Proszę nam zbudować wielki dom za 300 tys. zł mamy horom curke

Codzienne Gorące tematy dołącz do dyskusji (3258) 08.05.2017
Proszę nam zbudować wielki dom za 300 tys. zł mamy horom curke

Maja Werner

Jesteście młodymi ludźmi, nie dorobiliście się jeszcze własnego m2, może nawet nie macie na karku ćwierćwiecza, a już wzięliście swój pierwszy kredyt. A wystarczyło poprosić internautów, żeby zbudowali wam dom. Albo nawet lepiej – poprosić w imieniu swoich dzieci. 

„Proszę mi pomuc mam horom curke” to popularny internetowy mem, który jest naturalną konsekwencją upowszechnienia internetu. Zaczęły się w nim udzielać wszystkie grupy społeczne, m.in. panie będące bohaterkami rozmaitych grup pokroju „beka z mamuś na forach”.

Niestety. To, w połączeniu z nieprawdopodobną wręcz roszczeniowością, która wynika z zamiaru zdecydowanego nadużywania i wykorzystywania ludzkiej empatii, przerodziło się w mało zabawny mem, w którym osoba prymitywna, mająca problemy z pisownią i ortografią, często stawia bardzo poważne żądania. I tak oto wystawiający przedmioty na OLX i Allegro dostają wiadomości od matek „horych curek”, poważne firmy proszone są o podarowanie samochodu. Oczywiście również Bezprawnik dostaje od czasu do czasu takie prośby żądania darmowej pomocy prawnej i nieprzechodzenie obojętnie wokół problemów matki jedenastoletniego – przysłowiowego – Brajanka.

Nie śmieję się tutaj z ludzkiej tragedii. Jestem jednak przekonana, że te prawdziwe, „ludzkie tragedie”, siedzą cichutko i nikt o nich nie wie. Bo mają elementarne poczucie wstydu.

Ta „hora curka” jest niestety tylko clickbaitem. Piszę niestety, ponieważ rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza. Wszyscy są tam zdrowi. Pani Katarzyna oczekuje, że internauci ufundują jej dom o wartości 300 000 złotych (jestem bardzo ciekawa ilu internautów dysponuje podobnym dobytkiem). I tak oto w ogłoszeniu na łamach portalu Zrzutka.pl Pani Magda, a raczej młody Braj… Nataniel (brat Alanka) pisze taką oto wzruszającą historię:

Cześć wszystkim! Nazywam się Nataniel (…). Jestem małym człowiekiem poznającym dopiero świat. W moim świecie są moi rodzice i brat, którego nie ma z nami. Jednak czegoś w tym świecie nam brakuje. Chciałbym, żeby moi rodzice byli szczęśliwi, mając swoje miejsce. Obecnie mieszkam z rodzicami, wujem, babcią i dziadkiem. Dziadek nie lubi dzieci, nie chce też bym zajmował miejsce w jego domu z moimi rodzicami. Chciałbym być bliżej mojego starszego braciszka Alana, bawić się z nim. Chciałbym aby moi rodzice mieli swój dom, swoje miejsce, by ten dom był pełen miłości, ciepła. Kochani, proszę Was o pomoc na nowy dom dla moich rodziców i dla mnie. Dziękuję i ściskam mocno :)

Ja mama Natanielka, na imię mam Magda, mam 25 lat, mieszkam z partnerem Danielem (31 lat) u rodziców mojego przyszłego męża w domu na wsi. Mamy razem dwóch synów, Natanielka (9 miesięcy) i Alanka (3 latka). Alanek obecnie przebywa w rodzinie zastępczej u moich rodziców. Chcielibyśmy być właśnie bliżej Alanka. Nie mamy własnego mieszkania, domu. Nie mamy oboje również stałego zameldowania tzw. bezdomni teoretycznie. Chcielibyśmy mieć swój własny kąt. Tam gdzie moglibyśmy zatrzymać się już naprawdę na długo. Stworzyć kochający dom dla naszych najdroższych synów. Obecnie nie mamy możliwości na sfinansowanie przez bank czy pomoc rodziców z naszej strony. Dla Was to tak nie wiele, 1 zł, a dla Nas każda złotówka to jak jedna cegiełka budująca nasz dom dla naszych synów i dla Nas jednocześnie :)

Na żebry do internetu

Mam deja vu. To znaczy – wiem, że kiedyś już dokładnie taki artykuł na łamach Bezprawnika pisałam. Ale będę pisała je częściej, bo choć rozumiem doskonale fakultatywny charakter tego typu zbiórek i wolne prawo do publikacji równie żenujących ogłoszeń, wciąż nie mieści mi się to w pewnych zasadach wspólnego życia w społeczeństwie.

Tego jeszcze kilka lat temu nie było, nikt nie odważyłby się, żeby taki pomysł przyszedł mu do głowy. A jednak internetowe żebractwo to już nie tylko „kliknij w link”, tylko naprawdę spektakularne projekty, wliczając w to zakup nieruchomości.

Może jestem trochę wyczulona, ale wiem, do czego prowadzi niezwalczanie tego typu zachowań. W dalszej kolejności roszczenia stają się już ofensywne, na zasadzie „Jeśli Państwo nie podarujecie tej Dacii Duster mojej cierpiącej rodzinie, opiszę w jaki sposób bardzo rozczarowaliście państwo Brajanka”. I, co gorsza, znam przypadki firm, które pod takim moralnym szantażem się uginają. Pomagają ludziom, którzy nie kiwnęli palcem, żeby zmienić swój los.

Koteczek dla koteczka

Inna pani, zbiera na kota Maine Coon, który jest marzeniem jej córki. Wprawdzie marne 2000 złotych to drobiazg w porównaniu z budową domu, ale nadal wygląda to dziwnie. Koty Maine Coon nie są dla biednych ludzi, koty Maine Coon są dla ludzi, których stać na jednego z droższych kotów rasowych. Tymczasem pod balkonem autorki ogłoszenia żyje zapewne przynajmniej kilka dachowców, które mogłyby wygrać na loterii, gdyby tylko znalazły kochającą rodzinę.

