Czym jest poradnik bezpieczeństwa i dlaczego wszyscy go dostali?
Poradnik bezpieczeństwa to drukowana publikacja przygotowana przez państwo, która – przynajmniej w założeniu – ma pomóc obywatelom przygotować się na sytuacje kryzysowe. Katastrofy naturalne, awarie infrastruktury, konflikty zbrojne, brak prądu, wody czy łączności – wszystko to znalazło się w jednym, uniwersalnym dokumencie.
Co istotne, poradnik ten trafił lub wkrótce trafi do skrzynek pocztowych wszystkich Polaków, niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania czy sytuacji życiowej. To nie jest kampania informacyjna w internecie, nie jest to broszura dostępna „dla chętnych”. To masowa wysyłka do każdego domu. I to właśnie budzi niepokój – może nie tyle o sytuację geopolityczną, co o zasadność podejmowanych w kraju decyzji.
Poradnik bezpieczeństwa nie jest zły. Jest banalny
Żeby było jasne: poradnik bezpieczeństwa nie jest zły. Problem polega na tym, że jest skrajnie banalny. Nie ma w nim żadnych odkrywczych informacji, a w dobie, gdy wszystkie informacje zawarte w tej publikacji wynosi się ze szkoły (tak, ja miałam to na Przysposobieniu Obronnym w szkole, moja mama też miała, myślę, że moje dzieci też będą się o tym uczyć), rozsyłanie takich materiałów jest co najmniej wątpliwe i generuje niepotrzebne koszty.
Mamy tu klasyczne „zrób zapasy”, „miej latarkę”, „zapisz ważne numery”, „zachowaj spokój”. To wszystko są rzeczy oczywiste, powtarzane od dekad, obecne w programach szkolnych, poradnikach internetowych, a nawet w popkulturze. Trudno oprzeć się wrażeniu, że państwo postanowiło wydać pieniądze na coś, co niewiele wnosi, poza wprowadzeniem uczucia niepokoju do wielu gospodarstw domowych.
Poradnik bezpieczeństwa… niebezpieczny?
I tu pojawia się kolejny problem. Stosując się dosłownie do części zaleceń, można narazić się na realne ryzyko. Przykład? Gromadzenie większej gotówki w domu. To wprost zaproszenie dla złodziei. Poradnik bezpieczeństwa może stać się inspiracją dla tych, którzy po jego przeczytaniu uznają, że w trakcie włamań „utarg będzie lepszy”.
Jest tam sporo teorii, ale dosłowne zastosowanie się do wszystkich zaleceń może być problematyczne. Zapasy się przeterminują. Część porad dotyczących gaszenia pożarów jest – delikatnie mówiąc – dyskusyjna. Jak powiedział mi kiedyś jeden strażak: owszem, trzeba znać zasady, trzeba jednak też wiedzieć, że w obliczu pożaru gasi się tym, co się ma – najważniejsza jest bowiem szybka reakcja.
Instrukcja na papierze nie uwzględnia chaosu, stresu, paniki i warunków, w jakich faktycznie dochodzi do zagrożeń. Nie uwzględnia również tego, że w niektórych sytuacjach lepiej działać nieszablonowo. Owszem, niektóre zasady trzeba znać. Ale czy ktoś naprawdę myśli, że w obliczu kryzysu przypomni nam się, co napisano w poradniku na stronie 15.?
Ostatnia taka wysyłka to rozsyłanie Konstytucji
Ostatni raz, kiedy jakaś przesyłka trafiła do skrzynek pocztowych wszystkich mieszkańców, był rok 1997. Wtedy rząd rozsyłał nową Konstytucję RP. I to było uzasadnione. Konstytucja ma doniosły charakter, jest najwyższym aktem prawnym w państwie, a jej uchwalenie było wydarzeniem przełomowym. Obywatele powinni znać swoje prawa – przynajmniej w zakresie gwarantowanym przez ustawę zasadniczą. A jak się ma do tego rozsyłanie poradnika bezpieczeństwa?
Masowa wysyłka tego typu materiału sprawia, że zagrożenie ewentualnym konfliktem czy kryzysem wydaje się bardziej realne, niż być może jest w istocie. Wiele osób po otrzymaniu tej przesyłki odczuwa większy niepokój i poczucie zagrożenia. Dotyczy to zwłaszcza osób samotnych i seniorów, którzy nie mają z kim przedyskutować obecnej sytuacji – a są to grupy szczególnie narażone na działanie oszustów i manipulację.
Co więcej, rozesłanie uproszczonych, schematycznych porad może w ogólnym rozrachunku – nawet w przypadku realnego kryzysu – przynieść więcej szkody niż pożytku. Wdrażanie „na siłę" gotowych scenariuszy bywa niebezpieczne. Mało jest sytuacji zero-jedynkowych, a treść pisana w żaden sposób nie przygotowuje nas na moment, w którym adrenalina buzuje, a w człowieku uaktywniają się pierwotne instynkty.
Pozostaje więc pytanie, które warto postawić głośno: czy ta akcja wysyłkowa naprawdę była potrzebna – i czy przyniosła więcej spokoju, czy raczej niepokoju? I czy naprawdę jedna publikacja jest w stanie przygotować nas na ewentualny kryzys?
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj