Jak prof. Horban robi z Warszawy Sztokholm. Jeśli doradza premierowi tak, jak komunikuje się ze światem, to mamy przerąbane

Zdrowie dołącz do dyskusji (222) 12.11.2020
Jak prof. Horban robi z Warszawy Sztokholm. Jeśli doradza premierowi tak, jak komunikuje się ze światem, to mamy przerąbane

Maciej Bąk

Żadna, nawet najmocniejsza kawa nie podniosła mi ostatnio tak ciśnienia o poranku jak profesor Horban. Główny doradca premiera do spraw walki z koronawirusem „imponuje” specyficznym stylem bycia już od wielu tygodni. Ale dzisiejszym wywiadem u Konrada Piaseckiego w TVN24 przebił samego siebie. I byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było to tak przerażające.

Profesor Horban

Przypomnijmy – dziś liczba testów w Polsce to dziennie coś pomiędzy 45 a 60 tysięcy. Wykrywamy średnio 22-27 tysięcy przypadków zakażeń. Co oznacza, że są takie dni, w których pozytywny jest co drugi test. O opanowaniu epidemii można tymczasem mówić przy osiągnięciu 5% testów potwierdzających zarażenie. Ten fakt przypomniał dziś profesorowi Andrzejowi Horbanowi Konrad Piasecki z TVN24 mówiąc, że codziennie „omija” nas wiedza o tysiącach przypadków. Na co doradca premiera odpowiedział z uśmiechem, że „dzięki Bogu że omija”, bo wtedy to dopiero byłby problem z polską służbą zdrowia.

Zaniemówiłem.

Profesor Horban właśnie powiedział, że to dobrze że wiele osób nie wie że są nosicielami wirusa SARS-CoV-2. Bo gdyby wiedziały, a – „co gorsza” – wiedziało o nich państwo, to musiałaby się nimi zająć służba zdrowia. A, jak wiemy, działa ona już na skraju wytrzymałości. Dlatego Andrzej Horban cieszy się, że przypadków jest „tylko” 20-kilka tysięcy, bo nad tą liczbą da się zapanować. Pozostałe lepiej jeśli są ukryte, jak karty w pasjansie, bo dzięki temu można udawać że ich nie ma.

Polska Szwecją Europy

W tej samej rozmowie profesor Horban przyznaje, że zakażeń tak naprawdę jest nie 25 tysięcy a 125 tysięcy dziennie. Jednak rząd jako aktywne traktuje tylko te potwierdzone przypadki, czym argumentuje fakt niewprowadzania jeszcze narodowej kwarantanny. I żeby nie było – osobiście jestem przeciwnikiem zamykania ludzi w domach. Ale skoro wirus jest już wszędzie, a codziennie umierają przez niego setki osób, to jak można celowo wprowadzać dezinformację o tym że jest pięć razy mniej zakażeń niż w rzeczywistości?

Szwedzcy epidemiolodzy, doradzający by nie stosować lockdownu i nabyć odporności stadnej, okrywają się raz to sławą, raz niesławą. Bo z jednej strony za ich sprawą zmarły setki seniorów w domach opieki, z drugiej Szwecja ma momenty, gdy mimo minimalnych obostrzeń wirus nie panoszy się po kraju. No dobrze, ale Skandynawowie mają po pierwsze o niebo lepszą opiekę zdrowotną niż my, a po drugie żyją w kraju o zupełnie innej specyfice, gdzie ludzie nie żyją ściśnięci obok siebie i łatwiej trzymać dystans. Tymczasem profesor Horban chyba pozazdrościł im sławy i uznał, że zrobi z Polski kraj o którym będzie pisało się na świecie jeszcze więcej niż o Szwecji.

Bo ten sam doradca premiera, w tym samym wywiadzie, powiedział że „na szczepionkę to by tak bardzo nie liczył”. Jak to argumentuje?

Jest 125 tysięcy nowych zachorowań dziennie. W ciągu miesiąca – 4 mln. 4 miesiące to 16 mln, a 16 mln to połowa społeczeństwa. A szczepionka, jeśli będzie dostępna dla wszystkich, to wiosną.

…czyli doradca premiera przewiduje, że do wiosny zachoruje połowa Polaków, z czego wielu z nich umrze. I uważa że to jest w porządku. Bo myśli że Polacy wierzą w codzienne zaniżone dane, w które on sam nie wierzy. Proszę, obudźcie mnie już z tego koszmaru, bo przecież to się nie może dziać naprawdę.