Może, kiedy się mówi o żywych istotach, to ten przekaz troszeczkę zanika. Ale wyobraźmy sobie, że ktoś próbuje wyżebrać telefon dla córki, bo nie ma żadnego, ale koniecznie musi być to najnowszy model iPhone’a.

Ja rozumiem, że istnieje w sieci wolność, a każdy ma prawo opublikować takie ogłoszenie, na jakie ma ochotę. Ale musi się też liczyć ze społeczną oceną, a ta ocena jest przynajmniej w moim przypadku jednoznacznie negatywna. Po pierwsze – jak komuś nie wstyd? Po drugie – jak komuś nie wstyd? I po trzecie – jak komuś nie wstyd robić tego w serwisie, w którym na 99% pozostałych zdjęć ludzie rozpaczliwie błagają o każdą złotówkę, bo bez niej ich dziecko może nie dociągnąć do następnego tygodnia?

3 258 odpowiedzi na “Proszę nam zbudować wielki dom za 300 tys. zł mamy horom curke”

  1. Rozumiem, że rodzice mogą być zdeterminowani chęcią ratowania swojego dziecka, w sytuacji, gdy choroba zmusza do drogich terapii, nierefundowanych przez NFZ. Kochają, więc za wszelką cenę walczą.

    Realizacji zachcianek nie rozumem. Sama chciałabym mieć na iPhona dla siebie. Całe szczęście, nie trafiam na tak „pobożne życzenia”, które aż kolą w oczy. Łudzę się, że podany przykład był celowym przerysowaniem.

    Nie mamy pewności do kogo trafiają pieniądze, które przekazujemy na takich ślepych zbiórkach, tym bardziej nie wiemy na jaki cel. Już lepiej, w geście altruizmu, pomoc przekazywać choćby fundacjom, które też organizują eventy i przy ich okazji zbiórki rzeczy czy pieniędzy. Powiedzmy, że w takich sytuacjach trafia do potrzebujących większość tej kwoty i mamy nad tym jako tako kontrolę.

    A co do samych rodziców organizujących zbiórki na „niezbędne do życia” rzeczy. Jak lud głupi daje, to czemu nie brać? Darowizna z poleceniem… na zakup iPhona. Czemu nie.

  2. Typiare od kota chyba bym udusił. Kot w utrzymaniu też kosztuje, duży kot rasowy kosztuje dużo w utrzymaniu. Jestem przeciwko braniu kotów z hodowli (bo sa cudowne, kochające znajdy, nie hodowane dla hajsu w imie ładnych mutacji) ale jak już ktoś bierze to niech go będzie stać na dobrego weterynarza, opieke nad kotem, dobra karme etc etc.

      • Niestety żyjemy w takich czasach, tym bardziej to widać w Polsce, że dominuje filozofia „jak mnie stać to moge” albo „jak chce to moge”. Nie ważne czy coś jest etyczne, rozsądne, długofalowo korzystne. Ludzie zamienili się w dzieci i jak jest zachcianka to świat ma się dostosować.

    • Mam rasowego dużego kota. Od 12 lat wcina karmę marki Tesco i puszki Claude (też Tesco) oraz załatwia się na najtańszym żwirku Tesco. Jedyne koszty ekstra to coroczny przegląd u weterynarza i szczepienia. Kot zdrowy jak ryba, świrus ale kochany. Futro piękne, żeby nienajgorsze. Do tego czasem dostaje zwykle surowe mięso. O jakich kosztach piszes? Mnie 10 kilogramowy rasowy kot kosztuje 40zl miesięcznie. I to doliczając ratę za coroczny przeglad.

      • Formalnie to nie masz sie czym chwalic:) Rownie dobrze mozna go karmic trocinami (sprawdz zawartosc miesa w tej karmie). Moj (13 lat) o ile jeszcze niemarkowe saszetki zje to po przejsciu na lepsza karme na zwyklego Kitekata juz nie chce patrzec. Co do zwirku to poszukaj takiego, ktory nazywa sie Naturals (w takich obskornych zoltych opakowaniach), polowa ceny Benka a jakosc ta sama :)

        • Tylko poco. Skoro rozpiesciles to płać. A chwalić się niema czym to się zgadza – jak można chwalic się racjonalnością…

          • >karmienie kota dobrej jakości jedzeniem
            >rozpieszczanie
            Mortadele całe życie jadasz?

          • Moj kot nie jest nawet w polowie tak rozpieszczony jak moje 2 husky. Ale gdzie tu racjonalnosc? Zrozumialbym jesli kogos nie stac… Jeden z moich psow wyladowal u weterynarza na drugi dzien po wyjedzeniu marketowego jedzenia z miski innego psa. Tylko sie cieszyc, ze twoj kot ma sie mimo wszystko dobrze.

          • Twój kot nie jest zdrowy, te sklepowe karmy to zwykłe gówno, to tak jakbyś ty żarł tylko burgery i Colę

          • Człowieku przeczytaj proszę skład takiej karmy. I nie chwal się głupotą. Pozdro.

          • Bo najtańsza karma wcale nie jest dla kota zdrowa. Tanie karmy z Tesco nawet jak kot je to sa naładowane toną syfu i rzeczy, których kot nie trawi.

            Dodatkowe koszty – Pasta do zębów dla kota aby nie trzeba było mu wyrywać zębów bo kotom odkłada się na zębach kamień, zabawki dla kota by kot nie gnusniał i tył, siatki na oknach by kot nie wyszedł, zniknął bądź zaraził się chorobą, ograniczniki na oknach by sie kot nie powiesil i nie dostał paraliżu bądź umarł. Tak zwirek moze byc tani chociaz ja mam 2 koty i zmieniam kuwety czesto ale to najmniejszy wydatek jednak na miec 20kg idzie. Do tego fontanna dla kota bo koty mało pija, jest tam filtr ale ponieważ w nowym mieszkaniu jest twarda woda leje miękka wode z baniaka bo znowu nie chce problemów z zębami.

            Dodatkowo w przypadku jednego z moich kotów mam dodatkowe koszty – jeden z kotów ma IBD więc po gównianej karmie po prostu choruje. Bardzo dużo czasu zajęło nam szukanie dla niego własciwej karmy, a teraz wg naszej weterynarz jest jedynym kotem w jej karierze z IBD, który prawie nie ma objawów. Więc nie, lepsza karma nie robi różnicy wcale…

            To nie sa wielkie wydatki ale dla mnie kot to członek rodziny. Chce by był jak najzdrowszy i miał jak najlepiej. Nie ma to nic wspolnego z rozpieszczaniem

          • Absolutnie się z tym zgadzam. Owszem można faszerowac kota syfem, bo tanio i dużo, ale to tak samo jakbyśmy całe życie jedli fast food. Kot nie powie ci co go boli czy że jest chory czy coś mu dolega. A karmiąc sierściucha taką pucha z marketu trzeba liczyć się z tym, że jego zdrowie będzie bardziej narażone na szwak. I to nie fanaberie tylko dbanie o żywą istotnę. Poza tym dobre karmy też nie są niewiadomo jak drogie. Jest dużo fajnych sklepów internetowych gdzie można dostać w na prawdę dobrych cenach żarcie z wyższej półki.

          • Dokładnie. Mam 2 na prawde duże koty. Jeden 9kg więc idzie jedzenia wiecej niż u typowego 2-3kg siersciucha, zarabiam średnią krajową, a połowe dochodu pochłania mi kredyt i jakoś nie zabijaja mnie te wydatki na karme ;)

          • Tak czytam te Wasze wywody odnośnie tego jak kotu źle i jaki hejt posypał się na gościa, który opisał jak karmi własnego kota za własne pieniądze. Taka empatia dla braku należytego luksusu u nieposiadającego nawet świadomości, sztucznie wyhodowanego zwierzaka. Natomiast w przypadku gdy pełnoprawni obywatele tego kraju, najprościej mówiąc ludzie zbierają na spełnienie marzeń swojego dziecka. Przyszłego obywatela i podatnika tego kraju, to obserwuję dziwne skrzyżowanie zawiści i hejtu. Taki trochę internetowy, średniowieczny ciemnogród. Człowiek inteligentny i świadomy nie rozdaje swoich pieniędzy na prawo i lewo, a jeśli to robi to jego prawo. Jeśli natomiast zbiórka internetowa jest złamaniem prawa to do prokuratury. O czym jest w ogóle ten dziwny zakątek internetu?

          • „pełnoprawni obywatele tego kraju, najprościej mówiąc ludzie zbierają na
            spełnienie marzeń swojego dziecka. Przyszłego obywatela i podatnika tego
            kraju,” – no jak ja zbieram na spełnienie marzeń swojego dziecka to nie zbieram OD KOGOŚ tylko ściubię ze swoich. A poza tym , jak się przyzwyczai dziecko, że każde jego marzenie będzie spełnione bo obcy ludzie się zrzucą,to na pewno nie będzie z takiego PODATNIK. będzie roszczeniowym osobnikiem, piszącym takie listy z niejednom horom curkom.

          • Moje koty zawsze jadły lepiej od ludzi. Nieważne, czy był to parchaty przybłęda, czy rasowiec z rodowodem jak Czartoryscy.
            Dlaczego? Bo je kocham bardziej niż ludzi.
            I jeszcze dlatego, że kot nie mówi, nie skarży się.
            Jak Ci umiera na rękach, to
            łatwiej potem spojrzeć w lustro, kiedy można sobie samemu powiedzieć „zrobiłem wszystko najlepiej, jak można bylo”.

        • Mój kto je najtańsze puszki i resztki ze stołu (czasem dostanie plasterkiem wędliny, gdy jęczy o jedzenie) i nie narzeka, że nie czekał na takich odpowiedzialnych właścicieli szwendając się po śmietnikach czy obgryzając łapy w schronisku (może już się to zmieniło, tak jak w schronisku przy kebabie w Wołominie). W sumie może kocie łapki są zdrowsze od puszki z dyskontu…
          *bardziej przejąłbym się składem wędliny, bo produkowana dla ludzi, niż „poniżającym traktowaniem”, którego kot nie rozumie, myśląc, że to on wytentegował człowieka udając, że jest głodny** ale trudno podejrzewać kociarzy o racjonalność.
          **rozpieszczanie kotów jest o tyle fajne, że kot będzie domagał się jedzenia dopóki nie zdechnie z powodu otyłości, nawet pomimo tego, że cierpi z przejedzenia. MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEJDZIE TA NOWELIZACJA USTAWY I KOTY BĘDZIE MOŻNA HODOWAĆ TYLKO Z LICENCJĄ BO SERIO NIEKTÓRZY NIE MAJĄ ANI DOŚWIADCZENIA ANI WYOBRAŹNI I NA PRZYKŁAD TUCZĄ KOTA AŻ ZDECHNIE.
          p.s. jako że przez kilka lat zamieszkiwał kilka domów w okolicy naraz, a teraz się nie rusza poza podwórko, to chyba nie narzeka.

      • Racja, nie na sie czym chwalić. Moj perski kot jadł whiskasa. Kota dostałam w prezencie po tym jak auto przejechało na moich oczach moją kochaną sunie. Moja wina. Miałam smycz w ręku. Codziennie ta sama trasa, codziennie te same słupy do obwachania aż któregoś dnia po roku pies widzi światła aut jadących najbardziej zatłoczona ulica Warszawy, jak dzida daje do przodu, przez ogródki, piaskownice i ja wołam, rycze ale wołam ją, do trasy mamy jakieś 200 metrów pomiędzy blokami. Ona jak opętana wpadła w te jadące auta. Nawet nie mam kogo obwinić, było to 13 lat temu. Ja byłam dziewczynką a aut było tyle, ze trudno wskazać ktory odebrał jej życie. Wracając do tematu. Rodzina kupiła mi kota (aby był w domu, nie wychodził, nie było ryzyka aby dziewczynka 12 letnia zobaczyła roztrzaskaną czaszkę swojego pupila. Tak mojej rodzinie poradził terapeuta) dzis wybrałabym kota ze schroniska. 12 latka zakochała sie w rudej puchatej kulce dwumiesięcznej. Lata 90, nikt nie mówił ze nie można dawać whiskasa z Geanta (jeszcze wtedy). Kotka w wieku 9 lat miała ogromny nowotwór przewodu pokarmowego bo w tych karmach nie ma mięsa. Sama chemia. Na leczenie poszło ponad 6 tys zł. Nic nir dało. Przedłożyłam jej życie o rok. Tyle. Teraz mam schroniskowe 3 dachowce, jedzą Royal Canin i saszetki applawse. 100% składników jakościowych. Moja kotka ma 17 lat, kot 13 i 2 letni gnojek. Nigdy wiecej karmy z supermarketu!!!!! Jest to smierć zwierzęcia w męczarniach.

        • RC to taki sam syf jak Kitikat itp. Zerknij na takie karmy jak Catz Finefood, Mac’s, Feringa. Sucha nie jest kotu do niczego potrzebna, jeśli Cię stać to odstaw ją zupełnie. Pozdrawiam

          • Dokładnie, racja. Ja jeszcze dodam Taste of the Wild i Orijen. Przy czym w niektórych sklepach Orijen jest na wagę za ok. 23-26 złotych, więc jest porównywalny z RC.

          • Paczka taste of wilds 7kg wychodzi 18zł/kg

            bezzbożówka 3 koty od 5 lat na niej jadą ;)

        • Popieram Klaudię. Lepsze i tańsze. Feringą zajadają się moje koty, jak otworzę puszkę, zapach jest taki, że sama mam ochotę zjeść. Uzupełniacze zbożowe (stosowane w RC) zastąpiono warzywami i ziołami. Moje jedzą też suchą karmę, ale też nie RC. Dobra jest Taste of the wild, także bezzbożowa.

      • Daruj sobie szczepienia będzie taniej i kot będzie mniej cierpiał. Szczepionki to morderstwo w białych rękawiczkach

      • Was bawią koty mnie bawią dodatkowo fundację wspierające leczenie psów. Sam mam dwa dogi de Bordeaux, dwie wielkie rude kochane bydleta które zaczęły chorować i koszt utrzymania skoczył z ok 500 zł miesięcznie do ok 1800zl z lekami, badaniami kontrolnymi. Teraz co w tym ciekawego. Kiedy sprzedawalem szczenięta parę lat temu dzwonili do mnie ludzie którzy chcieli znikać cenę szczeniaków…. no bo chcą psa na kolanka ….

        Wniosek jest taki : filtrem niestety zawsze są pieniądze. Jak Cię nie stać na zakup to na utrzymanie też może Cię nie byc stać.
        Fundacje wspierające adopcje psów fajnie że są ale widzę że stają się one co raz częściej furtką do oddawania zwierząt chorych w opiekę ludziom z ogromnym sercem.
        Kończąc życzę aby każdy posiadacz zwierząt małych czy dużych, dzieci zdrowych i chorych, rodziny kochającej lub nie umiał zarabiać godnie co pozwoliłoby na sfinansowanie swoich celów bez angażowania obcych ludzi.

        • Taaaa… Ja mam tzw. dom tymczasowy dla kotów :) Spotkałam się z takimi sytuacjami, że ludzi było stać na kupno rasowego kota, ale już np. na kastrację „stać” nie było i szli do gminy po talon na „bezdomnego kotka, którego adoptują, jak będzie wykastrowany”.

      • Oblicz sobie ile kosztuje Cię dzienna porcja karmy marketowej, a ile Royala, Acany, czy czegoś w ten deseń. Moje dwa koty jedzą dziennie łącznie 100 gram (zgodnie z zaleceniami) co kosztuje mnie ok. 2,30 zł (za dwa „miśki” o wadze 5,5 kg i 4,5 kg). Skończyły się wizyty z u weterynarza, mocznice w skutek SUK (raz myśleliśmy, że jednego „miśka” nie odratujemy; dzięki szybkiej interwencji wszystko skończyło się dobrze;). Po dobrej karmie weterynaryjnej od dwóch lat mamy święty spokój, tzn. „misiek” ma święty spokój z problemami w kuwecie. I uwaga! Dobra karma kosztuje mniej niż karma marketowa, przede wszystkim dlatego, że kot zasyca się niewielką jej ilością. Wystarczy dać mu dziennie ok 50 gram (w zależności od wagi i indywidualnego zapotrzebowania), a nie pół paczki, jak w przypadku śmieciowego Whiskasa, czy Kitiketa. O walorach zdrowotnych i pieniądzach, jakie zaoszczędza się na wizytach u weterynarza (a raczej ich braku) nawet nie wspomnę.

  3. Ja mam zaciągnięty kredyt na mieszkanie, dorzucicie się? Curki wprawdzie nie mam, ani żadnej Brajanka, ale jak szaleć to szaleć.

  4. „..matki jedenastoletniego – przysłowiowego – Brajanka…” troche takie #grammarnazi ale jakie jest przyslowie z 11-letnim Brajankiem?

  5. Niby śmieszę a na YT ostatnio jest wysyp jakiś dziwnych kanałów, gdzie nagrywają, że piją i coś tam rozrabiają i autentycznie ludzie wpłacają im kasę -.-

    A co do żebrania to jeszcze całkiem sporo jest kanałów, gdzie się przyglądasz jak gościu gada jakieś bzdury albo gra w gierki i też mu kasę wpłacają -.-

    Po prostu żebractwo XXIw zamiast na ulicy przeszło do internetu, a ludzi naiwnych nie brakuje :D

  6. Mam ciasna piwnice, za malo RGB w kompie, zepsula mi sie pompka do penisa i nie dziala mi megnetovid przez co moje rzycie seksualne napedzane hinskimi bajkami na kasetach VHS wyraznie ucierpialo. Pomorzecie?

  7. Wszedłem na profil FB tej od domu a tam same udostępnienia konkursów, ajfonów bez folii itp. xD

  8. Jezdem ojcem dzieci, kture hcom wyjehać na wakacje do turcji. Dacie, czy lepiej prosić o pomoc nad balaton?

    Kurfa, tosz autokorekta nie pozwala robić takich​ błędów.

  9. koty rasy Maine Coon mają takie samo prawo być przygarniętymi jak dachowce, cóż za społeczna kocia nietolerancja

  10. Zastanawiam się dlaczego autorka nie bierze, IMHO, pod uwagę wolności jednostki. Tak, ma Pani rację – istnieje wolnosć, ale nie tylko w sieci. Tak samo jak mama Nataniela ma prawo zorganizować taką „zrzutkę”, tak samo ja mam prawo robić z moimi pieniędzmi co chcę i finansować co chcę jeśli mi się podoba. Oczywiście każdy ma prawo mieć własną opinię na temat celu zbiórki. Ale zamiast nagonki hejterów może lepiej po prostu nie wpłacac pieniędzy? Może tak na logikę niech to będzie miarą tego jak „szczytny” jest cel? A co jeśli wpłacę pieniądze? Pani Maju, rozumiem frustrację przedstawionym fenomenenm, ale proszę z dziennikarskiego obowiązku zastanowić się nad jedną rzeczą: a co jesli pod wpływem Pani słów kilku hejterów storpeduje zbiórkę pieniędzy na naprawdę potrzebną pomoc? Weźmie Pani za to odpowiedzialność?

    TL;DR: jeżeli nikt nikomu swoimi czynami nie robi nikomu krzywdy to chuj wam do tego…

    • Argumentujesz tutaj wolnością jednostki, a chcesz ją ograniczać w przypadku autorki wpisu? Trochę brak konsekwencji.

      Rozumiem, że „mądry głupiemu ustępuje”, ale to właśnie dlatego ten świat tak teraz wygląda. Więc może jednak warto przestać?

      • Ani autorka nie postuluje o jakies regulacje, ktore mialyby to zjawisko powstrzymac, ani Marek Najkowski nie probuje zmieniac prawa, tak zeby zabroniona bylo autorce krytyka tych zbiorek.

        A jednak argumentacja Marka bardziej do mnie trafia. Swiat wyglada tak jak wyglada nie tylko z tego powodu, ze „madry glupiemu ustepuje” ale tez bardzo czesto dlatego, ze „ja jestem madry, wiem jak ma byc, wiec zakazujemy/nakazujemy”. Bo jak inaczej z tym walczyc niz ograniczajac wolnosc jednej badz drugiej strony? No chyba, ze to bylo napisane na zasadzie – mam do wyrobienia miesieczny limit artykulow, wiec naskrobie jakies swoje luzne przemyslenia bez konsekwencji.
        Nie mozna tego wykluczyc.

        Jak widze zbiorke, do ktorej nie chce sie dolozyc, to sie nie dokladam.
        Autorka pisze:
        „„Jeśli Państwo nie podarujecie tej Dacii Duster mojej cierpiącej rodzinie, opiszę w jaki sposób bardzo rozczarowaliście państwo Brajanka”. I, co gorsza, znam przypadki firm, które pod takim moralnym szantażem się uginają. Pomagają ludziom, którzy nie kiwnęli palcem, żeby zmienić swój los.”
        Robia to tylko dlatego, ze chca sobie zbudowac PR na medialnej dobroczynnosci. Nie znam przypadku firmy, ktorej oberwaloby sie wizerunkowo tylko dlatego, ze nie ugiela sie pod ciezarem szantazu na „horom curke”.

      • W żadnym fragmencie mojej wypowiedzi nie zabroniłem autorce pisać/wypowiada się na dany temat, więc nie uważam żebym ją w czymkolwiek ograniczał. Od zasady „mądry głupiemu ustępuje” wolę teorię Darwina. Sami jesteśmy sobie winni bo właśnie karmimy te przysłowiowe trolle. Oglądamy kretynów wyrzucających telewizory przez okno, dajemy kasę na kotka… Karmimy ich zamiast dać im po prostu „umrzeć z głodu” i wyeliminować geny z puli.

        • Jeśli nie widzisz, w którym miejscu ograniczyłeś prawo do wolności autorce wpisu, to gratuluję ;)

          • Nie wiem czego tu gratulować, ale z grzeczności powiem: dziękuję.

    • A jesteś pewien, że się dzieciom nie dzieje krzywda (np. związana z niedostatkiem), kiedy niewydarzona rodzicielka woli w prostacki i nierzadko napastliwy sposób żerować na ludzkiej głupocie i naiwności, niż na własną rękę szukać źródła utrzymania siebie i dziecka?

      • Poza tym zapomniałeś o jednym ważnym zdaniu mojej wypowiedzi: „jeżeli nikt nikomu swoimi czynami nie robi krzywdy…”

        • Nie, odniosłem się właśnie do tego zdania. Krzywda dzieje się nie tylko wtedy, gdy dochodzi do przemocy, ale także wtedy, gdy osoba odpowiedzialna za coś swoją postawą doprowadza do niepożądanych sytuacji. Nie twierdzę, że od razu ma wkraczać opieka społeczna i np. odbierać takim ludziom dzieci, ale czy jesteś pewien, że przy takiej drodze zdobywania środków na utrzymanie wszystko tam jest w należytym porządku?

    • tylko ze to nie chodzi o wolnosc zbierania co o oszustwo, gdyby napisala prawde ze np chcemy dom/kota tylko nie mamy kasy, za to dwoje dzieci, ciezko uzbierarac, itp zgodnie z prawda to ok, kto chce to daje, ale ona napisala o chorych dzieciach co wg mnie jest wyludzeniem
      a niebezpieczne jest to ze wlasnie ktos w prawdziwej potrzebie moze byc „przezornie” tak sam oceniony

    • „ale proszę z dziennikarskiego obowiązku zastanowić się nad jedną
      rzeczą: a co jesli pod wpływem Pani słów kilku hejterów storpeduje
      zbiórkę pieniędzy na naprawdę potrzebną pomoc”

      To działa w obie strony. Widząc takie „zbiórki” ludzie zniechęcają się do pomagania w ogóle, bo skoro jedni nadużywają dobroczynności, do skąd wiadomo, że nie wszyscy?

  11. Halo, halo!
    Jakie „nie kiwnęli palcem, by zmienić swój los”? Właśnie kiwają. Robią coś, żeby ten los zmienić. A że akurat wybrali metodę nielicującą z Pani godnością, to, jak podejrzewam, bardziej akt desperacji, niż cwaniactwa.

    • Rozumiem, że należy się pochwała za działanie sprowadzające się do wyciągnięcia ręki i krzyknięcia „daj”? Jest coś takiego jak zdolność do pracy czy możliwości zarobkowe. Rozumiem, że to trudniejsze niż żądanie, by ktoś dał, ale takie życie. Generalnie przyjmuje się, że ktoś zdolny do pracy wykonuje ją lub chociaż jej szuka, by mieć środki do życia. Jeśli jest niezdolny, to są świadczenia z ubezpieczenia społecznego itp. Trudno oczekiwać akceptacji czy aplauzu dla postawy cechującej się oczekiwaniem, że inni dadzą temu, kto tyłka nie ruszy. Nawiasem mówiąc, ciekaw jestem, skąd u takich biednych i zdesperowanych ludzi komputer i internet oraz tyle czasu spędzanego na fejsie czy innych portalach. Na to stać, a na podstawowe potrzeby dziecka już nie?

  12. A ja głupi już 10 lat prawie hipoteczny spłacam, a wziąłem go nawet jak ćwierćwiecza nie miałem. O ja głupi. Mogłem zbierać w internecie.

  13. Warto wspomnieć o drukarni z Warszawy, która padła ofiarą bojkotu „maDek”, bo odmówiła darmowego zaopatrzenia „horego Brajanka” w ulotki i plakaty.

  14. Kiedyś chciałem kupić Szlachetną Paczkę. Wybrałem rodziny z bliska i trafiłem na samotną matkę. Pomyślałem ok, zobaczę co im brakuje i kupię. Okazało się,że mamusia chce dla siebie kosmetyki wybranych przez siebie drogich marek, bo na inne jest uczulona. Dla dziecka tam była chyba tylko jakaś zabawka. Odechciało mi się pomocy, bo nawet moja dziewczyna nie kupuje tak drogich kosmetyków.

    • To jeszcze nic, dwa lata temu widziałam rodzinkę, co zażyczyła sobie konkretnej skórzanej sofy, nawet podlinkowano. Kliknęłam, a tam cena prawie 8000zł… o.O

  15. Tekst z sensem, ale mam taką małą uwagę. Nie ma żadnego przysłowia z Brajankiem, więc Brajanek nie może być przysłowiowy ;)

  16. Tekst z sensem, ale mam taką małą uwagę. Nie ma żadnego przysłowia z Brajankiem, więc Brajanek nie może być przysłowiowy ;)

  17. że też pustaki zanim zabazgroliły te bzdury i ośmieszyły się totalnie najpierw nie przejrzały najpopularniejszych zrzutek… choroby, rak, operacje, rehabilitacje – a oni sobie zbierają na domek. 300 tysięcy na ich mały słodki patologiczny domek!

  18. A ja nie mogę się zgodzić z jedną rzeczą: „Tego jeszcze kilka lat temu nie było, nikt nie odważyłby się, żeby taki pomysł przyszedł mu do głowy”.

    Żebractwo istnieje od zawsze, tak samo jak morderstwa czy uprawianie nierządu. Jakieś 20 lat temu, na wakacjach u babci, czytałam w gazecie o kobiecie, która dzięki ogłoszeniu ze swoim numerem konta zarobiła na nowiutkie auto (treść: „zbieram na nowy samochód”). Po prostu internet jest stosunkowo nowym środkiem przekazu do organizowania takich akcji. Ale nie jest to na pewno nowe zjawisko. Już pomijając żebraków spod kościołów, którzy nierzadko mają małe fortuny.

  19. Jak juz sie kreujecie na poprawnie piszacych to sugeruje nie powielac „przyslowiowych” baboli oczy bola.
    Artykul oczywiscie trafny.

  20. Myślę, że winę za takie sytuacje ponosi częściowo sam portal, który sowim regulaminem umożliwia zakładanie tego typu zbiórek. Również jestem mamą niepełnosprawnego dziecka, znam inne portale pomocowe o podobnym profilu i na nich ogłoszenia są weryfikowane przez organizatorów, więc tego typu zbiórki raczej nikt by nie przepuścił. Najgorsze jest to, że z powodu takich przypadków, z powodu ludzi pozbawionych elementarnego wstydu, cierpią inni naprawdę potrzebujący – czyli osoby, którzy muszą szybko zebrać określoną kwotę np. na operację swojego dziecka, bo inaczej ono umrze. Strasznie to wszystko przykre.

  21. Zbieram na pomniejszenie penisa, nadwyżkę w dobre ręce oddam *wink* *wink* – zrzućta się, Brajanek będzie wdzięczny :*

  22. Co do kota to osobiście znam Dziewczynę, która zbierał pieniądze na kota i to dokładnie Maine Coona. Ale sprawa nie jest taka prosta. Jej syn choruje na autyzm a Coony to koci-terapeuci. Są bardzo spokojne, oddane i świetnie w tej roli się spisują. Niby to nie jest jakiś duży koszt. Ale w rodzinie pracuje ojciec a wszystkie pieniądze idą na rehabilitacje. Podziwiam Ją, że odważyła się na taką zbiórkę i sam dorzuciłem złotówkę :)

  23. Podejrzewam też, że w przypadku Maine Coona może się skończyć na kolejnej bidzie wywalonej na bruk. Bo jak ktoś nie ma kasy na kota to nagle będzie miał na weta?! Na dobre żarcie? Na sterylkę? Kot to nie quad, że jak się znudzi to co najwyżej w garażu się zakurzy…
    A co do artykułu… takie żebractwo sprawia jeszcze jedno – że już nie wiadomo, komu ufać i komu pomagać, a komu nie…

  24. Tekst dobry, ale rozbawiło mnie to „prawda jest jeszcze gorsza. wszyscy są tam zdrowi” :D

  25. Kiedyś doradzono mi, abym zrobił coś dobrego dla innych, skoro nikt nie chce zrobić nic dobrego dla mnie. Wpadłem na pomysł, dyrektorka domu dziecka stwierdziła, że dzieciaki się ucieszą, nie chciałem robić konkurencji chorym dzieciom, więc prosiłem o pomoc w zbiórce lokalnych radnych, lokalne firmy, posłów, katolickie organizacje, katolickich celebrytów i inne tałtajstwo co to było tak przejęte aborcją, że zaczęło bredzić o pomocy dla dzieci i rodzin w trudnych sytuacjach, oczywiście ludzie bredzący o miłosierdziu olali sprawę, ale za to z jednej instytucji (zakład oczyszczania miasta czy coś w ten deseń) dostałem maila, że w związku z trudną sytuacja budżetową nie mogą sfinansować mi zakupu samochodu. Stwierdziłem, że skoro katolicy mierzą swoją miarą i ich zaangażowanie ograniczyło się do sprawdzenia czy nie jestem oszustem, to i tu trafił się ktoś kto w śmieszny sposób chciał wykpić potencjalnego oszusta. Nawet do glowy mi nie wpadło, że ludzie mogą żebrać o takie rzeczy jak w artykule.
    Niemniej skończyłem w gorszym stanie psychicznym niż zacząłem (bo nawet TVP3 zamiast powiesić w szatni kartkę o zbiórce na fajny prezent dla dzieci z domu dziecka, chciała zrobić materiał o zbiórce tego 1600 złotych), ale nie twierdzę, że nie opłaca się nic robić. Nie opłaca się nic robić w katolickim kraju. A ci katoliccy radni, publicyści, celebryci dalej trują o religii miłosierdzia, zaczynając wszystkie występy od publicznego pomodlenia się. Eh, ręce opadają. To co sam miałem dołożyć wpłaciłem niby na jakąś fundację sióstr Boromeuszek, ale okazało się, że pod tym samym kontem prowadzą zbiórki na własną klinikę bezpłodności, o czym w opisie fundacji nie poinformowały.
    Katolicki kraj, katolickie obyczaje.

  26. Koty, jako absolutni drapieżnicy, powinny być karmione mięsem i suplementami następującymi to, co zjadłyby w naturze (zawartość żołądka i kości gryzoni). Karmiąc karmą komercyjną robicie zwierzakom krzywdę. A różnica w tym co je człowiek (wysokoprzetworzone, konserwowane produkty) a kot jest w tym, że my mamy kotem się opiekować a o własnym losie decydujemy sami.

    • Już nawet nie „proszę”, a „chcem”. Może mi się wydaje, ale ludzie naprawdę potrzebujący mają w sobie trochę pokory i wdzięczności. Sporo z tych roszczeniowców nawet nie sili się na pozory tych cech.

  27. Wystarczyło założyć KOD i można było sobie nie mając oficjalnie pracy polecieć do USA (tanie linie tam nie latają) i kupić iphona.

  28. A ja nie rozumiem czemu Bezprawnik czymś takim się zajmuje, i tego najeżdzania na organizatora zrzutki.

    Portale pozwalają zbierać na dowolny cel, to ludzie zbierają. Jeśli się nie podoba, to nie trzeba się dorzucać. Przymusu nie ma.
    Do tego przecież jest napisane wprost, dlaczego i po co. Bez ściemy.

    A komentarze na Zrzutka w stylu „Do roboty łajzo”, powodują tylko chęć powrotu do lat 90-tych i czasu, gdy dostęp do Internetu mieli nieliczni.

  29. O kurczę że też nie pomyślałam zanim kupiliśmy z mężem mieszkanie na kredyt , ale chyba trzeba dodać ogłoszenie to może ktoś zechce pomóc w spłacie kredytu

  30. Moje ulubione to kiedyś zbieranie na jazdy synka na torze kartingowym (jakoś 200zł pół godziny czy coś takiego), że „razem sprawmy, że Polska będzie miała kolejnego Kubicę”, w takim tonie. Masakra to była i żenada totalna.

  31. Dzięki internetowi mogliśmy wreszcie zobaczyć, jak wielka potrafi być ludzka bezczelność. Wolałbym nie mieć tej wiedzy.

  32. Witam
    Mam horom wnóczke (jeszcze sie nie urociła, a nawed nie jest robiona) zbieram na samochut Dodge, dom za 580 000 zł oraz zabafe sylwestrofom oras nowom sukienke f kradke dla HOREJ wnóczki… prosze mi pomuc razem potszebuje 1 000 000 zl i wiem sze na internautów moszna zawrze liczyć
    Dzienkuje z gury

    Xdd swiat calkiem schodzi na psy nie dajmy sie!

  33. Tak jak napisała autorka prawdziwe ludzkie tragedie są niesłyszalne. Komuś kto naprawdę jest w cieżkiej sytuacji, a nie jest internetową mendą wyłudzającą pieniądze jest wstyd poprosić o pomoc czy chwalić się swoją sytuacją.

