Jesteście młodymi ludźmi, nie dorobiliście się jeszcze własnego m2, może nawet nie macie na karku ćwierćwiecza, a już wzięliście swój pierwszy kredyt. A wystarczyło poprosić internautów, żeby zbudowali wam dom. Albo nawet lepiej – poprosić w imieniu swoich dzieci. 

„Proszę mi pomuc mam horom curke” to popularny internetowy mem, który jest naturalną konsekwencją upowszechnienia internetu. Zaczęły się w nim udzielać wszystkie grupy społeczne, m.in. panie będące bohaterkami rozmaitych grup pokroju „beka z mamuś na forach”.

Niestety. To, w połączeniu z nieprawdopodobną wręcz roszczeniowością, która wynika z zamiaru zdecydowanego nadużywania i wykorzystywania ludzkiej empatii, przerodziło się w mało zabawny mem, w którym osoba prymitywna, mająca problemy z pisownią i ortografią, często stawia bardzo poważne żądania. I tak oto wystawiający przedmioty na OLX i Allegro dostają wiadomości od matek „horych curek”, poważne firmy proszone są o podarowanie samochodu. Oczywiście również Bezprawnik dostaje od czasu do czasu takie prośby żądania darmowej pomocy prawnej i nieprzechodzenie obojętnie wokół problemów matki jedenastoletniego – przysłowiowego – Brajanka.

Nie śmieję się tutaj z ludzkiej tragedii. Jestem jednak przekonana, że te prawdziwe, „ludzkie tragedie”, siedzą cichutko i nikt o nich nie wie. Bo mają elementarne poczucie wstydu.

Ta „hora curka” jest niestety tylko clickbaitem. Piszę niestety, ponieważ rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza. Wszyscy są tam zdrowi. Pani Katarzyna oczekuje, że internauci ufundują jej dom o wartości 300 000 złotych (jestem bardzo ciekawa ilu internautów dysponuje podobnym dobytkiem). I tak oto w ogłoszeniu na łamach portalu Zrzutka.pl Pani Magda, a raczej młody Braj… Nataniel (brat Alanka) pisze taką oto wzruszającą historię:

Cześć wszystkim! Nazywam się Nataniel (…). Jestem małym człowiekiem poznającym dopiero świat. W moim świecie są moi rodzice i brat, którego nie ma z nami. Jednak czegoś w tym świecie nam brakuje. Chciałbym, żeby moi rodzice byli szczęśliwi, mając swoje miejsce. Obecnie mieszkam z rodzicami, wujem, babcią i dziadkiem. Dziadek nie lubi dzieci, nie chce też bym zajmował miejsce w jego domu z moimi rodzicami. Chciałbym być bliżej mojego starszego braciszka Alana, bawić się z nim. Chciałbym aby moi rodzice mieli swój dom, swoje miejsce, by ten dom był pełen miłości, ciepła. Kochani, proszę Was o pomoc na nowy dom dla moich rodziców i dla mnie. Dziękuję i ściskam mocno :)

Ja mama Natanielka, na imię mam Magda, mam 25 lat, mieszkam z partnerem Danielem (31 lat) u rodziców mojego przyszłego męża w domu na wsi. Mamy razem dwóch synów, Natanielka (9 miesięcy) i Alanka (3 latka). Alanek obecnie przebywa w rodzinie zastępczej u moich rodziców. Chcielibyśmy być właśnie bliżej Alanka. Nie mamy własnego mieszkania, domu. Nie mamy oboje również stałego zameldowania tzw. bezdomni teoretycznie. Chcielibyśmy mieć swój własny kąt. Tam gdzie moglibyśmy zatrzymać się już naprawdę na długo. Stworzyć kochający dom dla naszych najdroższych synów. Obecnie nie mamy możliwości na sfinansowanie przez bank czy pomoc rodziców z naszej strony. Dla Was to tak nie wiele, 1 zł, a dla Nas każda złotówka to jak jedna cegiełka budująca nasz dom dla naszych synów i dla Nas jednocześnie :)

Na żebry do internetu

Mam deja vu. To znaczy – wiem, że kiedyś już dokładnie taki artykuł na łamach Bezprawnika pisałam. Ale będę pisała je częściej, bo choć rozumiem doskonale fakultatywny charakter tego typu zbiórek i wolne prawo do publikacji równie żenujących ogłoszeń, wciąż nie mieści mi się to w pewnych zasadach wspólnego życia w społeczeństwie.

Tego jeszcze kilka lat temu nie było, nikt nie odważyłby się, żeby taki pomysł przyszedł mu do głowy. A jednak internetowe żebractwo to już nie tylko „kliknij w link”, tylko naprawdę spektakularne projekty, wliczając w to zakup nieruchomości.

Może jestem trochę wyczulona, ale wiem, do czego prowadzi niezwalczanie tego typu zachowań. W dalszej kolejności roszczenia stają się już ofensywne, na zasadzie „Jeśli Państwo nie podarujecie tej Dacii Duster mojej cierpiącej rodzinie, opiszę w jaki sposób bardzo rozczarowaliście państwo Brajanka”. I, co gorsza, znam przypadki firm, które pod takim moralnym szantażem się uginają. Pomagają ludziom, którzy nie kiwnęli palcem, żeby zmienić swój los.

Koteczek dla koteczka

Inna pani, zbiera na kota Maine Coon, który jest marzeniem jej córki. Wprawdzie marne 2000 złotych to drobiazg w porównaniu z budową domu, ale nadal wygląda to dziwnie. Koty Maine Coon nie są dla biednych ludzi, koty Maine Coon są dla ludzi, których stać na jednego z droższych kotów rasowych. Tymczasem pod balkonem autorki ogłoszenia żyje zapewne przynajmniej kilka dachowców, które mogłyby wygrać na loterii, gdyby tylko znalazły kochającą rodzinę.

Może, kiedy się mówi o żywych istotach, to ten przekaz troszeczkę zanika. Ale wyobraźmy sobie, że ktoś próbuje wyżebrać telefon dla córki, bo nie ma żadnego, ale koniecznie musi być to najnowszy model iPhone’a.

Ja rozumiem, że istnieje w sieci wolność, a każdy ma prawo opublikować takie ogłoszenie, na jakie ma ochotę. Ale musi się też liczyć ze społeczną oceną, a ta ocena jest przynajmniej w moim przypadku jednoznacznie negatywna. Po pierwsze – jak komuś nie wstyd? Po drugie – jak komuś nie wstyd? I po trzecie – jak komuś nie wstyd robić tego w serwisie, w którym na 99% pozostałych zdjęć ludzie rozpaczliwie błagają o każdą złotówkę, bo bez niej ich dziecko może nie dociągnąć do następnego tygodnia?