No i koniec z rozdawnictwem PiS-u. Nie będzie więcej programów „500 plus” i pieniędzy do ręki

Finanse Gorące tematy Społeczeństwo dołącz do dyskusji (150) 04.12.2019
No i koniec z rozdawnictwem PiS-u. Nie będzie więcej programów „500 plus” i pieniędzy do ręki

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Można było się spodziewać, że prędzej czy później zapędy PiS-u do tworzenia kolejnych programów socjalnych zostaną wyhamowane. Teraz minister rozwoju Jadwiga Emilewicz ogłasza, że nowych bezpośrednich dopłat, czyli programów, które polegają na przyznawaniu pewnym grupom dodatkowych pieniędzy, już nie będzie. 

Programy socjalne PiS-u już nie takie jak kiedyś. Koniec z pieniędzmi do ręki

Minister Jadwiga Emilewicz wydaje się być kimś w rodzaju osoby, która oznajmia fakty niewygodne dla rządu. Może to być ze strony PiS zagranie celowe, ponieważ minister Emilewicz nie jest utożsamiana z partyjną górą, a w świadomości twardego elektoratu partii rządzącej prawdopodobnie nie istnieje.

Tym razem to właśnie ona ogłosiła, że programy socjalne PiS-u nie będą już takie jak do tej pory, czyli – nie będą opierać się na przyznawaniu pewnym grupom dodatkowych pieniędzy. Najlepszym przykładem takiego programu jest oczywiście „500 plus”, ale jak minister sama oznajmiła – „nowych 500 plus nie będzie”.

Czy to oznacza koniec jakichkolwiek programów?

Jednocześnie minister Emilewicz podkreśliła, że to nie oznacza, że rządzący nie będą pracować nad nowymi programami. Ze względów demograficznych PiS chce mocniej wspierać rodziny wielodzietne – ale tym razem za pomocą specjalnych usług.

Zdaniem minister, co podkreśliła w wywiadzie dla Business Insider, konieczne są nie tylko nowe programy, ale także pewna zmiana kulturowa. Chodzi o tzw. „modę na rodzinę”, która zaczęła powoli opanowywać takie kraje jak Francja czy Stany Zjednoczone. Zadaniem rządu ma być zastanowienie się, jak takim rodzinom ułatwić życie. Tym ma m.in. zajmować się pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej.

Emilewicz ostro o sektorze energetycznym i otwarcie o podwyżkach prądu

To zresztą nie jedyny ciekawy fragment wywiadu. Minister otwarcie krytykuje polski sektor energetyczny, nazywając go „muzeum” z racji oparcia w 80 proc. na węglu. Podkreśla, że energia oparta na takich źródłach będzie drożeć.

Emilewicz nie ukrywa również tego, że podwyżki cen prądu w przyszłym roku faktycznie będą mieć miejsce. Co więcej, zaznacza również, że część firm – m.in. stalownie czy papiernie – nie będzie w stanie poradzić sobie z gwałtownym wzrostem cen. Tego, ile będziemy płacić za prąd, dowiemy się w drugiej połowie grudnia – kiedy URE ogłosi decyzję w sprawie wniosków taryfowych. Minister nie spodziewa się jednak „drastycznych podwyżek”. Z jej przypuszczeń wynika, że gospodarstwa domowe będą płacić w przyszłym roku o ok. 10 proc. więcej. I może faktycznie nie jest to „drastyczna” podwyżka, jednak obywatele wyraźnie ją odczują.

Minister potwierdza również, że rządzący nie będą już interweniować i próbować regulować ceny energii odgórnie, za pomocą ustawy.

Czy to zapowiedź zmiany kierunku?

Jak wiadomo, minister Emilewicz dosyć często zajmuje zupełnie inne stanowisko niż reszta rządu. Jeśli jednak chodzi o programy socjalne PiS-u, to być może faktycznie jest to zapowiedź zmian. Nic dziwnego – budżet nie wytrzymałby raczej kolejnych programów, które bazowałyby na wsparciu finansowym. Pytanie brzmi tylko, czy dotychczasowi wyborcy partii rządzącej docenią taką zmianę.