Mevo, Traficar, Lime… te wszystkie marki łączy pewna cecha. Jak wygląda poszanowanie cudzej własności w naszym społeczeństwie?

Społeczeństwo dołącz do dyskusji (30) 06.04.2019
Mevo, Traficar, Lime… te wszystkie marki łączy pewna cecha. Jak wygląda poszanowanie cudzej własności w naszym społeczeństwie?

Udostępnij

Paweł Mering

Odważę się stwierdzić, że jednym z bazowych problemów polskiego społeczeństwa (w stereotypowym ujęciu), jest wypaczone pojmowanie praw rzeczowych, co wyraża się w błędnym rozumieniu własności, posiadania, czy dzierżenia. Nierzadko upośledzone jest również poszanowanie tych praw, co skutkuje bardzo przykrymi konsekwencjami na gruncie społecznym.

Rower metropolitalny

Nie dalej jak dwa tygodnie temu w kilkunastu pomorskich gminach premierę miała rewolucyjna usługa, pozwalająca na wypożyczanie rowerów na minuty, czyli Mevo. Oczywiście uruchomienie usługi wystawiło na próbę sprawność operatora, co poskutkowało wyłączeniem możliwości korzystania z rowerów przez 24 godziny, już na następny dzień po premierze.

Liczba wypożyczeń do zeszłego czwartku wynosiła ponad 90 tysięcy, a liczba zarejestrowanych użytkowników przekracza 60 tysięcy — i ciągle rośnie.

Ze względu na atrakcyjne ceny i ulokowanie stacji bazowych (które notabene świecą pustkami, ze względu na zdecydowanie zbyt małą liczbę rowerów) sam zacząłem chętnie korzystać z usługi. Niestety, już przy pierwszej próbie wynajęcia roweru, moje złe przeczucia okazały się prawdziwe.

Dwa dni po starcie usługi miałem okazję korzystać z dwóch różnych rowerów. Zarówno jeden, jak i drugi, nosił ślady licznych uszkodzeń, w postaci ułamanej nóżki, czy oberwanego oświetlenia. Jak się okazuje, takich przypadków jest mnóstwo. Sam producent wskazuje, że liczba uszkodzeń jest horrendalnie wysoka.

Samochód na minuty

Podobne odczucia występują podczas korzystania z samochodów na minuty, na przykład Traficarów. O ile czystość we wnętrzach pojazdów raczej nie budzi zastrzeżeń (są w porę sprzątane), to ich stan techniczny pozostawia wiele do życzenia — a usługa jest względnie świeża.

Nie trzeba być ekspertem z dziedziny motoryzacji, aby zauważyć, że większość pojazdów jest już „zajeżdżona”. Wyrobione sprzęgło, zarysowania wokół pojazdu, a także widoczne uszkodzenia w środku auta, jasno wskazują, że o wynajęty pojazd mało kto dba. Potwierdza to również zachowanie kierowców, którzy wynajmują takie samochody.

Tym bardziej że dotarcie do celu jak najszybciej, gwarantuje w zasadzie najtańszy przejazd. Koszty wynajęcia pojazdów na minuty najczęściej składają się z sumy opłaty za minutę i opłaty za kilometr. O ile ta druga jest stała, to tą pierwszą można łatwo obniżyć — jadąc jak najszybciej.

W przypadku Traficarów producent już podjął pewne kroki, w odpowiedzi na — najprawdopodobniej — zbyt dużą liczbę uszkodzeń. Zmiany w regulaminie Traficar przerzucają odpowiedzialność wypożyczającego za wszystkie uszkodzenia, chociażby były zawinione w stopniu znikomym.

Poszanowanie własności

Nie wiedzieć czemu, poszanowanie praw rzeczowych, które przecież są erga omnes, czyli skuteczne wobec wszystkich, praktycznie nie istnieje. Dobrze ma się natomiast mentalność Kalego, czyli obrona swoich praw — bardzo często za wszelką cenę.

Bardzo łatwo można to zauważyć na przykładzie kierowcy, któremu ktoś zarysuje jego własne auto na parkingu. Pierwszą reakcją (i dobrze), będzie zgłoszenie tego faktu, gdzie się da, byle tylko ujawnić sprawcę zdarzenia i pociągnąć go do jak najsurowszej odpowiedzialności. Inna sytuacja będzie miała miejsce, gdy przykładowy Kowalski spowoduje uszkodzenie, na przykład jadąc pojazdem, który wypożyczony jest na minuty. Wtenczas uszkodzenie zostanie skwitowane głupim uśmieszkiem, wzbogaconym myślą „nikt nie zauważył, to mogę uciekać”.

Bardzo podobny mechanizm wyjaśniłem w innym wpisie, dotyczącym kultu cwaniactwa. Poszanowanie własności zanika w szczególności w wypadku, gdy właściciela danej rzeczy nie widać, bądź jego powaga jest dostatecznie umniejszona. Tak też wiele osób nie uzna za moralnie nagannej sytuacji, gdy przedsiębiorca pomyli się na ich korzyść, albo gdy znienawidzonemu sąsiadowi wypadnie przed domem 50-złotowy banknot.

Oczywiście podobne mechanizmy nie są domeną Polaków. Widać je niestety bardzo często u grup, których wychowanie do życia w demokratycznym społeczeństwie, jest jeszcze nie do końca rozwinięte, albo obarczone nieufnością — na przykład z racji historii, czy doświadczeń wielu lat społecznej niesprawiedliwości.