  34. Takie mamy czasy ze ludzie nie patrzą czy ich stać czy nie tylko chcą mieć i już a w jakiś sposób zdobedą to już ich kompletnie nie interesuje . Po prostu zasada ja chce i muszę mieć a świat ma się dostosować

  35. ja brajanka nie mam, bo na szczęście zostawiłam gnoja w oknie życia, mam dżesike ‚horom curke’, ale dla niej tez nie zbieram, bo mam w nosie! ale…przyjaciele! potrzebuję kasy na sztuczne cycki, bo przez te zakichane bachory mi obwisły! jak se zrobię, to każdemu kto się dorzucił wyślę fotkę na golasa, także zrzuta przyjaciele! muszę też znależć jakiegoś ojca dla bachora… no to chyba dobre argumenty!!!!

  36. Wbrew pozorom utrzymanie kota kosztuje od groma. Sąsiadka miała zwykłego dachowca, to sierściuch potrafił kilogram polędwicy dziennie zeżreć i nie był utuczony. Fakt, że go rozpieszczała i było ją na to stać, ale właściciele rasowców wydają pewnie jeszcze więcej. Więc nie uwierzę, że kogoś kot kosztuje 40 zł miesięcznie, chyba że karmi go powietrzem.

  37. Szczerze wielu Młodym chyba odbija totalnie, chcieliby żeby wszyscy Polacy Starzy i Młodzi pracujący, bardziej zaradni, zafundowali TYM Niezaradnym i Leniuchom itp. Pół Miliona.
    To jest CHORE, bez HONORU !!! WSTYD młodzi, nie da rady, trzeba ostro pracować aby mieć 500tys. zł. DO PRACY PROPONUJĘ SIĘ WYBRAĆ, A MARZENIA O WIELKIEJ KASIE ZAMIENIĆ NA INNE MARZENIE, BARDZIEJ CYWILIZOWANE!!!

  38. Dramatów ludzkich jest bardzo dużo. Sama przez swoje studia ich mnóstwo widziałam, teraz dotknął on mnie. Gdy niedawno dowiedziałam się, że koszt innego leczenia mojej choroby to 54000 zł na 6 miesięcy. Jedna dawka tego leku na 1 dzień to 300 zł. Niestety, nie ma też gwarancji, że ten lek by mi pomógł w mojej chorobie. Nie chodzi o wyleczenie, bo jest to niemożliwe, ale żeby choć już tak nie cierpieć z bólu… Gdybym wiedziała, że ten lek by mi pomógł i tak nie miałabym wstydu prosić obcych ludzi. Cały czas utrzymują mnie rodzice i to oni płacą za prywatne wizyty u lekarzy, drogie leczenie. Już wolałabym zaciągnąć pożyczkę. Zresztą, moja historia nie jest wzruszająca. Nie mam męża Sebixa, ani rumianych buziek Brajana i Dżesiki. Byłam prawie na prostej do ukończenia wymarzonych studiów, w którym przeszkodziła mi choroba. W tej chwili, a w sumie od ponad roku, nie jestem w stanie ani studiować ani pracować; czasem nawet ugotować sobie obiadu, posprzątać czy zrobić zakupów.

  39. Pięknie to Pani podsumowała -> „…Nie śmieję się tutaj z ludzkiej tragedii. Jestem jednak przekonana, że te prawdziwe, „ludzkie tragedie”, siedzą cichutko i nikt o nich nie wie. Bo mają elementarne poczucie wstydu…”

  40. No ‚jak curka chce kocurka’ to sily ni ma na to…
    Dobry artykulik ! Bo ‚Brajanki’ nadal jeszcze tu i tam prubujo ;-)

  41. W Polsce chore dzieci to temat święty nie mniej niż Papież-Polak albo występy Golec Orkiestra w Boże Narodzenie. Nie dać pieniędzy na chore dziecko, to jak podnieść rękę na kombatanta-powstańca warszawskiego; Nic gorszego uczynić nie można. Przy czym zbierać można WYŁĄCZNIE na chore dzieci. Najlepiej rotują oczywiście noworodki (dziękujemy Ci, Jurku!), ale jeszcze na 10-12 latka też da się coś wyżebrać. Potem już idzie tylko gorzej; Po przekroczeniu magicznej bariery osiemnastu lat twoja śmierć przestaje się liczyć. Masz 35 lat i raka? Zdychaj w spokoju. Umiera Ci dziadek? Jego choroba nikogo nie interesuje. Jego miejsce dawno w grobie. W Polsce na każdym kroku spotkasz ulotki o zbiórce na chemioterapię dla Vanessy, o tym, że możesz oddać jeden procent podatku dla Dżona, o tym, że twoje pieniądze pomagają choremu Kasjanowi dalej walczyć. W wielu przypadkach te pieniądze są naprawdę potrzebne, ale w bardzo wielu jest to niestety działalność skazana na porażkę. To nakreślenie nieosiągalnego celu finansowego, który – gdy się nie ziści – pozwala rodzicom dziecka nic nie robić i dobrze żyć przez wiele lat. Ile osób zastanawia się, co się dzieje potem z tymi pieniędzmi? Czy ktoś je oddaje? Jak fundacje je rozliczają? Nazwijmy rzeczy po imieniu: Nie razi mnie zbiórka stu tysięcy na operację serca dla malucha, jeżeli szanse są nawet 10-procentowe. Ale razi mnie np. zbieranie 11 milionów na terapię, która przedłuży życie noworodka o maksymalnie pół roku, o ile się oczywiście uda. A i z takim pomysłem się ostatnio spotkałem. Nie wiem co bym zrobił, gdyby mój syn zachorował. Na pewno próbował bym nazbierać. Ale z pewnością nie w sposób, jaki wyczytałem ostatnio na Facebooku w profilu pewnych chorych zbieraczy: „Słuchajcie jutro robimy kiermasz przynoście ze swoich domów wszystko co macie, meble telewizory, AGD a my to wszystko sprzedamy na giełdzie i będą pieniądze na leczenie dla naszej córci”. Niedobrze mi się robi od takiego skurwysyństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *