamy na swoim terytorium amerykańską infrastrukturę wojskową i systemy obrony powietrznej za miliardy dolarów. W tej sytuacji wpuszczanie na tereny wojskowe samochodów, które mogą być potencjalnymi urządzeniami szpiegowskimi, byłoby co najmniej nieroztropne.
Dla zwykłego Kowalskiego to bez znaczenia
Zanim ktoś zacznie krzyczeć o dyskryminacji właścicieli chińskich aut – spokojnie. Zakaz dotyczy wjazdu na tereny wojskowe, a nie jazdy po polskich drogach. Twój BYD dalej może dowieźć cię do pracy, do Biedronki i na wakacje nad morze. Tesla nadal jest świetnym autem do codziennego użytku. Nikt ci nie każe jej sprzedawać.
Ale jeśli pracujesz w jednostce wojskowej albo masz tam interes – zostaw smartfon na kółkach za bramą i weź taksówkę. Albo kup sobie używane Passata. Bezpieczeństwo państwa jest ważniejsze niż wygoda parkowania pod biurem.
Co dalej?
Według doniesień Polskiego Radia, szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła ma wkrótce wydać oficjalny rozkaz rozszerzający zakaz także na parkingi przyległe do jednostek. Służba Kontrwywiadu Wojskowego już wydała wytyczne w tej sprawie. MON powołuje się na art. 616a Ustawy o obronie Ojczyzny, zakazujący fotografowania i filmowania obiektów wojskowych – a każdy nowoczesny samochód robi dokładnie to, czy tego chcemy, czy nie.
Można narzekać, że to utrudni życie części żołnierzy i pracowników cywilnych. Można dyskutować, czy lista zakazanych marek jest kompletna (komentatorzy słusznie zwracają uwagę, że Volvo należy dziś do chińskiego Geely). Ale sam kierunek jest słuszny.
Polska wreszcie zaczyna zachowywać się jak państwo, które ma coś do stracenia i coś do ochrony. I to jest dobra wiadomość.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj